logo
FA 5/2021 życie naukowe

Piotr Kieraciński

Czy na pewno przejrzyste?

Na artykuł Marka Wrońskiego Jak zapełnić sloty?, opublikowany w FA 2/2021, a poświęcony wątpliwym praktykom publikacyjnym, w którym przedstawiono przypadek czasopisma „European Research Studies Journal”, odpowiedział jego redaktor naczelny, profesor Eleftherios Thalassinos. ERSJ zostało dwa lata temu usunięte z referencyjnej bazy Scopus, a równocześnie figuruje na polskiej referencyjnej liście czasopism, gdzie przypisano mu 100 punktów, uznając, że jest znakomitym międzynarodowym czasopismem naukowym. Większość obiekcji czy zarzutów prof. Thalassinosa jest niesłuszna lub nieistotna – naprawdę znikomego kalibru (odpowiada na nie Marek Wroński). Redaktor naczelny ERSJ zapewne nie miał pojęcia ani o istnieniu „Forum Akademickiego”, ani o artykule M. Wrońskiego. Zatem musiał dostać informację i propozycję odpowiedzi od zaprzyjaźnionego polskiego naukowca – to nasze przypuszczenia, bo może po przetłumaczeniu artykułu na język angielski odpowiedź napisał sam prof. Thalassinos! – który niestety nie zdecydował się publicznie ujawnić. Szkoda. Może warto było bronić ERSJ z polskiej perspektywy? Wydaje mi się to bardziej racjonalne niż obrona z międzynarodowego punktu widzenia.

Skoro Scopus jest bazą referencyjną, to wyrzucenie z niej czasopisma jest jasnym wskazaniem dotyczącym złych praktyk edytorskich, niezależnie od deklaracji etycznych, na które powołuje się prof. E. Thalassinos. Informacja, że wydawca ERSJ wchodzi na drogę prawną w stosunku do Elseviera, właściciela Scopusa, nie jest tu istotna. No, może tylko o tyle, że wydawca ERSJ uznał, iż to sąd, a nie rada Scopusa, ma rozstrzygnąć o naukowej wartości czasopisma, co samo już jest absurdalne. Z perspektywy polskiej natomiast publikacja w ERSJ daje 100 punktów uzyskanych w łatwy sposób za stosunkowo niewielką cenę. Ma zatem sens dla naukowca-autora i dla instytucji, która go zatrudnia. Jest to jednak tylko krótkotrwała perspektywa najbliższej ewaluacji.

Faktycznie jest tak, że publikacja w wydaniach specjalnych – dodajmy: „polskich” – zagranicznych naukowych czasopism anglojęzycznych, deklarujących najlepsze nawet praktyki, a nawet je niekiedy wdrażających, nie ustawia polskiego badacza w relacji do nauki światowej, lecz ogranicza go do (wątpliwej) konkurencji w gronie zaprzyjaźnionych polskich naukowców. Chyba nie na tym ma polegać umiędzynarodowienie polskiej nauki? Nie odnoszę się tu do czasopism, które rzetelnie realizują procesy recenzyjne i budują swoje treści w oparciu o rezultaty międzynarodowej konkurencji naukowej (ten wątek chcę podkreślić). Gdy przyglądamy się zawartości wydań specjalnych (Special Issues) różnych czasopism, także bronionych w FA 3/2021 przez wielu polskich naukowców, czasopism z grupy MDPI, widzimy numery, w których publikacje polskich autorów dominują tak znacząco, że nie można mówić o żadnej międzynarodowej konkurencji. A przecież zdecydowaliśmy się na wydawanie ogromnych pieniędzy na zaistnienie w międzynarodowym obiegu naukowym, a zatem na konkurencję z nauką światową, a nie polskimi kolegami. Nie o to nam chodziło, żeby zamiast niedrogo publikować po angielsku w krajowych otwartych repozytoriach, wydać spore sumy na tyle samo (a może nawet mniej) warte publikacje w „polskim” numerze specjalnym czasopisma greckiego, chińskiego czy szwajcarskiego. To nie są dobrze wydane pieniądze, to nie jest udział w międzynarodowym obiegu naukowym we właściwym sensie, który polega na konfrontacji własnych wyników z najlepszymi na świecie.

Prof. Thalassinos – a może jego polski współautor – zarzucił nam, że źle wyliczyliśmy kwotę, jaką polskie instytucje naukowe zapłaciły za publikację artykułów w ERSJ. W swoim sprostowaniu (z prawnego punktu widzenia jest to polemika, której nie musieliśmy publikować), w którym zapewnia o otwartości i przejrzystości działania zarówno swojego czasopisma, jak i stowarzyszenia – wydawcy ERSJ, nie podał jednak prawdziwej kwoty, tylko zaproponował nam wątpliwej jakości wskazówki, jak to niby moglibyśmy ją sprawdzić. Panie Profesorze, mógł Pan po prostu napisać, ile Polacy zapłacili za te kilkaset artykułów w ERSJ, zamiast ukrywać tę kwotę – tak bowiem odczytuję fragment Pana listu, w którym odnosi się Pan do „jedenastego paragrafu” artykułu M. Wrońskiego. Pańska odpowiedź jeszcze bardziej uprawdopodobnia tezy artykułu Marka Wrońskiego Jak zapełnić sloty? z FA 2/2021.

Piotr Kieraciński,redaktor naczelny „Forum Akademickiego”

Wróć