logo
FA 4/2021 informacje i komentarze

Publikacyjne eldorado

Drapieżne czasopisma stanowią remedium na zapotrzebowanie badaczy pragnących w krótkim czasie zwiększyć swój dorobek publikacyjny, jak również okazję do zarobku dla ich wydawców.

Jeffrey Beall, emerytowany bibliotekarz z Uniwersytetu Colorado-Denver, jako pierwszy na szeroką skalę zajął się zjawiskiem nierzetelnych wydawców oraz czasopism, publikując ich listę na swoim nieistniejącym od 2017 r. blogu „Scholarly Open Access” oraz wyróżniając kryteria charakterystyczne dla drapieżnych czasopism. Dla Bealla pojęcie „drapieżnego czasopisma” odnosiło się do czasopism niezapewniających jakości publikowanych prac, a wręcz szkodzących nauce, ponieważ ich celem jest czerpanie dochodu z nierzetelnych praktyk publikacyjnych. Rozpoznanie drapieżnego czasopisma nie sprowadza się do prostych kryteriów, jednakże w dyskursie wokół problematyki drapieżnych czasopism można spotkać szereg powtarzających się cech ułatwiających identyfikację publikacyjnego drapieżnika.

Drapieżne czasopisma są najczęściej wydawane w wersji elektronicznej, w otwartym dostępie. Ich polityka publikacyjna wyróżnia się nachalnym zachęcaniem potencjalnych autorów do publikacji (spamowanie), brakiem przejrzystego składu redakcji, ukrytą siedzibą wydawcy, nierzetelnym procesem recenzyjnym, brakiem przestrzegania należytych standardów naukowych. Artykuły w drapieżnych czasopismach są publikowane bardzo szybko, gdyż zależy to głównie od wniesienia opłaty publikacyjnej. Celem jest publikowanie jak największej liczby artykułów ze względu na opłaty publikacyjne pochodzących od autorów spragnionych publikacji w „międzynarodowym czasopiśmie”. Drapieżne czasopisma często publikują dodatkowe specjalne wydania (special issues), w których autorzy mają możliwość opublikować swoje wątpliwej jakości prace. Niejednokrotnie w jednym numerze można uświadczyć kilkadziesiąt (i więcej) artykułów, powiększających wydanie do znacznych rozmiarów, co uzasadniają jedynie dodatkowe opłaty autorskie, tak istotne dla wydawcy. Drapieżne czasopisma posługują się autorskimi współczynnikami wpływu. Współczynniki wpływu występujące w tych czasopismach nie mają jakiegokolwiek przełożenia na rzeczywistość, mają one za zadanie uwiarygodnić je i skłonić potencjalnych autorów do publikacji w rzekomo „wysokoimpaktowym” czasopiśmie.

Obecność drapieżnych czasopism na rynku wydawniczym sprzyja patologicznym zachowaniom, gdyż w celu uzyskania korzyści świadomie dąży się do ilościowego powiększenia dorobku, bez należytej dbałości o jego jakość. Dorobek publikacyjny autorów wydających w drapieżnych czasopismach będzie przewyższać ilościowo dorobek rzetelnych badaczy, oczekujących na publikacje w czasopismach z rzetelnym procesem recenzyjnym, które zwykle są czasochłonne. Nieetyczni autorzy publikujący w drapieżnych czasopismach skwapliwie korzystają z możliwości podniesienia swoich wskaźników bibliometrycznych, głównie indeksu Hirscha w Google Scholar, podatnego na manipulacje poprzez nieuprawnione autocytowania. Proces recenzyjny w drapieżnych czasopismach praktycznie nie istnieje, co sprzyja rozprzestrzenianiu artykułów o wątpliwej jakości.

Rzetelni badacze, potrafiący odróżnić publikacyjne ziarno od plew, wyłowią nierzetelne publikacje, stąd też w konkursach o międzynarodowe granty, gdzie stosuje się ekspercką ocenę dorobku i projektu, naukowcy publikujący w drapieżnych czasopismach mają mniejsze szanse. Szczególnie dolegliwe może to być w przypadku młodych badaczy, dopiero budujących swoją pozycję. Potencjalni pracodawcy oraz instytucje zapoznające się z życiorysem badacza, natychmiast zauważą publikacyjną skazę w CV, mogącą przyczynić się do negatywnej oceny naukowca.

Drapieżne czasopisma a sprawa polska

Krajowy model ewaluacji nie rozwiązuje problemu drapieżnych czasopism, a wręcz go uwypuklił, mimowolnie zachęcając do nieetycznych praktyk. Strategia polegająca na publikowaniu licznych przyczynkarskich artykułów w drapieżnych, choć dobrze punktowanych w kraju, czasopismach zapewnia uzyskanie stosunkowo nikłym nakładem pracy sporej liczby punktów potrzebnych do zapełnienia slotów publikacyjnych. Tego typu dorobek może też być (i jest) wykorzystywany w procedurach awansowych – habilitacyjnych, profesorskich, czy też do rozliczeń grantów jako „publikacja w międzynarodowym obiegu naukowym”.

Zagraniczne wydawnictwa znalazły w Polsce eldorado, będące skutkiem umieszczenia ich periodyków na ministerialnej liście czasopism punktowanych. W konsekwencji mamy do czynienia ze spisami treści wypełnionymi nazwiskami polskich badaczy, płacących sowite kwoty za publikację tekstu, umożliwiającą zdobycie punktów ewaluacyjnych. Tym sposobem w krajowych realiach nikłych nakładów na naukę z i tak mizernych środków płaci się krocie za spokój i ewaluacyjną pewność siebie. Problem ten dotyka w szczególności nauk społecznych i humanistycznych, ponieważ w tzw. naukach ścisłych obowiązują zwyczaje publikacyjne skutkujące większą starannością w doborze miejsca prezentacji wyników badań.

Prostym w zastosowaniu wyjściem z patowej sytuacji byłoby oparcie kryterium punktacji czasopism na jednym, uznanym międzynarodowo wskaźniku, jakim jest Impact Factor i w zależności od tego wskaźnika przyporządkowanie czasopism do odpowiednich kwartyli warunkujących liczbę punktów za publikację. Warto również zastanowić się nad zasadnością wykorzystania kilku baz referencyjnych ważnych dla danej dyscypliny. Uwzględniałoby to zróżnicowanie czasopism w ramach dyscyplin naukowych, dla których niekoniecznie istotną jest obecność w bazach Scopus lub WoS, ale innych zbiorach, jak na przykład HeinOnline dla nauk prawnych.

Problem drapieżnych czasopism został stworzony przed krajowych administratorów nauki wraz z ich doradcami, zaś niektórzy badacze dostosowali się do patologicznych realiów, słusznie dostrzegając nadarzającą się okazję. Czy w tej sytuacji ministerialnym decydentom wystarczy woli do uprzątnięcia publikacyjnej stajni Augiasza?

Mgr Tomasz Burdzik, doktorant w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Opolskiego w dyscyplinie nauk o polityce i administracji, przewodniczący Zespołu ds. Równego Traktowania Krajowej Reprezentacji Doktorantów

Wróć