logo
FA 5/2021 życie naukowe

Rafał Maciąg

Transformacja cyfrowa – rzecz niełatwa

Rys. Sławomir Makal

Przekształcenie rozumienia wiedzy zgodnie z impulsem, jaki przyszedł z matematyki, jest sednem transformacji cyfrowej. To przekształcenie polega na przeniesieniu punktu ciężkości opowieści o świecie ze świata na samą opowieść.

Transformacja cyfrowa wydaje się codziennym i powszechnym doświadczeniem. Jesteśmy otoczeni technologiami cyfrowymi, które kojarzymy z komputerami. W ciągu ostatniego roku ich obecność stała się jeszcze bardziej oczywista i potrzebna, pozwalając na swobodną i różnorodną komunikację, w czasie kiedy pandemia COVID-19 niemal uniemożliwiła fizyczną współobecność. Pojęcie transformacji cyfrowej wydaje się w tym kontekście proste i zrozumiałe, jednak te cechy stają się dyskusyjne, kiedy zważyć zasięg ich zastosowania i realny wpływ na zjawiska i procesy współczesnego świata. W ten sposób pojawia się pierwszy poziom ogólniejszego jego zrozumienia, odwołujący się do idei wszechobecnej komputeryzacji (ubiquitous computing). Autorem określenia jest Mark Weiser, który w roku 1993 opublikował artykuł pt. Some Computer Science Issues in Ubiquitous Computing, a przestawione w nim myśli rozwinął w publikacji z roku 1999. Weiser jest uznawany za duchowego ojca współczesnej technologii określanej mianem systemów cyberfizycznych opartych na zasadzie ścisłego powiązania komputerów z kontrolowanym i zarządzanym przez nie w czasie rzeczywistym fragmentem realnego świata. Idea powszechnej komputeryzacji była jednak ogólniejsza, przedstawiała wizję licznych niewidocznych maszyn, zanurzonych w świecie i współpracujących z nim, i zapowiadała metaforycznie współczesną rzeczywistość.

Należy oddać pierwszeństwo Weiserowi w zarysowaniu wizji wszechobecnych komputerów, choć prawdopodobnie jego nazwisko nie jest znane większości osób, które właśnie w taki ogólny sposób postrzegają ich obecność i wpływ na świat. Jednak pojęcie transformacji cyfrowej pojawia się później. Obserwacja jego popularności w wyszukiwarce Google, którą można traktować jako rodzaj plebiscytu, pokazuje, że krzywa obrazująca tę popularność po długotrwałym okresie wypłaszczenia i niskich wartości rusza wyraźnie do góry dopiero w drugiej dziesiątce obecnego wieku i nieprzerwanie się wznosi. Zmiennej tej nie można traktować jako ścisłego badania statystycznego, ma ona charakter względny (jej wartość jest wyznaczana przez odniesienie do wielkości maksymalnej) i sięga tylko do roku 2004. Pozwala ona jednak zobaczyć, że pojęcie transformacji cyfrowej stało się powszechne względnie niedawno, a jego popularność ciągle wzrasta. Ta tendencja jest widoczna także w liczbie publikowanych książek na jej temat, która powiększyła się znacznie w ostatnich kilku latach, ilustrując wyraźny wzrost zainteresowania problematyką, do której to pojęcie się odnosi.

Właściwość świata biznesu

Ostatnia obserwacja przenosi nas z obszaru kolokwialnego rozumienia transformacji cyfrowej w rejon dużo bardziej ścisły, wyznaczając jednocześnie dość dobrze zarysowany typ przeważającej refleksji. Jest to głównie obszar zarządzania i organizacji związany z biznesem, nastawiony pragmatycznie, a nawet poradnikowo. Literatura dotycząca tego nurtu mieści się na granicy publikacji naukowych. Z jednej strony opisuje dosyć wyrazisty typ rozumienia tej transformacji, a z drugiej daje sygnał o dominującym typie postrzegania tak ogólnego przecież zjawiska. Przy takim nastawieniu nie należy spodziewać się szczególnie trudnych sposobów definiowania go. Szereg takich prób podają D.R.A. Schallmo i C.A. Williams (Digital Transformation Now! Guiding the Successful Digitalization of Your Business Model, 2018), które po uzupełnieniu tworzą zbiór dziesięciu różnych, choć bardzo podobnych propozycji. Postrzegają one transformację cyfrową jako proces o charakterze organizacyjnym, silnie związany z biznesem, wpływający na podstawowe procesy organizacyjne, takie jak łańcuch tworzenia wartości, model biznesowy czy relacje z klientem. Wraz z czasem ten wpływ jest rozumiany coraz bardziej specjalistycznie i początkowe rozszerzenie poziomu jego oddziaływania na poziom otoczenia organizacji wiąże się silniej z bieżącym nastawieniem publikacji. Może ono dotyczyć swoistych procesów organizacyjnych, struktury organizacji, jej strategii, a także ogólniejszych kwestii społecznych, jednak perspektywa gospodarcza jest powszechna i niemal wyłączna. Transformację cyfrową rozumie się najczęściej jednoznacznie jako właściwość świata biznesu.

Sam proces transformacji jest podobnie ujednoznaczniony. Jest on przedstawiany jako zmiana we wskazywanym obszarze powodowana przez upowszechniającą się i pogłębiającą swój udział technologię cyfrową. Pojawiają się także bardziej szczegółowe wskazówki dotyczące specyficznych jej typów, takich jak chmura, portale społecznościowe czy usieciowienie. W tych opisach zdecydowanie przeważa podejście deterministyczne. To typowy i bardzo jednostronny sposób interpretacji, co zauważono już wiele lat temu przy okazji analizy tzw. nowych mediów. Opiera się ona na zwykłej, jednokierunkowej, przyczynowo-skutkowej i niestety dość naiwnej wizji wzajemnych zależności. Jest ona zgodna z potocznym doświadczeniem, ale niestety upraszcza obraz tych zależności, które mają zwykle wzajemny i złożony charakter. Taki obraz dobrze się jednak wpisuje w pragmatyczny, a nawet praktyczny charakter przeważającej literatury, która zwykle ma cele utylitarne, sprowadzające się, jak zwykle w wypadku zarządzania, do zwiększenia efektywności czy skuteczności. Są to często manifesty o optymistycznym, a nawet triumfalnym nastawieniu, czym oczywiście spychają dyskurs poświęcony transformacji cyfrowej poza ścisłą literaturę naukową. Ten przeważający dyskurs jest także świadectwem dominujących oczekiwań, jak również sposobu rozumienia współczesnych procesów cywilizacyjnych, do których transformacja cyfrowa niewątpliwie należy.

Digitus znaczy palec

Ta ostatnia okoliczność ujawnia się silnie przy okazji analizowania drugiej części pojęcia transformacji cyfrowej. Część pierwsza, „transformacja”, wydaje się łatwiejsza do zrozumienia, jej uszczegółowienie, differentia specifica – cyfrowość, sprawia więcej problemów. W języku polskim bezpośrednio odnosi się do bytu matematycznego, jakim jest cyfra. W języku angielskim ta droga jest bardziej skomplikowana, bowiem źródłosłów pojęcia digitalizacji to polska kalka angielskiego słowa – pochodzi od digitus, co po łacinie oznacza palec. Owa nieoczekiwana trudność i pozorna przypadkowość otwiera jak najbardziej relewantne, choć nieoczekiwane skojarzenia. Wskazywanie jest przecież prototypem liczenia. Na zarządczym poziomie rozumienia pojęcia transformacji cyfrowej, na którym się znajdujemy, cyfrowość jest rozumiana jednak dosyć prosto i na dwa sposoby. Ta dwojakość daje się oddać w języku polskim tylko za pomocą wspomnianej kalki językowej, dzięki której można mówić z pewnym wysiłkiem o digityzacji i digitalizacji. W encyklopedycznym i najprostszym opisie S.J. Brennena i D. Kreisa w pierwszym wypadku mamy do czynienia z technicznym procesem zamiany analogowych strumieni informacji na bity, w drugim – z procesem społecznym, którego osią jest struktura informatyczna (The International Encyclopedia of Communication Theory and Philosophy).

Zwłaszcza druga gałąź wspomnianej oboczności staje się źródłem głębokiego namysłu, przekraczającego już obszar użyteczności biznesowej i podlega bardziej zaawansowanej refleksji krytycznej. Nie ulega wątpliwości, że ucyfrowienie oznacza proces głęboki, o daleko idących skutkach, wśród których potencjalne zagrożenia, takie jak wpływ na nasze relacje społeczne, ich inwigilowanie lub sterowanie nimi, mogą być jedynie najbardziej znaną częścią. Pojawia się potrzeba podejścia daleko bardziej wnikliwego i twórczego. Jego dobrym przykładem jest książka Luciano Floridiego The Fourth Revolution: How the Infosphere is Reshaping Human Reality, w której wynalazek komputera doprowadza do czwartej wielkiej rewolucji w rozumieniu człowieka i jego pozycji w świecie. Koncept zapożyczony z Freuda opisuje trzy poprzednie rewolucje, związane z postaciami ich autorów. Pierwszą przeprowadza Kopernik, usuwając człowieka z centrum wszechświata, detronizując go także przy okazji z dominującej pozycji, jaką nadała mu religia chrześcijańska. Drugą wznieca Darwin, udowadniając zwierzęcą i wcale nie wyjątkową naturę człowieka, kontynuując także dekonstrukcję religijnego umocowania tej wyjątkowości. Na trzeciego rewolucjonistę Freud powołał sam siebie, przypominając, że odebrał człowiekowi wolną wolę poprzez skazanie go na wieczną wewnętrzną walkę, ukrytą w jego mentalnym świecie, rozbitym między spolegliwą świadomość i nieokiełznaną, tajemną i wcześniejszą nieświadomość. Do tej czwórki, kontynuując myśl Bruce’a Mazlisha, Floridi dodaje Alana Mathisona Turinga, wybitnego matematyka brytyjskiego i twórcę konceptualnego projektu komputera, nazwanego od jego nazwiska maszyną Turinga. Czwarta rewolucja oddaje maszynom ostatnie terytorium, które wydawało się wyłączną domeną ludzi: ich dziedzictwo myśli, zawartej w wielkich pokładach nauki, literatury, sztuki, obyczajów itp. Komputer powoli przejmuje panowanie nad tym dziedzictwem, które sprowadza się przecież ostatecznie do tworzonych przez wieki magazynów informacji.

Czwarta rewolucja

Wagę i zakres transformacji cyfrowej dokumentują także wielkie projekty technologiczne, które stanowią syntetyczne ujęcie jej możliwości i osiągnięć. Pojawiają się one w przestrzeni dyskursu, czyli jako tematy i problematyka książek, artykułów i konferencji. Zgodnie z dynamiką tej przestrzeni są zmienne, podporządkowane bieżącym potrzebom politycznym, odpowiadają na główne publiczne tematy i fascynacje, takie na przykład jak triumfalne, choć rzeczywiste, tempo powstawania nowych wynalazków technicznych. Projekty, o których tutaj mowa, to Przemysł 4.0, systemy cyberfizyczne czy czwarta rewolucja przemysłowa. Choć obejmują różne obszary i mają odmienny charakter, stanowią także ściśle powiązaną całość. Idea pierwsza pojawia się jako polityczna i ekonomiczna inicjatywa strategiczna rządu Niemiec w roku 2011. Na początku skupiona na unowocześnianiu i ożywianiu przemysłu, rychło przekształca się w wizję społeczną. Od strony politycznej i ekonomicznej wspiera ją idea tzw. czwartej rewolucji przemysłowej, natomiast od strony technicznej – idea systemów cyberfizycznych, mniej znana i bardziej specjalistyczna (C.J. Bartodziej, The concept industry 4.0: An Empirical Analysis of Technologies and Applications in Production Logistics).

Idea czwartej rewolucji przemysłowej (nie mylić z ideą czwartej rewolucji Floridiego) wyłania się ze środowiska tworzącego tzw. Światowe Forum Ekonomiczne (World Economic Forum), fundacji organizującej coroczną konferencję w szwajcarskim Davos. Konferencja ta gromadzi wysokich rangą polityków, przedstawicieli biznesu i wybranych naukowców, tworząc unikalną w swoim rodzaju przestrzeń do dyskusji, spotkań i wymiany poglądów ludzi mających realny wpływ na procesy gospodarcze i polityczne świata. Do grona organizatorów Forum należy Klaus Schwab, który opisuje koncepcję czwartej rewolucji w swoich dwóch książkach (The Fourth Industrial Revolution, 2016, oraz wspólnie z N. Daviesem Shaping the Fourth Industrial Revolution, 2018). Nie są to szczególnie obszerne i wnikliwe analizy, a raczej lapidarne syntezy historyczne, obrazujące rozwój technologii oraz jego polityczny i gospodarczy kontekst. Mają one raczej charakter ideologicznych manifestów liberalnych, wskazujących potencjalne przestrzenie eksploatacji biznesowej w ramach swobodnej gospodarki wolnorynkowej.

Koncepcja systemów cyberfizycznych

Drugą ideą, która uzupełnia i wyjaśnia istotę projektu Przemysłu 4.0, jest koncepcja systemów cyberfizycznych. Ograniczona do pola dyskusji fachowych, praktycznie nie pojawia się w postaci szeroko znanego tematu dyskusji publicznych, a jednak otwiera przestrzeń najważniejszych współczesnych technologii. Dzieje się tak za sprawą jej fundamentalnego charakteru, obejmującego w sposób podstawowy pole współdziałania komputerów i świata procesów fizycznych, stawiając za cel opracowanie ścisłych rozwiązań o wielkiej często skali, porządkujących i kontrolujących to newralgiczne miejsce. Miejsce, przypomnijmy, w którym maszyny spotykają się z rzeczywistością, miejsce, przy odrobienie wyobraźni, możliwe do zinterpretowania jako połączenie świata realnego z cyfrowym – skądinąd obszar wielu futurystycznych i często dystopijnych wizji obecnych w kulturze popularnej.

Systemy cyberfizyczne, zgodnie z przywołanymi wcześniej zapowiedziami Wiesera, opierają się na maksymalnie rozszerzonej obecności komputerów połączonych ze sobą i zdolnych wykonywać polecenia z zewnątrz. Łatwo zrozumieć ich doniosłość, spoglądając z perspektywy człowieka, zarówno jako indywiduum, jak i członka społeczności. Systemy te tworzą bowiem hybrydyczne i rozproszone obszary współpracy między ludźmi i maszynami, całkowicie odmieniając środowisko społeczne. Systemy cyberfizyczne to także konglomerat rozwijających się gwałtownie technologii. Oparte na przepływie, gromadzeniu i wykorzystaniu danych jednocześnie w maksymalnej skali i z zachowaniem dostępu do najdrobniejszych elementów, wykorzystują w tym celu przeżywające okres niezwykłego rozkwitu rozwiązania techniczne, takie jak chmura, Internet rzeczy czy tzw. sztuczna inteligencja.

Problematyka digitalizacji, czyli cyfrowości, wsparta zwłaszcza skalą i głębokością wpływu przedstawionych przed chwilą technologii, niejako wymusza poszukiwania dalszych i bardziej podstawowych znaczeń transformacji cyfrowej. Prowadzą one do ostatniego, trzeciego i najgłębszego pola semantycznego tego pojęcia i jednocześnie sposobu rozumienia procesu, jaki ono nazywa. Opowieść o nim zaczyna się w wieku XIX i jest związana z gwałtownym przekształceniem matematyki w naukę całkowicie oderwaną od świata rzeczywistego. Matematycy, choć niekoniecznie byli tego procesu entuzjastami, stali się swobodnymi twórcami. Odbyło się to za sprawą odwrócenia kierunku ich pracy; to nie natura, procesy fizyczne stawały się podstawą matematycznych modeli, ale właśnie modele, formalne systemy opisowe, powstające swobodnie i oparte na dowolnych, własnych założeniach, tworzyły zbiór, w którym można było znaleźć propozycję pasującą do bieżącego problemu doświadczalnego. W tych warunkach pojęcie prawdy przestało być potrzebne matematyce, liczyła się swoboda i wyobraźnia w tworzeniu arbitralnych struktur formalnych.

Inne geometrie

Z tego przewrotu wynikają dwie konsekwencje. Po pierwsze, zmienia się idea wiedzy, która nie jest już prostym referowaniem świata na podstawie obserwacji i doświadczenia. Wiedza także zamieniła się w propozycję opisu wybranego spośród wielu możliwości, wygodnych i owocnych zależnie od potrzeby. Zmienia się w tej sytuacji także główny poziom obserwacji. Matematyka zajmuje się sobą i próbuje odpowiedzieć na pytanie o własne ugruntowanie, bo przyległość do świata doświadczeń już nie wystarcza. Także wiedza w sensie bardziej ogólnym stawia sobie podobne pytanie. W szczególności zadaje je Popper w swoim słynnym dziele pt. Logika odkrycia naukowego (1935) i odpowiada, że właściwie jesteśmy skazani na wieczną niepewność, jeżeli chcemy potwierdzenia naszych teorii. Zawsze mogą w końcu zostać obalone, czego uczy nas cała historia nauki, i nie wiadomo, kiedy się to zdarzy. Pewność zdobywa się dopiero wtedy, gdy to nastąpi, ale jest ona jedynie pewnością ich fałszu.

Opisany kryzys, oparty na idei samowolnych i swobodnych systemów założeń, czyli aksjomatów, wymyślonej przez Giuseppe Peano i osobno Davida Hilberta, był skutkiem pomysłów, jakie pojawiły się w geometrii w pierwszej połowie wieku XIX. Jej zasady, spisane przez Euklidesa około trzeciego wieku przed naszą erą, wydawały się oczywiste i naturalne tak bardzo, że przetrwały jako podstawa opisu stosunków przestrzennych świata właściwie do dzisiaj i są dalej uczone w szkołach. A jednak pewne drobne z pozoru nieścisłości spowodowały skonstruowanie innych geometrii, całkowicie na pozór nierealnych, w których na przykład przez jeden punkt może przechodzić nie jedna prosta równoległa do innej prostej, ale nieskończenie wiele różnych prostych lub żadna. Z takiego myślenia wyłoniły się konstrukcje, które, jak się okazało, lepiej opisują wyniki doświadczeń i pozwalają na opis świata zgodny z nową fizyką, zaprzeczającą twierdzeniom Newtona. Jasne, że w takich warunkach pytanie o warunki istnienia geometrii, matematyki i w ostateczności wiedzy stało się palące.

Uniwersalny model złożoności

Przekształcenie rozumienia wiedzy zgodnie z impulsem, jaki przyszedł z matematyki, jest sednem transformacji cyfrowej. To przekształcenie polega na przeniesieniu punktu ciężkości opowieści o świecie ze świata na samą opowieść. Odbywa się ono zgodnie z logiką systemów aksjomatycznych. Wiedza wytwarza ciągle nowe warianty, mniej lub bardziej spójne ze światem, generując także pojęcia, którymi usiłujemy uchwycić ten świat. Potrzebuje więc nowych i bardziej zaawansowanych modeli. Wiek dwudziesty przyniósł co najmniej dwie takie, odpowiednio ogólne propozycje: układy złożone i sieci, obydwie silnie związane ze sobą. Te pierwsze opierają się na konstatacji, iż świat nie daje się wytłumaczyć za pomocą zwykłej analizy przyczyn i skutków; powiązanych elementów jest zbyt wiele, aby można było je zastosować – złożoność wyklucza takie rozwiązanie. Sieci stanowią uniwersalny model takiej złożoności. Wiedza generowana za pomocą owych propozycji dziedziczy te własności i sama jest układem złożonym. Pojęcia, którymi się posługuje, wyłaniają się z tego układu bez pretensji do ścisłej łączności z naturą świata, poprzestając na chwilowym przybliżeniu. Transformacja cyfrowa jest nazwą tego typu dynamiki wiedzy, źródłowo matematycznej, a jednocześnie pojęciem, które się z tej dynamiki wyłania, pozornie paradoksalnie będąc jakby przyczyną i skutkiem jednocześnie.

Maszyny, słusznie kojarzone powszechnie z transformacją cyfrową, pojawiły się dzięki tej samej matematycznej rewolucji poznawczej i realizują zasadę swobodnego operowania arbitralnymi symbolami według przyjętych dowolnie zasad. To najbardziej uproszczony opis maszyny Turinga, wyłożony w słynnym tekście z roku 1936, i jednocześnie druga, dość nieoczekiwana konsekwencja matematycznego przewrotu. Maszyna ta powstała jako dowód w dyskusji prowadzonej na temat teorii matematyki, a ściślej – możliwości tworzenia matematycznych dowodów automatycznie, zresztą możliwości, jak się okazało, niedostępnej. Kiedy ograniczymy symbole tej maszyny do dwóch i uczynimy je liczbą w zapisie dwójkowym lub logiczną wartością fałszu lub prawdy (na których także można rachować zgodnie z algebrą stworzoną przez Boole’a), otrzymamy współczesny komputer. Jego triumfalny marsz w postaci rozwoju technologii cyfrowych towarzyszy zmianom głębokiej natury wiedzy, która na co dzień realizuje się jako dominacja liczby, jak to zgrabnie podsumował Badiou (Le Nombre et les nombres, 1990). Cyfrowość jest tkanką współczesnego świata. Objawia się poprzez swoiste i nieustanne przekształcanie się i rozwój wiedzy na jego temat, a także jednoczesne przekształcanie się i rozwój jego kształtu, co napędzają cyfrowe maszyny. I to jest właśnie niełatwa transformacja cyfrowa.

Tekst jest popularnym streszczeniem problematyki książki Rafała Maciąga „Transformacja cyfrowa. Opowieść o wiedzy”, Universitas 2020.

Dr hab. Rafał Maciąg, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, pracownik Instytutu Studiów Informacyjnych, dramaturg, twórca teatralny, autor książek „Deus ex machina. Nowe media i ich projekt poznawczy” (2012), „Pragmatyka Internetu. Web 2.0 jako środowisko” (2013), „W stronę cywilizacji Internetu. Zarządzanie w naukach humanistycznych” (2016).

Wróć