logo
FA 4/2024 rozmowa forum

Rozmowa z prof. Łukaszem Gruszczyńskim, przedstawicielem Polski w Wysokiej Radzie Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji

Nie ma drugiej takiej instytucji na świecie

Nie ma drugiej takiej instytucji na świecie 1

Dr hab. Łukasz Gruszczyński (ur. w 1976 r.) jest profesorem Akademii Leona Koźmińskiego w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Prawa Unii Europejskiej. Zajmuje się międzynarodowym prawem gospodarczym oraz międzynarodowym prawem ochrony zdrowia publicznego. Doktoryzował się w European University Institute we Florencji, zaś habilitację uzyskał w Instytucie Nauk Prawnych PAN. Odbył staże naukowe, m.in. na Uniwersytecie w Cambridge (jako Winiarski Fellow), Uniwersytecie w Michigan, Katolickim Uniwersytecie Péter Pázmány oraz National University of Public Service (obie instytucje w Budapeszcie). Zdobył 6 grantów NCN. Współpracuje z Instytutem Nauk Prawnych Węgierskiej Akademii Nauk w europejskim projekcie dotyczącym populizmu (DEMOS). Opublikował trzy monografie w wydawnictwie Oxford University Press oraz liczne artykuły. Prof. Gruszczyński jest również redaktorem prowadzącym anglojęzycznego rocznika „Polish Yearbook of International Law”. Pełni funkcję przewodniczącego Wysokiej Rady Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji. Fot. Jowita Pietrak

Dzięki członkostwu w Instytucie mamy możliwość wysyłania swoich doktorantów na studia do Florencji. Obecnie jest ich około czterdziestu, gdyż rocznie finansujemy dziesięć nowych stypendiów doktoranckich. Osoby takie mają niepowtarzalną szansę na prowadzenia badań w międzynarodowym środowisku pod okiem najwyższej klasy specjalistów w swoich dziedzinach. Po takich studiach świat zasadniczo stoi przed nimi otworem.

Od początku stycznia tego roku Polska objęła prezydencję Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji. Czym właściwie on jest?

Nazwa European University Institute ma podkreślać naukowy charakter tej instytucji. Zajmuje się on badaniami z zakresu nauk społecznych i humanistycznych oraz kształceniem doktorantów w tych obszarach. Instytut został powołany w 1972 roku, a zatem dość dawno, natomiast Polska stała się jego członkiem dopiero w roku 2005 (od roku 2000 współpracowaliśmy z EUI w oparciu o umowę przedakcesyjną). Nasza prezydencja wynika z rotacyjności przewodnictwa Instytutu. EUI jest bowiem także organizacją międzynarodową, tak jak ONZ czy Unia Europejska. Warto przy tym dodać, że nie ma innej instytucji na świecie, która byłaby równocześnie instytutem naukowym, uniwersytetem i organizacją międzynarodową. Ta specyfika ma swoje odzwierciedlenie w strukturze Instytutu. Jeden komponent ma akademicki charakter – z rektorem, wydziałami, studentami i profesorami. Natomiast w związku z tym, że jest to organizacja międzynarodowa, mamy do czynienia również z komponentem międzyrządowym, który znajduje swoje odzwierciedlenie w Wysokiej Radzie, w skład której wchodzą delegaci wszystkich państw członkowskich. Nasza prezydencja w Instytucie polega na przewodniczeniu tej grupie, składającej się obecnie z dwudziestu trzech państw.

Zatem nie wszystkie państwa unijne tworzą Instytut?

Członkostwo w Unii Europejskiej nie jest tożsame z członkostwem w Instytucie. To dwa niezależne byty, choć ze sobą powiązane. W umowie, która konstytuuje EUI, jest zapis, że nie można zostać członkiem Instytutu, jeżeli nie jest się członkiem Unii. Mamy zatem ograniczenie liczby państw, które mogą tworzyć Instytut, ale nie ma nakazu udziału w nim. Pewien problem pojawił się wraz z Brexitem, gdyż Wielka Brytania była państwem członkowskim EUI. Kontynuacja dotychczasowej współpracy nie była możliwa, zatem to państwo musiało opuścić organizację. Obecnie są zatem cztery państwa członkowskie UE, które nie należą do instytutu (Chorwacja, Czechy, Litwa i Węgry – red.). Wynika to trochę z braku zainteresowania z ich strony albo zbyt niskiego poziomu na krajowej liście priorytetów. Jest jednak spora szansa, że wkrótce do Instytutu dołączy kolejne państwo, najbliżej tego wydaje się być Chorwacja. Oczywiście, rozwiązaniem optymalnym byłaby sytuacja, gdyby wszystkie państwa unijne przyłączyły się do tej inicjatywy.

Co nam daje członkostwo w EUI, oprócz tego, że płacimy składkę w wysokości ok. 3% budżetu Instytutu?

Przez bardzo długi okres Polska korzystała ze zniżki wynikającej z tego, że była nowym państwem członkowskim. Docelowo składka ma być równa udziałowi PKB danego państwa w PKB Unii Europejskiej. Zakładam, że taki stan nigdy nie zostanie osiągnięty, gdyż są trzy państwa, które do działalności instytutu dokładają najwięcej. To Włochy, Francja i Niemcy. Ich udział w finansowaniu instytutu jest dużo większy niż wskazywałaby na to czysta matematyka. Oprócz tego Instytut dostaje sporo środków bezpośrednio z Unii Europejskiej.

Dzięki członkostwu w Instytucie mamy możliwość wysyłania swoich doktorantów na studia do Florencji. Obecnie jest ich około czterdziestu, gdyż rocznie finansujemy dziesięć nowych stypendiów doktoranckich. Właściwie wszyscy doktoranci kończą te studia. Mamy więc w Instytucie historię, nauki społeczne i polityczne, prawo i ekonomię. Zazwyczaj najwięcej jest kandydatów na prawo oraz nauki społeczne i politologię. Osoby takie mają niepowtarzalną szansę na prowadzenia badań w międzynarodowym środowisku pod okiem najwyższej klasy specjalistów w swoich dziedzinach. Po takich studiach świat zasadniczo stoi przed nimi otworem.

Jakim zainteresowaniem cieszą się doktoraty w Instytucie?

Może okazać się, że w danym roku mamy dość kandydatów by wybrać dziesięć bardzo dobrych osób, ale bywa, że nie udaje się obsadzić wszystkich dostępnych miejsc. I to nie dlatego, że jest za mało kandydatów, ale dlatego, że ich wnioski są zbyt niskiej jakości. Co prawda te środki nie przepadają, ale mam wrażenie, że na to, co oferuje Instytut, jest nieco za mało chętnych z Polski. Oczywiście dla wielu polskich naukowców kontakt z Instytutem ma miejsce poza programami doktorskimi. Tytułem przykładu, sporo prawników zajmujących się prawem międzynarodowym czy europejskim w pewnym momencie swojej kariery styka się z Instytutem, czy to poprzez kwerendę biblioteczną, czy też uczestnictwo w konferencji. Jest to bowiem miejsce, gdzie specjaliści z tego obszaru szczególnie często spotykają się, by dyskutować i prowadzić badania.

Dodatkowo EUI oferuje dwa inne programy stypendialne: Jean Monnet i Max Weber Fellowships. Skierowane są do osób, które skończyły doktorat i myślą o kontynuowaniu kariery naukowej, w większości mając już jakieś doświadczenie zagraniczne. Poziom konkurencji jest tu jednak znacznie wyższy niż na studia doktoranckie. Polska funduje dwa stypendia Maxa Webera rocznie, konkurs na stypendia Jean Monnet jest natomiast otwarty i aplikować w nim mogą osoby o dowolnym obywatelstwie. Dla starszych naukowców dostępne jest także stypendium im. Fernanda Braudela.

Warto też dodać, że polscy doktoranci wydali specjalny przewodnik dla kandydatów, który ułatwia przygotowanie do aplikowania o miejsca na programach doktorskich w EUI. Jest on dostępny na stronie EUI w zakładce z informacjami dla kandydatów z Polski. Przewodnik jest skierowany do wszystkich, ale szczególnie pomocny może okazać się dla osób, które ukończyły studia w Polsce i mają niewielkie doświadczenie w uprawianiu nauki za granicą. Sformułowanie pytań badawczych, zaproponowanie metodologii, wskazanie tezy do weryfikacji bywa dla nich nie lada wyzwaniem. To nie są standardowe kwestie, których można się nauczyć w trakcie studiów w Polsce. Jeszcze raz przypomnę, że nie konkurujemy tu z kandydatami zagranicznymi, ale w gronie Polaków, zatem szanse są wyrównane.

Czy te programy doktoranckie są jakoś konsultowane i kandydat zawczasu wybiera promotora?

Co do zasady nie. Warto jednak pamiętać, że zaproponowanie tematu, który mieści się w zainteresowaniach badawczych profesorów na danym wydziale – a są one dostępne, gdyż każdy wykładowca ma swoją stronę instytutową, na której pokazuje własne badania, ale też swoich doktorantów i ich tematy – znacząco zwiększa szanse na dostanie się do instytutu. Osoba, która wpisuje się w pewną problematykę, łatwiej zdobędzie stypendium od tej, która ma co prawda świetny pomysł, ale nie udało się jej spotkać z kimkolwiek intelektualnie, nie znajdzie sobie w instytucie promotora. Taka osoba może ostatecznie nie dostać się na program doktorski, choćby będzie naprawdę dobra. By zwiększyć szanse na sukces, warto też dokładnie zapoznać się z wcześniej wspomnianym przewodnikiem dla kandydatów.

W jakim języku odbywają się zajęcia?

Zasadniczo w angielskim. Sporadycznie są też zajęcia po francusku, po niemiecku czy włosku, jednak to angielski jest głównym językiem pracy Instytutu. Znam osoby, które przygotowywały doktoraty w innych językach niż angielski, ale to raczej wyjątki niż reguła.

Czy i na ile studia doktoranckie i obrona doktoratu w EUI są podobne do doktoratu w Polsce?

Nie robiłem nigdy doktoratu w Polsce, zatem trudno mi to porównać. Mamy tu pierwszy rok, który jest wysoce ustrukturyzowany, z obowiązkowym udziałem w zajęciach. Nie ma jednak żadnych egzaminów, to są raczej seminaria dyskusyjne, do których trzeba się przygotowywać z lektur. Generalnie czytania jest sporo. Wymogiem formalnym jest napisanie na koniec pierwszego roku pracy, która może być poszerzoną koncepcją doktoratu, czyli rozwiniętym proposalem, który został złożony wraz z aplikacją, albo rozdziałem metodologicznym doktoratu czy inną pracą, która zostanie wykorzystana w doktoracie. W kolejnych latach jest duża swoboda; można oczywiście nadal chodzić na zajęcia, ale przede wszystkim należy robić badania i pisać doktorat. Wtedy można też wyjechać na wymianę międzynarodową – właściwie jest to nie tylko mile widziane, ale wręcz wskazane. EUI ma mnóstwo umów z różnymi instytucjami na świecie i stosunkowo łatwo wyjechać na badania do miejsca, które może służyć ich realizacji, np. z racji geograficznych czy kadrowych. Ja na przykład spędziłem pięć miesięcy u prof. Roberta Howse’a w Szkole Prawa na Uniwersytecie w Michigan, który zajmował się podobnymi zagadnienia, które poruszałem w doktoracie, czyli międzynarodowym prawem gospodarczym. Instytut umożliwia również studentom uczenie innych. Mogą to robić na podstawie umów podpisanych we Włoszech, ale także w innych krajach. Częścią aktualnie wdrażanego tzw. Programu Wideningowego – o którym powiem za chwilę więcej – jest komponent pozwalający na prowadzenie zajęć w charakterze visiting lecturera w krajach wideningowych, czyli również w Polsce, bądź po angielsku, bądź w innym języku.

A jak wygląda obrona doktoratu?

Wiele zależy od członków komisji. Zawsze jest element przedstawienia głównych też i metodologii dysertacji. Ale najciekawszym momentem jest rozmowa z członkami komisji, próba obrony własnych też i argumentów. To ona, oprócz recenzji, pokazuje mocne strony i ewentualne słabości naszej pracy. Zapewne nie różni się to znacząco od tego, z czym mamy do czynienia w Polsce.

Co oznaczają programy masters w EUI?

Mamy na prawie studia LL.M. – to dla prawników odpowiednik MBA. Zasadniczo jest to program dla osób z pewną praktyką, ale z czasem się to zmieniło i program traktowany jest jako specjalistyczne studia podyplomowe. Ten typ studiów jest bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Holandii. Jest też roczny program master na ekonomii, wbrew nazwie są to studia podyplomowe, a nie studia drugiego stopnia. Mają one bardzo tradycyjny charakter: są zajęcia, egzaminy, jak na studiach w Polsce na tradycyjnym uniwersytecie. Celem tego programu jest podniesienie poziomu wiedzy z zakresu matematyki ekonomicznej. Jego absolwenci w większości nie zamierzają iść na doktorat, ale chcą wrócić do pracy, mając większe kompetencje. Jednak są też tacy, którzy zdecydują się na doktorat – będą oni dzięki tych studiom startować z pewnego wspólnego poziomu, gdyż zniwelują nierówności, które mogły się pojawić podczas typowego kształcenia uniwersyteckiego w kraju. Jest więc specjalna ścieżka dla tych masterów z ekonomii, pozwalająca im na kontynuowanie studiów doktoranckich przez kolejne cztery lata. Studia z ekonomii są bardzo empiryczne, a zatem zabierają więcej czasu niż doktoraty z historii czy prawa. Polska finansuje mastera z ekonomii, ale nie finansuje LL.M. na prawie. Choć nie fundujemy stypendiów pobytowych, to dla polskich kandydatów są to studia darmowe, muszą się oni tylko utrzymać z własnych środków przez czas trwania programu. Takiego przywileju nie ma oczywiście, gdy ktoś aplikuje na LL.M. w Wielkiej Brytanii czy Holandii, tam musi i opłacić czesne, i zapewnić sobie utrzymanie.

Jak wyglądają studia LL.M. czy master?

Są bardzo ustrukturyzowane; jest dużo obowiązkowych zajęć, podobnie jak na pierwszym roku doktoratu. Trzeba też przedstawić pracę zaliczeniową. Na końcu otrzymuje się odpowiedni dyplom.

Ostatnio pojawiły się ogłoszenia o naborach do dwóch konkursów wideningowych w EUI.

Instytut uruchomił duży program dla krajów wideningowych, czyli skierowany do obywateli państw, które mają wskaźniki udziału w europejskich programach ramowych poniżej średniej unijnej. My, jako Polacy, co prawda zdobywamy coraz więcej środków, a zatem trend jest pozytywny, jednak wciąż jesteśmy poniżej średniej europejskiej. Instytut stwierdził, że chce uczestniczyć w procesie wyrównywania szans pomiędzy starymi i nowymi członkami UE, choć faktycznie po dwudziestu latach trudno wciąż mówić o nowych członkach. EUI zidentyfikował tę grupę krajów jako potrzebujące pomocy w zakresie różnych kompetencji, czy to dla kadry zarządzającej i administracji (np. w jaki sposób rozliczać projekty, tworzyć budżety, jak poskładać to w jedną całość), młodych naukowców (np. warsztaty o tym, jak wymyślać tematykę, jak tworzyć mocny proposal, budować zespoły wykonawców), czy też dla doświadczonych naukowców (np. w zakresie tworzenia networkingów z partnerami ze starej Unii, przygotowywania wniosków do ERC). Częścią tego programu jest też wsparcie kandydatów z krajów wideningowych na studiach LL.M. poprzez wypłacanie im stypendiów pobytowych.

Program wideningowy będzie rozwijany przez najbliższe lata. Chciałbym tę wiadomość przekazać potencjalnym kandydatom z Polski. Konkursów dla naukowców z krajów wideningowych będzie w przyszłości sporo, warto więc obserwować stronę EUI. Wkrótce zaś pojawi się dedykowana zakładka w serwisie NAWA (Research in Poland).

Proszę powiedzieć, gdzie mieści się Instytut, bo to bardzo interesujące i zachęcające do przyjazdu.

To jest jeden z fantastycznych aspektów studiowania we Florencji. Wszystkie wydziały EUI nadal funkcjonują w starych toskańskich willach i pałacach. To zasługa rządu włoskiego, który piękne stare budowle przekazuje Instytutowi w bezpłatne użytkowanie. Niektóre trafiają w ręce Instytutu w takim stanie, że wymagają remontu, co trochę trwa, ale nadal jest to korzystne, nawet przy bardzo restrykcyjnym podejściu Włoch do renowacji zabytków.

Główna siedziba EUI mieści się w Badia Fiesolana, czyli starym klasztorze, który jest użytkowany przez nas od samego początku. Tam są biura rektora, biblioteka, cała administracja. Gdy robiłem doktorat we Florencji, cały Instytut mieścił się w pobliżu. Można było pieszo przemieszczać się pomiędzy budynkami. W ostatnich latach instytut się rozrósł, a odległości między nowszymi obiektami są większe. Ta zmiana uderza mnie za każdym razem, gdy tam przyjeżdżam. Kiedyś był to taki kameralny uniwersytet.

Mamy więc potężną Villa Salviati – naprzeciwko Badii, po drugiej stronie doliny – gdzie mieszczą się Wydziały Prawa i Historii. W budynku tym zlokalizowane są także historyczne archiwa Unii Europejskiej. W samym centrum Florencji, obok Piazza San Marco, mieści się zaś nowa część Instytutu, czyli School of Transnational Governance, której dyrektorem do niedawna był Alexander Stubb, obecnie prezydent Finlandii. Ta szkoła funkcjonuje zresztą trochę obok Instytutu, gdyż nie prowadzi studiów doktoranckich, lecz różnego rodzaju szkolenia oraz roczny program Global Executive Master o charakterze bardziej praktycznym niż teoretycznym.

Sam Instytut jest podzielony na cztery wydziały. Mamy więc Prawo, Historię, Nauki Społeczne i Polityczne oraz Ekonomię. Oprócz tego w strukturze Instytutu można znaleźć Robert Schuman Centre, które jest odpowiedzialne za badania aplikacyjne. Jest też wspomniana wcześniej School of Transnational Governance oraz Archiwum Historyczne Unii Europejskiej.

A jak się załatwia sprawy bytowe we Florencji?

Za moich czasów zdecydowana większość osób wynajmowała mieszkania w mieście. Instytut mieści się w małej miejscowości pod Florencją, w San Domenico di Fiesole, gdzie dojeżdża autobus z Florencji. Natomiast od kilku lat mamy nową, dosyć dobrą własną bazę bytową – akademiki. Są tam zarówno pokoje jednoosobowe, jak i lokale dla osób, które przyjeżdżają z rodzinami czy partnerami. Jest jednak taka tradycja, że nawet ci, którzy po przybyciu do EUI zaczynają mieszkać w akademiku, po jakimś czasie, gdy już poznają sytuację, przenoszą się do Florencji, która zapewnia znacznie więcej atrakcji, choćby w postaci restauracji, muzeów, obiektów sportowych, miejsc spacerowych.

Stypendium doktoranckie w wysokości 1600 euro wydaje się dość wysokim. Na ile to wystarcza we Włoszech?

Nie wystarcza na wynajęcie samodzielnego mieszkania we Florencji, gdyż niewiele by zostało na zaspokojenie pozostałych potrzeb. Jednak przy założeniu, że wynajmuje się mieszkanie wspólnie bądź mieszka w akademiku, da się za to przyzwoicie funkcjonować. Na uniwersytecie jest kafeteria, gdzie serwują doskonałą kawę za 60-70 centów. Dodam jeszcze, że doktoranci otrzymują specjalny dodatek na podróże do kraju oraz ubezpieczenie zdrowotne. Jeżeli przyjeżdżają z rodziną, to jest również dodatek na każdego jej członka.

Kto reprezentuje Polskę w Wysokiej Radzie European University Institute? Jaka jest pana rola w EUI?

Obecnie te obowiązki pełnię ja. Jestem ekspertem wynajętym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego do reprezentowania naszego kraju w tej konkretnej organizacji międzynarodowej. W normalnych okolicznościach Polskę reprezentuje przedstawiciel ministerstwa. Gdy jednak przyszła nasza kolej na objęcie prezydencji w EUI, pojawiło się więcej bardziej specjalistycznej pracy. To już nie jest konieczność wyjazdu raz na pół roku do Florencji, Wysoka Rada spotyka się dwa razy w roku. Prezydencja wymogła pewne działania, dodała nam obowiązków. Właściwie obecnie muszę być tam co miesiąc. Teraz przyjeżdżam jako delegat polskiego rządu, natomiast jestem też absolwentem EUI oraz aktywnym naukowcem. My, naukowcy, jednak trochę inaczej podchodzimy do działania Instytutu niż urzędnicy państwowi, zwracamy uwagę na inne aspekty jego funkcjonowania, właśnie akademickie, czyli te, które merytorycznie go konstytuują. Jako absolwent rozumiem też jak to miejsce działa. Drugim przedstawicielem Polski w Radzie jest dr Jacek Mazur, specjalista pracujący w przeszłości w Najwyższej Izbie Kontroli, ale także były wykładowca akademicki, zatem łączy kompetencje urzędnicze i nadzorcze z akademickimi. Nadzór nad finansami Instytutu jest ważną częścią naszej prezydencji, zatem jego obecność w polskiej delegacji jest niezwykle pożądana.

Czy na czas naszej prezydencji w EUI przyjęliśmy na siebie jakieś szczególne zadania, bądź zobowiązania?

Poprzednia prezydencja austriacka zapoczątkowała prace nad reformami instytucjonalnymi EUI, w tym odnośnie do zasad współpracy z państwami spoza Unii Europejskiej, czyli takimi, które nie mogą być członkami Instytutu. Z naszego punktu widzenia najważniejsze są tu Ukraina i Mołdawia. Te działania oczywiście kontynuujemy. Chcemy też zapoczątkować formalną dyskusję o nierównościach geograficznych w EUI. Kadra akademicka Instytutu jest bowiem zdominowana przez wykładowców ze starej Unii. Stosunkowo mało jest osób aplikujących oraz zatrudnionych w Instytucie z krajów wideningowych. Należałoby to zmienić. To jest jeden z celów naszej prezydencji. Wspieramy też wdrażanie Programu Wideningowego i uczestniczymy merytorycznie w kształtowaniu jego treści. W jego ramach Instytut zakończył już nabór na program dla młodych naukowców, którzy chcieliby przyjechać na kilka miesięcy na Wydział Nauk Społecznych i Politycznych oraz dla doświadczonych naukowców w ramach specjalnej edycji programu Fernanda Braudela, który również umożliwia spędzenie kilku miesięcy we Florencji i prowadzenie własnych badań. Chcemy widzieć więcej naukowców z Polski w Instytucie. Chcemy też zwiększyć liczbę osób z naszego kraju aplikujących na studia doktoranckie i programy podoktorskie.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć