logo
FA 5/2024 okolice nauki

Marek Misiak

Bestiariusz

Bestiariusz 1

Szkolnictwo wyższe i świat nauki to do pewnego stopnia państwo w państwie, osobne uniwersum w obrębie rzeczywistości. Przydatne są tu inne strategie kariery niż w biznesie, inne strategie przetrwania niż w administracji państwowej czy samorządowej, odmienne są też patologie (choć wynikają z tych samych ograniczeń ludzkiej natury). Jednym z celów kolejnych reform, półreform czy deform jest odsianie bezproduktywnych wyrobników, a przynajmniej tych, których państwo jako takich postrzega. Być może jest ich mniej niż w czasach PRL, ale kolejne zmiany likwidują jedne problemy, a generują inne, skłaniają do przyjmowania coraz innych strategii przystosowawczych. Monika Kwiecińska-Zdrenka i Marcin T. Zdrenka uznali, że narzekanie po ciasnych gabinetach i jeszcze ciaśniejszych pakamerach nic nie zmieni, zaś opublikowanie mądrego żartu pozwoli przynajmniej rozładować napięcie i przekonać czytelników, że nie tylko oni widzą pewne problemy.

Uniwersytecki zodiak prezentuje dwanaście typów idealnych, tyle że z piekła rodem. Lew, Strzelec czy Koziorożec brzmieliby w tym kontekście zbyt dumnie, dlatego tu znajdziemy m.in. Ryjówkę, Pawia, Dydelfa, Straszyka i Patyczaka. Każdy znak prezentuje w satyrycznie podkręconym stężeniu cechy znane zapewne każdemu, kto choć przez jakiś czas był częścią środowiska naukowego, opisane jednak bez jadu, osobistych uraz, zgorzknienia, tak niestety charakterystycznych dla dyskusji o polskiej nauce, szczególnie jeśli toczone są anonimowo lub przynamniej online. Co ważne, autorzy wskazują też, że niektóre zachowania są wynikiem nie do końca przemyślanej (albo nawet nie do końca świadomej) reakcji na wymagania stawiane przez system – dobrym przykładem jest Ryjówka, czyli naukowiec, który skupia się na uzyskaniu możliwie szerokiej palety mierzalnych osiągnięć w możliwie krótkim czasie, bez względu na ich jakość i skutki uboczne. Stosowane w wielu krajach i na licznych uczelniach metody ewaluacji zdają się premiować taki prymat formy nad treścią, choć zapewne nie taka była intencja tych, którzy je opracowywali. Nawet jeśli nazwa znaku wydaje się niemal obraźliwa, jak Hiena, tu również można podejrzewać, że to w sprzyjającym środowisku u niektórych ludzi ujawnia się to, co najgorsze; w tym przypadku budowanie własnej pozycji nie w rywalizacji z innymi, ale ich kosztem (to nie to samo, nawet jeśli uczestniczymy w grze o sumie zerowej).

Omawiana książka jest też przykładem na to, że złośliwość to niekoniecznie cecha ludzi inteligentnych. W tym kontekście byłaby naturalna, ale autorzy wybierają przenikliwość, dystans, ironię i satyrę, nie złośliwość, a już na pewno nie drwinę (wielu we własnym rozumieniu inteligentnych ludzi wydaje się tych dwóch sposobów interakcji międzyludzkiej nie odróżniać). Czytelnik nieraz się uśmiechnie (szczególnie przy lekturze rozdziału o Dydelfie), ale Zdrenkowie nigdy nie naśmiewają się ze swych bohaterów, nawet jeśli to tylko typy idealne; wiedzą, że nie każdy, kto szkodzi lub utrudnia, robi to ze złej woli. Charakterystyczny jest podtytuł książki: „Jak obcowanie z Akademią spaskudziło nam charaktery”. Jej celem nie jest utwierdzanie czytelników w przekonaniu, że w pracy otaczają ich szubrawcy i beztalencia, ale dostarczenie narzędzi do oswojenia frustracji płynącej z Sartrowskiej konstatacji, że piekło to inni (szczególnie jeśli mają habilitacje); do rozumienia, nie do kolejnej rezonerskiej tyrady, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej, i że wspomnicie moje słowa. Nie chodzi o to, by dopasowywać teraz nielubianych kolegów do poszczególnych znaków, raczej by dokonać rozpoznania wzorca (pattern recognition), opuścić pakamerę narzekaczy i cieszyć się uprawianiem nauki (na ile to w Polsce możliwe).

Marek Misiak

Monika KWIECIŃSKA-ZDRENKA, Marcin T. ZDRENKA, Uniwersytecki zodiak. Jak obcowanie z akademią spaskudziło nam charaktery, ilustr. Nikodem Pręgowski, Wydawnictwo np., Toruń 2024, seria: Godzina Szumu.

Wróć