logo
FA 5/2021 życie akademickie

Marek Misiak

Kontroluj sieroty

Fot. Stefan Ciechan

Plik tekstowy obrabiany przez redaktora jest z punktu widzenia grafika DTP surowcem, którego forma w procesie składu ulega znaczącym przekształceniom. Cyzelowanie go pod względem edytorskim nie ma żadnego sensu – nikt nie będzie go oceniał pod tym kątem. Taki plik ma być przyjazny dla składacza, a zatem dać się bez zbędnych problemów obrabiać.

W nowszych edycjach Worda dostępne jest polecenie, które w polskiej wersji językowej brzmi dość biblijnie: „sprawdzaj sieroty i wdowy” albo „kontrola bękartów i wdów” (zależnie od wersji programu). Pozwala nadać tekstowi postać bardziej zgodną z przyjętymi zasadami opracowania np. prac dyplomowych. Bękart to potoczne określenie błędu łamania tekstu, którym jest pozostawienie na początku następnego łamu samotnego końcowego wiersza akapitu (zwanego wierszem zawieszonym), wdowa zaś to pozostawienie na końcu akapitu bardzo krótkiego (najczęściej jedno– lub dwuwyrazowego) wiersza. Wreszcie sierota (lub sierotka) to błąd jednocześnie najczęstszy i najczęściej jako taki rozpoznawany, a polegający na pozostawieniu krótkiego słowa, najczęściej jedno– lub dwuliterowego spójnika lub przyimka, na końcu wiersza. Wielu autorów, z którymi mam okazję współpracować przy różnych publikacjach, jest świadomych, że w książkach i czasopismach należy unikać takich „wiszących” spójników. Niestety czasem wiedza ta obraca się przeciwko mnie, a w dalszej kolejności także przeciwko składaczowi, współcześnie zwanemu też grafikiem DTP. Skrót ten oznacza desktop publishing (w uproszczeniu: komputerowe projektowanie i skład publikacji).

Autor książki – w tym także książki naukowej – podczas kontaktów z wydawnictwem ma długo do czynienia przede wszystkim z redaktorem lub kilkoma redaktorami. To z nimi omawia ogólną koncepcję publikacji, jej treść i ewentualne wpasowanie w serię wydawniczą. Gdy jednak prace wchodzą w bardziej zaawansowaną fazę, włącza się w nie także właśnie grafik DTP (czasem następuje to wcześniej, jeśli opracowanie ogólnej koncepcji graficznej książki zachodzi równolegle z redagowaniem tekstu). Z punktu widzenia autora ważne są tu trzy kwestie. Warto: 1) mieć jakieś wyobrażenie o tym, jak ma wyglądać gotowa publikacja; 2) być otwartym na sugestie ze strony redaktora i projektanta i 3) mieć świadomość, że fantazję ograniczają tzw. czynniki obiektywne – pewne rozwiązania będą niemożliwe, inne niecelowe, a jeszcze inne nieopłacalne.

Skład komputerowy nie jest mechaniczną czynnością polegającą na wlaniu określonej partii tekstu do programu DTP (Adobe InDesigna, LaTeXa lub innego). Profesjonalne zajmowanie się nim wymaga zarówno zaawansowanych kompetencji, jak i znaczącego wyczucia estetyki publikacji. Nie bez powodu osoby wykonujące ten zawód określane są mianem grafików DTP – to zawód kreatywny, a często wręcz artystyczny (wielu DTP-owców projektuje okładki, całe książki, a nawet kroje pisma). Czasopismo czy książka niestarannie złożone będą nie do zaakceptowania nie tylko dla fachowca; także wielu laików zauważy, że „coś tu się (nomen omen) nie składa”, zaś manipulowanie przy doborze układu strony, kroju pisma czy interlinii z naruszeniem zasad dobrego składu doprowadzi najpewniej do tego, że dana publikacja będzie męcząca w lekturze. Wspomniane zasady nie wynikają wyłącznie z subiektywnego poczucia piękna. To, jak stopień pisma, jego szeryfowość oraz odstępy między znakami, słowami i wierszami wpływają na tempo lektury i zapamiętywanie treści, można badać eksperymentalnie.

Plik ma być przyjazny dla składacza

Redaktorem i składaczem może być rzecz jasna ta sama osoba, ale nawet wtedy redakcja i skład są dwoma różnymi etapami pracy, podczas których zwraca się uwagę na inne kwestie. Plik tekstowy obrabiany przez redaktora jest z punktu widzenia grafika DTP surowcem, którego forma w procesie składu ulega znaczącym przekształceniom. Cyzelowanie go pod względem edytorskim nie ma żadnego sensu, nikt nie będzie go oceniał pod tym kątem. Taki plik ma być przyjazny dla składacza, a zatem dać się bez zbędnych problemów obrabiać. Pod względem edytorskim oceniana będzie dopiero gotowa książka. Częstym problemem we współpracy redaktorów z autorami jest zwracanie przez autorów uwagi na etapie redakcji na problemy, które staną się istotne dopiero na etapie składu, przy jednoczesnym zaniedbaniu spraw, o których należałoby porozmawiać właśnie podczas redakcji. Większość problemów we współpracy na linii autor – redaktor – grafik DTP wynika albo z chęci ułatwienia pracy drugiej osobie (co jednak przy braku fachowej wiedzy skutkuje nierzadko nieumyślnym utrudnianiem), albo po prostu z braku wiedzy o technicznych uwarunkowaniach składu.

Francuski reżyser filmowy Claude Chabrol oskarżał niektórych scenarzystów o „reżyserowanie na papierze” – rozpisywanie w scenariuszu nie tylko scen, ale także sposobu ich realizacji. Niektórzy autorzy także usiłują ustalić wygląd publikacji już na etapie pliku tekstowego, a to niemożliwe. – Wyobrażają sobie, że tekst będzie tak samo wyglądał po złożeniu, np. że skoro piszą o czymś i wstawiają powiązane zdjęcie pod tekstem, to po złamaniu tekstu będzie tak samo. Tymczasem grafik musi to tak ułożyć, żeby zachować kompromis pomiędzy estetycznym składem a pewną „funkcjonalnością” książki, której spodziewa się autor. Zatem zdjęcie może być przeniesione do następnej kolumny i nie znajdować bezpośrednio pod tekstem, w którym jest opisywane – wskazuje Dominik Pędziwol, grafik DTP i projektant książek. Układ tekstu po złożeniu będzie i tak inny niż w edytorze tekstu: wiersze są na ogół krótsze i jest ich mniej na stronie, zatem wiszące na końcu wierszy spójniki prawie na pewno znajdą się w ich środku, mogą się zaś pojawić inne sieroty.

Nadsyłany do wydawnictwa plik tekstowy warto zatem odpowiednio przygotować do obróbki przez składacza, redakcja tekstu nie zniszczy efektów takiego przygotowania, a zaoszczędzi wszystkim zainteresowanym pracy i nerwów na dalszych etapach powstawania książki. Wskazówki z reguły znajdują się w instrukcjach dla autorów publikujących w danym wydawnictwie. Jeśli takiego dokumentu nie ma, to już nie wina autora, ale można przynajmniej uniknąć podstawowych błędów. Gdy plik stworzony w edytorze tekstu nie zostanie odpowiednio przygotowany, będzie się tym musiał zająć redaktor, zanim przekaże zredagowany materiał do składu. Po pierwsze, wydłuża to czas przygotowania publikacji, a po drugie, często stanowi naruszenie warunków współpracy, ponieważ instrukcje dla autorów stworzone w wielu wydawnictwach to właśnie na autorów nakładają obowiązek przygotowania składanego manuskryptu w określony sposób.

Dobrym przykładem są tytułowe sieroty. Nie ma najmniejszego sensu stosować wymuszonego przenoszenia ich do kolejnych wierszy za pomocą wstawiania spacji przed takim spójnikiem do momentu, gdy przeskoczy on do kolejnego wiersza. Redaktor i tak będzie musiał te spacje usuwać, gdyż utrudniają one skład.

– Częstą bolączką jest przygotowywanie tekstów w ten sposób, że autor zrzuca sierotki tzw. miękkim enterem. Osoba, która składa tekst, często tego nie zauważa i nagle w środku zdania tworzy się nowy akapit – wyjaśnia Dominik Pędziwol. Sierot w ogóle nie należy przenosić, a jeśli już ktoś odczuwa taką potrzebę, należy robić to z użyciem przeznaczonej do tego funkcji w edytorze tekstu. Zdarzało mi się już słyszeć od autorów, że „zawsze ich uczono, że wiszące spójniki to błąd”. To prawda, tyle że nie zawsze. Sieroty nie są błędem, jeśli szpalta jest szeroka na mniej niż 50 znaków (pod warunkiem, że nie występują w kilku wierszach jeden po drugim ani ogólnie w zbyt dużej liczbie). W anglojęzycznym edytorstwie (i w większości języków europejskich) w ogóle nie są zaś postrzegane jako błąd (pod tymi samymi warunkami).

Od razu całość materiału

Ta sama uwaga dotyczy wcięć akapitowych – nie należy ich wstawiać ani spacjami, ani tabulatorem, gdyż w składanym tekście ich głębokość będzie zarówno ustalana, jak i wprowadzana w zupełnie inny sposób (grafik DTP może też zaproponować skład za pomocą akapitów blokowych, gdzie wcięć w ogóle nie ma). Generalnie należy unikać niepotrzebnego formatowania tekstu. Grafik wlewa tekst do programu DTP poprzez kopiowanie go, ale tego typu oprogramowanie nie przenosi mechanicznie formatowania z edytora tekstu. Albo w ogóle nie zostanie ono przeniesione, albo tylko częściowo, albo spowoduje zniekształcenie wlanego tekstu, co wydłuży pracę i zwiększy prawdopodobieństwo pomyłki. Składacz wprowadza wszelkie wyróżnienia ponownie, posługując się znacznie bardziej skomplikowanymi narzędziami niż te oferowane przez biurowe edytory tekstu.

Skład mogą też utrudniać cechy samego łamanego tekstu. Może się zdarzyć, że redaktor lub grafik DTP będzie proponował pewne zmiany np. w układzie materiału jeszcze na etapie redakcji. – Duża liczba tabel i rycin utrudnia wykonanie estetycznie wyglądającego składu. Wtedy lepiej pewne elementy zgrupować blisko siebie, żeby tekst główny nie był pocięty na małe kawałeczki, gdyż spowoduje to przerwanie ciągłości wywodu. Liczne i długie przypisy komplikują łamanie tekstu, zwłaszcza przy mniejszych formatach. Utrudnieniem, i to sporym, jest też mocno rozbudowana hierarchia tytułów i podtytułów. Trudno wtedy znaleźć jakieś sensowne graficzne rozwiązanie takiej sytuacji – tłumaczy Maciej Szłapka, doświadczony projektant książek. Na ogół istnieje możliwość wyjścia z trudnej sytuacji, ale konieczna jest wola kompromisu po stronie autora.

Na koniec rzecz dla niektórych oczywista, dla innych niekoniecznie: jeśli przesyłamy książkę do zredagowania i złożenia, należy przekazywać zarówno redaktorowi, jak i osobie odpowiedzialnej za skład od razu całość materiału. Tylko wtedy możliwe jest opracowanie całościowej koncepcji publikacji. Gdy poszczególne części tekstu, ilustracje oraz materiały pomocnicze i uzupełniające (aneksy, indeksy itp.) będą spływać stopniowo, wizja gotowej książki będzie się wciąż zmieniać. Bez całości materiału możliwe jest stworzenie przez projektanta pewnych ogólnych pomysłów graficznych (np. propozycji kroju lub krojów pisma), ale nie szczegółowego projektu.

Załóżmy, że książka przeszła już przez redakcję i skład. Autor otrzymuje złożony materiał w formie pliku PDF. Nie jest to rzecz jasna wersja ostateczna – można zgłaszać uwagi, zastrzeżenia, sugestie. Ważne, by z jednej strony nie bać się wyrażania własnych oczekiwań, a z drugiej nie obstawać przy nich wbrew radom fachowca, jakim jest grafik DTP. Z pomocą pięciorga doświadczonych grafików opowiem o tym w kolejnym artykule w ramach cyklu „Publikuj lub giń”.

Wróć