Rozmowa z prof. dr inż. arch. Stanisławem Sipińskim, kierownikiem Pracowni Projektowania Architektonicznego III na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu

Stanisław Sipiński
Gra pan na perkusji, która stoi w pracowni? To łagodzi stres architekta?
Przede wszystkim uczy skupienia i precyzji, bo perkusja nie jest obiektem do uderzania bez pewnej logiki zapisu muzycznego. A swoją drogą, architekt musi być trochę wariatem, niech pani zobaczy co tu się dzieje: ciągły ruch.
Poprzeszkadzam trochę, niestety. Od kilkunastu lat prowadzi pan zajęcia na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Jak pana zdaniem sprawdza się system kształcenia architektów w strukturze uczelni artystycznej i co jest specyficzne dla takiej edukacji?
To jest bardzo podstępne pytanie, dlatego, że z punktu widzenia prawa, czyli standardów nauczania przedmiotu, jakim jest architektura, jesteśmy zobowiązani uczyć tak, jak na politechnice.

Budynek mieszkaniowo-usługowy, Poznań, ul. Bóżnicza
Czyli w dziedzinie nauk inżynieryjno-technicznych, bo tak w Polsce architektura i urbanistyka zostały sklasyfikowane.
Tak. Ponadto standardy nauczania dyscypliny, jaką jest architektura, zostały przez ministerstwo precyzyjnie określone. Zatem program jest ten sam i taki sam cel, natomiast środki mamy nieco inne. Nie będę odnosił się wprost do porównania z Wydziałem Architektury Politechniki Poznańskiej, który jest w mojej ocenie jednym z najlepszych wydziałów w Polsce. Na obu uczelniach studia są dwustopniowe: absolwent studiów I stopnia na uczelni artystycznej także uzyskuje także tytuł inżyniera, a II stopnia – magistra inżyniera architekta. Podobnie spełniane jest minimum programowe w zakresie przedmiotów takich jak np. matematyka, konstrukcja, materiałoznawstwo czy fizyka budowli. Oczywiście dużą część przedmiotów stricte technicznych prowadzą na UAP koledzy z politechnicznym rodowodem.
Także pracownie dyplomujące.
Tak, mamy więc duże wsparcie specjalistów-inżynierów. Od początku jednak studenci mają możliwość rozszerzenia programu studiów o liczne wątki artystyczne. Jeśli ktoś interesuje się np. filmem, fotografią czy scenografią, to może brać udział w zajęciach wybranej pracowni z Wydziału Animacji i Filmu Eksperymentalnego, wybranej Pracowni Scenografii czy też jednej z wielu pracowni fotograficznych, np. Pracowni Fotografii Dokumentalnej, Fotografii Eksperymentalnej czy Pracowni Transformacji Obrazu. A to tylko niektóre z możliwości wyboru.
W tym przypadku oferta artystyczna jest bardzo szeroka.
Bardzo, długo można by wymieniać. Wspomnę jeszcze np. o Pracowni Rzeźby, Pracowni Grafiki Artystycznej czy Grafiki Projektowej z całym spektrum wiedzy cyfrowej. Ponadto nasi studenci, podobnie zresztą jak na politechnice, mają rozbudowany program nauki stosowania współczesnych programów komputerowych. Mamy bardzo zaawansowane pracownie z nowoczesnymi komputerami i dobry serwer. Studenci nie muszą ponosić kosztów zakupu drogiego oprogramowania; nie każdego stać nawet na czysto akademicką wersję programu Archicad, z którego korzystamy, mogą natomiast nie tylko uczyć się tego programu w uczelni, ale nawet pracować tu nad swoimi projektami. Na politechnice w program studiów także wpisane są zajęcia z malarstwa, rysunku, rzeźby, studenci mogą też np. wykonywać ceramikę. Jednak liczba takich pracowni w uczelni artystycznej jest znacznie większa. Oczywiście wszystko co jest ponad oficjalny program nauczania, ma charakter dowolny.

Kładka, Malta, Poznań
Jaka jest liczebność grup studenckich w pracowniach w porównaniu z politechniką?
W naszej szkole jest znacznie mniej studentów niż na politechnice. Roczniki są około trzydziestoosobowe i jeśli podzieli się studentów na grupy, to mamy sytuację prawie jak na Oksfordzie, gdzie profesor pracuje z grupą pięciorga czy ośmiorga studentów.
Praca w małych grupach to tradycja uczelni artystycznych.
Tak, to jest niezwykle cenne. Natomiast ja mam ten dar od Boga, że zgłasza się do mnie wielu studentów. W ciągu jednego dnia pracuję z 30 osobami z różnych roczników, a dochodzą jeszcze dyplomanci. Jednak średnia liczba studentów przypadająca na profesora w obrębie jednego przedmiotu jest zdecydowanie mniejsza niż na politechnikach. To powoduje, że kierunek architektura ma charakter elitarny, a przede wszystkim w uczelni artystycznej na pewno łatwiejszy do realizowania jest system nauczania mistrz – uczeń.
Zakres zagadnień w prowadzonej przez pana Pracowni Projektowania Architektonicznego III jest bardzo szeroki. Jakie formy kształcenia i jakie zagadnienia dydaktyczne mają tu kluczowe znaczenie?
Istotne jest, że na Uniwersytecie Artystycznym wszyscy koledzy, którzy uczą projektowania architektonicznego, mają doświadczenie praktyczne i są aktywnymi architektami. Studenci podejmują świadome decyzje o wyborze pracowni, bo obecnie łatwo dotrzeć do informacji o tym, co kto wybudował, czyli o projektach i realizacjach. Oczywiście zajęcia na studiach prowadzą także teoretycy, którzy uczą np. historii architektury czy historii sztuki. Natomiast projektant, który buduje domy i szpitale, może przekazać zupełnie inny rodzaj wiedzy, gdyż teoretycznie nie rozwiążemy wszystkich problemów. Podobnie jest ze sztuczną inteligencją: w ramach pracy naukowej na politechnice moja żona prof. Ewa Sipińska i jej koledzy poddali analizie projekt zrobiony przez architekta i przez sztuczną inteligencję w odpowiedzi na to samo zadanie. Badania potwierdziły, że sztuczna inteligencja operuje wiedzą zapamiętaną, a nie kreatywną i w związku z tym na razie nie jest w stanie projektować tak jak człowiek. Podobnie jest w relacji: profesor teoretyk i profesor praktyk. Tylko ten drugi może prawidłowo określić elementy techniczne, ale też elementy kreacji, które trzeba wyzwolić w procesie projektowym. Mówię o tym, bo miałem okazję bywać w wielu uczelniach na świecie: w Massachusetts Institute of Technology, który plasuje się na pierwszych miejscach w rankingach, w Uniwersytecie Cornella czy w uczelniach europejskich; rozmawiałem z profesorami i wniosek jest jeden: studenci wszędzie łakną kontaktu z prawdziwymi zawodowcami.

Koncept projekt Dworca PKP w Poznaniu
Architektura jest specyficzną dziedziną, która powinna łączyć elementy nauk inżynieryjno-technicznych ze sztuką. Jak pan postrzega relację architekt – projektant, architekt – twórca?
Na tytuł magistra inżyniera architekta składają się trzy tytuły, z których każdy ma swoją wartość i mówi kolejno o wiedzy teoretycznej, technicznej i o komponencie twórczym. System kształcenia w uczelni artystycznej niewątpliwie ułatwia kontakt z tymi przedmiotami, których nie ma na innych uczelniach, a trzeba zaznaczyć, że Uniwersytet Artystyczny oferuje stuletnią tradycję kształcenia w zakresie sztuki. Oczywiście artystą będzie ten, kto ma odpowiednie predyspozycje i chce je rozwijać, niezależnie od tego, czy ukończy uczelnię artystyczną, czy techniczną.
Jak absolwenci architektury z UAP radzą sobie na rynku pracy?
Mam zaszczyt i przyjemność prowadzić czasami bardzo dobre dyplomy. Jedna z moich absolwentek, która zrobiła najpierw dyplom inżynierski, potem magisterski pracuje dziś w poważnym biurze w Brukseli. Inna, pochodząca spod Rzeszowa, zaprojektowała fantastyczny ośrodek dla osób starszych w Norwegii, gdzie była w ramach Erasmusa. Po obronie wyjechała do Norwegii i jest teraz wziętym architektem.
Wróćmy jeszcze do form kształcenia architektów: od czego rozpoczyna się proces projektowy?
Przyjęliśmy zasadę, że najpierw ustalamy miejsce, z którym cały proces projektowania będzie związany. Student w ramach moich zajęć przygotowuje pełną dokumentację fotograficzną terenu. Już te zdjęcia przekazują mi informację o studencie: jeden ma talent i zrobi fantastyczne zdjęcia, a drugi fatalne. Potem student znów idzie w teren i robi rysunkową dokumentację otoczenia, aby to otoczenie zrozumieć. Jeżeli projektuje np. plombę w mieście, to musi wiedzieć, co jest na prawo, a co na lewo, jaki jest kontekst komunikacyjny i funkcjonalny działki.

Most Dworcowy, Poznań
Relacja z otoczeniem jest bardzo istotna, zwłaszcza w dobie narastającego chaosu architektoniczno-urbanistycznego.
Zdecydowanie, dlatego poświęcamy jej dużo uwagi. Kolejna rzecz to budowanie programu inwestycji, czyli ćwiczenia polegające na obserwacji wspomaganej studiami. Jeśli student projektuje np. szpital, to musi zapoznać się z odpowiednią literaturą, przejrzeć zasoby internetu, ale też powinien pójść do szpitala i na miejscu, za zgodą dyrekcji, obserwować jego funkcjonowanie. Jest to już trochę trudniejsze, gdyż nasza młodzież, podobnie jak na całym świecie, jest szczególnie związana ze środowiskiem cyfrowym. Mają jakby wdrukowane, że w Internecie znajdą każdą odpowiedź, a to jest nieprawda.
Na pewno też inne jest doświadczenie konfrontacji z realną przestrzenią, a inne z przestrzenią cyfrową.
Tak, a ponadto jeśli student ma zaprojektować na przykład kościół, powiedzmy: rzymsko-katolicki, to po pierwsze, musi do takiego kościoła pójść kilka razy, porozmawiać z księdzem, z wiernymi, ale również poczytać o historii Kościoła, o tym co mówił Tomasz z Akwinu, a co Augustyn, co Franciszek, a co mówi papież. To jest rozległa wiedza, która musi być wsparta literaturą fachową i dlatego użyłem słowa „studia”, ponieważ dziś na wszystkich uczelniach mamy problem, żeby nauczyć młodzież studiowania. Kolejny krok, to zapoznanie się z różnymi rozwiązaniami projektowymi danego tematu w ujęciu historycznym i współczesnym. Dopiero na koniec przechodzimy do czysto formalnego projektowania. I tutaj jest ważne miejsce na kreację przestrzenną, bo można zbudować np. wioskę w Wietnamie na lądzie, ale można powbijać pale w dno rzeki i tam ją zlokalizować – taką propozycję widziałem w Uniwersytecie Cornella w Nowym Jorku. Czasami na zajęciach proponujemy studentom: zaprojektujcie formę lekką, ciężką, zwiewną itd. To jest kolejny komponent, czyli kompozycja architektoniczna.
W oparciu o konkretną lokalizację?
Tak, wszystko w danym miejscu. Docelowo powstaje projekt: wizualizacje i często model. Organizuję publiczne obrony tych projektów, wszyscy studenci wystawiają swoje prace, jest dyskusja i ocena zostaje publicznie przeze mnie uzasadniona.

Budynek mieszkaniowo-usługowy B&W, ul. Mostowa, Poznań
A jaka jest relacja pomiędzy pańską intensywną praktyką zawodową a pracą na UAP? W jakim stopniu te obszary mogą się przenikać?
Czasami zapraszam studentów na budowę, a czasami do biura – najczęściej dyplomantów studiów magisterskich, którzy mogą tutaj podejmować dyskusje na bardziej zaawansowanym poziomie. Natomiast to przenikanie się obszarów jest związane z przekazywaniem wiedzy, którą sam muszę bez przerwy rozwijać. Dzień akademicki to jest dla mnie z jednej strony święty dzień, bo cały czas jestem w szkole tylko dla studentów, ale z drugiej strony to potworny wysiłek o charakterze intelektualnym, gdyż student przychodzi z pełnym zaufaniem i ja nie mogę go zbyć. Moim zadaniem jest być dla studenta osobą, która odpowie na wszystkie jego pytania. To śmiesznie brzmi, ale tak jest, choć oczywiście nie jestem demiurgiem, który wszystko wie, ja też wiele mogę się uczyć od studentów i jest to dla mnie jak świeże powietrze. Uważam jednak, że mam moralny obowiązek podzielić się swoimi doświadczeniami, bo miałem szansę projektować i szpitale, i mosty, i wieżowce…
Tak, działał pan bardzo wszechstronnie. Chciałabym zapytać o pewien projekt, który jest bardzo ważny dla Poznania, a pozostał w fazie koncepcyjnej. Myślę o dworcu PKP. Ten projekt miał stanowić antidotum na fatalne dla pasażerów zmiany komunikacyjne na terenie nowego dworca, który zyskał wręcz miano „makabryły”. Czy jest szansa na powrót do pańskiej koncepcji?
Niestety nie. Są dwa problemy, które utrudniają realizację dworca. Pierwszy o charakterze czysto administracyjnym: właścicielem dworca jest kolej, a plac przed dworcem w Poznaniu należy do miasta. Na swojej działce kolej teoretycznie może robić to, co chce i dotychczas tak było. Teraz miasto próbuje zyskać większy wpływ na to, co tam powstanie. Przed wielu laty, gdy jeszcze nie było tam galerii handlowej, przekazaliśmy władzom kolei i władzom miasta projekt dworca, który spotkał się z bardzo dobrym odbiorem społecznym. Natomiast w tej chwili pojawiła się koncepcja zwiększenia ilości torów przejazdowych przez Poznań – to są gigantyczne pieniądze i inwestycja kilkuletnia, bardzo skomplikowana, która zakłada zupełnie inne rozwiązania. Budowa dworca na czynnej sieci kolejowej jest bardzo trudną sprawą. Na dodatek jeszcze nie wiemy, jaki będzie program tego dworca. Mamy takie doświadczenia, że projektowaliśmy dwa mosty: Teatralny i Dworcowy, które budowano przy jeżdżących pociągach, co było bardzo trudne, bo jak się ruszyło trakcję, to trzeba było przerabiać wszystkie rozkłady jazdy. Nasze stanowisko jak powinien wyglądać poznański dworzec, przedstawiliśmy w projekcie. Uważaliśmy wraz z żoną, która jest moim partnerem biznesowym, że warto wrócić do pierwotnego układu tego miejsca. Dworzec z pięknym placem, na który zajeżdżał tramwaj, był klasycznym dworcem przejazdowym. Wchodziło się do środka, a perony były zlokalizowane po prawej i po lewej stronie.
A dziś podróżni kluczą jak w labiryncie.
To nie jest dworzec. Jesteśmy jednym z niewielu miast wojewódzkich, które nie ma dworca. Nie chciałbym jednak nikogo winić, bo to nie moja rola.
Jakie są pańskie refleksje związane z kondycją współczesnej polskiej architektury?
Kondycja polskiej architektury jest obecnie bardzo dobra. Zwłaszcza jakość obiektów reprezentacyjnych, takich jak filharmonie, sale koncertowe, lotniska, szpitale, mosty, dworce kolejowe po renowacji jest absolutnie na europejskim i światowym poziomie. Ponadto mamy ogromną masę mieszkań oddanych przez ostatnie trzydzieści lat, których jakość w dużej mierze jest bardzo przyzwoita. Zdarzają się oczywiście przypadki patologii, ale to jest niewielki procent całej produkcji i dotyczy głównie tak zwanej mieszkaniówki. Natomiast obiekty Premium, które mieliśmy zaszczyt projektować, są na światowym poziomie.
Jak pan ocenia urbanistykę nowopowstałych osiedli?

Wnętrze budynku mieszkaniowo-usługowego, ul. Towarowa 37, Poznań
Powiedziałbym, że w dużej mierze jest poprawna. Nie odstajemy od innych europejskich realizacji, np. w Hiszpanii, Francji, Skandynawii, częściowo też w Grecji. Warszawa jest w tej chwili najbardziej progresywnym miastem w Europie. A gdy ktoś nie wierzy, to może pojechać do Berlina czy Paryża i zobaczyć, jaki tam teraz jest bałagan, brud, brak opanowania przestrzennego i społecznego.
Czynniki społeczno-polityczne także mogą być istotne dla jakości przestrzeni.
Tak. Natomiast w Warszawie mamy wiele świetnych wieżowców, świetnej zabudowy mieszkaniowej i tej o wyższym statusie kulturowym, jak Muzeum Sztuki Współczesnej czy Muzeum Polin. A w Poznaniu mamy np. cały zespół Andersji i inne projekty biurowe, a teraz powstaje nowy teatr.
A jak pan postrzega rozwój współczesnej architektury i urbanistyki na tle wzorców modernistycznych, które były realizowane latach siedemdziesiątych? Oczywiście mieliśmy wówczas do czynienia z kiepską jakością materiałów czy wykończenia mieszkań, ale za to jakość rozwiązań przestrzennych była zupełnie inna niż obecnie.
Mieszkania nie były wówczas wcale takie kiepskie. Normatyw z lat 80. zakładał na przykład, że mieszkanie M3 ma 52 metry, a dziś na rynku deweloperskim M3 to maksymalnie 48 m i najlepiej 3 pokoje. Na poznańskich Ratajach, na Dolnym Tarasie, który zdobył wiele międzynarodowych nagród, jakość zamieszkiwania jest nieporównywalnie lepsza niż w osiedlach realizowanych przy obecnych warunkach deweloperskich, czyli przy bardzo drogich gruntach. A te są w Polsce idiotycznie drogie, czego konsekwencją jest bardzo duże zagęszczenie urbanistyczne; tak duże, jak tylko pozwala na to prawo budowlane. Przepisy obowiązujące w latach 70. czy 80. były znacznie lepsze i trzeba to umieć docenić.
Prawo kreuje przestrzeń wokół nas.
Oczywiście: odległość miedzy budynkami, ilość zieleni, rozwiązania komunikacyjne. Jedynym błędem czy niedociągnięciem w przeszłości była polityka parkowania samochodów. Kiedyś było ich mało i dzisiaj mamy z tym problem, ale na nowych osiedlach czy w nowych budynkach wykonujemy garaże podziemne na niespotykanie dobrym poziomie w porównaniu z innymi krajami Europy albo ze Stanami Zjednoczonymi. Mamy doświadczenie w realizacji ponad 3 tysięcy mieszkań na różnych osiedlach w Poznaniu, a to znaczy, że zbudowaliśmy prawie 5000 miejsc parkingowych w strefach podziemnych i to jest w skali światowej ewenement.
A jednocześnie – rozwiązanie problemu parkowania na osiedlach, który jest dolegliwy.
Dzisiaj musimy realizować parkingi podziemne w oparciu o nowe prawo, które mówi, że parkingi będą pełniły w czasie wojny rolę tzw. miejsc ukrycia. Oznacza to jednak, że garaż musi być budowany prawie jak schron, co podwyższa koszty. Wracając jednak do oceny tego, co dziś dzieje się w architekturze i urbanistyce w stosunku do przeszłości: ona wcale nie jest taka jednoznaczna. Wielka płyta na pewno nie była najładniejsza, ale na przykład w Poznaniu na wielu osiedlach z lat 70. budynki mają już nowe elewacje, które się pięknie prezentują.

Budynek mieszkaniowo-usługowy, ul. Zwierzyniecka, Poznań
I jest popyt na mieszkania w tych budynkach.
Tak, na tak zwanym rynku wtórnym. Oczywiście, dziś mieszkania są naszpikowane technologiami, mają systemy wentylacji, klimatyzacji, różne cuda na kiju. Ale standardy modernistyczne były zupełnie dobre i takie osiedla jak poznańskie Rataje czy Winogrady nadal są w skali europejskiej zupełnie przyzwoite.
Obecnie jesteśmy w pewnej pułapce, wspominał pan o cenach gruntów…
Mamy jednak, jak wspomniałem, dosyć dużą liczbę nowych obiektów mieszkaniowych, które są budowane w tak zwanej klasie Premium. W tych obiektach znajdują się piękne, duże mieszkania, baseny, sale do ćwiczeń, dodatkowe pomieszczenia magazynowe, jest konsjerż, jest obsługa. Natomiast w przypadku tanich mieszkań z jednej strony mamy bardzo nowoczesne materiały, ale z drugiej zaznacza się wpływ czynników ekonomicznych, czyli: większe zagęszczenie zabudowy i mniejsza powierzchnia mieszkań. Zawsze jest coś za coś. W architekturze, ale także w różnych dziedzinach sztuki od zawsze pieniądze w dużej mierze decydowały, jaki będzie efekt. Gdy Michał Anioł pracował nad Kaplicą Sykstyńską, to papież Juliusz II dał mu, powiedzmy, dwa woreczki złota, ale artysta sam musiał sobie wszystko zorganizować: farby, rusztowania, i wcale dużych pieniędzy na tym nie zarobił, mimo że był jednym z najgenialniejszych twórców w historii ludzkości. Blok marmurowy, z którego wyrzeźbił Dawida, kosztował tyle co dwie wsie i twórca musiał to wszystko brać pod uwagę. Dzisiaj przychodzi do nas deweloper i mówi: „Za działkę zapłaciłem 20 milionów złotych, mogę w to wszystko jeszcze włożyć 30 milionów, ale muszę zarobić tyle i tyle”. I teraz architekt musi się martwić, żeby inwestycja w ogóle powstała, więc element ekonomii w architekturze, urbanistyce, ale również w sztukach pięknych, był, jest i prawdopodobnie będzie jednym z istotnych czynników. Zatem im będziemy bogatsi – a daj Panie Boże, żeby Polska nadal tak się rozwijała – tym lepsze będziemy mieli obiekty architektoniczne i rozwiązania urbanistyczne. Ale podkreślę jeszcze raz: i tak nie mamy się czego wstydzić. W Stanach Zjednoczonych, poza wielkimi miastami – gdzie są asfaltowe łąki, jak kiedyś śpiewano, i gdzie ceny mieszkań dochodzą do 100 000 dolarów za m2, jak na Manhattanie – jest dużo kiepskich osiedli mieszkaniowych, o niewyobrażalnym zagęszczeniu. Podobną sytuacje mamy w Paryżu. Natomiast Niemcy uzyskują lepszą jakość. Oczywiście ceny mieszkań w Berlinie poszybowały w górę. Pięć czy dziesięć lat temu w Berlinie było taniej niż w Warszawie, a dziś jest drożej, bo wykreowano rynek, ale generalnie jakość architektury i rozwiązań urbanistycznych w Niemczech jest na bardzo wysokim poziomie.
Nawet w ramach budownictwa socjalnego?
Tak, lecz powiedziałbym raczej – spółdzielczego, gdyż 75 procent Niemców mieszka na osiedlach spółdzielczych. A w Polsce wszyscy chcą mieć własne mieszkanie, nawet jeśli przez 35 lat muszą spłacać kredyty. To się jednak zmieni, rynek wymusi, że niebawem większość będą stanowiły mieszkania spółdzielcze. Już teraz w Warszawie są firmy, które kupują na pniu po 1000 mieszkań i podpisują dosyć korzystne umowy dzierżawy.
Niech zgadnę: to raczej nie są firmy z polskim kapitałem?
Głównie niemieckie, izraelskie, holenderskie…
To jest dopiero temat-rzeka.
Tak. Ale podsumujmy: ponieważ dużo podróżowałem i mam obiektywne porównanie ze standardami jakości zabudowy w innych krajach, uważam, że w Polce możemy być naprawdę dumni z tego, co się wydarzyło. Sala koncertowa we Wrocławiu jest jedną z najlepszych na świecie, w Krakowie – podobnie, za chwilę pojawi się Teatr Muzyczny w Poznaniu, podejrzewam, że będzie również znakomity. Proszę porównać chociażby lotnisko De Gaulle’a w Paryżu z Lotniskiem Chopina – u nas jest dużo czyściej, prościej i ładniej. Dworzec Centralny w Warszawie – znakomity, jakość autostrad dobra, a poza tym mamy najlepsze stacje benzynowe w Europie – Orlen może być wzorcem. Takie są fakty, więc możemy powiedzieć: jest dobrze!
Rozmawiała Krystyna Matuszewska