logo
FA 4/2024 w stronę historii

Marcelina Smużewska

Kiedy temat badawczy „źle” się starzeje

Przykład rasologii polskiej


Kiedy temat badawczy „źle” się starzeje 1

Jan Czekanowski

Nie wymyśliliśmy rasologii sami, wpisaliśmy się w trend zainteresowań badaczy z Europy, zwłaszcza z Niemiec. Przykład ten pokazuje jednak, jak trendy badawcze mogą się dezaktualizować. Być może nie zawsze opłaca się podążać ślepo i bezkrytycznie za tematami podejmowanymi na zachodnich uczelniach, bo taki dorobek może się naprawdę „źle” zestarzeć.

Naukowe podstawy, które próbowano tworzyć w XIX i XX wieku po to, by umocować rasizm w kanonie, skompromitowały się podczas II wojny światowej. Dziś nikt nie traktuje ich poważnie. Nawet samo pojęcie rasy zaczęło być kwestionowane, a pod względem biologicznym uznano je wręcz za zbędne i nienaukowe. Funkcjonuje w obiegu humanistycznym i publicystycznym, ale bardziej po to, by opisywać kwestie związane z dyskryminacją.

Rasizm, zdaniem Macieja Górnego, autora książki Historia głupich idei albo duch narodu w świątyni nauki (2022), to dosyć częsta reakcja na kontakt kulturowy. Spotkaniu z kimś o innym wyglądzie i obyczajach towarzyszy lęk i poczucie zagrożenia, które podbudowane „naukowo” stają się właśnie teorią rasistowską. Już starożytni, opisując odwiedzane krainy, mieli tendencję do krytycznego opisu spotykanych tubylców z tej prostej przyczyny, że byli inni. Połączenie koncepcji humanistycznych z dorobkiem archeologii i historii okazało się w XIX wieku wybuchową mieszanką.

Pierwszą pracą, która dała podwaliny pod teorię rasizmu w Europie, były Szkice o nierówności ras ludzkich napisane przez Arthura de Gobineau w latach 1853-1855. Autor głosił, że najlepsza jest rasa aryjska, która zachowała się najpełniej w kręgach arystokracji francuskiej i niemieckiej. Na gruncie niemieckim najbardziej wpływowe były prace Houstona Stewarta Chamberlaina. W książce Zasady XIX wieku z 1899 roku pisał o rasie Teutonów, z której rzekomo pochodziły plemiona germańskie – wysokie, jasnowłose i o podłużnych czaszkach. Żywo przypominało to opisywany w innych miejscach ideał rasowy typu nordyckiego. Koncepcje Chamberlaina zostały wykorzystane między innymi przez Alfreda Rosenberga, który był niemieckim teoretykiem rasizmu, autorem poczytnej książki Mit XX wieku (1930). O sukcesie rasologii w Niemczech przesądziła silna kultura uniwersytecka, rozwinięty rynek wydawniczy i wreszcie polityka, która ochoczo wykorzystywała ustalenia różnych badaczy.

Większość hierarchii rasowych umieszcza Polaków, czy mówiąc szerzej Słowian, niezbyt wysoko. Dlatego nie dziwi fakt, że polscy uczeni wzięli się także do tworzenia własnych klasyfikacji. W kontekście rasologii polskiej warto wspomnieć m.in. o Franciszku Duchlińskim (1816-1890), Janie Czekanowskim (1882-1965) czy Ludwiku Gumplowiczu (1838-1909). Obecnie te koncepcje się zdewaluowały i należą do pseudonauki, ale w okresie ich powstania były poważnie dyskutowane w gremiach akademickich.

Zbrodniczy Moskale i cywilizowani Europejczycy

Franciszek Duchliński (aka „Kijowianin”) w połowie XIX wieku głosił, że Rosja pod względem rasowym nie ma nic wspólnego z Europą. Granicą Zachodu jest Dniepr. Do tej rzeki mieszkają potomkowie Ariów, w naszym regionie głównie Polacy i Rusini, za Dnieprem zaś potomkowie Turańczyków, czyli konglomerat ludów azjatyckich – od Finów po Mongołów, Czukczów, Buriatów i Kazachów. Koncepcja „Kijowianina” była popularna we Francji w latach 60. XIX wieku, gdzie współgrała z popularną wówczas rusofobią. O jej sukcesie przesądziła też plastyczność opisu. Duchliński znał teren Rosji i posługiwał się słowiańskimi językami, dlatego francuscy badacze zaufali mu i trafił do tamtejszych podręczników. Pod koniec wieku teoria Duchlińskiego stała się jednak obiektem krytyki ze strony polskich uczonych. Profesjonalizująca się antropologia odrzuciła ją i uznała za nienaukową. Wprawdzie w pracach Duchlińskiego można było znaleźć jakieś tabele z pomiarami, jednak ich wartość była kwestionowana. Często powracał wątek niesłowiańskości Rosjan i ich zbrodniczych cech, co uwidaczniało się w nadużywaniu przez autora pejoratywnego określenia „Moskale”. Dlatego z myślą „Kijowianina”, mimo początkowej popularności, kolejne pokolenie badaczy nie chciało mieć nic wspólnego.

Rasologia słowiańska

W 1914 r. lwowski antropolog Jan Czekanowski wystąpił z własną klasyfikacją ras odnośnie do rejonu Europy Środkowo-Wschodniej. Zaproponował trzy typy: dynarski, sarmacki i presłowiański. Typ pierwszy reprezentowała ludność Karpat, charakteryzująca się krótką czaszką i wysokim wzrostem. W dyskursie niemieckim rasa ta była oceniana pozytywnie, choć nie był to czysty typ nordycki. Zdaniem Czekanowskiego istnieli nordyccy Słowianie. Oni reprezentowali typ sarmacki i pochodzili z Azji. Typ presłowiański zawierał najwięcej cech negatywnych. Przedstawiciele tej rasy charakteryzowali się niskim wzrostem, krótkimi nogami, zadartym nosem i krótkoczaszkowością. Pod względem umysłowym znajdowali się także na dole hierarchii. Zdaniem Czekanowskiego, Ukraińcy reprezentowali typ dynarski, Polacy – nordyczny i subnordyczny (sarmacki), a Białorusini – presłowiański.

Kiedy temat badawczy „źle” się starzeje 2

Ludwik Gumplowicz

Jak widać, klasyfikacja ta preferowała etnicznych Polaków. Nie miała więc charakteru integrującego nacje zamieszkujące II RP. U jej podstaw legł rodzaj „nacjonalistycznego darwinizmu”, próba odróżnienia się od innych narodów i udowodnienie własnej wartości. Kunszt Czekanowskiego polegał na tym, że nie podważał niemieckich koncepcji rasowych. Tam, gdzie inni widzieli jedną słowiańską rasę, antropolog wydzielił podtypy i nadał im rangę. Koncepcje Czekanowskiego rezonowały, czego kilka przykładów podaję dalej.

Uzdolnienia, wygląd i genetyczna czystość ras polskich

Ludwik Jaxa-Bykowski (1881-1948) zauważył, że zaproponowana przez Czekanowskiego klasyfikacja ma odzwierciedlenie w osiągnięciach uczniów gimnazjalnych. Jego zdaniem w szkole przeważał typ nordyczny i sarmacki, nawet jeśli to nie miało odzwierciedlenia w składzie lokalnej społeczności. Uczniowie reprezentujący te typy rasowe lepiej radzili sobie z nauką i mieli więcej osiągnięć, ergo uznano ich za bardziej uzdolnionych. Jaxa-Bykowski był przez pewien czas nauczycielem, a potem nawet dyrektorem gimnazjum, więc materiał do obserwacji prezentował mu się przed oczami niemal codziennie. Uważał na przykład, że dzieci jasnowłose rozwijają się wolniej, ale są też mniej krnąbrne i złośliwe. Natomiast dzieci o ciemniejszej karnacji są fizjologicznie starsze i demoralizują młodszych kolegów. Stąd prosty wniosek, że należy je rozdzielać. Postulaty „getta ławkowego”, numerus clausus, numerus nullus w szkolnictwie były na poważnie dyskutowane i niekiedy stawały się rzeczywistością.

Inny antropolog Karol Stojanowski (1895-1947) badał czaszki Polaków i na tej podstawie potwierdził typologię Czekanowskiego. Zajmował się też problemem zróżnicowania sprawności fizycznej w kontekście rasowym, a nawet poddał analizie taki anatomiczny szczegół jak męskie przyrodzenie. Materiału do obserwacji dostarczyli rekruci pułku ułanów i harcerze. Na podstawie swoich analiz stwierdził, że także w tej kwestii możemy zaobserwować trzy typy rasowe: nordyczny, dynarski i presłowiański. Typ pierwszy charakteryzuje się grubym, prostym penisem bez napletka. Dwa pozostałe typy mają mniejsze i cieńsze przyrodzenie oraz bardziej wydatny napletek. Co ciekawe, Stojanowski uznał, że żydowski obyczaj obrzezania jest uwarunkowaną historycznie próbą upodobnienia się do typu nordycznego. Zatem obrzezanie nie miało takiego sensu, żeby odróżnić się od gojów, wręcz przeciwnie.

Nie brakowało także myślicieli, którzy mieli odwagę doprowadzić hierarchię ras do logicznego końca, postulując „hodowlę” wzorcowego Polaka. Takim autorem był np. ksiądz Walerian Baranowski (1886-1952). W swoim dziele Wielka tajemnica psychiki narodu polskiego (1936) proponował oparcie „hodowli” na zdrowym i rdzennym Polaku z terenu Wielkopolski. Uważał również, że Żydzi reprezentują rasę obcą i krzyżowanie się z nią jest dla organizmu narodowego „trucizną biologiczną”. Poza tym, był cenionym duchownym, aktywnym działaczem zaangażowanym w rozbudowę szkolnictwa na Wołyniu i posługiwał w wielu polskich parafiach.

Walka ras (hord) jako sposób na przedstawienie historii ludzkości

Znany polski socjolog Ludwik Gumplowicz pisał np. o „wojnie ras” w kontekście powstawania państw. U podłoża znajdowało się przeświadczenie o determinizmie, materializmie i ewolucyjnej naturze zjawisk społecznych. Społeczeństwa rozwijały się od wielości do jedności. Ze starć pierwotnych hord wyłaniały się coraz bardziej złożone społeczności. W obrębie państwa znajdowały się różne plemiona, które ścierały się ze sobą i zawiązywały różne, nieraz przymusowe, sojusze. Świat rozwijał się więc poprzez konflikt między grupami społecznymi, czyli swoistą „wojnę ras”. Nie były one takie same, ale różniły się siłą, stanem posiadania, spójnością i trwałością. Rasy według Gumplowicza nie są tworami w sensie biologicznym, a bardziej antropologicznym. To raczej odpowiednik grupy etnicznej, powiązanej wzajemnymi interesami i relacjami.

Za używanie pojęcia „rasa” dostało się Gumplowiczowi i posądzano go o rasizm. On jednak nigdy nie klasyfikował ras pod względem ich „wartości” biologicznej czy kulturowej i odżegnywał się od nazizmu. Był zresztą z pochodzenia Żydem, więc jak mógłby na serio takie koncepcje rozważać? Jego pomysły skupiały się na teorii konfliktów, permanentnej walce jako źródle rozwoju i postępu społecznego według zasady: „walczymy, wygrywamy, wykorzystujemy”. Jakkolwiek brzmi to dziś brutalnie, teorie te rezonowały wśród socjologów pierwszej połowy XX wieku. Dorobek Gumplowicza przypomina też bardzo teorię marksistowską. Jednak sam zainteresowany był sceptyczny wobec koncepcji rewolucji i socjalizmu.

Poza księdzem Baranowskim, którego przykład przytaczam tu tylko jako ciekawostkę, pozostali autorzy publikowali przez cały okres międzywojnia i byli aktywni społecznie oraz politycznie. Nie byli więc uczonymi z marginesu, lecz reprezentowali mainstream. Górny podaje nawet, że w zakresie rasologii Polacy byli najczęściej cytowani, zaraz po Niemcach i Brytyjczykach. Ich udział w zbiorze publikacji z tego zakresu był znaczny. Polacy mieli swoje prężne ośrodki badawcze i czasopisma. Rasologia polska nie była więc efemerydą, która pojawiała się tu i ówdzie na marginesie prac nikomu nieznanych uczonych, ale było to poważne zajęcie dla wielu naukowców. Oczywiście nie wymyśliliśmy rasologii sami, wpisaliśmy się w trend zainteresowań badaczy z Europy, zwłaszcza z Niemiec. Przykład ten pokazuje jednak, jak trendy badawcze mogą się dezaktualizować. Być może nie zawsze opłaca się podążać ślepo i bezkrytycznie za tematami podejmowanymi na zachodnich uczelniach, bo taki dorobek może się naprawdę „źle” zestarzeć.

Rasologia w praktyce – Sektion Rassen– und Volkskunstforsehung IDO 1940-1945

W latach 90. XX wieku Gretchen E. Schafft, prowadząc kwerendę w National Anthropological Archives of Smithsonian Institution, natrafiła na 73 tys. niemieckich jednostek archiwalnych pochodzących z Polski. Były to akta zgromadzone przez okupacyjny Institut für Deutche Ostarbeit (IDO) i zawierały badania antropologiczne, ludoznawcze i medyczne na temat mniejszości etnicznych Generalnego Gubernatorstwa. Największa część tych akt dotyczyła górali. Te badania miały być podstawą do planów nazistowskiej reorganizacji Wschodu. Chodziło o jego narodowe rozbicie za pomocą wzmacniania etnicznych antagonizmów. Badania miały być też podstawą do ustalenia zakresu przesiedleń, regermanizacji, germanizacji i eksterminacji ludności okupowanych ziem. Działalność Instytutu Niemieckiej Pracy na Wschodzie była przykładem zastosowania rasologii (choć nie rasologii polskiej) w praktyce. Stosowano hierarchię ras w celu zlokalizowania najbardziej „wartościowej” dla nazistów ludności lokalnej. Na szczęście nie zdążono wprowadzić w życie wniosków wynikających z tych badań, co tylko dowodzi tego, jak niebezpieczna może być jakakolwiek hierarchia ras.

Wróć