logo
FA 4/2026 życie naukowe

Rozmowa z dr Katarzyną Hałas z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej

Gwarancja zatrudnienia

Gwarancja zatrudnienia 1

Dr Katarzyna Hałas jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Wydziale Politologii UMCS. W 2023 roku obroniła rozprawę doktorską z zakresu nauk o mediach, poświęconą stanowi e-learningu w szkolnictwie wyższym na przykładzie uczelni wyższych zlokalizowanych w Lublinie. Praca zawierała m.in. analizę uwarunkowań prawnych wdrażania e-learningu w szkolnictwie wyższym. Autorka skoncentrowała się też na przedstawieniu kompetencji metodycznych oraz ukazaniu cech osobowościowych e-nauczyciela. Promotorką pracy była prof. Lidia Pokrzycka. Dr Katarzyna Hałas współpracuje jako wykładowca z Wydziałem Politologii i Dziennikarstwa UMCS. Prowadzi ćwiczenia z public relations. Ma 32 lata. Fot. Arch. prywatne

Przydałby się prosty instruktaż, który krok po kroku pokazywałby, jak wygląda proces przygotowania wniosku grantowego. Bardzo tego brakuje w kształceniu doktorantów. Powinno być więcej warsztatów poświęconych pisaniu wniosków o grant.

Przez pięć lat łączyła pani studia doktoranckie z pracą zawodową. Czy to było trudne? Jak te dwie rzeczy udało się pogodzić?

Przede wszystkim towarzyszyło mi poczucie satysfakcji, że potrafię to wszystko pogodzić. Trzeba to prostu lubić i mieć w sobie pokłady samodyscypliny. Otrzymywałam stypendium doktoranckie, które w czasach realizowania doktoratu na studiach doktoranckich było wystarczające. W 2023 roku stypendium doktoranckie wynosiło 2163 zł, stypendium projakościowe 1100 zł, a stypendium rektora 1450 zł (najniższa krajowa wynosiła wówczas 3490 zł brutto, ok. 2709 zł netto, a od 1 lipca 2023 r. wzrosła do 3600 zł brutto, ok. 2784 zł netto. Obecnie stypendium doktoranckie wynosi przed oceną śródokresową ok. 3 466,90 zł brutto, a po ocenie śródokresowej 5 340,90 zł brutto. Najniższa krajowa wynosi w 2026 r. 4806 zł brutto, czyli ok. 3600 zł netto – red.). We wcześniejszych latach stawki te były nieco niższe, jednak nadal mogły stanowić wystarczające wsparcie finansowe. Aby otrzymać stypendium, należało znaleźć się odpowiednio w gronie 50%, 30% oraz 10% najlepszych doktorantów. To doświadczenie nauczyło mnie wiele o sobie, o moich ograniczeniach i sile. Wiedziałam, że chcę skończyć doktorat, nie rezygnując jednocześnie z pracy zawodowej i udało mi się. To był świadomy wybór. Praca na dwóch etatach – bo robienie doktoratu też można nazwać pracą – powodowała, że trudno mi było czasami w pełni rozwijać się naukowo, angażować się w wiele inicjatyw, więc mam poczucie, że nie w pełni wykorzystałam możliwości, jakie oferują studia doktoranckie.

Dlaczego, mimo wystarczającego stypendium, zdecydowała się pani na podjęcie pracy?

Głównie po to, by uniknąć luki w CV. Studia doktoranckie trwały standardowo cztery lata, z możliwością przedłużenia o kolejne dwa. Taka długa nieobecność na rynku pracy może być niekorzystnie postrzegana przez potencjalnych pracodawców, zwłaszcza w branżach, które dynamicznie się rozwijają. Warto jednak podkreślić, że plan zajęć dydaktycznych na studiach doktoranckich był bardzo dobrze skonstruowany i dawał dużą elastyczność. Zajęcia często odbywały się w godzinach wieczornych lub były blokowane w jednym dniu tygodnia, co umożliwiało łączenie nauki z pracą zawodową. Było to istotne nie tylko dla mnie, ale również dla koleżanek i kolegów z mojego roku, którzy równolegle rozwijali swoje kariery zawodowe. Sądzę, że w przypadku branży medialnej szczególnie ważne jest, aby pozostawać aktywnym zawodowo. To środowisko szybko się zmienia, zarówno pod względem technologii, jak i oczekiwań rynku. Dłuższa przerwa może oznaczać utratę kontaktu z aktualnymi trendami i narzędziami, co w konsekwencji utrudnia powrót do zawodu. Z perspektywy czasu uważam, że łączenie studiów doktoranckich z pracą było wymagające, ale konieczne. Pozwoliło mi zdobywać wiedzę naukową, lecz także budować potrzebne doświadczenie zawodowe i utrzymywać ciągłość rozwoju, co dziś stanowi istotny atut na rynku pracy. Z perspektywy czasu widzę, że było warto, ale wymagało to poniesienia zarówno kosztów emocjonalnych, jak i fizycznych. Grafik był wypełniony po brzegi, a wolny czas stawał się luksusem, więc gdy już znalazłam wolną chwilę, starałam się ją w pełni wykorzystać.

Czy młodzi naukowcy są przeciążeni obowiązkami?

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy z nas jest inny i inaczej odbiera obciążenie obowiązkami. Kluczem do sukcesu jest dobra organizacja pracy i zachowanie reguły work-life balance, której hołduje moje pokolenie, tak przynajmniej myślę. Coraz częściej zauważam, że reprezentanci mojego pokolenia już nie przejawiają chęci brania na swoje barki coraz to nowych obowiązków. Rozwój zawodowy i kariera nadal są bardzo ważne, ale z drugiej strony liczy się wolny czas i dobrostan psychiczny. Młodzi naukowcy mają mnóstwo obowiązków, na zasadzie multitaskingu: należy brać czynny udział w konferencjach naukowych, pisać artykuły, prowadzić zajęcia dydaktyczne, do których trzeba się przygotować, realizować granty, prowadzić badania, sprostać obowiązkom organizacyjnym. Jeśli ktoś dodatkowo decyduje się połączyć robienie doktoratu z pracą zawodową, aby nie wypaść z rynku – a myślę, że takich osób jest wiele – to efekt jest taki, że przez większą część doby jest poza domem pochłonięty pracą. Taki tryb życia z czasem może powodować przeciążenie, co w konsekwencji prowadzi do znużenia, osłabienia motywacji.

Czy grant to dla pani i pani kolegów konieczność do rozwoju badań naukowych, czy tylko dogodna możliwość?

Zdecydowanie traktuję granty jako możliwość rozwoju, szczególnie że do młodych naukowców kierowanych jest wiele konkursów grantowych. Pierwsza myśl: to ogromna szansa, dofinansowanie wyjazdu, samodzielność badawcza. Szczerze mówiąc, brakuje mi jednak systemowej wiedzy, od czego zacząć, jak ten grant pozyskać, jak napisać wniosek, jaki jest właściwy ton i struktura aplikacji. Przydałby się prosty instruktaż, który krok po kroku pokazywałby, jak wygląda proces przygotowania wniosku grantowego. Bardzo tego brakuje w kształceniu doktorantów. Myślę, że powinno być więcej warsztatów poświęconych pisaniu wniosków o grant, podczas których można by znaleźć odpowiedzi na kluczowe pytania: co sprawia, że dany wniosek otrzymuje dofinansowanie, jakie są kryteria oceniania? Takie wsparcie jest potrzebne zwłaszcza na początku kariery naukowej.

Jak konieczność publikowania w czasopismach punktowanych wpłynęła na gromadzenie dorobku do doktoratu? Czy bez tej presji byłoby to łatwiejsze?

„Punktoza” była obecna nie tylko przy pisaniu artykułów naukowych, ale również wcześniej, przy aplikowaniu na studia doktoranckie, przy zbieraniu aktywności potrzebnych do stypendiów. Wprawdzie presja motywuje do solidnej pracy, ale także zmusza do przysłowiowego wyścigu szczurów, w którym liczy się ilość, a nie jakość. Nie bez znaczenia jest poziom wewnętrznej samodyscypliny. Jeśli ktoś ma tę cechę dobrze rozwiniętą, presja nie jest dla niego straszna. Dla kogoś o wysokim mechanizmie samokontroli zewnętrzne wymagania są raczej czynnikiem mobilizującym, chociaż również stresującym. Konieczność publikowania w czasopismach punktowanych chyba bardziej ogranicza, niż mobilizuje.

Czy z pani punktu widzenia wprowadzenie szkół doktorskich było dobrym rozwiązaniem? Łatwiej byłoby pani robić doktorat i realizować swoje plany naukowe w nowej sytuacji?

Kształciłam się zgodnie ze starym trybem, byłam studentką studiów III stopnia, więc mogę mówić o swoich przemyśleniach i doświadczeniach z tamtego okresu. Trudno mi oceniać obecny tryb. Z opowieści młodszych koleżanek i kolegów wiem, że teraz większy nacisk kładzie się na prowadzenie badań naukowych, realizowanie projektów badawczych, niż na dydaktykę. To przemawia na korzyść szkół doktorskich. Wydaje mi się, że obecnie trudniej jest się dostać na takie studia, co nadaje im pewien wymiar ekskluzywności, elitarności. W mojej ocenie, nowy system lepiej wspiera doktorantów finansowo. Zapewne w praktyce oba modele kształcenia doktorów mają swoje plusy i minusy.

Uzyskanie doktoratu nie daje gwarancji pracy na uczelni. Czy należałoby wprowadzić w tym zakresie zmiany w prawie, aby motywować młodych ludzi do robienia kariery naukowej?

Nie jestem przekonana, czy to jest kwestia rozwiązań legislacyjnych. To znacznie bardziej złożona kwestia, między innymi związana z finansowaniem szkolnictwa wyższego. Uczelnie dysponują ograniczonym budżetem i mimo szczerych chęci nie są w stanie zaproponować etatu każdej osobie, która obroniła doktorat, nawet jeśli jej dorobek naukowy jest spory i dobrze oceniany. Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest możliwość współpracy z uczelnią na umowach cywilnoprawnych, tak jak w moim przypadku: uczelnie zyskują pracownika z wysokimi kompetencjami, a pracownik możliwość realizacji swoich umiejętności w pracy naukowej i dzielenia się wiedzą ze studentami i kolegami. Problem wydaje się złożony – obok gwarancji zatrudnienia ważne jest odpowiednie, wysokie wynagrodzenie, które pozwoli młodemu naukowcowi utrzymać się na posadzie naukowej bez konieczności podejmowania dodatkowej pracy, stworzy możliwości rozwoju naukowego i dostępu do infrastruktury badawczej. Bez tego same rozwiązania prawne nie zmienią sytuacji.

Ze względu na niski poziom zarobków trudno zachęcić np. informatyka do pracy na uczelni. A czy dla osób z wykształceniem humanistycznym praca na uniwersytecie jest atrakcyjna?

Zatrudnienie na uczelni jest mimo wszystko atrakcyjne, nie tylko dla humanisty, ale też dla przedstawicieli innych dyscyplin. Skrupulatne budowanie kariery akademickiej rozwija umiejętności badawcze, pozwala realizować pasje, nawiązywać i pogłębiać relacje z innymi, uczy w jakimś stopniu pewności siebie i umiejętności komunikacyjnych. Na uczelni potrzeba i informatyków, i humanistów. Nie można dyskryminować jednej dziedziny kosztem drugiej. Środowisko akademickie cechuje różnorodność, a nauka potrzebuje interdyscyplinarności.

Minimalne wynagrodzenie zasadnicze asystenta na uczelni wynosi w tym roku 4825 zł brutto, czyli niewiele więcej niż najniższa krajowa. Co motywuje do podjęcia doktoratu, a potem pracy naukowej, a co zniechęca?

Zniechęcają niskie zarobki oraz wiążąca się z tym konieczność podjęcia dodatkowego zatrudnienia, która nawiasem mówiąc pozwala utrzymywać kontakt z rynkiem pracy. Myślę, że ten fakt decyduje, że wiele osób rezygnuje z kariery akademickiej na rzecz bardziej opłacalnej finansowo ścieżki zawodowej poza akademią. Motywuje prestiż: naukowcy są uznawani za środowisko elitarne, a przynależność do tego kręgu daje poczucie satysfakcji i społeczne uznanie. Czynnikiem motywującym jest możliwość prowadzenia pracy badawczej, pogłębiania wiedzy w swojej dziedzinie. Atutem są elastyczne godziny pracy, na pewno nie tak sztywne, jak w przypadku typowego etatu. Ważna jest też stabilność zatrudnienia, szczególnie w czasach gospodarczej niepewności, oraz praca z młodymi ludźmi, która dodaje energii, ale i uczy pokory.

Młodzi naukowcy są często niewiele starsi od swoich studentów. Czy zdarza się, że nie są darzeni przez studentów wystarczającą estymą?

Nigdy nie spotkałam się z przejawami lekceważenia czy próbą podważania mojego autorytetu. Paradoksalnie uważam, że młody wiek może być atutem, a nie ograniczeniem, jak może się komuś wydawać. Stosunkowo niedawno skończyłam studia, więc lepiej rozumiem język studentów, ich potrzeby i oczekiwania względem procesu dydaktycznego. Ten fakt, bliskość pokoleniowa pozwala mi łatwiej nawiązywać porozumienie. Czasami zdarzają się zabawne sytuacje, które wynikają z niewielkiej różnicy wieku. Na przykład zdarza się, że studenci zagadują mnie per „ty” na uczelnianym korytarzu, nie wiedząc, że za chwilę będą mieć ze mną zajęcia. W mojej opinii o estymie u studentów nie decyduje wiek, tylko inne czynniki, takie jak posiadana wiedza i umiejętność przekazywania informacji, sposób komunikacji z nimi, np. traktowanie ich po partnersku, ale z odpowiednim wyznaczeniem granic.

Rozmawiał Grzegorz Rekiel

Wróć