Marcin Chałupka

Rys. Sławomir Makal
Dawniej „bezpośredni” znaczyło „bez pośrednictwa”. Czy zdaniem Prezydium PKA pośrednictwo narzędzi komunikacji elektronicznej nie znosi „bezpośredniości”?
Zgodnie z art. 63 ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym i Nauce „Studia są prowadzone w formie: 1) studiów stacjonarnych, w ramach których co najmniej połowa punktów ECTS objętych programem studiów jest uzyskiwana w ramach zajęć z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich lub innych osób prowadzących zajęcia i studentów; 2) studiów niestacjonarnych wskazanych w uchwale senatu, w ramach których mniej niż połowa punktów ECTS objętych programem studiów może być uzyskiwana z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich lub innych osób prowadzących zajęcia i studentów” (wytł. własne). Skoro mamy jako wymaganie „zajęcia z bezpośrednim udziałem”, to znaczy że zdaniem racjonalnego ustawodawcy muszą istnieć także zajęcia bez bezpośredniego udziału. Gdyby przyjąć inaczej, wystarczyłoby napisać w ustawie: „w ramach zajęć z udziałem nauczyciela akademickiego lub innej osoby”. Pamiętajmy, że nazywanie zajęć z bezpośrednim udziałem „godzinami kontaktowymi” nie powinno rzutować na rozumienie „bezpośredniego udziału” jako jedynie „kontaktu”, bo to pojęcie może być postrzegane inaczej i, logicznie rzecz biorąc, znaczy co innego niż ustawowy zwrot „bezpośredni udział”. Także w ustawie z 2005 roku mieliśmy w słowniczku pkt. 12) „studia stacjonarne – forma studiów wyższych, w której co najmniej połowa programu kształcenia jest realizowana w postaci zajęć dydaktycznych wymagających bezpośredniego udziału nauczycieli akademickich i studentów”.
Rozumienie tak zdefiniowanej „stacjonarności” może być istotne z punktu widzenia innej regulacji, tj. art. 79 ustawy PSWN, który pozwala uczelni pobierać opłaty np. za „usługi edukacyjne związane z: 1) kształceniem na studiach niestacjonarnych. Równolegle mamy świadomość że uczelnia otrzymuje subwencję, zależną m.in. od liczby studentów studiów stacjonarnych”. Na marginesie: być może używanie pojęć „stacjonarne” i „niestacjonarne” w poważnym oderwaniu od ich dawnego lub utartego znaczenia (tj. trybu prowadzenia zajęć postrzeganego z perspektywy studenta: stacjonarne jako wymagające obecności w dzień powszedni w uczelni, a niestacjonarne jako zajęcia na zjazdach w weekendy, kiedyś „dzienne” i „zaoczne”), a jednoczesne unikanie opisania zjawiska wprost (studia „płatne” i „bezpłatne”), to przykład swoistej patologii legislacyjno-językowej. Dla porównania w Prawie oświatowym pozostało klasyczne rozumienie takich pojęć, a w jego słowniczku mamy: „29a) kształceniu w formie dziennej – należy przez to rozumieć kształcenie, które odbywa się przez 5 dni w tygodniu albo przez 6 dni w tygodniu w przypadkach określonych w przepisach wydanych odpowiednio na podstawie art. 111 pkt 14 lub art. 113 pkt 9; 29b) kształceniu w formie stacjonarnej – należy przez to rozumieć kształcenie, które odbywa się przez 3 lub 4 dni w tygodniu, zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 111 pkt 14; 29c) kształceniu w formie zaocznej – należy przez to rozumieć kształcenie, które odbywa się co 2 tygodnie przez 2 dni, a w uzasadnionych przypadkach – co tydzień przez 2 dni, zgodnie z przepisami wydanymi na podstawie art. 111 pkt 14”. Tak czy owak, każda reinterpretacja pojęcia „stacjonarności” oznaczać może przesunięcia w zakresie uznawania danych studiów za stacjonarne lub nie, a w konsekwencji w zakresie źródeł finansowania w uczelniach publicznych.
Innym pojęciem istotnym w sprawie jest prowadzenie zajęć „z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość”, jeżeli spełniono wymagania z par. 12 rozporządzenia o studiach. Jednym z nich jest „dostęp do infrastruktury informatycznej i oprogramowania umożliwia synchroniczną i asynchroniczną interakcję między studentami a nauczycielami akademickimi i innymi osobami prowadzącymi zajęcia”. Zakres ilościowy legalnego prowadzenia zajęć „z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość” określa par. 13 tego rozporządzenia poprzez „Liczbę punktów ECTS, jaka może być uzyskana w ramach kształcenia z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość”. W czasie COViD dopuszczono tu aż 100%, co widocznie jakości kształcenia nie zagrażało bardziej, niż chroniło zdrowie. Być może inspiracje z tego czasu wpłynęły na oswojenie i przyswojenie korzystania z narzędzi komunikacji elektronicznej. Pisałem o tym w artykule Czy wirus pokonał blokady e-kształcenia? („Forum Akademickie” 6/2020). Mec. Wojciech Kiełbasiński na łamach FA 4/2025 w publikacji Studia online biznes czy prawdziwa edukacja? twierdzi: „Wydaje się nieuniknione to, że w pewnym momencie staniemy przed wyzwaniem związanym z dopuszczalnością prowadzenia niektórych kierunków studiów w całości z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość. Już teraz powinno się podjąć działania ukierunkowane na przygotowanie się do tego”.
Drogi ku temu są co najmniej dwie. Pierwsza to ponowne zwiększenie limitu z rozporządzenia do 100% ECTS. Alternatywą może być takie rozumienie bezpośredniości, które mimo niezastosowania opcji „wykorzystania metod i technik kształcenia na odległość” de facto pozwoli na realizowanie zajęć bez fizycznie rozumianej bezpośredniości kontaktu student – prowadzący zajęcia. Np. w pkt 15. załącznika do uchwały nr 6/465 z dnia 24 listopada 2021 r. senatu jednej z uczelni akademickich – Wytycznych do tworzenia studiów na tej uczelni znajdujemy: „Zajęcia prowadzone z wykorzystaniem technik kształcenia na odległość mogą być zaliczane do zajęć z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich lub innych osób prowadzących zajęcia i studentów, o których mowa w pkt. I.2.14 – jeśli realizowane są metodą synchronicznego udziału prowadzącego i studenta, tzn. prowadzone są w sposób zapewniający bezpośrednią interakcję między studentem, a prowadzącym w czasie rzeczywistym, umożliwiającą natychmiastowy przepływ informacji”.
W ramach „Webinarium: Zajęcia z bezpośrednim udziałem osoby prowadzącej i studentów. Dobre praktyki” prof. Paweł Chmielnicki na kanale YouTube „PKA 3” omawiał najnowszą rekomendację PKA zawartą w Uchwale nr 892/2025 Prezydium Polskiej Komisji Akredytacyjnej z dnia 30 października 2025 r. dotyczącą tzw. godzin kontaktowych. Przy okazji poruszono definicję „zajęć”. Na wstępie prelegent wskazał, że „takie stanowiska interpretacyjne, rekomendacje, to jest pewien pogląd i nie ma mocy wiążącej, co chciałbym powtórzyć i podkreślić (…) nie wiąże członków PKA, ani ekspertów”. Zachęcony tym stwierdzeniem postanowiłem rozważyć możliwości teoretyczne stanowiska odmiennego. W dalszej części prof. Chmielnicki wskazuje, że jeśli coś ma być zgłoszone jako „zajęcia” do programu, to musi mieć przypisane efekty, treści, sposoby weryfikacji. Oparciem ma być par. 3. ust. 1. pkt 3) rozporządzenia w sprawie studiów, gdzie wskazano: „zajęcia lub grupy zajęć, niezależnie od formy ich prowadzenia, wraz z przypisaniem do nich efektów uczenia się i treści programowych zapewniających uzyskanie tych efektów”. Dalej jednak prof. Chmielnicki wskazuje, że jeśli mamy w programie konsultacje bez takiego przypisania, to nie są to zajęcia, i że to wynika z jednoznacznej wykładni językowej.
Podobnie już w stanowisku interpretacyjnym nr 7/2020 Prezydium Polskiej Komisji Akredytacyjnej z 22 października 2020 r. czytamy: „Skoro uczelnia wyodrębnia konsultacje jako osobną formę zajęć, to dla tej wyodrębnionej formy zajęć należy wskazać nie tylko liczbę punktów ECTS, ale i wszelkie inne, prawnie wymagane elementy, tj. efekty uczenia się, treści programowe, sposoby weryfikacji i oceny efektów uczenia się. Prawodawca postanowił bowiem jednoznacznie, iż przypisanie efektów uczenia się i treści programowych do zajęć winno nastąpić niezależnie od formy ich prowadzenia. Dlatego, w ramach weryfikacji działań uczelni, nie można uznać za wystarczające ogólne wskazanie (ze strony uczelni), iż godziny konsultacji są wliczane do godzin zajęć z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich, lub innych osób prowadzących zajęcia, i studentów (tzw. «godzin kontaktowych»). Aby wykazać prawidłowość swojego działania, uczelnia winna określić, jakie efekty uczenia się, jakie treści programowe, jakie sposoby weryfikacji i jakie sposoby oceny efektów uczenia się, zostały przypisane do konsultacji”. Tymczasem stawiam pytanie: dlaczego wykluczona jest interpretacja, iż z cytowanego par. 3 ust. 1 pkt 3) rozporządzenia o studiach wynika, że w programie przy zajęciach ujmuje się zawsze ich treści i efekty, o ile im je przypisano, jako nie gorsza niż interpretacja, że brak przypisania takowych uniemożliwia uznanie danych zajęć za „zajęcia”. Art. 67 ust. 1 ustawy PSWN stanowi, że program określa m.in. liczbę punktów ECTS przypisanych do zajęć. Ale wiemy że jest wyjątek i może istnieć np. wf bez ECTS. Dlaczego nie mogą istnieć konsultacje bez przypisanych efektów, a tym bardziej treści – wszak nie wiemy, z jakim problemem przyjdzie student, z jakiej grupy i przedmiotu ani jakiej treści przekaz otrzyma. Więc może konsultacjom należy przypisać wszystkie te same treści i efekty co wszystkim przedmiotom, jakie dany wykładowca konsultujący prowadzi w uczelni? Chyba że uznamy, iż dla zajęć wf istnieje lex specialis, a dla konsultacji takiego nie ma.
W dalszej części wskazuje pan profesor, że kryterium, wyznacznikiem „bezpośredniości” jest wskazana także w treści rekomendacji „możliwość nawiązania interakcji w czasie rzeczywistym”. Jak więc mogłyby wyglądać zajęcia, które nie spełniają tak rozumianej „bezpośredniości udziału”, tj. nie umożliwiają synchronicznej interakcji? Może odsłuchanie nagranego wcześniej wykładu? Ale jeśli nauczyciel, na podstawie i w wykonaniu obowiązku z regulacji uczelnianej, udostępnił słuchającym swój numer telefonu służbowego, wskazując, że w każdej chwili słuchania jego nagrania mogą zadzwonić i o coś dopytać, to czy zapewnia wymaganą interakcję w czasie rzeczywistym? Bo jeśli nie uda nam się wymyśleć zajęć nie spełniających wymogu tak rozumianej „bezpośredniości”, to może znaczyć, że przyjęte rozumienie znosi istotę pojęcia, jakie chcemy nim zdefiniować. Innymi słowy, po co definiować zajęcia specyfikowane „bezpośredniością udziału”, skoro – przy danym rozumieniu „bezpośredniości” – innych nie umiemy sobie nawet wyobrazić. Wszak praca własna to nie zajęcia. Art. 73 ust. 2 pkt 1 PSWN konstruuje wymóg: „50% godzin zajęć prowadzonych jest przez nauczycieli akademickich”, bez różnicowania na „z bezpośrednim udziałem” czy bez takowego. To oznacza, że ustawa potrafi posłużyć się pojęciem ogólniejszym i pojęcia zajęć „z bezpośrednim udziałem” nie należy utożsamiać z zajęciami jako takimi.
Słownikowo wg PWN na pierwszym miejscu pod terminem „bezpośrednio” postawiono określenie „bez pośrednictwa”. A pośrednictwo tworzą ściany, telefon czy medium elektroniczne. Prelegent sam przywołał zasadę, iż clara non sunt interpretanda. „Bezpośrednio” słownikowo nie znaczy więc „realnie w tym samym momencie”. Znaczenia kolejne wg słownika PWN to 2. „o stosunkach przestrzennych: bardzo blisko” i 3. „w chwili następującej po czymś lub poprzedzającej coś, krótko przed kimś lub po kimś”. Zapytajmy więc, jakie będą kryteria „pośredniości” na gruncie zdefiniowanej w rekomendacji „bezpośredniości”. Czy „pośredniość” pojawia się, gdy nie ma możliwości interakcji „w czasie rzeczywistym”? Czy opóźnienie transmisji niszczy bezpośredniość? Bo przecież takowe zawsze występuje. Więc od ilu sekund opóźnienia upada „bezpośredniość”? Czy jeśli nauczyciel osobiście w sali prowadzi wykład, ale zabrania zadawania pytań, to jest możliwość interakcji, czy nie ma? Pkt. 8 rekomendacji („Ustalenie proporcji liczby godzin realizowanych z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich lub innych osób prowadzących, do godzin pracy własnej studenta, w odniesieniu do każdych zajęć ujętych w programie studiów z osobna, powinno być oparte o przyjęty na uczelni system i wolne od arbitralności”) może sugerować, że opozycją dla zajęć z „bezpośrednim udziałem” jest praca własna. Ale przy takiej interpretacji ustawowe brzmienie nie musiałoby, wręcz nie powinno, zawierać tych słów, wystarczyłoby przecież w ustawie powiedzieć o „zajęciach”, jako opozycji do „pracy własnej”. Więc choć momentami niniejsza analiza może przypominać tetrapiloktomiczne zmagania (za U. Eco: sztuka dzielenia włosa na czworo), to staram się przy okazji (za U. Eco: sztuką pilokatabazy) nie minąć sedna sprawy nawet o włos.
Pojęcie „bezpośrednio” pojawia się w PSWN jeszcze w kilku miejscach. W art. 4 ust. 2 pkt 1 mamy „bezpośrednie zastosowanie komercyjne”, w art. 50 mowa jest o interwencji służb „bez wezwania rektora – w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia ludzkiego lub klęski żywiołowej”. W art. 118 mamy „stosunek bezpośredniej podległości służbowej”, w art. 148 i 149 jest mowa o „komercjalizacji bezpośredniej”, a w art. 155 dodatkowo o kosztach „bezpośrednio” związanych z komercjalizacją. Wszystkie te użycia odpowiadają rozumieniu wskazanemu w słowniku PWN, tj. bez pośrednictwa. Art. 67 ust. 4 ustawy stanowi: „Jeżeli pozwala na to specyfika kształcenia na studiach na określonym kierunku, część efektów uczenia się objętych programem studiów może być uzyskana w ramach zajęć prowadzonych z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość przy wykorzystaniu infrastruktury i oprogramowania zapewniających synchroniczną i asynchroniczną interakcję między studentami i osobami prowadzącymi zajęcia”. Czy zastosowanie takich metod jest możliwe, gdy „bezpośredniość” rozumiemy tak, jak opisano ją w rekomendacji PKA? Oczywiście tak, jeśli tylko będzie możliwość interakcji synchronicznej. A gdyby pozostać przy rozumieniu bezpośredniości jako fizycznej obecności bez pośrednictwa ścian czy łączy lub narzędzi komunikacji elektronicznej, tak jak w słowniku PWN? Wtedy na studiach stacjonarnych kształcenie „z wykorzystaniem metod i technik” być może nie mogłoby przekraczać 50% ECTS.
W rekomendacji Prezydium PKA wskazano: „6. Nie istnieją ani rodzaje (formy, kategorie) zajęć, które zawsze i bezwarunkowo podlegają kwalifikacji jako zajęcia prowadzone z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich lub innych osób prowadzących zajęcia i studentów, ani nie istnieją rodzaje (formy, kategorie) zajęć, które takiej kwalifikacji nigdy i bezwarunkowo nie podlegają. Kwalifikacja danego rodzaju (form, kategorii) zajęć, jako zajęć prowadzonych z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich lub innych osób prowadzących zajęcia i studentów zależy od specyfiki kierunku i dyscypliny, w których dane zajęcia są osadzone”. Czyli „możliwość interakcji” wskazana w pkt. 5. rekomendacji jako „konieczna” nie wystarczy. Jaką rolę odgrywają „specyfika” i „dyscyplina”? Kto będzie o tym rozstrzygał? Jakie znaczenie będzie to miało? W pkt. 7. rekomendacji czytamy: „Bez racjonalnego ustalenia liczby godzin realizowanych z bezpośrednim udziałem nauczycieli akademickich lub innych osób prowadzących w odniesieniu do każdych zajęć z osobna, niemożliwe jest zachowanie profesjonalnej staranności ze strony uczelni, w określeniu poszczególnych elementów realizacji koncepcji kształcenia na kierunku”. Rekomendacja wydaje się więcej pytań implikować, niż zamykać jasnymi odpowiedziami.
Marcin Chałupka, radca prawny specjalizujący się w problematyce szkolnictwa wyższego
W dn. 11 stycznia roboczą wersję niniejszej publikacji przesłałem do Pana prof. Pawła Chmielnickiego „z prośbą o ewentualne odniesienie się w formie i czasie dla Pana Profesora dogodnym”. 24 marca br otrzymałem od Pana Profesora zapewnienie, że będę miał okazję, cyt.: „jeszcze w tym roku do zapoznania się ze stanowiskiem dotyczącym poruszonych kwestii, przygotowanym w formie pisemnej”.
Wróć