logo
FA 4/2025 informacje i komentarze

Mariusz Karwowski

Japonia to dobre miejsce do promocji polskiej nauki

Japonia to dobre miejsce do promocji polskiej nauki 1

Profr. Maria Mrówczyńska, podsekretarz stanu w MNiSW i dr Wojciech Karczewski, dyrektor NAWA w Osace.

Od 13 kwietnia na wybudowanej na wodach Zatoki Osaka wyspie Yumeshima trwa Wystawa Światowa Expo. Japonia już po raz trzeci jest gospodarzem tego największego i najważniejszego wydarzenia gospodarczo-kulturalnego na świecie. Poprzednie odbywały się również w Osace (1970) i w prefekturze Aichi (2005). Tegoroczną edycję, według zapowiedzi organizatorów, ma odwiedzić blisko 30 mln osób.

W poświątecznym tygodniu zorganizowano Dni Polskiej Nauki i Edukacji. Zainaugurowała je prof. Maria Mrówczyńska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Każdy dzień poświęcony był innemu tematowi (kosmos, internacjonalizacja, kobiety w nauce, medycy dla planety). Uczestnicy mogli wziąć udział w tematycznych konferencjach, warsztatach, interaktywnych pokazach oraz spotkaniach z uczonymi i studentami.

Polskie uczelnie pozostaną jednak ze swoją ofertą na Expo znacznie dłużej. Wyjazd do Japonii zaplanował już dr hab. inż. Krzysztof Fic z Politechniki Poznańskiej, który z tamtejszymi badaczami współpracuje od wielu lat. Kontakty, jeszcze wówczas nieformalne, nawiązał w 2011 roku na jednej z konferencji w stolicy Wielkopolski. Pod koniec poprzedniej dekady po raz pierwszy pojechał do Kraju Kwitnącej Wiśni na dłużej. Od razu znalazł z miejscowymi wspólny język. I to dosłownie, o czym mogli się przekonać uczestnicy ubiegłorocznej uroczystości wręczenia Nagrody NCN w Centrum Manggha w Krakowie. Przyznając wyróżnienie w kategorii nauk ścisłych i technicznych (dr. hab. Wiktorowi Lewandowskiemu), powitał zebranych właśnie po japońsku. W tym też języku, przy użyciu znaków kanji, zapisał też swoją japońską afiliację w stopce maila.

– Myślę, że umysł otwarty na ten kontekst kulturowy jest bardzo ważny w relacjach z Japończykami. Oczywiście, to są tacy sami ludzie jak my, natomiast ich podejście do pracy, szacunek do samych siebie i do innych ludzi są zupełnie inne. Rzuca się w oczy także brak zorientowania na konkretne wyniki: nie muszę być najlepszy, ani tym bardziej wybitny – mam być użyteczny dla innych. Moim zdaniem to klucz do sukcesu we współpracy z nimi – zauważa profesor wizytujący w Kansai University w Osace.

Przypomina, że tamtejszy system naukowy bardzo długo pozostawał z różnych powodów dość hermetyczny. Z czasem doszli jednak do wniosku, że warto otworzyć się na nowe. „Made in Japan” jest tam nadal bardzo istotne i stanowi znak jakości, ale dostrzeżono – i japoński rząd dużo robi w tym względzie – że poza Japonią jest coś jeszcze, z czego można czerpać. Poza tym, jak dodaje badacz z PP, nauka w ostatnich dekadach przyspieszyła na tyle, że nie da się już robić jej tylko lokalnie, trzeba było więc wyjść poza wyspy. Prof. Fic jest najlepszym przykładem takiej owocnej współpracy. Wraz z japońskim zespołem zajmuje się „nieśmiertelnymi” magazynami energii elektrycznej, a więc ogniwami z ulepszonym procesem jej przechowywania.

– Świadomość pracy nad tematami, które mogą się przerodzić w wielkie rzeczy, a także szacunek i zaufanie społeczne, to jest to, w czym Japonia w mojej ocenie przewyższa nas naukowo. Bez względu na to, czy zajmujemy się kwestiami, które – mówię o badaniach fundamentalnych – dla zwykłego Japończyka nie mają praktycznie żadnego znaczenia, czy już nad konkretnymi aplikacjami, mającymi szansę pojawić na rynku za rok czy dwa, towarzyszy temu poczucie, że jest to ważne dla społeczeństwa – przyznaje.

Brzmi znajomo

Szukając podobieństw z polskim systemem, wskazuje na… niedofinansowanie nauki. Wprawdzie ich wydatki na B+R sięgają 3,41% PKB (w Polsce to ok. 1,5%, licząc środki publiczne i prywatne), ale w kontekście prowadzonych tam wysoko specjalistycznych badań, pieniędzy też jest za mało – zauważa polski badacz. Jego zdaniem, równać się możemy z nimi także w administrowaniu nauką. Regulacje sprawiają, że i tam system jest mało elastyczny. Zwraca uwagę, że w trakcie realizacji projektu dokonywanie jakichkolwiek zmian, w szczególności finansowych, jest dosyć problematyczne. Można je zrobić, o ile się dobrze uzasadni, lecz nie jest to łatwy proces na zasadzie jednego wniosku o zmianę. W tych porównaniach nie brakuje także różnic.

– Japoński system jest zdecydowanie bardziej stabilny, zasady finansowania nauki rzadko się zmieniają, co pozwala im planować badania czy ścieżki rozwoju w dłuższej perspektywie czasowej. Stąd właśnie wziął się sukces Japonii – daje się naukowcom swobodę działania w dłuższym czasie, nie zmieniając przy tym warunków gry w takcie jej trwania.

Dodaje też, że nauka w Japonii w o wiele większym stopniu wspierana jest przez sektor przemysłowy. U nas ta synergia dopiero raczkuje.

– Wspólnym mianownikiem, zarówno dla Europy, jak i Japonii, jest konkurencyjność, która powoduje, że nauka może się rozwijać, iść do przodu. Natomiast cała reszta, w tym kultura pracy, jest już zupełnie inna. Bardzo wielu ludzi z Zachodu, którzy zaczynają pracę w tamtejszych laboratoriach, jest zaskoczonych, że przed wejściem do niektórych trzeba zdjąć obuwie i założyć… kapcie. U nas się tego aż tak nie wymaga. Oni dbają o czystość, miejsce pracy. Niby to proste, a jednak w Europie rzadkie – mówi.

On sam za każdym razem przebywając w Japonii czuje się bardzo dobrze. Nie ma wątpliwości, że to dlatego, iż jest tam doceniany za kompetencje i umiejętności.

– Jeżeli działamy razem, to każda nowa osoba, która wchodzi do ekosystemu, stanowi wartość dodaną. W zachodniej nauce, tak to zazwyczaj odbierałem, ktoś nowy może potencjalnie destabilizować. W Japonii nigdy tego nie odczułem. Stając się maleńkim trybikiem systemu, mam wewnętrzne poczucie, że trafiłem na właściwe miejsce, potrzebują mnie, nie jestem tylko kwiatkiem do kożucha, ale jednym z ważnych ogniw łańcucha prowadzącego do wielkich rzeczy – podkreśla.

Uczyć się na błędach

Japonia to dobre miejsce do promocji polskiej nauki 2Przez całe trwające pół roku Expo, polska nauka będzie bardzo widoczna. Dzięki programowi „Kierunek Expo” Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej swoją ofertę i dokonania prezentują m.in. Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, Gdański Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Śląski, Politechnika Warszawska, Uniwersytet Gdański, Uniwersytet Warszawski, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Uniwersytet Jagielloński. Swoją obecność zaznaczy również Polska Akademia Nauk i jeden z jej instytutów: Instytut Maszyn Przepływowych im. Roberta Szewalskiego. Zapytany o to, czy Japonia, jeśli chodzi o promocję nauki, jest odpowiednim do tego miejscem, prof. Krzysztof Fic nie zastanawia się ani chwili.

– Bezsprzecznie i ponad wszelką wątpliwość. Kraj ten jawi się wielu jako potentat technologiczny, również w moim obszarze naukowym, ale warto pokazać, że i my potrafimy robić ciekawe rzeczy. I bez żadnych kompleksów możemy się nimi chwalić – uważa.

Jego zdaniem, Europa, czy – szerzej – Zachód, nie odstaje od poziomu naukowego Japonii. Przy czym kontakty z Azjatami, również w przypadku polskich uczonych, w największym stopniu determinuje jednak konieczność dostosowania się do warunków dyktowanych przez tamtejszą kulturę pracy. A nie jest to łatwe.

– Żeby współpraca była efektywna i układała się dobrze, trzeba zrozumieć ich system działania. Pracują ciężko, długo, czasem zarywają noce, ale nie dlatego, że upatrują w tym sens życia. Po prostu mają poczucie, że nie mogą zawieść, bo inaczej cała machina przestanie działać. Taka presja nakładana na człowieka w dobie zmian kulturowych, które dzieją się obecnie w Europie, może być dosyć rażącym dysonansem – zaznacza mój rozmówca.

W kontekście uwarunkowań kulturowych należy też rozpatrywać ewentualne efekty promocji na Expo. Odwiedzić je ma prawie 30 mln ludzi z całego świata, ale nie ulega wątpliwości, że to Japończycy są głównymi adresatami działań promocyjnych. W ich przypadku zainteresowanie ofertą to nie wszystko.

– Dużo zależy od nawiązania nici porozumienia. Mam tam sporo przyjaciół, ale to są relacje długofalowe, o które oni bardzo dbają. Nie tak, że na Expo coś pokażemy i Japończycy od razu wpadną w ekstazę. Owszem, przyjdą, porozmawiają, ale o relację z nimi trzeba zabiegać. Zatem w moim przekonaniu bardziej istotna niż to, co się zadzieje na Wystawie, będzie polityka prowadzona przez nas po Expo. Japończycy i w ogóle cała kultura wschodnio-azjatycka bazuje na długofalowych relacjach, tylko te, które są podtrzymane w odpowiedni sposób, mają szansę powodzenia – podpowiada badacz z Politechniki Poznańskiej.

Nasz pawilon na Expo jest zorganizowany wokół hasła „Polska. Dziedzictwo, które napędza przyszłość”. Chodzi o pokazanie światu, że nasze dziedzictwo, zarówno kulturalne, historyczne, jak i naturalne, może się stać inspiracją do poszukiwania rozwiązań i odpowiedzi na wyzwania współczesnego świata. Mój rozmówca odnajduje w tym również nawiązanie do nauki.

– Nauka to też sztuka uczenia się na błędach, a więc tego, w którą stronę lepiej nie podążać, bo nigdzie nas to nie zaprowadzi. Ilekroć przebywam w Japonii bardzo cenię ich podejście, zgodnie z którym nawet jeżeli popełni się błąd przy planowaniu, to nie stanowi to żadnego problemu. To pokazuje bowiem innym, którą drogą nie dojdzie się do celu. Straciłem czas, nie otrzymałem rezultatów, których oczekiwałem, daję w ten sposób wskazówkę innym, by nie powtórzyli mojego błędu. Rozszerzyłbym tę filozofię: nie pracuję w projekcie, żeby spełnić określone wskaźniki, osiągnąć kamienie milowe, tylko po to, żeby stworzyć coś naprawdę istotnego – kończy Krzysztof Fic.

Na Expo wybiera się w maju. Będzie promował Politechnikę Poznańską jako miejsce z potencjałem dla naukowców czy studentów z Japonii. Oczywiście nie omieszka też odwiedzić swoich przyjaciół z Kansai University.

Mariusz Karwowski

Wróć