logo
FA 5/2021 rozmowa forum

Rozmowa z prof. dr. hab. inż. Arkadiuszem Mężykiem, rektorem Politechniki Śląskiej, przewodniczącym KRASP

Wykorzystajmy nasz potencjał

Prof. dr hab. inż. Arkadiusz Mężyk (ur. w 1962 r.) jest rektorem Politechniki Śląskiej i przewodniczącym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Tytuł profesora nauk technicznych uzyskał w wieku 45 lat. Zajmuje się dynamiką układów napędowych maszyn, zastosowaniem metod numerycznych w analizie stereomechanicznej konstrukcji maszynowych, w tym pojazdów hybrydowych oraz konstrukcją szybkobieżnych pojazdów wojskowych. Jego dorobek naukowy obejmuje ponad 180 publikacji, w tym 6 monografii i 2 skrypty. Jest też współautorem 18 patentów. W 2020 roku za „Modułowy system pomiarowy” zdobył platynowy medal podczas Międzynarodowych Targów Wynalazków i Innowacji INTARG. Prof. Mężyk kierował 16 projektami naukowymi; był kierownikiem i wykonawcą zadań B+R realizowanych wspólnie z jednostkami przemysłowymi należącymi do Polskiej Grupy Zbrojeniowej i Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii. Jest członkiem rad naukowych, m.in. Instytutu Materiałów Polimerowych i Węglowych w Zabrzu, ITG KOMAG, Centrum Materiałów Polimerowych i Węglowych PAN. Przewodniczy Komitetowi Budowy Maszyn PAN oraz Regionalnej Konferencji Rektorów Uczelni Akademickich. Jest wiceprezesem Polskiego Forum Akademicko-Gospodarczego. W latach 2009-2011 pełnił funkcję dyrektora ds. technicznych (później ds. rozwoju) OBRUM sp. z o.o. Fot. Wojciech Mateusiak

Teraz musimy przeprowadzić ewaluację, wprowadzić program osłonowy dla uczelni, którym grozi utrata uprawnień. Może to być np. okres przejściowy z zawieszeniem naboru do szkół doktorskich i ponowną oceną. Doktoranci nie mogą być pozostawieni sami w przypadku utraty uprawnień przez uczelnię.

Czy Politechnika Śląska wróci w nowym roku akademickim do normalnego funkcjonowania?

Chcielibyśmy jak najszybciej wrócić do normalnego funkcjonowania, jednak pandemia jest nieprzewidywalna. Wiele zależeć będzie od członków wspólnoty uczelni i skuteczności systemu szczepień. Jestem po dwóch dawkach szczepionki i gorąco zachęcam wszystkich do jak najszybszego zaszczepienia się. Zapewne nie wrócimy jeszcze całkowicie do trybu kontaktowego. W tej chwili nastawiamy się na funkcjonowanie hybrydowe z dużym udziałem zajęć kontaktowych. Tak będą realizowane głównie zajęcia laboratoryjne w małych grupach.

A jak politechnika funkcjonowała w okresie pandemii?

Większość zajęć, zwłaszcza lektoraty, seminaria i wykłady, odbywała się zdalnie. Niektóre miały charakter hybrydowy, rzadko kontaktowy. Chcemy wrócić do trybu kontaktowego tam, gdzie to możliwe, bo pewne kompetencje wymagają bezpośredniego dostępu do aparatury. Dla inżynierów ważna jest sprawność w obsłudze systemów technicznych. Zdalnie tego nie da się uzyskać. Inżynierowie muszą też nabyć pewne kompetencje społeczne, a trudno rozwijać inteligencję społeczną tylko przez Internet. Nasi absolwenci szybko trafiają na stanowiska kierownicze, muszą wchodzić w relacje z pracownikami, rozwiązywać swoje i ich problemy. Zatem nie o samą infrastrukturę laboratoryjną chodzi. Staramy się w doświadczeniach z pandemii znaleźć także plusy. Znakomici uczeni zagraniczni, którzy z powodów organizacyjnych byli poza naszym zasięgiem, w trybie zdalnym mogą prowadzić u nas wykłady. Dostęp do technik komunikacji zdalnej umożliwia nie tylko prowadzenie zajęć dydaktycznych, ale także współpracę zespołów naukowych. Staramy się wykorzystać pozytywne aspekty rozwoju cywilizacyjnego.

Jaki był procent programów kontaktowych i hybrydowych w okresie pandemii?

Monitorujemy to na bieżąco nie tylko na Politechnice Śląskiej, ale także w całym systemie szkolnictwa wyższego. KRASP skutecznie realizuje zadanie zlecone ministerstwa: z jednej strony monitorujemy, ile zajęć prowadzonych jest w trybie hybrydowym, a ile zdalnie. W ostatnim semestrze znacząca część zajęć – ok. 80 procent – była prowadzona zdalnie, początkowo w listopadzie ok. 83%, a ostatnio ok. 76%. Podobnie było na Politechnice Śląskiej. Ze względu na charakter regionu i gęstość zaludnienia mieliśmy sporą liczbę zakażeń i duże zagrożenie epidemiczne. Dlatego też zachęcamy wszystkich do szczepień przeciw COVID-19.

Przejście na tryb zdalny wymagało specjalistycznych narzędzi i rozwiązań. Co z tego zostanie na przyszłość?

System kształcenia zdalnego przed pandemią był stosowany w naszych uczelniach na niewielką skalę. Jednak już nawet to umożliwiło nam w miarę łagodne wejście w stosowanie go na skalę masową, szczególnie na tych uczelniach, gdzie był on nieźle rozwinięty. Akurat u nas mieliśmy platformę zdalnej edukacji. Przez cały rok doskonaliliśmy narzędzia informatyczne, komunikatory, kompetencje pracowników i studentów. Wiele jeszcze przed nami, choćby dlatego, że taki tryb kształcenia wymaga trochę innego podejścia do budowania kompetencji studentów, aktywizacji słuchaczy. Uczymy się, doskonalimy system, bazując także na opiniach studentów. Z całą pewnością te doświadczenia przydadzą się nam w przyszłości. Okazało się, że wiele zebrań można organizować skutecznie i w krótszym czasie w formie zdalnej. Oczywiście czekamy już na spotkania kontaktowe, ale z czasem zapewne będziemy chętnie korzystać z trybu zdalnego, zależnie od potrzeb, a nie z konieczności. Na pewno zechcemy zapraszać zagranicznych wykładowców do tego rodzaju współpracy. Już teraz mamy ich kilkudziesięciu. Liczba prof. zagranicznych w PŚ w roku akademickim 2019/2020 wynosiła 22, a w roku akademickim 2020/2021 wynosi 31.

Czy pandemia odcisnęła ślad na badaniach naukowych?

Początkowo, w marcu 2020 r., rygorystycznie podeszliśmy do ograniczenia wszelkich bezpośrednich kontaktów, zatem dotyczyło to także laboratoriów, ale tylko przez krótki czas. Myślę, że badania nie zostały dotknięte tak, jak dydaktyka. Są pewne problemy z realizacją doktoratów wdrożeniowych, a mamy ich 257 na Politechnice Śląskiej. Dodam, że podobny autorski tryb doktoratów realizowaliśmy zanim ministerstwo ogłosiło ten program. Mimo trybu zdalnego, umożliwiamy doktorantom dostęp do laboratoriów w celu wykonania badań do doktoratów. Czasami są pewne problemy z obsługą niektórych urządzeń, bo przecież mamy nieobecności związane z epidemią.

Jak wygląda sytuacja finansowa uczelni w wyniku ograniczeń pandemicznych?

Na pewno wpłynęły one na sytuację finansową: nowe zadania wymagały poniesienia pewnych kosztów. Dostaliśmy na to pomoc z ministerstwa. Pozostały koszty utrzymania obiektów – stołówek, akademików – infrastruktury, która przestała przynosić przychody. Z drugiej strony mieliśmy też oszczędności, choćby na wyjazdach zagranicznych, energii i usługach. Akurat moja uczelnia jest w dobrej sytuacji finansowej i te kilkumilionowe dodatkowe wydatki nas nie pogrążyły. Czas składania sprawozdań finansowych minął 30 kwietnia. Zatem dopiero w ciągu najbliższego miesiąca-dwóch będziemy dokładnie wiedzieli, jak epidemia odbiła się na finansach wszystkich uczelni.

Wydawać by się mogło, że pandemia ograniczy wymianę międzynarodową.

Rzeczywiście, pewne ograniczenia wystąpiły. Bardzo liczymy na to, że szczepienia pozwolą na zwiększenie aktywności kadry także w tym zakresie. Studenci wyjeżdżają na pobyty długoterminowe, z uwzględnieniem zasad, które obowiązują w krajach docelowych. Jest zdecydowanie mniej wyjazdów w programie Erasmus. Na Politechnice Śląskiej studentów zagranicznych mamy głownie z Afryki i Azji. Zatem odległości są znaczące i dlatego pozostali oni w naszym kraju. Przyjechali też nowi. Przed pandemią część studentów miała problem z uzyskaniem na czas polskiej wizy. W tej chwili mogli rozpocząć kształcenie zdalne bez oglądania się na wizę. Z czasem uzyskują niezbędne dokumenty i przyjeżdżają do Polski.

Odnosi się wrażenie, że uczelnie techniczne mniej odczuły kryzys demograficzny niż uniwersytety. Czy macie dość i dobrych kandydatów na studia inżynierskie?

Rzeczywiście kierunki techniczne cieszą się sporym zainteresowaniem wśród młodzieży, co wiąże się z możliwością znalezienia ciekawej pracy, szczególnie w okresie intensywnego rozwoju gospodarczego i wielu zagranicznych inwestycji. Poziom zainteresowania, a także przygotowania kandydatów w uczelniach związany jest z pewnością z renomą uczelni i atrakcyjnością miejsca studiowania. Liczymy się z tym, że okres pandemii i kształcenie zdalne mogą niekorzystnie wpłynąć na przygotowanie kandydatów. W miarę potrzeby będziemy oferować chętnym wsparcie w postaci dodatkowych zajęć. Wiele uczelni prowadzi już zajęcia wyrównujące.

Fot. Michał Buksa

Po co inżynier robi doktorat, gdy nie pracuje na uczelni?

Z różnych powodów. Zapewne są to po prostu ambicje i marzenie dotyczące własnego rozwoju. Z drugiej strony dla małych i średnich firm, które nie mają własnych ośrodków badawczych, wyniki badań do doktoratów wdrożeniowych mogą być bardzo przydatne w rozwoju ich technologii i produktów. Jest to wszystko dobrze pomyślane: uczelnia dostaje środki na sfinansowanie badań, doktorant dostaje stypendium – oprócz pensji w firmie – a same badania mogą pomóc firmie rozwiązać konkretne problemy. Zajęcia dla pracujących doktorantów staramy się organizować w soboty, tak aby nie przeszkadzały im w działalności zawodowej.

Z Politechniką Śląską kojarzą mi się studia dualne.

Akurat na te studia pandemia miała wpływ, bo przewidują one bardzo duży udział praktyk w zakładach pracy. Nie mieliśmy jednak problemu z rekrutacją, gdyż kandydaci poszukują bezpośredniego kontaktu z przyszłym środowiskiem pracy. To studia elitarne, grupy są nieduże. Nasi studenci nie mogą zaburzać swoją obecnością funkcjonowania firmy. Do jednego przedsiębiorstwa trafia dwie do pięciu osób. Aby zorganizować studia trzydziestoosobowej grupy, musimy często współpracować z kilkunastoma firmami. W chwili przyjęcia na studia dualne odbywa się spotkanie kandydatów z przedsiębiorstwami. Zdarza się, że zatrudnienie w firmie poprzedza przyjęcie na studia. Firma może zdecydować, czy dany kandydat jej odpowiada, a kandydat może wybrać przedsiębiorstwo spełniające jego oczekiwania. W tej chwili mamy cztery kierunki studiów dualnych, na których studiuje ok. 227 osób.

Zapewne nie macie problemów z liczbą chętnych na studia. A ile osób odpada po drodze?

Rzeczywiście mamy sporo chętnych. Przyjmujemy po ok. 6 tys. osób rocznie. W trakcie studiów z różnych powodów odpada, zależnie od kierunku, około 20-30% przyjętych na studia. Sprawność studiowania może zatem pozostawić co nieco do życzenia, ale np. na architekturze mamy ponad 90-procentową sprawność studiowania. Wynika to też z faktu, że jest tam szczególny sposób rekrutacji związany ze sprawdzianem uzdolnień. Na innych kierunkach liczą się tylko wyniki matury, a zatem nie ma selekcji pod względem predyspozycji do zawodu. Chcemy natomiast dobrze wykorzystać możliwości, które daje ustawa, a mianowicie możliwość przypisania kierunku dopiero po pierwszym roku studiów. Uruchamiamy studia z inżynierii ogólnej. Studenci będą mogli ostatecznie wybrać kierunek po przejściu wstępnego, ogólnego programu. Umożliwi to podjęcie studiów tym, którzy nie są pewni, co chcieliby studiować Takie studia, często najpopularniejsze, są na wielu uczelniach zachodnich. Chcemy zaproponować dwie ścieżki. Pierwsza polega na tym, że studenci rozpoczynają inżynierię ogólną. Wspólny pierwszy rok ma umożliwić zdobycie podstawowych kompetencji, a po pierwszym roku każdy może przenieść się na kierunek odpowiadający ich zainteresowaniom, o ile spełni warunki rekrutacji. Druga ścieżka polega na tym, że po dwóch latach inżynierii ogólnej studenci będą mogli wybrać określoną specjalność. Nie limitujemy miejsc na nowy kierunek, ale sądzę, że moglibyśmy przyjąć w ten sposób około 100 osób rocznie. Liczymy na to, że może to być ciekawa alternatywa dla tych, którzy potrzebują czasu na ostateczny wybór kierunku kształcenia.

Jak rektor dużej politechniki patrzy na studia inżynierskie w uczelniach zawodowych?

Nie są dla nas konkurencją. Uczelnie zawodowe mają swoją misję do spełnienia, szczególnie w zakresie kształcenia na kierunkach o profilach praktycznych. One w pewnym stopniu uzupełniają naszą ofertę i dostarczają uczelniom akademickim kandydatów na studia drugiego stopnia.

Jak wygląda współpraca uczelni akademickich i publicznych zawodowych?

Pewnego rodzaju punktem spornym było zatrudnianie kadry akademickiej na drugich etatach. Po okresie wdrożenia ustawy sytuacja się uspokoiła. Uczelnie akademickie dość rygorystycznie podchodzą do wieku emerytalnego, zatem część naszych emerytowanych, doświadczonych pracowników znajduje pracę w PUZ-ach. KRASP ma dobrą współpracę zarówno z KRePUZ-em, jak i KRZaSP-em.

Wiem, że rektorzy są dla siebie mili, ale jak faktycznie wygląda ta współpraca?

Dobrze. Mamy na przykład zespół ds. ewaluacji Ustawy 2.0, który skupia 9 instytucji przedstawicielskich oraz PAN, FNP i FRP. Zbieramy wszystkie informacje dotyczące ustawy, propozycje poprawek, i jesteśmy gotowi do dyskusji z ministerstwem na ten temat. W tej chwili jednak przygotowujemy się do ewaluacji uczelni. Ona musi się odbyć w planowanym terminie i trzeba na przyszłość wyciągnąć wnioski, jak ten system udoskonalić. Mamy także wspólny zespół ds. monitorowania zagrożenia epidemicznego. Obejmujemy monitoringiem ponad 300 uczelni na 370, które są w systemie szkolnictwa wyższego oraz dodatkowo instytuty PAN. Staramy się uwzględniać nie tylko interesy uczelni akademickich, ale całego systemu szkolnictwa, a zatem także uczelni zawodowych, w tym niepublicznych. Dialog odbywa się z korzyścią dla wszystkich.

Czego się pan spodziewa po ewaluacji?

Przede wszystkim musimy ją przeprowadzić. Przepisy przejściowe się skończyły i nie ma podstawy prawnej do przyznawania nowych uprawnień do nadawania stopni naukowych. Ustawa 2.0 wiąże kategorię naukową z uprawnieniami. Problemy będą się ujawniać im bliżej będzie ewaluacji. Główny z nich to podział okresu oceny na dwie części z odrębną punktacją. Zaproponowaliśmy, aby zmienić sposób wyznaczania wskaźników osiągnięć badawczych w instytutach naukowych i uczelniach, które zatrudniają pracowników głównie na etatach badawczo-dydaktycznych. Znaczną część ich czasu pracy pochłaniają zajęcia dydaktyczne. Dawniej określaliśmy procent aktywności badawczej i dydaktycznej każdego pracownika. Zwykle to było tak: 45% – badania, 45% – dydaktyka, a 10% – praca organizacyjna. Propozycja KRASP jest taka, aby obliczając względne wskaźniki osiągnięć pracownikom badawczo-dydaktycznym, w mianowniku wzoru przypisywać współczynnik 0,5 zamiast 1, co odzwierciedlałoby ich osiągnięcia w odniesieniu do możliwości zaangażowania w działalność badawczą. Wymaga to jednak zmiany rozporządzenia dotyczącego ewaluacji.

Chcecie, żeby uczelniom było łatwiej.

Nie. Chodzi o to, aby ocena dyscyplin i kategorie na uczelniach i w instytutach były porównywalne, żeby wynik ewaluacji był zobiektywizowany. Ten problem dostrzegają też ministerstwo i KEN. Drugą z propozycji rozwiązania tego problemu są osobne zestawy jednostek referencyjnych dla instytutów i dla uczelni. To też wymaga zmiany rozporządzenia. Rzecz w tym, że porównujemy jednostki w poszczególnych dyscyplinach, jednak nie w każdej występują instytuty PAN. Najliczniej są reprezentowane w naukach biologicznych, a w niektórych nie ma ich wcale. W tej sytuacji w biologii nawet dobre uniwersytety mogłyby uzyskać niskie kategorie lub utracić dotychczasowe uprawnienia. Jednak problemem byłoby określenie jednostek referencyjnych dla instytutów, gdy w danej dyscyplinie działa tylko jeden lub dwa. Dlatego też optymalnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie jednego zestawu jednostek referencyjnych oraz uwzględnienie mniejszego wkładu czasu pracy pracowników badawczo-dydaktycznych w pracę naukową. Trzecie rozwiązanie jest najmniej inwazyjne i nie wymaga zmiany rozporządzenia – chodzi o wyznaczenie jednego zestawu jednostek referencyjnych, ale tylko na podstawie dorobku szkół wyższych. To spowoduje jednak, że w niektórych dyscyplinach będzie dużo jednostek B+ i A. Trzecie kryterium ewaluacji jest w dalszym ciągu wielką niewiadomą. Zaproponowaliśmy, by stworzyć dla tego kryterium dodatkową listę wartościowych czasopism branżowych i społecznych, które są miejscem upowszechniania wiedzy naukowej i oddziaływania nauki na rozwój społeczny czy gospodarczy.

Ta propozycja nie została przyjęta entuzjastycznie.

Nie. Ale warto się nad nią zastanowić, bo są ważne czasopisma, choć nie naukowe, w których naukowcy publikują i które mają wpływ na życie społeczne czy gospodarcze. Tam jest miejsce na upowszechnianie techniki czy osiągnięć humanistyki. Publikacje w nich zawarte są elementem realizacji trzeciej misji uczelni. One nie powinny zniknąć, bo pełnią ważną rolę. Przypisanie im miejsca w ewaluacji dałoby szansę na przeżycie tych periodyków i kontynuowanie ich misji oraz rozwój współpracy uczelni z otoczeniem społeczno-gospodarczym.

Zyskaliście coś na udziale w konkursie IDUB?

Oczywiście, przede wszystkim finansowo. Laureaci otrzymują corocznie dodatkowo po 10% subwencji za rok 2019 w postaci obligacji, zaś pozostałe dziesięć uczelni po 2% subwencji w gotówce.

Czy to znaczy, że laureaci mają gorzej?

Nie. System obligacji jest stabilny i ma swoje zalety. Politechnika Śląska dostaje z tego tytułu ok. 38 mln złotych rocznie z przeznaczeniem na rozwój i budowanie pozycji międzynarodowej. Pieniądze to niejedyna korzyść z programu. Ważna jest możliwość rozwoju, mobilizacja wspólnot uczelni i wzrastający dorobek naukowy oraz prestiż uczelni.

Nie mogliście jednak wydać tych pieniędzy natychmiast.

Nie potrzebowaliśmy tego robić, ale obligacje można było natychmiast spieniężyć i były takie przypadki. Tę formę dofinansowania można elastycznie wykorzystywać na każdy dowolny cel. Dzięki programowi IDUB obserwujemy na Politechnice Śląskiej integrację środowiska wokół sześciu priorytetowych obszarów badawczych. To szansa na wykorzystanie naszego potencjału. Mamy wiele programów projakościowych, w tym, na razie zamrożone, związane z mobilnością międzynarodową. Obserwujemy wzrost aktywności publikacyjnej w czasopismach TOP 1 i TOP 10. Rośnie liczba wniosków grantowych, w tym do ERC. Zatrudniamy pierwszych uczonych z zagranicy, którzy będą prowadzili badania w naszych laboratoriach i zespołach naukowych. Podobne ożywienie obserwujemy nie tylko w uczelniach z pierwszej dziesiątki, ale także w pozostałych. W związku ze zwiększoną aktywnością publikacyjną w całym środowisku rozgorzała dyskusja na temat drapieżnych wydawnictw, kosztów z nimi związanych i ich wpływu na cały system publikowania osiągnięć naukowych. Musimy walczyć z patologiami, ale przede wszystkim musimy pamiętać o konieczności publikowania w obiegu międzynarodowym wyników naszych badań. Nie będziemy uczestniczyć w światowej nauce ani realizować międzynarodowych projektów, jeżeli nie będziemy mieli publikacji w dobrych czasopismach, zwłaszcza z TOP 1, TOP 10. To zajmie wiele lat. Rezultaty przyjdą z czasem, choć już mamy poprawę wyników, m.in. w rankingach „by subject”. Budowanie uczelni badawczych jest procesem wieloletnim. W naszym krajowym programie IDUB chodzi o wyłonienie grupy uczelni badawczych co najmniej po sześciu latach. Nie chcemy eksportować najlepszych badaczy za granicę, jednak musimy stworzyć im dobre warunki do pracy na miejscu. Ponadto chcemy, aby do nas przyjeżdżali znakomici badacze z ośrodków zagranicznych.

Czy KEN za słabo reaguje na pewne zjawiska w obszarze oceny czasopism albo może ma za słabe kompetencje w tym zakresie?

Przystępując do ewaluacji i kolejnych etapów tworzenia listy czasopism, ministerstwo zadeklarowało, że nie będzie obniżać punktacji czasopismom znajdującym się na liście. Najważniejsza jest stabilność funkcjonowania uczelni i rozwoju pracowników, którzy muszą wiedzieć, że w perspektywie kilku lat mają stabilne kryteria oceny. Nie możemy zmieniać punktacji, zwłaszcza obniżać jej, w okresie oceny. Ludzie prowadzący badania nie powinni skupiać się na tym, ile punktów ma czasopismo, w którym chcą coś opublikować i czy je utrzyma w procesie ewaluacji, ale powinni koncentrować się na pracy naukowej. Ostatnie cztery lata spędziliśmy na dyskusjach nad systemem szkolnictwa wyższego i nauki. Stabilność jest nam potrzebna, żeby wyciągnąć sensowne wnioski z wdrażania zaproponowanych rozwiązań. Skończmy z przebudowami systemu, a optymalizujmy go. Teraz musimy przeprowadzić ewaluację, wprowadzić program osłonowy dla uczelni, którym grozi utrata uprawnień. Może to być np. okres przejściowy z zawieszeniem naboru do szkół doktorskich i ponowną oceną. Doktoranci nie mogą być pozostawieni sami w przypadku utraty uprawnień przez uczelnię. Nauka potrzebuje spokoju i stabilności prawa. Uczeni muszą się skupić na badaniach i kształceniu, a nie na dyskusjach nad ustawą. Ustawa i inne przepisy to nasze warunki brzegowe, my sami natomiast musimy myśleć o realizacji misji własnej uczelni, wynikającej ze strategii rozwoju. Musimy zmienić priorytety, skupić się na tym, co jest właściwą nauką, a nie na ramach, w których się poruszamy.

Co z pieniędzmi z obligacji?

Zapowiedziano wykup obligacji, które można wykorzystać na inwestycje. Otrzymały je wszystkie uczelnie. Zatem te środki wkrótce do nas spłyną.

Czy to oznacza boom inwestycyjny?

Oby tak było. Ja też liczę na pewne środki, które chcemy wykorzystać na optymalizację użytkowania naszych zasobów.

Ile będzie miała z tych obligacji inwestycyjnych Politechnika Śląska?

Około 30 milionów złotych.

Na co zostaną przeznaczone?

Głównie na modernizację naszego ośrodka w Katowicach. Mamy tam zabytkowy budynek z lat 30. XX wieku. W 2022 będziemy świętowali stulecie przyłączenia części Górnego Śląska do Rzeczpospolitej, a nasz obiekt powstał już po dołączeniu Katowic do Polski z założeniem, aby tam powstała wyższa szkoła techniczna. Mamy tam obecnie dwa wydziały, ale rozszerzamy kształcenie także w zakresie architektury, budownictwa i informatyki.

Politechnika Śląska w Gliwicach będzie mocniej obecna w Katowicach?

Tak. To stolica regionu, miasto Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Nasze kampusy w innych miastach metropolii nie są filiami, a są traktowane tak, jak zlokalizowane w mieście główne siedziby uczelni.

Wracając do ERC, w ostatnim konkursie nie zdobyliśmy żadnego grantu.

Na Politechnice Śląskiej przygotowujemy się do pozyskiwania grantów ERC. W dwóch poprzednich latach składaliśmy po dwa wnioski. Teraz szykujemy cztery. Uczymy się tego. Żeby skutecznie aplikować o granty ERC, musimy mieć zagranicznych partnerów, dobre publikacje w najlepszych zagranicznych czasopismach, a nie tylko w wysoko punktowanych w kraju. Staramy się na politechnice ten potencjał budować i liczę, że zakończy się to sukcesem także w programach grantowych ERC.

Czy widzi pan perspektywę odzyskania naszego wkładu do unijnego budżetu nauki?

Nowa ustawa zbliża nas do tego celu, choć nie ośmielę się wskazać konkretnego terminu. Nasz udział w programach unijnych rośnie, zatem rokowania są dobre. Wracamy jednak do problemu, o którym mówiliśmy: jak zbudować system wspierania publikacji międzynarodowych, aby zwiększać rozpoznawalność polskich badaczy i ośrodków naukowych. Musimy się też nauczyć skutecznie budować międzynarodowe zespoły projektowe i aplikować o granty. Aby to osiągnąć, niezbędny jest dorobek naukowy oraz partnerzy do współpracy, w tym z gospodarki.

Masowo tworzone są na uczelniach stanowiska rzeczników równości. Czy uczelnie to siedlisko wykorzystywania, mobbingu, dyskryminacji i prześladowań?

Myślę, że nie mamy do czynienia ze wzrostem liczby tego typu zjawisk, ale ze wzrostem świadomości takich sytuacji i wrażliwości na tego rodzaju zagrożenia. Nowe stanowiska i rozwiązania organizacyjne w uczelniach mają raczej im zapobiegać, przekonać, że jesteśmy gotowi na stawienie im czoła, rozwiązywanie problemów, uświadamianie. Po to też tworzone są kodeksy etyki. Niedawno KRASP przyjęła krótki zestaw zasad, a Kodeks etyki pracownika naukowego PAN został znowelizowany w ubiegłym roku. Kodeksy jednak nie załatwią sprawy. Raczej budzą świadomość. KRASP-owski wskazuje, że rola nauczyciela akademickiego nie ogranicza się do badań naukowych, ale dotyczy też kształcenia i relacji z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Także na politechnice niedawno znowelizowaliśmy kodeks, który odnosi się do zachowań pracowników akademickich w różnych sytuacjach. To działalność prewencyjna, budząca świadomość.

Gdy mówił pan o potrzebie programu osłonowego po ewaluacji, miałem wrażenie, że KRASP idzie ramię w ramię z ministerstwem, które składa podobne deklaracje. Często jednak krytykujecie propozycje ministra. Jak wygląda ta współpraca?

KRASP jest otwarta na rozmowę o systemie szkolnictwa wyższego. Nie wchodzimy w konflikt, tylko przekazujemy nasze uwagi i stanowiska. Jeśli chodzi o listę czasopism, wskazywaliśmy, że sposób jej korekty nie znalazł poparcia w środowisku. Zwracaliśmy uwagę na pewne niespójności i niebezpieczeństwa, które z takiego, a nie innego sposobu sporządzenia listy mogą wyniknąć po ewaluacji – chodzi o potencjalne sprawy sądowe dotyczące zmiany kategorii naukowej. Zgodnie z ustawą to minister publikuje listę, ale już szczegóły są określone w rozporządzeniu, które inaczej niż to ostatnio miało miejsce określa sposoby jej sporządzania i nadawania punktów czasopismom. Nasze oświadczenie dotyczące propozycji rocznicy kopernikańskiej natomiast nie neguje potrzeby organizacji obchodów jubileuszu 550-lecia urodzin Mikołaja Kopernika. Wsparliśmy stanowiska innych instytucji szkolnictwa wyższego i nauki, ale nie odnieśliśmy się szczegółowo do każdego zapisu propozycji, gdyż rozumiemy, że to był tylko wstępny projekt. Natomiast mamy uwagi do sposobu tworzenia wymienianych tam instytucji. Wnioskujemy też, żeby całe środowisko włączyć w tę dyskusję i w obchody rocznicy kopernikańskiej, a środki na to przeznaczone służyły rozwojowi badań naukowych i całego systemu szkolnictwa wyższego i nauki.

Zapytam inaczej: dobrze się współpracuje KARSP z ministerstwem?

W ostatnim czasie otrzymaliśmy odpowiedzi na kilka naszych pism, co zapewne świadczy o tym, że ministerstwo opanowuje sytuację po reorganizacji, połączeniu dwóch resortów. Chcielibyśmy być dla ministerstwa partnerem do dyskusji, której nam brakuje. Realizowany przez nas system monitorowania zagrożenia epidemicznego pokazuje naszą gotowość do współpracy i kompetencje. Powołaliśmy zespół do spraw ewaluacji wdrażania ustawy, bo zgłaszały się do nas instytucje przedstawicielskie, które chciały brać udział w dyskusji. Uważamy, że mamy obowiązek przedstawiać nasze stanowisko w tej sprawie, wynikające nie tylko z umocowania konferencji, ale także z własnych doświadczeń jej członków. Mamy sporo pomysłów, które na pewno pomogą doskonalić system nauki w Polsce.

Czy KRASP włączy się w dyskusję o reformie PAN?

Chcielibyśmy w niej uczestniczyć, gdyż wielu członków PAN to nasi pracownicy. Z instytutami PAN współpracujemy na wiele sposobów, m.in. prowadzimy wspólne szkoły doktorskie. Mamy też możliwość federalizacji z instytutami PAN, co może być świetnym pomysłem na podniesienie potencjału badawczego w kontekście spraw, o których rozmawialiśmy. Z istniejących obok siebie systemów szkolnictwa wyższego i instytutów PAN można zbudować coś naprawdę dobrego, podnoszącego poziom i znaczenie polskiej nauki. Zatem zmiany, które się będą w tym zakresie dokonywały, nas też w jakimś stopniu dotyczą. Uważamy jednak, że to przede wszystkim sama Akademia powinna zabrać głos i przedstawić swoje doświadczenia i propozycje. Mamy ogromny potencjał. Nasi badacze są świetnie postrzegani za granicą i znakomicie sobie tam radzą. W kraju jednak często nie mogą w pełni wykorzystać swoich możliwości badawczych. Musimy system tak zmodyfikować, żeby był przyjazny dla naukowców, żeby dawał im szansę na pełne wykorzystanie własnego potencjału i możliwości rozwoju instytucji naukowych, laboratoriów tu na miejscu, a nie tylko na emigracji.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć