Artur Krajewski

Rys. Artur Krajewski
Współczesna przestrzeń kulturowa, to już nie tylko materialny obszar publiczny naszpikowany wartościami dziedzictwa lub szeroko pojętych dóbr kultury, ale przede wszystkim „świat wirtualny”, który nas otacza i wciąga, uzależniając od funkcjonalnego dostępu do „wszystkiego”. Teraźniejszość w sposób rewolucyjny przenosi się w obszar cyfrowej globalizacji życia, podając nam na postępowej złotej tacy potencjały twórcze, w których zawarte są możliwości odkrywania na nowo kreacji i odnajdywania alternatywnych użyteczności kulturotwórczych.
Proces ten przyspiesza, redefiniując wszystko w odniesieniu do wszystkiego. Komunikacja staje się błyskawiczna, oparta na krótkich przekazach oddziałujących na wszystkie zmysły. Jednak ta szybkość niesie za sobą nadmiar informacji, który równocześnie spłyca treść. W tym kontekście wymyślone przeze mnie pojęcie „Mem ignorancji” to symptom tego, co czeka nas w najbliższej przyszłości. Można go zdefiniować jako zjawisko, w którym brak wiedzy, uproszczone rozumienie – lub wręcz fałsz – stają się nośnikami treści symbolicznej, wpływającymi na percepcję rzeczywistości.
Wszystkie dotychczasowe teorie poznawcze, które budowały pojęcie kultury oraz formułowały podstawy humanizmu, zaczynają w nowy sposób oddziaływać na relacje między jednostką a rzeczywistością. Epistemologia, która towarzyszyła rozwojowi myśli ludzkiej i pozwalała oceniać, co jest prawdą, a co fałszem, staje obecnie na skraju paraliżu poznawczego. Cyfrowy świat, pełen uproszczeń i manipulacji, wyznacza nowe wyzwania dla naszego sposobu rozumienia i wartościowania rzeczywistości. Tym samym powstaje pytanie o to, czy współczesna kultura zdoła utrzymać równowagę między potencjałem twórczym a ryzykiem płynącym z redukcji wiedzy do powierzchownych symboli.
Historia gatunku ludzkiego to seria przyspieszonych ewolucji w rozwoju duchowym i materialnym. Od XVIII wieku, wraz z tak zwaną „rewolucją przemysłową”, tempo tych przemian gwałtownie rosło, prowadząc nas do współczesnej ery fantomatycznego współistnienia, opartej na sztucznych więziach w wizualizacyjnym, cyfrowym świecie. Te więzi niekoniecznie muszą łączyć nas z „drugą jednostką” – człowiekiem osadzonym w rzeczywistości – lecz coraz częściej są nawiązywane ze sztuczną inteligencją, którą adaptujemy do własnych potrzeb i oczekiwań.
Współczesne rewolucje społeczne na całym świecie pokazują, że ludzkość stanęła w obliczu zupełnie nowych zagrożeń, różniących się od tych, które wcześniej kształtowały historię. Temat ten został sugestywnie przedstawiony w filmie Matrix (1999), bestsellerze science fiction w reżyserii braci Wachowskich. W tej wizji ludzkość została sprowadzona do roli „baterii” zasilającej system, pozbawiona dostępu do alternatywnych źródeł energii i możliwości autonomicznego istnienia. Czy taki scenariusz mógłby się urzeczywistnić?
To pytanie nabiera znaczenia w kontekście rosnącej integracji człowieka z technologią. Współczesne społeczeństwa muszą zmierzyć się z dylematem: jak daleko możemy się posunąć w tej symbiozie, aby nie zatracić swojej tożsamości i niezależności? To nie tylko pytanie o przyszłość, ale również o kierunek, w jakim rozwija się nasze pojmowanie wolności, relacji i sensu istnienia.
Temat ten jest różnie pojmowany w różnych środowiskach, mimo że nałożony na niego „filtr” globalizacyjny sprawia, że świat wirtualny i rozwój sztucznej inteligencji docierają do nas w czasie rzeczywistym niemal wszędzie. Zrozumienie tych zagrożeń jest jednak analizowane w różny sposób w zależności od regionu, kultury i poziomu rozwoju technologicznego. Kultura, będąca nośnikiem wielu odmian i interpretacji, wciąż ewoluuje – jej pojęcie staje się coraz bardziej pojemne, robiąc miejsce na nowe formy i znaczenia.
Współczesne społeczeństwa, zwłaszcza te określane jako „stary świat”, wydają się coraz mniej przygotowane do życia, nauki i pracy w zmieniających się warunkach. Styl życia oraz osiągnięte bogactwo prowadzą do ich postępującego rozleniwienia. Uzależnione od łatwych i szybkich rozwiązań technologicznych cywilizacje te stopniowo tracą zdolność głębszego rozumienia otaczającej rzeczywistości. W efekcie zanika umiejętność analizy nawet najprostszych elementów świata, jakimi są na przykład dokonania technologiczne i zrozumienia, jak są one zbudowane.
Relacje międzyludzkie tracą na znaczeniu, a język ciała oraz naturalna komunikacja, wspierane technologiami translacyjnymi, zostają zredukowane do jednego uniwersalnego języka – języka wirtualnego tłumacza.
Również nauka zmienia swoje znaczenie. Jako system edukacji kolejnych pokoleń coraz mniej skupia się na refleksji nad istniejącym dorobkiem, a bardziej na powierzchownym reagowaniu na to, co aktualne. To, co jest „tu i teraz”, pochłania uwagę bez głębszej analizy czy długofalowego spojrzenia. Dopóki nie uświadomimy sobie skutków tej tendencji, proces ten będzie postępował.
Nie dziwi zatem wizja, że dialog jako forma wymiany myśli i doświadczeń może zostać zastąpiony wielomową płynącą z jednego, centralnego źródła, jakiegoś kwantowego jądra lub serwera przechowującego wszechdane, oplatającego świat trylionami informacji. Końcem takiego stanu rzeczy może być dosłowna i symboliczna ciemność – wyłączenie prądu.
„Mem ignorancji” („MI”) to idea, informacja lub obraz, który zdobywa popularność dzięki swojej prostocie, atrakcyjności wizualnej i emocjonalnemu ładunkowi, pomimo, a często właśnie z powodu braku głębszego związku z faktami czy wiedzą.
Jednostką ewolucji biologicznej jest gen, to dzięki niemu człowiek jest tym, kim jest. Słowo „gen” wywodzi się z greki i oznacza „pochodzenie”. Wielokrotnie wskazywałem w swoich rozważaniach, że człowiek, naznaczony demiurgicznym palcem, potrafi przekazywać w swoistym „genotypie” impuls do stawania się, a raczej do dziedziczenia zdolności i predyspozycji. Ten symboliczny impuls uruchamia procesy lub – poprzez specyficzne uwrażliwienia – pozwala przeobrazić się w artystę, który zdołał zapracować na swój „talent”.
Takie myślenie prowadzi nas do definicji pojęcia „mem”, które również pochodzi z greckiego słowa oznaczającego „naśladownictwo”. Mem jest najmniejszą jednostką informacji kulturowej zdolną do wywoływania następstw dzięki szybkiemu powielaniu w napotkanych umysłach. Ten mechanizm ewolucji kulturowej odpowiada za atawistyczną potrzebę replikowania sposobów na przetrwanie lub poprawę jakości życia.
Postrzeganie memu jako impulsu do działania – w sztuce do tworzenia i kreowania – otwiera nowe perspektywy. Wytworzenie i uruchomienie takiego impulsu może nastąpić w wyniku zetknięcia się z czymś i zainicjuje proces; w przypadku sztuki proces kreacji.
W podobny sposób każdy z nas oddziałuje na innych, przekazując im, często niewerbalnie, system wytworzonych memów. Te memy, rozpowszechniane w kreatywnym procesie analizy i interpretacji przez nasz mózg, stają się katalizatorem rozwoju oraz współtworzenia nowych form kulturowych. Jest to również część procesu ewolucji.
A czym jest „Mem ignorancji” („MI”)? To nowa, wyewoluowana forma najmniejszego systemu informacji kulturowej, definiowana przez połączenie pojęcia memu z ignorancją rozumianą jako niewiedza. Współczesny, popularny mem internetowy to zazwyczaj forma krótkiej humoreski, publikowanej i wykorzystywanej w różnych celach. Często jednak memy te wpisują się w nurt tzw. hejterskiego kontestowania rzeczywistości, gdzie przekaz staje się narzędziem emocjonalnego napięcia lub manipulacji.
„Mem ignorancji” idzie o krok dalej. To koncepcja, w której idea jest sterowana w sposób bezrefleksyjny, dając jedynie pozory wiedzy lub świadomości. W istocie staje się labiryntem niedomówień i błędnych interpretacji, które prowadzą odbiorcę do pogłębiania niewiedzy lub podejmowania decyzji ukrytych w manipulacyjnych schematach przekazu.
„MI” to również zjawisko replikacji i „zawirusowywania” ludzkich umysłów, skierowanych na wybory, które okazują się nieskuteczne lub wręcz szkodliwe w kontekście realnego życia. Odbiorcy takich memów często nieświadomie uczestniczą w rozpowszechnianiu treści, które nie tylko nie edukują, ale również deformują postrzeganie rzeczywistości. Na podobnej zasadzie funkcjonuje tzw. starożytna plotka. To ludzki wymysł, który zazwyczaj nie ma żadnego oparcia w faktach i stanowi formę kłamliwego oczerniania osoby, której dotyczy. Plotki nie należy mylić z pojęciem plotkowania, które oznacza raczej czerpanie przyjemności z samego gadania, choć również ma wydźwięk pejoratywny. Jest równie szkodliwy, ale z tą różnicą, że „Mem ignorancji” charakteryzuje się zdolnością do szybkiego oddziaływania oraz wielokrotnym mnożnikiem infekowanych, co prowadzi do potencjalnie nieskończonego zasięgu.

Rys. Artur Krajewski
Ten tragiczny fenomen odzwierciedla współczesne problemy z przepływem informacji: w erze cyfrowej szybkość i atrakcyjność przekazu często zastępują jego rzetelność. W efekcie „MI” staje się nie tylko symbolem braku refleksji, ale i narzędziem, które może kształtować masowe postawy i decyzje, prowadząc społeczeństwa ku powierzchowności zamiast głębszej świadomości.
„MI” to jednostka rozprzestrzeniania się za pośrednictwem mass mediów, a szczególnie platform społecznościowych, gdzie w jednym momencie mogą zostać zainfekowane tysiące użytkowników, a w przypadku platform gigantów nawet dziesiątki milionów. Wytwarzane „memy ignorancji” są ukierunkowane na określoną grupę odbiorców, a ich celem jest wzbudzenie zainteresowania, które w danej grupie stanowi podatny grunt do rozwoju. W efekcie memy te oddziałują na strukturalne wzrastanie i rozbudowywanie się poprzez napływ nowych informacji. Te informacje, oparte na początkowym błędzie logicznym, stają się sofizmatami, których dalsze namnażanie prowadzi do tworzenia paralogizmów. „MI” to także amfibolia – pojęcie pochodzące z greki, oznaczające atak z dwóch stron – które w uproszczeniu odnosi się do błędu wieloznaczności.
Szeroki dostęp do wiedzy nie rozwiązuje problemu ochrony przed niewiedzą. To odwieczny problem związany z weryfikacją pojęciową i interpretacją faktów, z którymi się spotykamy. W poszukiwaniu informacji nie zawsze pomaga nam samodzielna weryfikacja i ocena realiów, które potrafimy lub których nie potrafimy udowodnić jako prawdziwe. Rozleniwienie wynika z założenia, że dostępne informacje są wiarygodne, weryfikację zastępują programy i platformy, które dzięki wysokiej pozycji w globalnych strukturach mechanizmów społecznościowych zyskują zaufanie odbiorców.
Wyspecjalizowane mechanizmy, coraz częściej oparte na sztucznej inteligencji, wypierają ludzki czynnik, który wielokrotnie opierał się na weryfikacji moralnej. „Mem ignorancji” staje się takim uproszczonym sensem: nie zachęca do poszukiwania głębszego znaczenia, lecz pełni rolę nośnika zamkniętej informacji. „MI” można postrzegać jako psychologiczne ujęcie manipulacji, terminu pochodzącego z łaciny, oznaczającego „podstęp”. Mówiąc najprościej, jest to próba wywierania wpływu na innych, aby nieświadomie działali zgodnie z intencjami „manipulatora”.
Przykładami mogą być chwytliwe hasła polityczne, fake newsy czy popularne internetowe memy, które opierają się na stereotypach, uproszczeniach i silnym oddziaływaniu emocjonalnym. Interesującym przypadkiem są hasła polityczne, które właśnie ze względu na swoje pochodzenie od organizacji politycznych nabierają specyficznego, antynomicznego charakteru. Przykładem może być hasło „Polska w ruinie”, nacechowane wyłącznie emocjonalnie, przesadzone w swoim przekazie, czy też „z dala od polityki” – mające na celu odcięcie się od negatywnych stereotypów związanych z polityką, często postrzeganą jako coś pejoratywnego. Wyrażenia takie jak „mężczyźni są problemem” czy „baby są jakieś inne” upraszczają i antagonizują relacje między płciami, ignorując ich złożoność społeczną. Hasło „miłość to miłość” z kolei, choć pozornie inkluzywne, upraszcza kontekst społeczny i prawny, pomijając kwestie, które nie mieszczą się w granicach społecznej akceptacji. Określenie „płaskoziemcy” kwestionuje podstawową wiedzę naukową, odwołując się do emocji i nieufności wobec autorytetów. Z kolei wyrażenia takie jak „typowi Janusz i Grażyna” czy „moherowe berety” utrwalają stereotypy dotyczące Polaków, jednocześnie upraszczając i wyśmiewając zachowania osób należących do określonych grup społecznych. Takie formy komunikacji, które można nazwać „memami ignorancji”, działają głównie dzięki swojej sugestywności, zastępując krytyczną analizę silnymi emocjami. Ich popularność wynika z wpisywania się w trendy, nowomowę czy modę na ironię, a także z potrzeby bycia „fajnym”. Sztuczny ekwiwalent języka, trywializujący komunikację, został świetnie przedstawiony w książce George’a Orwella 1984 z 1949 roku, gdzie nowomowa zmieniała znaczenia pojęć. Fetyszyzacja takich haseł narzuca odbiorcom określony przekaz lub zmienia sens innych wyrażeń, co jest charakterystyczne dla zjawiska neosemantyzacji.
„Mem ignorancji” wpisuje się w system paradygmatów i stanowi jedną z kategorii pojęcia „mem”. Nie do końca jednak może być poddany klasycznym, naukowym mechanizmom memetyki. Choć jego aspekty poznawcze można teoretycznie przełożyć na kategorię memu jako najmniejszej jednostki informacji kulturowej, to jednak specyfika „Memu ignorancji” wykracza poza ramy tradycyjnej analizy memetycznej.
Wykrywanie „Memu ignorancji” jest trudne, a czasem wręcz niemożliwe, ponieważ jego przekaz często działa subtelnie i nie narusza prawa ani dóbr innych osób. Jego oddziaływanie bywa tym silniejsze, że trudno jest reagować na stan świadomości „zainfekowanych”, podobnie jak w realnym życiu nie można wyciągać konsekwencji z powodu niskiego poziomu inteligencji czy wiedzy.
W rzeczywistości problem słabo wykształconego człowieka był weryfikowany poprzez proces podejmowania pracy oraz zdobywania umiejętności i wiedzy. Socjalizacja ludzkości często opierała się na zależnościach wynikających najpierw ze sprawności fizycznej, a później ze sprawności intelektualnej. Powstawanie struktur społecznych prowadziło do klasyfikacji populacji na „kasty”, które łączyły styl życia, poglądy oraz wynikającą z nich pozycję w społeczeństwie. Obecnie, w kontekście świata wirtualnego, człowiek stopniowo redukuje swoje umiejętności, a zależności między warstwami społecznymi, opartymi na intelekcie, wiedzy czy umiejętnościach, zaczynają się zacierać. Często sami uczestnicy tego procesu kształtują swoją tożsamość na podstawie schematów, które są im narzucane przez ogólnodostępne i łatwo pozyskiwane dane. To prowadzi do powstawania nowej formy inżynierii społecznej, która sprzyja uzależnieniu i podporządkowaniu jednostki.
Generalnie, człowiek symbolicznie schodząc z drzewa lub wychodząc z jaskini z pochodnią w dłoni, rozpoczął tworzenie cywilizacji, a wraz z nią wytworzył kulturę. To właśnie kultura czyni nas ludźmi, osadzając w „humanistycznej” bańce, która nieustannie się rozszerza, pochłaniając coraz to nowe elementy będące efektem ludzkiej działalności. Mówiąc krótko, kultura to duchowy i materialny dorobek społeczeństwa.
Jak jednak ma się to do nowego, wirtualnego świata? Jak to zjawisko nazwać? Czy świat, którego tworzenie i rozwój w coraz większym stopniu zależy od sztucznej inteligencji, można w ogóle określić mianem kultury? Istnieje przecież pojęcie „żywych kultur bakterii”, probiotyków sztucznie wytwarzanych dzięki ingerencji ludzkiego rozumu i technologii. Czy więc wirtualny świat, podobnie jak te „kultury bakterii”, można uznać za rodzaj kultury? Jeśli tak, to czy jest to nowa forma kultury, będąca owocem symbiozy ludzkiego intelektu i sztucznej inteligencji?
Wirtualny świat, tworzony przez człowieka, ale coraz częściej kształtowany przez autonomiczne algorytmy, wywołuje pytania o granice pojęcia kultury. Czy to, co powstaje w wyniku działania maszyn i sztucznej inteligencji, jest jedynie narzędziem czy może już niezależnym bytem kulturowym? Może powinniśmy spojrzeć na ten fenomen jako na kolejne stadium ewolucji kultury – od materialnej i duchowej do cyfrowej, stanowiącej nową przestrzeń dla ludzkiej twórczości i interakcji społecznych?
Ostatecznie, być może kultura wirtualna, podobnie jak probiotyczne kultury bakterii, jest efektem twórczego połączenia naturalnego i sztucznego, przestrzenią, w której rodzi się nowa forma człowieczeństwa.
Teraz wyobraźmy sobie, że coś, co nazywam „Memem ignorancji”, może również rozprzestrzeniać się po świecie, lecz w sposób trudny do określenia w kategoriach czasu. Rozprzestrzenianie się takiego „wirusa” odbywa się z prędkością ograniczoną jedynie możliwościami globalnej sieci oraz zdolnością odbiorców do przeczytania, usłyszenia czy zobaczenia informacji, czyli w praktyce niemal natychmiastowo, w czasie rzeczywistym.
„Mem ignorancji” to jednak wirus inny niż te biologiczne. Nie zniknie po siedmiu dniach i nie istnieje szczepionka, która mogłaby nas z niego wyleczyć. Antidotum stanowi długotrwały proces edukacji, rozwijanie umiejętności krytycznego myślenia oraz świadome wykorzystywanie naturalnych ludzkich zdolności: inteligencji, umiejętności adaptacyjnych oraz wypracowanej mądrości.
Emocje są jak drabina, po której człowiek wspina się, by dosięgnąć czegoś, co stanowi upragniony cel. Tym celem, paradoksalnie, jest kres życia, nie jako coś, do czego świadomie dążymy, ale jako nieunikniony i naturalny finał naszej egzystencji.
Cyfrowa drabina wyimaginowanego avatara Jakuba prowadzi nas jednak do świata, który w rzeczywistości nie jest dla nas dostępny i może być wieczny. To błyskawiczny i niezwykle przepustowy pomost informacji, zalewający nas trylionami bitów, mających na celu dotarcie do wyznaczonego miejsca. Miejsca, które miało symbolizować niebo, gdzie na początku lub na końcu zasiadać miał sam Bóg. W tej nowej rzeczywistości jego miejsce zajmuje Demiurgiczna Centralna Sztuczna Inteligencja obiecująca nam życie wieczne.
To ona, za pomocą owej drabiny, wysyła do wirtualnego świata technologiczne osobliwości, które w przyszłości mają opanować całą rzeczywistość. Co więcej, znajdą one drogę przez kolejną drabinę, by przeniknąć i zawładnąć także światem realnym.
To właśnie dzięki emocjonalnemu impulsowi uruchamiana jest reakcja, a potem wszystko zaczyna się dziać. „Mem ignorancji” ma za zadanie wzbudzać emocje i wciągać nas w określone stany psychiczne, które – mimo że wywołują somatyczne odczucia – prowadzą do zamierzonych efektów, wymuszając określone zachowania. Coś dzieje się również w sferze „afektu”, zwłaszcza wśród młodych osób. Coraz częściej reakcje te kończą się destrukcyjnymi zachowaniami, jak symboliczne „niszczenie klawiatury”, będące odpowiedzią na narastające napięcie emocjonalne.
„Mem ignorancji” często przyjmuje formę ironii, co sprawia, że jego odbiorcy mogą poczuć się „ponad” prostym przekazem, jednocześnie go powielając. Kultura parodii i ironii jest znana od starożytności. Z greki „ironia” oznacza „pozorowanie” lub „przestawienie”, czyli niezgodność z faktem, która ma na celu wywołanie złośliwości. „MI” wykorzystuje funkcje ironii, często zmierzając w stronę satyry, co ułatwia dotarcie do użytkowników.
Posługiwanie się kłamstwem stało się powszechną normą. Statystyki i badania dotyczące tego zjawiska pokazują, że człowiek codziennie wielokrotnie wypowiada zdania niezgodne z faktami, mając na celu wprowadzenie kogoś w błąd. Intencja kłamstwa pozostaje niezmienna: chodzi o zatajenie prawdy lub jej manipulacyjne wykorzystanie w celu osiągnięcia zamierzonego efektu. Jednak nasze ciało często zdradza dyskomfort związany z kłamaniem. Dlatego kłamca ma trudności z opanowaniem mikroekspresji, co czyni kamuflaż mniej skutecznym.
Wyobraźmy sobie, że postęp ludzkości staje się zagrożeniem dla jej istnienia. Od dziesiątek lat, po ostatniej wojnie światowej, człowiek stoi w rozkroku przed problemem nieuniknioności kolejnej wojny, która niesie ze sobą ryzyko zniszczenia całej planety. Historia pokazuje, że takie zagrożenia naprawdę istnieją. Jeśli „Mem ignorancji” może stać się nośnikiem zagłady, prowadząc do roztrwonienia ludzkiego potencjału, to czym stanie się sztuczna inteligencja, jeśli uzależnienie ludzkości od technologii stanie się całkowite i wszechobecne, a AI będzie jedynym źródłem podtrzymywania życia człowieka?
Artykuł powstał na podstawie wykładu wygłoszonego na ASP w Warszawie pt. „Mem ignorancji”, czyli rewolucja znaku w przestrzeni kulturowej.
Prof. dr hab. Artur Krajewski – malarz, rysownik, artysta multimedialny, pedagog, Wydział Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie