logo
FA 4/2026 rozmowa forum

Rozmowa z prof. Alojzym Nowakiem, rektorem Uniwersytetu Warszawskiego

Po co kapitał żelazny dla polskich uczelni?

Po co kapitał żelazny dla polskich uczelni? 1

Prof. dr hab. Alojzy Z. Nowak (ur. w 1956 r.) jest ekonomistą. Jego zainteresowania naukowe obejmują ekonomię i finanse międzynarodowe, bankowość, zarządzanie ryzykiem na rynkach finansowych oraz na rynku kapitałowym, procesy integracji i globalizacji oraz Nową Ekonomię Strukturalną. Ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (obecnie Szkoła Główna Handlowa). Od 1984 r. pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie m.in. kierował Zakładem Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych oraz Katedrą Gospodarki Narodowej na Wydziale Zarządzania. Pełnił funkcję prodziekana i dziekana tego wydziału. Był też dyrektorem Centrum Europejskiego UW. Był prorektorem UW ds. badań naukowych i współpracy, a od 2020 r. jest rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładał i wykłada na uczelniach we Francji, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Rosji, Chinach, Korei i RPA. Pracował też w Akademii Leona Koźmińskiego. Od 2018 jest prezesem Akademickiego Związku Sportowego, pełni tę funkcję pro publico bono. W uznaniu jego osiągnięć naukowych w kwietniu br. Katolicki Uniwersytet Santa Maria w Arequipie w Peru ustanowił Katedrę Santa Maria „Alojzy Zbigniew Nowak”. Prof. Nowak jest doktorem honoris causa tej uczelni.

Wydaje się, że jedynym trwałym rozwiązaniem jest ustawa i wynikające z niej dalsze konkretne regulacje prawne, które pozwolą zbudować i wykorzystać kapitał żelazny. Dodanie komponentu środków zewnętrznych jest coraz bardziej istotne i dotyka problemu znacznie szerszego, a mianowicie zasadności i potrzeby zwiększenia relacji pomiędzy uczelniami a szeroko rozumianym biznesem i otoczeniem społecznym.

O pomyśle zbudowania kapitału żelaznego uczelni mówił mi pan w wywiadzie latem 2023 roku. Dzisiaj ta idea wydaje się konkretyzować. Proszę przypomnieć, co to jest kapitał żelazny i dlaczego uważa pan, że w naszym kraju należy i da się ten pomysł zrealizować?

Tak rzeczywiście, jestem od wielu lat zwolennikiem budowy kapitału żelaznego w ramach funduszu, który pozwoliłby uczelni stabilnie funkcjonować i rozwijać się w dłuższej perspektywie. Taki kapitał, odpowiednio zarządzany i inwestowany, dawałby nam większą niezależność finansową i możliwość planowania znaczącego rozwoju, bez uzależnienia od corocznych decyzji budżetowych. Kapitał żelazny byłby więc, obok subwencji z budżetu państwa, bardzo istotnym czynnikiem stabilności finansowej uczelni. W Stanach Zjednoczonych fundament takiego systemu stanowią darowizny, nie tylko osób prywatnych, nierzadko absolwentów uczelni, ale także fundacji czy korporacji. Są to na ogół darowizny celowe – np. na określone stypendia, badania, płace konkretnych naukowców – a uczelnie prowadzą wieloletnie, profesjonalne kampanie pozyskiwania kapitału. Fundusze mają swoją strukturę prawną i organizacyjną. Są zarządzane przez profesjonalny zespół inwestycyjny, nadzorowany najczęściej przez radę powierniczą (board of trustees). Część wypracowanych zysków z inwestycji trafia z powrotem do funduszu, zwiększając jego wartość, a część jest wykorzystywana na bieżącą działalność uczelni w zakresie odpowiadającym przeznaczeniu kapitału. Wydaje się, że w polskich warunkach niektóre amerykańskie rozwiązania prawne byłyby bardzo pomocne. Choć specyfika amerykańskich funduszy polega też na daleko bardziej rynkowych i ryzykowanych ekspozycjach na aktywa alternatywne, jak private equity, venture capital, giełdy, czego zapewne u nas nie da się wdrożyć, a na pewno nie od razu.

Czy w aktualnym ustroju prawnym krajowej nauki jest możliwość zbudowania i wykorzystania kapitału żelaznego? A jeśli nie, to co należy zmienić, żeby to było możliwe?

Wydaje się, że jedynym trwałym rozwiązaniem jest ustawa i wynikające z niej dalsze konkretne regulacje prawne, które pozwolą zbudować i wykorzystać kapitał żelazny. Jest to zresztą ważny, ale nie jedyny problem dodatkowego finansowania uczelni publicznych. Dodanie komponentu środków zewnętrznych jest coraz bardziej istotne i dotyka problemu znacznie szerszego, a mianowicie, moim zdaniem, zasadności i potrzeby zwiększenia relacji pomiędzy uczelniami a szeroko rozumianym biznesem i otoczeniem społecznym.

Skąd miałyby się wziąć pieniądze na kapitał żelazny UW – w wywiadzie sprzed trzech lat wspominał pan o emisji obligacji przez uczelnie – i dlaczego ma to być akurat dziesięć miliardów złotych (czterokrotność budżetu UW, niemal jedna czwarta rocznych nakładów krajowych na szkolnictwo wyższe i naukę), o czym pan niedawno mówił?

Oczywiście zakładam, że w pierwszym etapie udział fundacji, sponsorów i darczyńców byłby najbardziej istotny. Jednak w zgodzie z pożądanymi nowymi regulacjami prawnymi, emisje obligacji przez uczelnie mogłyby w bardzo znaczącym stopniu zasilić budżet operacyjny uczelni dodatkowymi dochodami. Obecnie to Skarb Państwa emituje obligacje i przekazuje konkretne środki uczelniom w formie dodatkowego zwiększenia subwencji, mieliśmy już z taką sytuacją do czynienia.

Dla przykładu, budżet Stanfordu wynosi aktualnie około 10,3 miliarda dolarów rocznie. Uczelnia dysponuje endowmentem, czyli kapitałem żelaznym, inwestowanym w celu generowania dochodów. Jego wartość wynosi 40,8 miliardów dolarów. Część zwrotu z inwestycji tego funduszu uniwersytet wkłada do swojego rocznego budżetu operacyjnego. Ostatnio było to 2 miliardy dolarów, czyli około 20 procent rocznego budżetu Stanforda. To najwyższa po zyskach z usług medycznych (Health Services, 26 procent) pozycja w budżecie operacyjnym uczelni, wyższa nawet niż środki z pozyskanych grantów, które stanowią „tylko” 16 procent budżetu w roku operacyjnym 2025-2026.

Dla porównania: budżet Uniwersytetu Warszawskiego na 2025 rok wynosił 2,3 miliarda złotych przy subwencji wynoszącej ok. 1,4 mld zł. Widać zatem, jak wiele dodatkowych środków pozyskujemy z różnych źródeł. Chcielibyśmy więc również mieć możliwość emisji obligacji naszego uniwersytetu. To jednak wymagałoby przeszacowania majątku uczelni. W księgach Uniwersytetu Warszawskiego na koniec 2025 roku jego wartość księgowa wynosiła blisko 1,7 mld zł. W lipcu 2023 roku Uniwersytet dokonał profesjonalnej wyceny czterech nieruchomości. Ich wartość księgowa wynosiła około 80 mln, a ich wartość rynkowa – zgodnie z przeprowadzoną profesjonalną wyceną – 242,3 mln zł. Różnica między tymi wartościami to 162,7 mln zł. Co oznacza, że także łączna wartość majątku uczelni przy jego ustawowym przeszacowaniu wzrosłaby kilkakrotnie. Ostatnia ustawowa możliwość przeszacowania wartości nieruchomości uczelni przeprowadzona była według stanu na 1 stycznia 1995 roku. Od tego czasu wartość majątku polskich uczelni, w tym Uniwersytetu Warszawskiego, zmieniła się znacznie i konieczne jest jej urealnienie. Gdyby nasz majątek został właściwie oszacowany, mógłby stanowić solidne zabezpieczenie emisji obligacji. Oczywiście wymagałoby to odpowiednich zmian w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Oceniam jednak, że ryzyko dla nabywców obligacji byłoby relatywnie niewielkie ze względu na wartość zabezpieczenia oraz fakt, że uczelnie w polskim systemie prawnym nie mają zdolności upadłości.

Warto tutaj podkreślić, że uczelnie mogłyby w celu budowy kapitału żelaznego korzystać z instrumentów znanych na rynku finansowym, np. emitować obligacje wieczyste (perpetual bonds) o wieczystej zapadalności, kiedy inwestorzy otrzymywaliby tzw. rentę wieczystą, co znaczy, że uczelnia nie musiałaby zwracać pożyczonych pieniędzy, za to posiadacz obligacji miałby zapewniony stały, ustalony przy kupnie dochód, który wypłacany byłby przez uczelnię z wypracowanych przez nią przychodów.

Nie chcemy jednak wyłącznie czekać na zmianę prawa. Już teraz podejmujemy działania mniejszymi krokami: rozmawiamy z absolwentami, z instytucjami finansowymi, z bankierami, którzy deklarują gotowość zaangażowania swojego kapitału, przekazując go podmiotowi będącemu w dyspozycji uczelni, który będzie inwestował powierzone środki, a zyski z nich będą przeznaczone na działalność naukową i badawczą. Chodzi w tym przypadku nie tylko o pieniądze, ale także o budowanie kultury finansowania uczelni i odpowiedzialności za jej rozwój.

Powiedzmy, że macie już te dziesięć miliardów złotych. Czy dysponujecie kadrą, która potrafi tymi środkami skutecznie zarządzać? Na czym miałoby polegać zarządzanie takim kapitałem?

Nie obawiam się o kadrę, która obecnie potrafi skutecznie zarządzać finansami uczelni. Uniwersytet Warszawski jest największym ośrodkiem naukowym w kraju, skupiającym wielką liczbę uczonych i będącym jednym z głównych ośrodków kształcenia kadr na potrzeby gospodarki i administracji. A skoro tak, to na pewno znajdziemy we własnym gronie specjalistów potrafiących znakomicie zarządzać naszymi pieniędzmi. Moja filozofia zarządzania Uniwersytetem Warszawskim jest znana: nauka musi szybko podążać, a nawet wyprzedzać potrzeby nowoczesnej gospodarki, także w zakresie innowacyjności. Zarządzanie kapitałem żelaznym jest oczywiście także pochodną uregulowań prawnych. Sama koncepcja kapitału żelaznego (endowment capital) jest rozwiązaniem sprawdzonym w skali światowej. Jestem zatem przekonany, że i w Polsce takie rozwiązanie stanie się w nieodległej przyszłości rzeczywistością.

Ile pieniędzy można wygospodarować rocznie z takiego kapitału i na co te środki chciałby pan przeznaczyć? Czy w prawie powinny być zapisane ograniczenia dotyczące wykorzystania kapitału żelaznego?

Teraz mówimy jedynie o projekcjach wielkości takiego kapitału. Budżet Uniwersytetu Warszawskiego składa się z kilku elementów. Pierwszym jest subwencja budżetowa, wynosząca około 1,4 miliarda złotych. Drugą, bardzo istotną jego częścią, są środki na badania naukowe, które pozyskujemy w konkursach. To około 650 milionów złotych. W tej puli znajdują się granty europejskie i międzynarodowe, a także środki finansowane przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Narodowe Centrum Nauki oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Szczególnie silną pozycję mamy w najbardziej prestiżowych konkursach – grantach Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych. Wśród polskich uczelni mamy najwięcej projektów finansowanych w tej formie. Kolejną część stanowią środki pozyskiwane na badania stosowane i aplikacyjne, zamawiane przez duże firmy działające w Polsce. Mamy podpisane umowy między innymi z KGHM czy Orlenem, a także z instytucjami finansowymi. Czwartym źródłem przychodów są środki własne pozyskiwane przez uczelnie w ramach świadczenia odpłatnych usług edukacyjnych, takich jak studia niestacjonarne, studia podyplomowe, kursy. Nie bez znaczenia w ramach uzyskiwania przychodów własnych uczelni jest też czerpanie korzyści z posiadanych patentów. To także środki pozyskiwane w ramach wieloletniego programu inwestycyjnego, w tym z otrzymywanych obligacji, których nie przeznaczamy od razu na wydatki, lecz wykorzystujemy w planowanych inwestycjach.

Naszym marzeniem jest, aby budżet Uniwersytetu Warszawskiego kształtował się w przyszłości w granicach 10 miliardów złotych. Przypomnę, że obecnie to około 2,3 miliarda. Jestem przekonany, iż bardziej szczegółowe rozwiązania dotyczące zarządzania kapitałem żelaznym znajdą się również w regulacjach ustawowych. Także tych, dotyczących ewentualnych ograniczeń w wydatkowaniu środków z kapitału, czyli prawnego zabezpieczenia jego trwałości.

Czy taki model dodatkowego finansowania szkolnictwa wyższego mógłby stać się powszechny w Polsce? Jak wpłynąłby na rozwój tego obszaru życia społecznego?

Pożytki z takiego modelu byłyby szybko wymierne i powszechne. Rozmawiam z innymi rektorami, wielu z nich popiera ideę tworzenia stabilnych warunków dla funkcjonowania kapitału żelaznego. Rozmawiam również z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, z ministrem dr. Marcinem Kulaskiem, który rozumie potrzebę tworzenia takich mechanizmów. W grudniu 2025 r. mieliśmy także spotkanie z premierem, podczas którego prezentowałem tę koncepcję i wiem, że temat ten wzbudził zainteresowanie najwyższych władz państwowych.

Spójrzmy na to zagadnienie jeszcze szerzej. Uniwersytet ma trzy zasadnicze funkcje: prowadzenie badań podstawowych i aplikacyjnych, dydaktykę oraz rozwój szeroko pojmowanej przedsiębiorczości. A przecież rozwój i funkcjonowanie tak dużej uczelni w istotnym stopniu zależy od inwestycji, bez których nie można sobie nawet wyobrazić nowoczesnego i innowacyjnego uniwersytetu. Rola i znaczenie kapitału żelaznego w systemie finansowania szkolnictwa wyższego dotyka zatem szerokiego obszaru życia społecznego, kulturowego czy cywilizacyjnego. Podam tylko jeden przykład: rozwój tzw. edukacji celowanej dla społeczeństwa. To choćby działania na rzecz utworzenia we współpracy z Wojskowym Instytutem Medycznym kierunku medycznego na Uniwersytecie Warszawskim. Jest obecnie ogromne zapotrzebowanie na medyków, a zwłaszcza lekarzy wojskowych, obytych ze współczesną medycyną pola walki, czy nieprzewidzianymi zdarzeniami masowymi. Tak więc dodatkowe środki finansowe w budżecie uczelni to także szansa rozszerzenia obszarów społecznej odpowiedzialności uczelni.

Ostatnio w jednym z wywiadów zadano mi pytanie o miejsce Uniwersytetu Warszawskiego w rankingu szanghajskim. Odpowiedziałem, iż jest on ważny dlatego, że służy nam przede wszystkim do analizy osiągnięć naukowych i edukacyjnych oraz tempa rozwoju względem innych uczelni zagranicznych. Jednym z istotnych przewag właśnie uniwersytetów amerykańskich jest silnie rozwinięta współpraca biznes – nauka – startupy. Od jakiegoś czasu przekonuję, że finansowanie badań nie powinno zależeć tylko od dotacji z budżetu państwa. Właśnie uniwersytety amerykańskie i ich pozycja w rankingu szanghajskim są dla mnie inspiracją. Endowment Harvard University przekracza 57 miliardów dolarów, co czyni go nie tylko najsilniejszym finansowo uniwersytetem amerykańskim, a może i światowym, ale także jednym z największych funduszy inwestycyjnych świata. Mamy więc wytyczoną drogę – oczywiście ze względu na specyfikę uczelni amerykańskich tylko w pewnym zakresie – którą powinny podążać uniwersytety w Polsce: tworzyć fundusze finansowe nastawione na inwestowanie w szeroko rozumiany rozwój uczelni. Mam bowiem świadomość, że bardzo dla nas ważne, obecnie najważniejsze środki z budżetu państwa zawsze będą niewystarczające wobec potrzeb szkolnictwa wyższego.

Dlatego szanse na podniesienie na wyższy poziom jakości badań naukowych dostrzegam również w aktywnym uczestnictwie Uniwersytetu Warszawskiego w Sojuszu 4EU+. Już teraz instytucje uniwersytetów europejskich tworzą coraz liczniejsze obszary współpracy, kooperacji, podejmują inicjatywy związane z innowacjami, transferami najnowocześniejszych technologii. Wyobrażam sobie również, iż Uniwersytet Warszawski z pomocą środków finansowych pochodzących z wpływów z kapitału żelaznego byłby jeszcze bardziej znaczącym uczestnikiem i beneficjentem w takim sojuszu.

Czuje się pan ojcem pomysłu stworzenia kapitału żelaznego uczelni? Po raz pierwszy o tym i o emitowaniu obligacji przez uczelnie mówił pan na konferencjach rektorów jeszcze w swojej pierwszej kadencji. Traktowano to wówczas jako przysłowiową bajkę o żelaznym wilku. A dziś przybiera to realne kształty. Pierwsze uczelnie już zaczęły budować kapitał żelazny. Kiedy to zacznie robić UW?

Rzeczywiście, publicznie podniosłem tę kwestię jako pierwszy. Obserwując doświadczenia innych uczelni, amerykańskich i brytyjskich, na których prowadziłem wykłady, uznałem że w związku z niewystarczającym finansowaniem nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce trzeba szukać innych źródeł pozyskiwania środków dla uczelni. Idea kapitału żelaznego jest z powodzeniem od lat wykorzystywana przez wiodące uniwersytety na świecie. Obserwuję również próby budowania kapitału żelaznego na polskich uczelniach. Bardzo interesujące doświadczenia w tym zakresie mogę czerpać na przykład z doświadczeń uczelni prywatnej, Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, czy uczelni publicznej, jaką jest Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu. Kibicuję tym pomysłom i ich praktycznej implementacji w szczególności pośród uczelni publicznych. Uniwersytet Warszawski jest największą uczelnią publiczną w Polsce i w związku z tym stworzenie odpowiedniego kapitału żelaznego naszej uczelni będzie szczególnie trudne. Jeśli idzie o stan zaawansowania realizacji tego pomysłu, to od około dwóch lat funkcjonuje na UW powołany przeze mnie zespół bardzo dobrych fachowców w tym zakresie. Przeprowadzili oni głębokie analizy funkcjonowania kapitałów żelaznych zarówno w krajach anglosaskich, jak i w Europie kontynentalnej, w tym w szczególności w Finlandii. Jesteśmy też po rozmowach z kilkoma polskimi bankami, które mają pozytywny stosunek do tego pomysłu. Ale chyba najważniejsze jest to, że nasze środowisko akademickie w znacznej mierze akceptuje ten pomysł, dostrzegając w nim szansę dalszego wspierania rozwoju Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznam, że przede wszystkim czekam jednak na zielone światło w tym zakresie od polskiego regulatora prawa.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć