Rozmowa z prof. dr hab. Iwoną Hofman, dyrektorką Instytutu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach UMCS

Prof. dr hab. Iwona Hofman (ur. w 1960 r.) jest medioznawczynią, politolożką, mecenaską nauki i kultury. Jej zainteresowania badawcze koncentrują się na historii emigracji powojennej, szczególnie Instytutu Literackiego i „Kultury”, myśli i publicystyce politycznej, historii mediów, teoriach komunikacji społecznej, dziennikarstwie. Na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej kieruje Instytutem Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach. Jest prezeską Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej i przewodniczącą Komitetu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach PAN. Jest członkinią Rady Doskonałości Naukowej. Kieruje Pracownią Badań nad Instytutem Literackim w Paryżu i przewodniczy Radzie Towarzystw Naukowych Prezydium PAN.
Jest autorką 17 monografii, redaktorką 16 książek naukowych, współautorką serii wydawniczej „Współczesne media” (30 tomów) i 7 monografii, ponad 170 artykułów naukowych. Fot. Grzegorz Rekiel
Jest pani jednocześnie dyrektorem Instytutu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach UMCS, prezesem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej, przewodniczącą Rady Towarzystw Naukowych przy PAN, przewodniczącą Komitetu Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach PAN oraz członkinią Rady Doskonałości Naukowej. Jak udaje się pogodzić te obowiązki?
Należę do szczęśliwej grupy ludzi, którzy kochają swoją pracę. Praca jest moim życiem, a zatem te liczne zajęcia nie są dla mnie szczególnie obciążające. Żyję swoją pracą, a wszystko to, czym się zajmuję zawodowo, stanowi dla mnie sens codziennej aktywności. Moje aktywności są zresztą ze sobą powiązane, np. kierując Polskim Towarzystwem Komunikacji Społecznej mogłam lepiej poznać problemy towarzystw naukowych. Współtworzyłam dyscyplinę nauki o mediach, a potem nauki o komunikacji społecznej i mediach, a zatem mogłam przedstawić argumenty przemawiające za powołaniem Komitetu Nauk w PAN.
Czy powołanie dyscypliny nauki o mediach i komunikacji społecznej miało sens?
Tak. Wniosek o utworzenie dyscypliny został złożony w 2010 roku, a w 2011 roku nauki o mediach zostały ujęte w klasyfikacji dziedzin nauki i dyscyplin naukowych. Odpowiedź na pytanie o sens powołania dyscypliny powinna być poprzedzona krótkim, historycznym zarysem problemu. Nauki o komunikacji społecznej i mediach to dyscyplina, która wywodzi się z praktyki i dydaktyki dziennikarskiej, nie mieliśmy w tym zakresie wielkich teorii naukowych. Głównym argumentem przemawiającym za powołaniem dyscypliny był autonomiczny przedmiot badań i właściwa, odrębna metodologia, a także metanaukowe i praktyczne efekty tych badań. Media jako przedmiot badań wymagały swoistego dopełnienia o procesy komunikacji społecznej. Na styku i w najbliższym otoczeniu dyscypliny pozostają m.in. nauki o polityce i administracji, nauki o kulturze i religii, pedagogika, socjologia, historia, prawo.
Jakie jeszcze argumenty przemawiają za powołaniem tej dyscypliny?
W sytuacji, gdy 16 uniwersytetów w Polsce prowadziło dydaktykę dziennikarską, medialną i związaną z komunikacją społeczną, systemowo należało uregulować problem odrębnej dyscypliny. Poszerzenie nauk o mediach o paradygmat komunikacji społecznej w wyniku ustawy z 2018 roku można uzasadnić tym, że procesy komunikacji społecznej nie mogą być rozłączne od mediów jako nośnika. Są też argumenty natury społecznej i kulturowej, żyjemy w zmediatyzowanym świecie i media są bardzo ważnym determinantem naszego sposobu postrzegania rzeczywistości. Argumenty przemawiające za powołaniem dyscypliny mają zatem zarówno charakter symboliczny, jak też pragmatyczny, wynikający ze stopnia organizacji dydaktyki.
Nauki o mediach i komunikacji społecznej to dyscyplina, która wywodzi się z kilku pni.
Istotnie, możemy mówić o multigenetyczności dyscypliny, biorąc pod uwagę zróżnicowane tradycje i rodowody badawcze: splot nauk humanistycznych i społecznych. Zdecydowana większość naukowców deklarująca formalną przynależność do dyscypliny wywodzi się z językoznawstwa, literaturoznawstwa, nauk o polityce, historii, prawa, psychologii, bibliologii i informatologii, nauk o kulturze. Taka złożona geneza wykształcenia się dyscypliny rzutuje na interdyscyplinarny charakter badań mediów i komunikacji społecznej.
Jak dzisiaj kształtuje się dyscyplina nauki o mediach i komunikacji społecznej? W jakich ośrodkach prowadzone są badania naukowe? Ilu naukowców zgłosiło nauki o mediach i komunikacji społecznej jako swoją dyscyplinę do ewaluacji?
Odpowiadając na to pytanie trzeba się odwołać do dwóch dokumentów. Pierwszym jest raport ws. efektów poprzedniej ewaluacji (nie ma jeszcze wyników obecnej ewaluacji – dop. aut.). Drugim jest raport o stanie dyscypliny przygotowany przez Komitet Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach PAN. Poprzednia ewaluacja zakończyła się w 2022 roku. Ewaluowało się 16 jednostek, kategorię A otrzymało pięć: kierowany przeze mnie Instytut Nauk o Komunikacji Społecznej i Mediach UMCS, Wyższa Szkoła Bankowości i Informacji w Rzeszowie (uczelnia niepubliczna), Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, Federacja Naukowa WSB-DSW Merito. W drugiej ewaluacji ocenie poddało się 18 podmiotów. Badania i dydaktyka w dyscyplinie prowadzone są we wszystkich uniwersytetach publicznych i bardzo wielu uczelniach niepublicznych. Dynamiczny rozwój dyscypliny wpłynął na wprowadzenie w 2024 roku do opisu paneli Narodowego Centrum Nauki specjalistycznych obszarów badań mediów i komunikacji społecznej. Już widać, że ta decyzja zmotywowała medioznawców do składania wniosków grantowych.
Co jeszcze można powiedzieć o wynikach ewaluacyjnych?
W przypadku nauk o komunikacji społecznej i mediach nastąpił szybki wzrost liczby pracowników w poszczególnych grupach, zarówno doktorów, jak też tzw. samodzielnych pracowników nauki. W dziedzinie nauk społecznych dyscyplina jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się. Przygotowując raport na zakończenie pierwszej kadencji Komitetu NoKSiM PAN, czyli w 2024 roku, ustaliliśmy, że w Polsce pracuje ponad 800 doktorów habilitowanych i profesorów tytularnych. Ta duża liczba pracowników badawczo-dydaktycznych częściowo wynika z połączenia w 2018 roku trzech dyscyplin – tj. nauk o mediach, nauk o poznaniu i komunikacji społecznej, bibliologii i informatologii – w jedną, czyli nauki o komunikacji społecznej i mediach. Obecnie w badaniach i dydaktyce najsilniej widoczne są klasyczne medioznawstwo oraz bibliologia i informatologia, co znajduje odzwierciedlenie w podziałach na instytuty i wydziały.
Czy widać zainteresowanie karierą w zakresie nauk o mediach i komunikacji społecznej?
Jeżeli chodzi o status doktoranta, to trzeba mieć świadomość, że na podstawie ustawy z 2018 roku funkcjonują szkoły doktorskie, gdzie obowiązują różne parytety w zakresie dyscyplin. W UMCS działa m.in. Szkoła Doktorska Nauk Społecznych, w której kształcą się młodzi badacze ze wszystkich dyscyplin naukowych tej dziedziny. Podczas rekrutacji staramy się o zachowanie pewnych proporcji, ale zdarza się, że najlepsi są kandydaci jednej z dyscyplin. Wracając do odpowiedzi na pytanie, zainteresowanie dyscypliną jest bardzo duże, każdego roku do szkoły doktorskiej w UMCS aplikuje od 8 do 10 osób. Kandydaci wiążą swoją przyszłość z pracą na uczelni, co oznacza, że przedmiot badań jest atrakcyjny i determinujący nasze codzienne życie. Pojawia się wiele nowych tematów badań, związanych chociażby ze sztuczną inteligencją, komunikacją międzykulturową, mediolingwistyką, komunikacją wizualną, edukacją medialną.
Ile osób w czasie pani pracy w Radzie Doskonałości Naukowej uzyskało stopień doktora, doktora habilitowanego oraz tytuł profesora?
Trzeba przypomnieć, że w sprawie doktoratów Rada Doskonałości Naukowej kontroluje jedynie prawidłowość postępowania, a wnioski o nadanie stopnia doktora kandydaci składają do rad naukowych lub rad dyscyplin uczelni posiadających uprawnienia. Nie mamy zatem szczegółowych danych w tym zakresie, bo postępowania odbywają się niezależnie od RDN. W przypadku habilitacji do RDN wpłynęło około 60 wniosków, dalej procedowanych w uniwersytetach posiadających uprawnienia. Jeśli chodzi o tytuły profesorskie, to złożonych zostało około 20 wniosków o ich nadanie, co uważam za wysoką liczbę. Z rozeznania środowiskowego mogę powiedzieć, że postępowania habilitacyjne rzadko kończą się niepowodzeniem. Kandydaci są bardzo dobrze przygotowani, mogą też osobiście przedstawiać swoje osiągnięcie naukowe podczas kolokwium habilitacyjnego, co często znacznie podnosi ocenę recenzentów.
Ilu studentów kształci się na waszym wydziale na kierunkach związanych z naukami o mediach i komunikacji społecznej?
Obecnie kształcimy około 1200 studentów. Najdłuższą historię ma kierunek dziennikarstwo i komunikacja społeczna, który został uruchomiony w 2004 roku (wcześniej funkcjonowała specjalność dziennikarska na kierunku politologia). Kolejnym kierunkiem jest produkcja medialna, która została uruchomiona w 2014 roku. Od 5 lat kształcimy studentów na kierunku public relations i zarządzanie mediami, uruchomiliśmy też studia drugiego stopnia na kierunku nowe media – są to studia niestacjonarne, adresowane przede wszystkim do praktyków, którzy chcą uzupełnić swoją wiedzę i wzmocnić kompetencje. 1 października 2026 roku uruchomimy kierunek sztuczna inteligencja w mediach. Odpowie on na pytania, w jakim stopniu AI zmieni pracę dziennikarzy, choć ten proces już się zaczął. Zrozumienie mechanizmów sztucznej inteligencji to bardzo ważne zadanie w kontekście np. zarządzania informacją, zarządzania mediami itd.
Jakie są losy absolwentów studiów dziennikarskich? Jaka część z nich pracuje w mediach?
Spora część absolwentów pracuje jako dziennikarze mediów lokalnych, często wracając do miejscowości, z których pochodzą. To zjawisko obserwujemy we wszystkich uniwersytetach publicznych i szkołach wyższych. Najwięcej absolwentów znajduje zatrudnienie w regionalnych telewizjach i publicznych rozgłośniach radiowych, ale także w mediach komercyjnych. Szacunkowo około 45 procent absolwentów pracuje w tzw. zawodach okołomedialnych, czyli w instytucjach administracji samorządowej, gdzie pełnią rolę rzeczników prasowych czy pracowników biur promocji. Absolwenci są też zatrudnieni w biurach poselskich, gdzie zajmują się komunikacją polityczną oraz kreowaniem wizerunku. Pracują jako specjaliści od marketingu, reklamy, komunikacji kryzysowej w instytucjach oraz prywatnych firmach. Kompetencje związane z wrażliwością na jakość przekazu, efektywność oraz skuteczność komunikacji przydają się właśnie w zawodach pokrewnych zawodowi dziennikarza.
Czy produkcja medialna została uruchomiona jako alternatywa dla studiów dziennikarskich?
W pewnym sensie tak, choć przyczyn uruchomienia kierunku było kilka. W tamtym okresie rozpoczął swoją działalność Inkubator Medialno-Artystyczny UMCS w Chatce Żaka i szukaliśmy formuły jego działalności z wykorzystaniem nowoczesnego sprzętu i powierzchni studyjno-nagraniowej. Produkcja medialna świetnie połączyła przestrzenie kultury: filmu, teatru i mediów, o czym świadczy choćby odbywający się w kwietniu międzynarodowy studencki festiwal filmowy Pierwiastki UMCS. Kierunek produkcja medialna nie stanowi zagrożenia dla studiów dziennikarskich, wszystkie kierunki związane z mediami cieszą się dużym zainteresowaniem kandydatów na studia.
Jakie kompetencje absolwentów dają im szansę na pracę w innych branżach?
Trzeba przypomnieć, że na uczelniach pracujemy zgodnie z tzw. trójkątem kompetencyjnym: wiedza, umiejętności, postawy. Studenci kierunków medioznawczych rozumieją logikę mediów, sposoby zarządzania informacją, przebieg procesów komunikacji we wszystkich odmianach, potrafią określić strategie komunikacyjne, konstruować przekaz zgodnie z zasadami kultury języka. Potrafią pracować zespołowo w poczuciu odpowiedzialności za szybko podejmowane działania, bo ekosystem mediów wymaga odporności i elastyczności. Absolwenci potrafią realizować innowacyjne pomysły i znajdować ciekawe sposoby rozwiązywania problemów, bo często uczą się metodami projektowymi. Są mobilni i ciekawi świata. Ich sprawność w zakresie komunikacji językowej jest wyższa (niż przeciętnego człowieka – dop. aut.) ze względu na umiejętności praktyczne: wystąpień publicznych, retoryki, pracy głosem itd.
Pani pasją naukową są badania nad Instytutem Literackim w Paryżu. Czy w tej materii można jeszcze odkryć coś nowego?
Tak, choć badamy działalność wydawnictwa i czasopisma „Kultura”, które przestało się ukazywać w 2000 roku. Znaczenie Instytutu uświadamia bogactwo i różnorodność spuścizny, w tym szczególnie archiwaliów. W tym roku ukażą się m.in. dwa tomy listów Jerzego Giedroycia i kobiet, które współpracowały z paryską „Kulturą”. Nie były one autorkami artykułów programowych, lecz odegrały w czasopiśmie istotną rolę. Kobiety współpracujące z „Kulturą” były bibliotekarkami, redaktorkami, tłumaczkami, reporterkami, naukowczyniami, archiwistkami. Niektórzy z sympatią twierdzą, że nie byłoby „Kultury” jaką znamy, gdyby nie Zofia Hertz, najbliższa współpracowniczka Giedroycia od czasów wojny. Konieczne są badania kronik emigracyjnych, które stanowiły ważne źródło informacji dla Polaków rozrzuconych po świecie. Nadal nie mamy też określonego modelu zarządzania placówką w warunkach migracyjnych. Na krytyczne wydania czekają zespoły korespondencji, a do tej pory wydano już ponad 30 tomów. Bardzo potrzebne są biografie autorów związanych z Instytutem Literackim np. Andrzeja Bobkowskiego, Leo Lipskiego, Wacława Zbyszewskiego. Na przykładzie publicystyki „Kultury” możemy definiować dziennikarstwo jakościowe (zrobiłam to w odniesieniu do Leopolda Ungera). Mimo upływu ćwierćwiecza od zamknięcia „Kultury” nadal analizujemy myśl polityczną, której trafność weryfikują wojna w Ukrainie czy polityka USA wobec Unii Europejskiej.
Niedawno uległo likwidacji Muzeum Polskie w Rapperswilu w Szwajcarii. Czy spuścizna instytutu we Francji jest zagrożona?
Nie, ponieważ jeszcze za życia brata Jerzego Giedroycia, Henryka, który zmarł w 2010 roku, powstało Stowarzyszenie Instytut Literacki „Kultura” zajmujące się administrowaniem domem w Maisons–Laffitte, siedzibie „Kultury” i Instytutu. Obecnie są tam stale prowadzone prace porządkowe i remontowe z zachowaniem pierwotnego wystroju wnętrz i układu przestrzeni. Do Maisons–Laffitte przyjeżdżają naukowcy, studenci, turyści. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przez Bibliotekę Narodową finansuje zabezpieczenie i digitalizację zbiorów, a trzeba pamiętać, że często są to rękopisy i druki wydane na słabym papierze. W 2026 roku obchodzimy Rok Jerzego Giedroycia i Rok Józefa Czapskiego, co najlepiej świadczy o szacunku dla dzieła „Kultury” i trosce o zachowanie tej spuścizny.
Dlaczego podjęła się pani kierowania Radą Towarzystw Naukowych? Jak wygląda ich sytuacja w Polsce?
Do Rady Towarzystw Naukowych zostałam zaproszona w 2011 roku jako przedstawicielka Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej. Od 2019 roku kieruję Radą jako pierwsza kobieta w historii 63 lat jej działalności. Traktuję to jako bardzo ciekawe doświadczenie, umożliwiające poznanie problemów społecznego ruchu naukowego, którego geneza wiąże się z patriotyczną mobilizacją w obronie języka i kultury polskiej w okresie zaborów, a następnie z pozytywistyczną pracą u podstaw w obszarze edukacji i kultury. Według danych statystycznych, obecnie w Polsce jest zarejestrowanych ponad 600 towarzystw naukowych. Ich rola zmieniła się, ale nadal pozostają ważnym filarem polityki naukowej, relatywnie mało docenianym, mimo że prowadzą działalność naukową, popularyzatorską, wydawniczą itd. Posiadają cenne zbiory biblioteczne i muzealne. Bywają pierwszym środowiskiem naukowym dla młodych badaczy i pasjonatów wiedzy. Od kilku lat intensywnie zajmuję się procedowaniem zmiany statusu towarzystw naukowych w Polsce. 25 maja w MNiSW odbędzie się kolejna prezentacja problemów towarzystw naukowych jako podmiotów polityki naukowej państwa.
Od 2020 roku siedziba Wydziału Politologii i Dziennikarstwa UMCS mieści się na terenie kampusu zachodniego przy ulicy Głębokiej. Czy nie tęskni pani za klimatycznym gabinetem na Placu Litewskim?
Tęsknię, podobnie jak wielu pracowników o dłuższym stażu pracy. Uważaliśmy, że to najlepszy adres w mieście, lecz ówczesny rektor UMCS profesor Stanisław Michałowski podjął decyzję o przeprowadzce, a zdecydowały względy praktyczne. Koszt utrzymania zabytkowego budynku na Placu Litewskim był bardzo wysoki, pałac wymagał remontu pod nadzorem konserwatora zabytków. W poprzedniej siedzibie mieliśmy problem z zapewnieniem studentom odpowiednich warunków do nauki. W kampusie są bardzo dobrze przygotowane sale dydaktyczne i przestrzenie zapewniające rozwój wydziałów i instytutów. Nostalgicznie i serdecznie wspominamy jednak tajemnicze zakamarki, wysokie schody, amfiladę pokoi, dzisiaj stanowiące elementy wydziałowych anegdot. Co ciekawe, studenci, którzy teraz zaczynają swoją przygodę akademicką i nie mogą pamiętać Placu Litewskiego jako siedziby Wydziału, mówią, że brakuje im ducha tamtego miejsca. Wytworzyła się zatem uniwersytecka legenda Placu Litewskiego.
Rozmawiał Grzegorz Rekiel