logo
FA 5/2024 okolice nauki

Tomasz Kłusek

Protreptyk do Terleckiego

Protreptyk do Terleckiego 1

Rok 1980 dobiegał końca. Czas nadziei, złudzeń, wątpliwości i lęków. Gazety i czasopisma szykowały świąteczne wydania. Stanisław Adamczyk, ówczesny redaktor naczelny „Tygodnika Kulturalnego”, zadecydował, że w numerze 51-52 ukaże się rozmowa z Władysławem Terleckim. W myśl zasady, że historia jest nauczycielką życia, przyda się wszystkim czytelnikom refleksja czołowego przedstawiciela „renesansu powieści historycznej”. Pisarz, który wnikliwie i niestereotypowo dociekał prawdy o naszej przeszłości, zapewne wiele będzie miał do powiedzenia w kilka miesięcy po Sierpniu ‘80. Notabene Marek Nowakowski wspominał Adamczyka jako prawego człowieka, prawdziwego przyjaciela i kompana od kieliszka, który znakomicie prowadził powierzony mu tygodnik.

Na pytanie Małgorzaty Mietkowskiej o to, czy Terlecki uważa się za pisarza historycznego, odpowiedział: „I tak, i nie. Nie zajmuje mnie tzw. odtwarzanie faktów historycznych. Chcę natomiast pokazać to, co z tych faktów wynika dla człowieka współczesnego. Uważam, że historia nigdy nie powtarza się mechanicznie, ale u różnych generacji budzi zbieżne dylematy do rozstrzygnięcia. A zatem, jestem powieściopisarzem historycznym, jeśli przez kontekst historyczny nie będziemy rozumieć kostiumu, który ma wstydliwie osłaniać współczesność”.

Fragment tej wypowiedzi został przywołany w najnowszej książce Lecha Giemzy, która stanowi kolejny tom Biblioteki „Nowego Napisu”. Jako że celem tego przedsięwzięcia jest popularyzacja dorobku twórców wybitnych, choć często zapoznanych, to i publikacja o Terleckim ma charakter swoistego protreptyku. Jest po prostu zachętą do czytania Spisku, Dwóch głów ptaka, Powrotu z Carskiego Sioła, Czarnego romansu i innych książek Terleckiego.

Brakuje na naszym rynku wydawniczym dobrych książek popularyzatorskich, które popularyzują bohatera opracowania, a nie popularyzatora. Mógłbym z miejsca wymienić szereg tytułów, z których niewiele dowiedziałem się o pisarzu, a wiele o jego opisywaczu. Monografista przysłania właściwy temat epatowaniem modami literaturoznawczymi, którym hołduje, obnosi się ze swymi idiosynkrazjami i fascynacjami. Inna sprawa, że tego rodzaju działalność najczęściej idzie w parze z niedostatecznym rozpoznaniem przedmiotu badań.

Zupełnie inaczej jest w przypadku autora omawianej publikacji. Przed niespełna trzema laty polecałem w „Forum Akademickim” jego pracę poświęconą poezji Czesława Miłosza. „Rzeka, która cierpi” również ukazała się w tej samej serii. Terlecki lubelskiego literaturoznawcy nie ustępuje jego Miłoszowi. Może dlatego, że Giemza jest nie tylko uczonym polonistą, profesorem KUL-u, ale także nauczycielem szkół średnich ze sporą praktyką. To idealne połączenie dla popularyzatora literatury. W swoich publikacjach potrafi zachować właściwe proporcje i nie grzęźnie w ezoterycznym żargonie naukowym.

Książka składa się z dwóch zasadniczych części. Pierwszą nazwijmy minirozprawą historycznoliteracką, druga jest antologią fragmentów prozy Terleckiego. Dołączono tu wypowiedź dla „Współczesności” z 1966 o związkach historii i literatury oraz uwagi na temat kontrowersji wokół edukacji historycznej, które opublikował „Miesięcznik Literacki” w 1981 r. We wprowadzeniu Giemza zdradza arkana swego warsztatu: „Próbowałem postawić się trochę w sytuacji kogoś, kto po tego typu literaturę dopiero chce sięgnąć. Niech ta książka będzie zachętą do dalszych, samodzielnych już poszukiwań”. Wydaje się, że cel został osiągnięty. Wartość omawianej publikacji nie wyczerpuje się w jej funkcji popularyzatorskiej, gdyż pojawiają się tu tropy, których nie było u Dobrowolskiej, Izdebskiej, Jamrozek-Sowy, Kajtocha i innych badaczy dorobku Terleckiego.

Tomasz Kłusek

Lech GIEMZA, „Szukaj w historii wyjaśnienia swego losu”. Proza Władysława Lecha Terleckiego, Instytut Literatury, Kraków 2024, seria: Biblioteka Krytyki Literackiej Kwartalnika „Nowy Napis”.

Wróć