logo
FA 5/2021 informacje i komentarze

Dominik Szulc

Akademia i Szkoła Kopernikańskie

czyli jednak „państwo nie w pełni nowoczesne”?

Być humanistą w Polsce to doświadczenie wyjątkowe i specyficzne. Wyjątkowe, bo uczy pokory i pomaga docenić to, co się ma, bo i tego można byłoby nie mieć; specyficzne, bo wymaga zaangażowania w pracę ze świadomością ciągle wiszącego nad głową „miecza Damoklesa”. Niemniej byłby to problem wyłącznie przedstawicieli nauk humanistycznych, gdyby nie to, że mamy już aż nadto dowodów na poparcie tezy, iż nie ma nowoczesnej nauki i nowoczesnego państwa bez humanistyki. Jakby na przekór temu decydenci i ci, którzy dopiero do grona tego aspirują, starają się ogłaszać lub podejmować próby zadekretowania, że miejsca dla nas, humanistów, w polskiej nauce, widzianej na czołowych pozycjach w nauce światowej, nie ma. Stoją za tym znane od lat szablony, w których następcy Joachima Lelewela („ojca polskiej historiografii”) zajmują miejsce marginalne. Szablony mają uławiać życie, stawiając zarazem na profesjonalizm wykonawstwa. Gorzej, jeżeli nie przystają do standardów, w tym przypadku – nowoczesnej nauki, w której od dawna hołubione dyscypliny techniczne czy przyrodnicze coraz częściej zawodzą, a niedostatki wykształcenia inżyniera nadrabiać musi… historyk!

Wieści o projekcie ustawy powołującej do życia Międzynarodową Akademię Kopernikańską oraz Szkołę Główną Mikołaja Kopernika zastały mnie w chwili wiele mówiącej o stanie naszej świadomości, czym winny być „państwo nowoczesne” i „prestiżowa nauka”. Stało się to bowiem zaraz po usłyszeniu przeze mnie słów ważnego polityka opozycji, że kształcenie historyków „odbiega od oczekiwań nowoczesnego państwa”, a przed złożoną mi przez jednego z profesorów Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie propozycją wspólnego stworzenia programu studiów inżynierskich, które odpowiadałyby na realne problemy pracy inżyniera. Problem jest palący, gdyż projekt Akademii i Szkoły Kopernikańskich, w założeniu „ośrodków o znaczącym prestiżu naukowym” dzięki preferowaniu „świeżości czy innowacyjności”, nie przewiduje ani powołania Izby Nauk Humanistycznych i Społecznych w ramach Akademii, ani analogicznego Kolegium w Szkole Głównej. Na czym jednak polega stawiana przeze mnie teza? Gdzie zalegają dowody na jej poparcie, skoro decydenci ich nie dostrzegają? Przedstawię je na własnym przykładzie.

„Badania historyczne w inwestycjach drogowych”. Brzmi jak oksymoron, ale jego zlekceważenie przysporzyć może poważnych kłopotów. Inwestycje drogowe to wielkie pieniądze – do wydania, do zdobycia i wreszcie do utraty. A przecież można uniknąć dodatkowych wydatków związanych z koniecznością nieoczekiwanego przerywania inwestycji, zmiany jej przebiegu i wynikających stąd opóźnień. Można uniknąć nieprzewidywanej na etapie jej projektowania konieczności zatrudniania setek dodatkowych robotników. Można, jeżeli w tok realizacji inwestycji drogowych włączy się aktywniej historyków. Pierwszego, o czym napisałem, udało się uniknąć podczas budowy nowej drogi wojewódzkiej nr 833 w Kraśniku, gdy projekt jej przebiegu był już ustalony, zalecenia konserwatora zabytków uwzględnione, a decyzja środowiskowa wydana. Żaden inżynier nie mógł przewidzieć jednak, co spotkałoby tę inwestycję, gdyby nie odkryty przeze mnie w granicach przyszłej drogi pochówek zbiorowy ofiar Holocaustu. Nie mógł przewidzieć, gdyż bez znajomości warsztatu badawczego historyka lub bez współpracy z nim sam odkrycia takiego nie poczyniłby. Przypomnijmy zatem, że ekshumacja tej mogiły w trakcie budowy drogi, niezgodna z zasadami judaizmu, oznaczałoby niechybną reakcję czynników izraelskich. Alternatywą byłoby przerwanie budowy i przesuwanie inwestycji, że nie wspomnę o kosztach z tym związanych. Z kolei konieczności nieplanowanego zatrudnienia ok. stu robotników na okres jednego sezonu wykopaliskowego wymagałaby budowa wariantu nr 1 obwodnicy Janowa Lubelskiego, która trafiłaby na ukryty pod ziemią kilkusetletni cmentarz i pozostałości zespołu kościelnego. Ich istnienie zlekceważyli planiści, a urząd konserwatorski nie zdawał sobie sprawy z przeszłości tego miejsca. Obecnie, dzięki interwencji i badaniom przeprowadzonym przeze mnie, archeologa z KUL oraz historyka sztuki z Uniwersytetu Rzeszowskiego newralgiczne miejsce jest już stanowiskiem archeologicznym, co zasadnym czyni konieczność poważnego uwzględnienia innych, dotychczas uważanych za alternatywne, przebiegów drogi.

Czy wobec powyższego, a także w świetle innych, nie przywołanych tu dowodów na znaczący wpływ humanistów na kształt współczesnej Polski, można budować „państwo (w pełni) nowoczesne” bez humanistów? Czy można projektować polską naukę jako „prestiżową”, gdy ci, dla których miejsce w Akademii i Szkole Głównej zapewne się znajdzie, nie potrafią przewidzieć tego, co konieczne i przewidywalne?

Dr Dominik Szulc, Instytut Historii PAN

Wróć