logo
FA 5/2021 życie naukowe

Wojciech Włoskowicz

O kulistości Ziemi i wykazie czasopism

Maciej Górecki zieje „miłością” do polskiej humanistyki, a jego aktywność publicystyczna dostarcza wdzięcznego materiału do analiz z zakresu retoryki opisowej. Ma on przy tym predylekcję do dużego kwantyfikatora. Jest więc święcie przekonany, że (prawie) wszyscy polscy humaniści to ciemna masa, i najpewniej z chęcią zabroniłby im używania określenia „wschód i zachód słońca” – niechybnie świadczącego o tym, że wierzą oni w ruch Słońca wokół Ziemi i że skomplikowany model heliocentryczny dotąd nie został ogarnięty przez ich ciasną umysłowość (podobnie jak inne skomplikowane systemy, np. naukometryczna ewaluacja dyscyplin). W tym właśnie duchu pierwszym (więc pewnie najpoważniejszym) zarzutem zgłaszanym przezeń (FA 4/2021) pod adresem mojego tekstu Indeks czasopism nakazanych (FA 3/2021) jest uwaga o tym, że Ziemia nie jest kulą. „Big data” (w postaci korpusów języka polskiego) pewnie by mu uświadomiło, że częściej się mówi o „kuli ziemskiej” niż o „elipsoidzie ziemskiej”, więc mojego stwierdzenia o „dowodzeniu kulistości Ziemi” nie należy odczytywać dosłownie. A jeśli już Maciej Górecki chce być precyzyjny, odwołać się raczej winien do pojęcia geoidy wprowadzonego przez (matematyka!) Listinga.

Wróćmy jednak do retoryki opisowej: wstępna przychylność sugeruje podejście „sine ira et studio”. Mamy wierzyć, że wszystko, co padnie dalej, będzie sprawiedliwe. Ale dalej Górecki walczy już tylko z chochołem, uderza swoimi argumentami w coś, czego nie powiedziałem. Ja piszę o nieistniejącym „certyfikacie” jakości publikacji w kontekście wykazu, a z repliki M. Góreckiego wynika, jakobym pisał o tym „certyfikacie” w kontekście IF lub środowiskowo usankcjonowanego „prestiżu”. Nie przyjął bowiem do wiadomości, że istotą przeprowadzanej przeze mnie krytyki wykazu jest m.in. właśnie to, że hierarchia, którą ów wykaz ustanawia, jest nierzadko postawiona na głowie – jeśli układem odniesienia jest intersubiektywny „prestiż” i obiektywny IF czasopism. Trudno nie odnieść wrażenia, że Maciej Górecki polemizuje nie z treścią artykułu, tylko z samym lidem (króciutką zajawką widoczną jeszcze przed paywallem). Przypisuje mi ponadto poparcie dla wiecowej organizacji nauki, podczas gdy ja fakt pominięcia komitetów naukowych PAN podczas oceny czasopism podaję jedynie jako argument przeciwko powoływaniu się na tzw. środowisko naukowe w celu legitymizowania instytucji wykazu w kształcie określonym Ustawą 2.0. Z riposty Macieja Góreckiego wynika zresztą, iż gardzi on demokracją (przynajmniej w wymiarze akademickim) i że lepiej, by o punktacji odgórnie zadekretowanej wykazem czasopism decydowały nie gremia wybrane „demokratycznie” przez samo środowisko naukowe, ale „arystokracja” (przy czym nie ma to być arystokracja z urodzenia ani z dokonań uznanych przez społeczność naukową, lecz arystokracja z nominacji ministra). Górecki należy chyba do niebezpiecznej kategorii ludzi wierzących w to, że niewielka, arbitralnie wyłoniona grupka naukowców ma monopol na mądrość i słuszność w zakresie tego, co jest dla nauki najlepsze, i w zakresie tego, jak należy optymalnie zorganizować akademię. Tyle tylko, że takie podejście jest fundamentalnym zaprzeczeniem idei akademii zasadzającej się na dialogu i dowodzeniu swoich racji, a nie narzucaniu ich przemocą dzięki politycznej desygnacji ministra. W swej polemice pisze też coś Maciej Górecki z rozmachem o cnocie (gr. areté, łac. virtus). Nie sądzę, by „zbiorowy poziom areté” Komisji Ewaluacji Nauki jakoś szczególnie odbiegał od „zbiorowego poziomu areté polskiego środowiska akademickiego”, by pozostać tu przy sformułowaniach Góreckiego.

Rozwiązania naukometryczne niejednokrotnie stosowane przez Macieja Góreckiego (np. wyciąganie wniosków o wartości dorobku indywidualnych badaczy z jego dyscypliny na podstawie samych cyferek w wybranych bazach bibliometrycznych) są oczywiście absurdalne, ale nie można wykluczyć, że ogólny cel, jaki mu przyświeca, jest rozsądny: żeby polska nauka w żadnym swym fragmencie nie przypominała kurnika, w którym o znaczeniu i doniosłości gdakania decyduje wyłącznie to, na jak wysokiej grzędzie się zasiada. Nawiązanie do góralskiego żartu o „płynięciu z prądem” bardzo mi się spodobało. Wprawdzie dla większości Czytelników będzie ono niejasne i nieczytelne, ale mnie pokazuje, że znamy z Maciejem Góreckim te same stare dowcipy, wśród których najbardziej kiepskim jest jednak niezaprzeczalnie instytucja wykazu czasopism.

Dr Wojciech Włoskowicz, językoznawca, onomasta, germanista, slawista, laureat Nagrody Prezesa Rady Ministrów, stypendium Ministra NiSW dla wybitnych młodych naukowców i stypendium NCN Etiuda, kierownik grantu NCN Sonatina, prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Onomastycznego

Wróć