logo
FA 4/2021 felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Potoczna epidemiologia

Fot. Stefan Ciechan

Trzeba powtarzać jak mantrę: potoczna epidemiologia jest dobrym modelem tylko w zakresie antynauki. Należy ją zwalczać. To, co w odniesieniu do zdrowia i życia nienaukowe i skonfabulowane, jest nie tylko szkodliwe i głupie. Jest też nienawistne, nieludzkie. Kto nie widział oddziału szpitalnego w dobie zakażeń SARS-CoV-2 wywołujących chorobę COVID-19, ten ani o tej chorobie, ani o epidemii nie wie nic, a jednak zbyt wielu łatwo uważa siebie za znawców i mentorów. Mamy takich posłów i senatorów (nie tylko z opozycji politycznej), mamy profesorów inżynierów, którzy nagle stali się biologami, lecz istnieją też przekupki, fryzjerzy i murarze, którzy głupstw nie mówią ani nie robią. Coś się w hierarchii elit poodwracało?

Epidemie od wieków mają to do siebie, że brutalnie odsłaniają stanowisko samolubnych jednostek wobec ogółu. Jednostek zadufanych w sobie i gardzących autorytetami. Masowa choroba pokazuje, jaki naprawdę dana jednostka ma stosunek do innych. Większość zachowuje się inteligentnie i naturalnie. Ale o efekcie decyduje jednak jakiś pan Władzio, jakiś prodziekan, pani Urszulka z działu współpracy z zagranicą albo jakaś celebrytka – była żona znanego aktora, którzy uważają co innego niż owa większość i głoszą to wszędzie, gdzie tylko się da, aby słabych umysłowo przeciągać na swoją stronę.

Za najważniejszy parametr tej sytuacji uważam czynnik moralny. Natura ludzka jest podzielona na stan altruizmu (empatii) i stan egoizmu (zamknięcia ksobnego). Stanowiska centrowe są tu bardzo rzadkie. Na tym tle rysują się różne problemy powiązane głęboką i złożoną konwergencją.

Problem najważniejszy dotyczy stosunku do zjawiska epidemii i postawy wobec niej, a także stosunku wobec wypowiedzi autorytetów na ten temat. Ignoranci masowo głoszą brak zaufania do znawców. To signum temporis.

Ludzie, którzy przyjmują za prawdę wypowiedzi autorytetów i władz, a także ich zalecenia za słuszne, są z zasady za przyjęciem równowagi interesów swojego i społecznego, powiązania własnego dobra ze społecznym jako gwarancji bezpieczeństwa i sprawiedliwości.

Niestety są też epidemiolodzy potoczni, ludzie, którzy nie chcą przewagi interesu społecznego, boją się jej albo nią gardzą, lub wreszcie wiążą ją ze swoim aspołecznym interesem politycznym. Są gotowi choćby milcząco, lecz stanowczo przyjąć każdą bzdurę jako dowód przeciw istnieniu choroby Covid-19 („to rodzaj grypy”), epidemii (to „akcja biznesu światowego, żeby odkręcić kryzys ekonomiczny”), przeciw wyborowi środków walki z epidemią (to „popisy rządu w celu poprawy sondaży”) albo środków leczniczych („są lepsze, których głupi lekarze złośliwie nie akceptują”), nierzadko przeciw stosowaniu szczepień (które „są z założenia szkodliwe, zabójcze, i / albo produkowane z płodów uzyskanych z aborcji”). Kłamstwa w sprawie rzekomej „korona-histerii” biorą za prawdę, a czynią to często świadomie, licząc na to, że głupsi się nabiorą. Wspierają każdego, kto publicznie wyraża ich zdanie. Głoszą, że należy zaniechać „ograniczeń wolności”, a wobec tego postępować zgodnie z ich intuicją, nie zaś z dyktatem wrogiej władzy (bo „władza jest z definicji wrogiem społeczeństwa”).

Ludzie tacy są gotowi przyjąć nawet drastyczną spiskową teorię „trwania zmiany ustroju świata za pomocą sztucznie wywołanej epidemii”. Zachowują się przyjaźnie tylko wobec tych, którzy dostarczają dowolnej argumentacji, potwierdzającej ich wyobrażenie o chorobie i jej rozpowszechnieniu. Argumentacja taka może być więc równie dobrze emocjonalna, znachorska, spiskowa, konfabulacyjna, co paranaukowa, imitująca potwierdzenie w badaniach (których nie było). W medycynie łatwo pobłądzić, bo jest dziedziną wymagającą postrzegania bardzo dużej liczby odległych pojęciowo parametrów i rozpoznawania skomplikowanych struktur i zdarzeń, rozumienia dynamiki procesów biologicznych, wreszcie oceny biofunkcji jako zjawisk współzależnych. To nawet fachowcom sprawia trudność, cóż dopiero gdy chodzi o ignorantów, mających parcie na szkło. Kiedy pojawia się quasi-teoria upraszczająca, natychmiast upowszechnia się ona jako rzekoma argumentacja, z ogromną łatwością usuwająca w cień wiedzę jako zbyt trudną, a więc jako „fałszywą” albo „kupioną w drodze korupcji”. Ktoś, kto uważa swój interes za najważniejszy, jest gotów posłużyć się każdym podsuniętym szalbierstwem intelektualnym i będzie o głoszenie go walczył do upadłego. Nie będzie też mył rąk, nosił maski, unikał zgromadzeń. A nawet pójdzie na wspólne tańce w tajnej restauracji. Tak, powstały i takie biznesy. I zaciągnie tam miłe sobie towarzystwo.

Jeśli jednak w życiu jednostki między stanami empatii i egoizmu istnieje równowaga, to jest szansa, że przez tę osobę będzie przestrzegany reżim bezpieczeństwa. Będzie chroniła przed zachorowaniem zarówno jednostkę, jak i ogół, z którym się ona styka, aby nikt osobiście nie zakażał ogółu i zarazem aby ogół nie zarażał zdrowych. Od tego zależy, jak się dana osoba zachowa w autobusie pełnym ludzi, w sklepie, na ulicy i na poczcie. Może to kwestia po prostu wychowania?

Niech tylko antynauka nie miesza w głowach.

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć