logo
FA 4/2026 w stronę historii

Marcelina Smużewska

Między Krakowem a Princeton

Naukowa podróż Leopolda Infelda


Między Krakowem a Princeton 1

Leopold Infeld w 1938 r. Źródło: Wikipedia

Mimo sukcesów nie był zadowolony ze swojej sytuacji na uczelni w Polsce. Wszystkie katedry fizyki teoretycznej były obsadzone i nie było dla niego miejsca. Nie miał gdzie awansować, a ambicje niewątpliwie miał. Dlatego zdecydował się na pracę za granicą.

Uważał, że praca naukowa idzie „zygzakami”. Są dni rozpaczy i zwątpienia oraz mniej liczne dni radości. Największym jednak szczęściem dla fizyka jest dzień zrozumienia danego problemu. Zawsze mu się wydawało, że jeżeli coś w przeszłości udało się zrobić, to bardziej z powodu szczęścia, przypadku i pracowitości aniżeli z powodu talentu, którego brak tak często Infeld odczuwał (L. Infeld, Kordian, fizyka i ja. Wspomnienia, Warszawa 1967).

Dzieciństwo na Kazimierzu

Leopold Infeld urodził się 20 sierpnia 1898 roku w Krakowie w rodzinie żydowskiej. Ojciec był kupcem. Na podstawie biografii fizyka można zauważyć, że pierwsze lata życia upłynęły mu w niemal zupełnej izolacji od społeczeństwa, które można by uznać za etnicznie polskie. Owszem, uczył się języka polskiego i czytał książki w tym języku, ale odbywało się to na potrzeby obowiązku szkolnego. Wszyscy jego bliscy i znajomi byli Żydami, co sam autor podkreślał (Tamże). W wieku siedmiu lat rozpoczął naukę w szkole ludowej. Popołudniami chodził do chederu. Infeld „przejął się literaturą polską i pokochał Polskę, nie znając zupełnie Polaków — tylko poprzez jej literaturę” (Tamże). Uwielbiał Mickiewicza i Słowackiego.

Wspominając matkę Ernestynę Kahane napisał, że była ładna i opiekuńcza, ale chyba niezbyt mądra. Natomiast w ojcu, przynajmniej w młodości, widział ideał. Samuel Infeld skończył tylko cztery klasy. Miał zdolności matematyczne. Był schludny, wręcz pedantyczny. Ubierał się po europejsku. Był pobożny. Znał niemiecki i jidysz, a po polsku mówił z błędami. W Krakowie w czasie młodości Leopolda żyło więcej członków rodziny Infeldów, którzy zajmowali się handlem skórami i przyborami szewskimi. Salomon Jr. Infeld był szanowany w środowisku krakowskim. Szczycił się tym, że nigdy nie podpisał weksla.

Pierwsze kroki edukacyjne

Gdy młody Leopold planował dalszą naukę w polskim gimnazjum i marzył o zostaniu wybitnym poetą, ojciec zdecydował inaczej. Panicznie bał się, że jego jedyny syn wykształci się i odejdzie w świat, marnując dorobek kupiecki. Martwił się też (co potem okazało się uzasadnione), że syn utraci wiarę. Chciał go przed tym ochronić, dlatego zdecydował, że młody Leopold będzie się uczył nie na uniwersytecie, ale w szkole handlowej. Aby do tego etapu dojść, konieczne było przygotowanie w szkole wcześniejszego szczebla. Co ciekawe, Leopolda jako nastolatka zupełnie nie pociągała ani fizyka, ani matematyka, uważał je za nudne. W dzieciństwie Infeld dzielił pokój z dziadkiem i starszą siostrą Felicją. Nie miał szczególnie dogodnych warunków do nauki.

W 1909 roku, w setną rocznicę urodzin Słowackiego, w Szkole im. Kazimierza Wielkiego wystawiono sceny z Kordiana. W roli głównej obsadzono młodego Infelda, który zadanie przyjął z radością. Do końca życia pamiętał improwizację na szczycie Mont Blanc, którą zwykł sobie recytować podczas bezsennych nocy. W swoich wspomnieniach dokonał nawet swoistego rozbioru logicznego fragmentów Kordiana. Tak jak literaturę, cenił także teatr, do którego uczęszczał wszędzie, gdzie mógł. Jako młodzieniec miał nawet oddzielny zeszyt na pisane przez siebie recenzje teatralne.

Rodzina Infeldów wakacje spędzała najczęściej w Rabce. Ojciec wynajmował część góralskiej willi, a dzieci chodziły na zajęcia taneczne i uczyły się pływać. Młody Leopold nie był szczególnie wysportowany i czuł się niezgrabny. W wieku 13 lat przeniósł się do szkoły na ul. Smoleńsk, gdzie eksperymentalnie utworzono klasę ósmą. Do szkoły handlowej można było zdawać dopiero w czternastym roku życia. Tam rozwinął skrzydła i stał się najlepszym uczniem, choć przyjaźni nie nawiązał. W kolejnym roku dostał się do Akademii Handlowej, która była rodzajem szkoły średniej.

W szkole tej nauczano trzech języków: polskiego, niemieckiego i francuskiego. Fizyki, algebry i geometrii uczył profesor Lang, który miał do uczniów stosunek zupełnie bezosobowy. „Wyczuwało się w nim temperaturę absolutnego zera” (Tamże), jednak był skrupulatny i dokładny. Młody Infeld chłonął te wykłady. Najbardziej podobało mu się podkreślanie dedukcyjnego charakteru fizyki. Już po pierwszym roku zaczął udzielać korepetycji mniej pojętnym kolegom, co stało się dla młodzieńca źródłem skromnego dochodu. W kolejnych latach szkoły pojawiało się coraz więcej zajęć „handlowych”, np. matematyka ubezpieczeniowa. Te niestety Infelda nudziły. Zaczął tęsknić za fizyką i poszukiwać podręczników, które mogły ten głód wiedzy zaspokoić. Przeczytał podręcznik gimnazjalny do fizyki, szkice Stanisława Kramsztyka oraz Zasady fizyki Augusta Witkowskiego. Ta ostatnia pozycja stała się rodzajem biblii dla młodego Infelda. „Być innym od kolegów! Posiadać coś, czego oni nie posiadają! Fizyka dała mi nie tylko przyjemność poznania, wzruszenie związane ze zrozumieniem, dała […] również poczucie wyższości w stosunku do rówieśników” (L. Infeld, 1967).

Adept nauk fizycznych

Między Krakowem a Princeton 2

Leopold Infeld w 1960 r. Źródło: Wikipedia

Jak do tego doszło, że młody Infeld w końcu dostał się na upragnione studia fizyczne i nie został handlarzem skór? Maturę zdał w gimnazjum realnym. Sam przygotował się z łaciny, której nie uczono w szkole handlowej. W obliczu takiej determinacji syna ojciec „odpuścił”. Leopold zapisał się na studia w 1916 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odczuwał jednak braki w ofercie dydaktycznej i zdecydował się na wyjazd do Berlina.

Tam poznał dr. Josefa Winternitza (1890–1952), działacza komunistycznego, z którym zaprzyjaźnił się na lata. Drugą ważną postacią, z którą zetknął się w Berlinie, był oczywiście Albert Einstein. To pod jego wpływem zainteresował się teorią względności. Napisał rozprawę o falach świetlnych w szczególnej teorii względności, która stała się potem jego rozprawą doktorską w Krakowie. Promotorem był Władysław Natanson (1864–1947).

Jak zauważył Infeld, w tym czasie dokuczały mu problemy tożsamościowe, dlatego być może tak duży wpływ wywarł na niego właśnie wyrazisty Winternitz. „Jakie widoki miał Żyd zamiłowany w literaturze swego kraju w Polsce międzywojennej? Mógł oświadczyć, że jest Polakiem wyznania mojżeszowego. Ale owo «wyznanie mojżeszowe» oznaczało tylko wiarę moich ojców, a nie moją. Mogłem się wychrzcić, jak radzili mi niektórzy profesorowie. Ale zdawałem sobie sprawę, że takie kłamstwo raz popełnione wypaczy mój charakter na resztę życia. Cóż miałem robić? Polacy nie przyjęli mnie do swojego obozu, zawsze patrzyli na mnie jak na obcego. Przez krótki okres mego życia (przed wyjazdem do Berlina) zwróciłem się w kierunku narodowo-żydowskim, podkreślając swoją inność od środowiska polskiego, które mnie nie chciało. Ale środowisko, do którego się przyznawałem, mówiło językiem mi obcym, którego literatura była mi równie obca. Wśród tej rozterki właśnie, nie wiedząc dobrze, czy uważać się za Polaka (którego Polacy nie chcą), czy za Żyda, wyjechałem do Berlina” (Tamże).

Wypowiedź ta brzmi obecnie oskarżycielsko wobec ówczesnych elit naukowych. Bo jak można napotkać niezaprzeczalny talent, nieważne gdzie urodzony, i pozwolić, żeby się zmarnował? Nie jest jednak tak, że każdy młody człowiek czuje się nieco wyalienowany i dopiero poszukuje swojej tożsamości? Czy wychowany w zamkniętej społeczności Infeld mógł się czuć nieswojo na polskim uniwersytecie? Na pewno tak. Problemy tożsamościowe uległy poniekąd złagodzeniu w Berlinie, gdzie był jednym z wielu ubogich emigrantów. Tej identyfikacji nie odrzucał. W tym czasie uświadomił sobie także, że w zasadzie jest komunistą.

W Berlinie Infeld chodził na wykłady Maxa von Laue (1879–1960). Ponieważ nie miał on talentu do wykładania, samorzutnie powstała grupa dyskusyjna składająca się z Infelda, Winternitza, Leo Szilarda (1898–1964) oraz niejakiego Grommera. Trzeba mieć świadomość, że liczebność społeczności młodych fizyków nie przekraczała wtedy 20 osób, a zainteresowanych ściśle teorią względności było jeszcze mniej. Było to więc zajęcie niezwykle elitarne, choć nie wiązało się z prestiżem ani finansowymi apanażami. Infeldowi przypadła do gustu nie tylko atmosfera naukowa ówczesnego Berlina, ale także klimat artystyczny. Zachwycał go teatr, interesowały nowe prądy w sztuce, jak dadaizm. Niestety na wiosnę 1921 roku trzeba było wracać, gdyż młoda żona fizyka Fanny Billig zaszła w ciążę, a sytuacja finansowa młodych małżonków była zła.

Sfrustrowany nauczyciel fizyki

W tym samym czasie nad Wisłę dotarła teoria względności. Nie została przyjęta z zachwytem. Profesor matematyki Stanisław Zaremba (1863–1942) wygłosił dwugodzinny wykład na UJ, w którym ją krytykował. Infeld napisał dwa teksty odpierające tę krytykę. Astronom Tadeusz Banachiewicz (1882–1954) nazwał zaś Zarembę „geometrycznym daltonistą”. Inni jednak nie mieli dość odwagi, żeby zająć stanowisko. Zapewne więc Infeld był uznawany za zdolnego asystenta, który jednak zajmuje się słabo ugruntowanymi, kontrowersyjnymi zagadnieniami. Profesor Natanson nigdy nie zaproponował Infeldowi asystentury, co zmusiło młodego fizyka do poszukiwania pracy poza akademią. Jedni powiedzą, że był to przejaw antysemityzmu i strukturalnych ograniczeń systemu szkolnictwa wyższego, inni, że nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Sam Infeld skłaniał się ku pierwszej grupie argumentów.

W konsekwencji trafił do gimnazjum w Będzinie, gdzie kilka dni w tygodniu nauczał swojego przedmiotu. Dziecko, którego spodziewali się Infeldowie, przyszło na świat martwe. Żona fizyka ledwo przeżyła, a strata już na zawsze położyła się cieniem na jej psychice. Rozwinęła się u niej choroba afektywna dwubiegunowa. Małżeństwo się rozpadało. Infeld był zgorzkniały, że nie ma warunków do pracy naukowej. Do tego bardzo tęsknił za Berlinem.

Kolejnym miejscem zatrudnienia był Konin, w którym spędził dwa lata. Infeld czuł, że stoi w miejscu i był w rozpaczy. Tracił kontakt z nauką światową. Zdecydował się na ponowny wyjazd do Berlina. Nie chodziło nawet o powrót do nauki, ale o próbę wytchnienia od bolączek codzienności i spotkanie z Winternitzem. Oprócz Berlina odwiedził wraz z żoną także Drezno, Norymbergę i Frankfurt.

Po powrocie do Polski czekała go wizyta policjantów. Stał się podejrzany ze względu na swoje radykalne poglądy i kontakty. To znacznie ograniczało mu opcje zawodowe. Większość żydowskich szkół miała charakter syjonistyczny. Komunista nie miał w nich racji bytu. Pozostawały nieliczne szkoły radykalne znajdujące się w Warszawie.

W 1926 roku Infeld nauczał w jednej z uboższych szkół spółdzielczych w stolicy. Z czasem dostał też posadę w prywatnym gimnazjum pani Kaleckiej. Działał w Związku Zawodowym Nauczycielstwa Szkół Żydowskich. Uczestniczył też w obradach Polskiego Towarzystwa Fizycznego i chodził na seminarium matematyczne. Poznał profesora Czesława Białobrzeskiego (1878–1953), docenta Aleksandra Rajchmana (1890–1940), profesora Ludwika Wertensteina (1887–1945), doktora Józefa Kramsztyka (1890–1932) oraz Myrona Mathiassona (1897–1940). Z tym ostatnim solidaryzował się w trudnościach zawodowych. Zdolny fizyk, a klepał biedę, dorabiając sobie pracami rachunkowymi. „Docent to był w Polsce międzywojennej tytuł tylko naukowy. Wolno było docentowi za darmo (lub niemal za darmo) wykładać. Ale poza tym mógł umierać z głodu” (L. Infeld, 1967).

W 1927 roku Infeld przygotował pracę, którą posłał Einsteinowi do sprawdzenia. Mistrz odpisał, podając argumenty krytykujące idee młodzieńca. Fizyk jednak nie załamał się. Był wdzięczny, że Einstein poświęcił mu czas.

W lipcu 1928 roku odbył się zjazd fizyków teoretyków w Berlinie. Wykładowcami byli: Schrödinger, Laue, Planck i wiele innych znakomitości. Einstein akurat był wtedy chory. Infeld był pośród tego grona jedynym nauczycielem ze szkoły średniej. Z Polski przyjechało 10 osób i jeszcze 50 uczestników z innych krajów. Zjazd był dla Infelda wspaniałym doświadczeniem, „zachłyśnięciem się fizyką”.

Po tym wydarzeniu młodego uczonego dopadło zwątpienie: po co pracować naukowo, nadwyrężać siły, jeśli do końca życia i tak będzie nauczycielem fizyki? Mimo kryzysów pracował, uparcie wracał do biblioteki Instytutu Fizyki. W nocy przychodziły mu do głowy pomysły. Za dnia przelewał je na papier. Był jednak coraz bardziej zmęczony.

Spełnienie marzeń, ale na krótko…

Rok 1928 obfitował także w zmiany w życiu prywatnym. Na Zjeździe Fizyków Polskich w Wilnie Infeld zakochał się w młodej fizyczce Halinie i postanowił rozwieść się z pierwszą żoną, mimo że mieli dwuletniego syna Henryka Ryszarda.

W 1930 roku dostał od prof. Stanisława Lorii (1883–1958) propozycję objęcia stanowiska starszego asystenta na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Była tam katedra fizyki teoretycznej, choć nieobsadzona. Infeld miał wtedy 30 lat i sądził, że najlepsze lata życia zmarnował w Będzinie, Koninie i Warszawie. Na podstawie opublikowanego do tamtej pory dorobku Infeld uzyskał habilitację w 1930 roku. Wraz ze Szczepanem Szczeniowskim (1898–1979), który został kierownikiem lwowskiej katedry, napisali wspólnie kilka prac.

Między Krakowem a Princeton 3

Albert Einstein i Leopold Infeld Źródło: www.uj.edu.pl/wiadomosci

W Lipsku Infeld zaprzyjaźnił się z matematykiem Bartlem L. van der Waerdenem (1903–1996). Przygotował z nim rozprawę o równaniu falowym elektronu w ogólnej teorii względności.

Peregrynacje naukowe

W 1932 roku Infeld uzyskał stypendium Fundacji Rockefellera i wyjechał do Cambridge (właśnie został wdowcem). Tam przez dwa lata pracował z Maxem Bornem (1882–1970) nad teorią pola. Efektem było ogłoszenie nieliniowej teorii pola elektromagnetycznego (tzw. elektrodynamika Borna–Infelda). Rozwiązywała ona problem nieskończonej energii (masy) punktowego elektronu. Teoria wprowadziła górną granicę natężenia pola elektrycznego, przy czym dla słabszych pól pokrywała się z klasyczną elektrodynamiką. Teoria ta początkowo nie weszła do głównego nurtu fizyki, ale powróciła w drugiej połowie XX wieku w kontekście teorii strun (tzw. działanie Borna-Infelda), co pokazuje, że Polak współtworzył koncepcję, która wyprzedzała epokę. W 1934 roku Infeld przyjechał do Krakowa na VII Zjazd Fizyków, żeby przedstawić ustalenia wypracowane w Wielkiej Brytanii.

Mimo sukcesów nie był zadowolony ze swojej sytuacji na uczelni w Polsce. Wszystkie katedry fizyki teoretycznej były obsadzone i nie było dla niego miejsca. Nie miał gdzie awansować, a ambicje niewątpliwie miał. Dlatego zdecydował się na pracę za granicą.

W 1935 roku ożenił się po raz trzeci, tym razem z kuzynką Doris Infeld. W 1936 roku wyjechał do Princeton jako stypendysta Instytutu Studiów Zaawansowanych. Rozpoczął współpracę z Albertem Einsteinem. W tym miejscu warto podkreślić, że Infeld nie był uczniem geniusza, lecz współpracownikiem właśnie. Wraz z Baneshem Hoffmannem (1906-1986) zajmowali się równaniami ruchu w ogólnej teorii względności. Tzw. metoda EIH (skrót od nazwisk) była próbą wyprowadzenia równań ruchu bez osobnych założeń. W Princeton powstała także, we współpracy z Einsteinem, słynna The Evolution of Physics (1938). Została przełożona na wiele języków i była często wznawiana. Napisana była w przystępny sposób (co niewątpliwie było zasługą Infelda) i przedstawiała ewolucję idei w fizyce. O tej pracy Infeld napisał następująco: „Nie będę tak skromny, by powiedzieć, że wszystkie idee w pracy tej zawarte były dziełem umysłu Einsteina, ale będę na tyle obiektywny, by zaznaczyć wyraźnie, że większość tych idei należy do Einsteina” (L. Infeld, 1967). Po śmierci Einsteina Infeld pracował wraz z Jerzym Plebańskim (1928–2005) nad rozwinięciem tego dzieła.

W 1938 roku Polak wyjechał do Kanady, gdzie podjął pracę na uniwersytecie w Toronto. Zajmował się wtedy kosmologią relatywistyczną (działem fizyki badającym wszechświat w wielkich skalach) i teorią faktoryzacji (matematyką zajmującą się rozkładem obiektów na prostsze składniki, zwane czynnikami). Przebywał tam łącznie 12 lat. W 1939 roku ożenił się po raz czwarty z matematyczką Helen Mary Schlauch.

W 1950 roku został zmuszony do odejścia z kanadyjskiej uczelni. Pomawiano go o kontakty z komunistami i przekazywanie im tajemnic wojskowych dotyczących broni jądrowej. Był to okres maccarthyzmu i panowała atmosfera ogólnej podejrzliwości, zwłaszcza wobec cudzoziemców. Infeld doświadczył więc realnych trudności w pracy akademickiej. Jego pozycja zawodowa pogorszyła się znacząco, dlatego zdecydował się na podróż z rodziną (amerykańską żoną, synem Erykiem i córką Joan) do Polski. Dla ówczesnych władz polskich był to sukces propagandowy, że światowej sławy naukowiec woli pracować w swojej komunistycznej ojczyźnie niż na Zachodzie, choć to nadmierne uproszczenie. Początkowo fizyk planował krótszy pobyt i chciał zachować kanadyjski etat, przeczekując najgorszy czas. W Polsce jednak otoczono Infelda opieką i dbano, żeby niczego mu nie brakowało, co budziło niemałą zazdrość w kręgach akademickich. W Kanadzie natomiast odebrano mu obywatelstwo i ogłoszono zdrajcą.

W Polsce Ludowej

W tym czasie na UW były dwie katedry fizyki teoretycznej, których szefami byli Czesław Białobrzeski (1878–1953) i Wojciech Rubinowicz (1889–1974). Infeld zaczął organizować osobny Instytut Fizyki Teoretycznej przy ul. Hożej. Szybko uzyskał środki na rozbudowę gmachu. Instytut formalnie ruszył w maju 1952 roku. Kierował nim do 1966 roku.

Także z inicjatywy Infelda powstał Zakład Fizyki Teoretycznej przy Instytucie Fizyki PAN, którym kierował w latach 1953–1968. W pierwszej połowie piątej dekady regularnie organizował tzw. Infeldiady, czyli konferencje dla fizyków. Przyczyniło się to do rozwoju kadr naukowych. Wielu uczniów Infelda stało się uczonymi o światowej sławie. Ten aspekt pracy uczonego jest niemal tak samo ważny jak dorobek naukowy, ponieważ zapewnił wsparcie dla dyscypliny w kolejnych latach.

Po przybyciu do Polski Infeld szybko zorientował się co do natury systemu politycznego. W okresie „odwilży” krytykował naukę będącą na usługach komunistów. Napisał list do Rady Państwa w sprawie więźniów politycznych.

W lipcu 1957 roku odbyła się pierwsza Konferencja w Sprawie Nauki i Problemów Światowych w kanadyjskiej miejscowości Pugwash. Leopold Infeld był sygnatariuszem Manifestu Russella–Einsteina wzywającego do ograniczenia zbrojeń jądrowych. Konferencja ta była bezpośrednią reakcją na ten manifest. Choć na pierwszym spotkaniu ruchu Pugwash fizyk nie był obecny, to jednak uważany jest za współtwórcę tej inicjatywy. Infeld był zdecydowanym orędownikiem rozbrojenia i pokojowego rozwiązywania konfliktów. W 1964 roku był też sygnatariuszem Listu 34 przeciwko ograniczaniu wolności słowa i cenzurze.

Syn Eryk, który także został fizykiem, pisał o ojcu, że „sam doszedł do tego, kim był, dlatego bardzo dobrze rozumiał trudności innych. Śpieszył z pomocą, ale i wymagał – jak od siebie samego” (Magdalena Bajer, audycja „Rody uczone” w Programie BIS Polskiego Radia, październik 2000 r.).

W lipcu 1962 roku Leopold Infeld zorganizował międzynarodową konferencję pod tytułem Teorie relatywistyczne i grawitacja. Na zaproszenie Polaka przyjechało ponad 100 wybitnych fizyków z całego świata. W obradach uczestniczyli m.in.: Hermann Bondi (1919–2005), Subrahmanyan Chandrasekhar (1910–1995), Paul Dirac (1902–1984), Richard Feynman (1918–1988), Władimir Fock (1898–1974), Witalij Ginzburg (1916–2009) i John Archibald Wheeler (1911–2008). Obrady miały miejsce w Jabłonnie i było to największe zgromadzenie fizyków po wojnie.

Dorobek pisarski

Leopold Infeld był nie tylko świetnym fizykiem i organizatorem nauki, lecz był także utalentowany literacko. Opublikował kilkanaście książek po polsku i po angielsku. Oprócz dzieł popularnonaukowych i wspomnień napisał także powieść historyczną o francuskim matematyku Évariste Galois (1811–1832).

W kolejności chronologicznej ukazywały się: Nowe drogi nauki. Kwanty i materja (1933), wspomniane dzieło z Einsteinem pt. The Evolution of Physics. The Growth of Ideas from the Early Concepts to Relativity and Quanta (1938), Whom the Gods Love. The Story of Evariste Galois (1950), Albert Einstein (1950), Moje wspomnienia o Einsteinie (1956), Motion and Relativity (z Jerzym Plebańskim, 1960), Szkice z przeszłości: wspomnienia (1964), Quest: An Autobiography (1965), Kordian, fizyka i ja (1967), Why I Left Canada (1978). Infeld był także autorem i współautorem licznych artykułów naukowych.

Zmarł 15 stycznia 1968 roku w Warszawie. Został pochowany w Alei Zasłużonych Cmentarza Wojskowego na Powązkach. W swoim życiu został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1951), Orderem Sztandaru Pracy I klasy (1954) i Medalem 10-lecia Polski Ludowej (1955).

Wróć