logo
FA 4/2021 drapieżny wykaz

Jolanta Szcepaniak

Potencjalnie drapieżne w wykazie czasopism

Rys. Sławomir Makal

Drapieżne czasopisma nie znikną, jednak niepokojące jest to, że znaleźć je można w najważniejszych bazach danych, z których korzystają nie tylko instytucje naukowe, ale również organy administracji rządowej. Na ich podstawie oceniają jakość pracy naukowej uczelni, konkretnej dyscypliny i poszczególnych naukowców. Od tej oceny uzależniają wysokość przyznanej subwencji lub możliwość prowadzenia kierunków studiów.

Wykaz czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych stanowi podstawę oceny jakości pracy naukowej, więc wszelkie tytuły niespełniające standardów jakościowych, wydawniczych i naukowych są w nim niepożądane. Jednak wśród ponad 31 tysięcy czasopism znalazło się kilkaset, które pokrywają się z listami drapieżnych czasopism dostępnymi w Internecie.

Drapieżne czasopisma nie są nowym zjawiskiem w świecie nauki – od 2009 roku ich obecnością wśród czasopism open access zainteresował się Jeffrey Beall, który w 2010 roku określił je mianem drapieżnych, i niedługo potem rozpoczął systematyczne wyszukiwanie i indeksowanie potencjalnych, możliwych lub prawdopodobnych drapieżnych wydawców i czasopism. Jednocześnie są zjawiskiem, które trudno zdefiniować i z którym jeszcze trudniej walczyć (Grudniewicz Agnes et al., Predatory journals: no definition, no defence, „Nature” 576, 210-212 (2019), https://doi.org/10.1038/d41586-019-03759-y). Teraźniejszość pokazała, że mimo podejmowanych działań od ponad dekady liczba drapieżnych wydawców i czasopism stale wzrasta. I nie pozostają one na marginesie nauki – przenikają do najważniejszych naukowych baz danych.

Na czarnych listach

Pełną listę czasopism naukowych (31.433 pozycje) porównałam z bezpłatnie dostępnymi w internecie zestawieniami tzw. czasopism drapieżnych:

Stop Predatory Journals (predatoryjournals.com) – aktualizowana baza samodzielnych, drapieżnych czasopism bazująca na oryginalnej liście Jeffreya Bealla;

Grey OA 2012-2016 – czasopisma wydawane przez drapieżnych wydawców według listy drapieżnych wydawców sporządzonej przez Jeffreya Bealla (Crawford, Walt (2016): Gray OA 2012-2016: Gold OA Beyond DOAJ [Dataset], https://doi.org/10.6084/m9.figshare.4275860.v1);

Jedna z kopii oryginalnej bazy samodzielnych czasopism drapieżnych Beall’s List of Potential Predatory Journals and Publishers wraz z aktualizacją (beallslist.net);

Inne źródła.

W porównaniu pominęłam komercyjną bazę Cabell’s (www2.cabells.com). Na podstawie powyższych źródeł wyodrębniłam wszystkie czasopisma, których tytuły były zbieżne z wykazem (patrz: Tabela 1).

Tabela 1

Liczba potencjalnie drapieżnych tytułów w ministerialnym wykazie wyniosła 458 pozycji – uwzględniając duplikaty tytułów oraz tytuły wymagające dodatkowego zweryfikowania (na podstawie numeru ISSN).

Czasopisma, które przestały być indeksowane w Scopus

Jednym ze źródeł naukowych czasopism do ministerialnego wykazu jest baza Scopus. Jednak analiza przeprowadzona przez czeskich badaczy wykazała, że nie jest ona wolna od czasopism stosujących wątpliwe praktyki wydawnicze (Macháček, Vít & Srholec, Martin. (2021). Predatory publishing in Scopus: evidence on cross-country differences. „Scientometrics”. 10.1007/s11192-020-03852-4). Wyliczono, że zawiera artykuły z ponad 300 potencjalnie „drapieżnych” czasopism, z których pochodziło w sumie ponad 160 tys. artykułów w ciągu trzech lat, co przekłada się na prawie 3% publikacji indeksowanych w serwisie Scopus w tym okresie.

Czasopisma indeksowane w bazie Scopus znalazły się w ministerialnym wykazie czasopism niejako automatycznie – razem z potencjalnie drapieżnymi tytułami. Niewykluczone, że były drapieżne od samego początku, ale możliwe, że dopiero z czasem nabrały drapieżnego charakteru.

Jeśli działania czasopisma zaczynają odstawać od normy, a osiągane wyniki są coraz słabsze, Scopus może podjąć decyzję o zaprzestaniu indeksowania danego tytułu. Na czasopisma o potencjalnie drapieżnej naturze – zwłaszcza tytuły, które z czasem nabrały drapieżnego charakteru – mogą wskazywać dwa uzasadnienia: Radar, czyli algorytm, który raz na kwartał sprawdza czasopisma pod kątem zachowań odbiegających od normy (takich jak szybkie i niewytłumaczalne zmiany w liczbie opublikowanych artykułów, zmiany w geograficznej różnorodności autorów lub afiliacji oraz wskaźników autocytowań) oraz Publication conserns, czyli formalne skargi dotyczące standardów stosowanych przez wydawcę. Oznacza to, że czasopismo oznaczono do ponownej oceny, bazując na formalnych skargach dotyczących standardów publikacji czasopisma lub wydawcy. Problemy mogą być identyfikowane przez Scopus lub zgłaszane przez społeczność naukową.

Według zestawienia Discontinued from Scopus [February 2021] Scopus zaprzestał indeksowania 633 czasopism. Wśród nich 248 tytuły są uwzględnione w ministerialnym wykazie. Analiza przyczyn zaprzestania indeksowania tych tytułów wskazuje, że w niemal połowie przypadków były to Publication Concerns (118 tytułów), a 44 tytuły zostały wybrane z użyciem algorytmu Radar.

Usunięte z DOAJ

Dodajmy do tego czasopisma, które zostały usunięte z bazy DOAJ (Dictionary of Open Access Journals) z powodu Suspected Editorial Misconduct by Publishers, czyli zachowań wskazujących na drapieżny lub wątpliwy charakter czasopism. Spośród 4090 wymienionych w bazie tytułów, obejmujących lata 2014-2021, aż w przypadku 816 czasopism (20%) za powód podano podejrzenia co do redakcyjnych uchybień wydawców. Spośród nich 155 pojawia się w wykazie.

Ile może ich być w ministerialnym wykazie?

Pora podsumować, jaka może być liczba potencjalnych drapieżnych czasopism w wykazie czasopism naukowych. Ustaliłam, że w wykazie jest 458 czasopism, które również znajdują się w krążących po sieci zestawieniach drapieżnych czasopism lub które można znaleźć w portfolio wydawców uważanych za drapieżnych. Oprócz tego uwzględniłam 248 tytułów, które z uwagi na potencjalnie drapieżny charakter przestał indeksować Scopus oraz 155 tytułów, które przestał uwzględniać katalog DOAJ – również z powodów podejrzeń o nieetyczne działania wydawcy.

Usunięcie duplikatów oraz tytułów drapieżnych czasopism, które w wykazie tak naprawdę nie występują (wykluczone na podstawie numeru ISSN) pozwoliło na ustalenie ogólnej liczby potencjalnie drapieżnych czasopism. Ustalono, że łączna liczba prawdopodobnie drapieżnych tytułów wynosi 413. Innymi słowy spośród 31433 tytułów (stan na dzień 9 lutego) potencjalnie drapieżny charakter może mieć 413 czasopism (czyli około 1,31%).

Czasopisma, które zostały „porwane”

W odniesieniu do czasopism drapieżnych nie sposób nie wspomnieć o innym, równie negatywnym zjawisku związanym z czasopismami naukowymi – kradzieży lub przejęciu tożsamości czasopisma. W literaturze określane są one jako „porwane” czasopisma (hijacked journals).

Są to specjalnie spreparowane witryny o drapieżnym charakterze, które do złudzenia przypominają strony oryginalnych, wiarygodnych czasopism, ze skopiowanymi realnymi danymi dotyczącymi ISSN, IF czy indeksacji w bazach – ma to uwiarygodnić dany tytuł. Przez to autor może mieć wrażenie, że publikuje dla znanego periodyku (zwłaszcza że strona zawiera autentyczne dane o czasopiśmie), a w istocie pada ofiarą drapieżnego wydawcy.

Ministerialna lista uwzględnia 23 tytuły, które pojawiają się na krążących w sieci listach porwanych czasopism. Spośród nich 13 podrobionych stron już nie działa, nie stanowiąc niebezpieczeństwa dla autorów, jednak 10 wciąż ma aktywne, „drapieżne” odpowiedniki. Co więcej, niektóre z podrobionych stron są lepiej wypozycjonowane niż strony oryginalnych czasopism. Dotyczy to na przykład tytułu „Jökull”, którego drapieżna wersja pojawia się na pierwszej pozycji w wynikach wyszukiwania w Google.

Tabela 2

Czasopismo, które zostało zhakowane

W bardziej nietypowej sytuacji znalazło się czasopismo „Talent Development and Excellence”. W przeciwieństwie do czasopism, które wciąż funkcjonują i zmagają się z podszywającymi się pod nie drapieżnymi tytułami, „Talent Development and Excellence” zostało dosłownie przejęte przez oszustów razem z oryginalnym adresem; niestety do tej pory działa pod nim drapieżny wydawca. Strona oryginalnego tytułu przestała istnieć, czasopismo nie zostało więc „porwane”, ale w zasadzie unicestwione. Historia została opisana w tekście The case of the stolen journal na blogu https://retractionwatch.com/.

Wszystko zaczęło się od zgłoszenia w 2020 roku kilku przypadków plagiatów tłumaczeniowych oraz guest (gifted) authorship (czyli współautorstwa bez faktycznego udziału w tworzeniu publikacji) w artykułach przesłanych do czasopisma „Talent Development and Excellence” przez rosyjskich naukowców. Rozpoczęto dochodzenie, w wyniku którego okazało się, że w 2020 roku Scopus zaindeksował 462 artykuły z tego czasopisma, z których niemal 90 zostało napisanych przez rosyjskich naukowców – więcej niż we wszystkich poprzednich latach od 2009 roku. Poza tym, na stronie nieznacznej zmianie uległ tytuł czasopisma: z „Talent Development and Excellence” na „Journal of Talent Development and Excellence”. Wyczyszczono też sekcję „Editorial Board” i „Advisory Board”, ukryto informację o ISSN, a dane kontaktowe obejmują wyłącznie jeden bezosobowy adres mailowy. Wszystko wskazywało na to, że strona internetowa czasopisma została przejęta przez drapieżnego wydawcę. I tak też było.

Witryna iratde.org wraz ze stroną internetowego czasopisma „Talent Development and Excellence” została zhakowana. Utracono dostęp do plików, a oryginalne czasopismo jest obecnie odbudowywane w innej domenie. Jednak dotychczasowy adres jest wciąż wykorzystywany przez fałszywe czasopismo, które nie tylko zmieniło nazwę czasopisma, ale wykorzystuje ukradzione pliki do uwiarygodnienia swojej działalności (np. zawartość archiwum jest w pełni zgodna z wydaniami oryginalnego tytułu).

Drapieżne zachowanie nie zostało zignorowane przez bazy indeksujące. W lutym 2021 roku Scopus upublicznił listę tytułów, które przestały być indeksowane. Wśród nich znalazł się „Talent Development and Excellence”, wobec którego wystąpiły Publication concerns.

Podsumowanie

Drapieżne czasopisma nieustannie zmieniają nazwy i wydawców, a ich liczba stale rośnie. Problemem jest też jednoznaczne zdefiniowanie tego zjawiska, gdyż drapieżni wydawcy wciąż ewoluują i zaznaczają swoją obecność w różnych obszarach komunikacji naukowej, np. w postaci drapieżnych konferencji. Do tego liczne kryteria wskazujące na drapieżny charakter czasopisma powodują, że nie zawsze wiadomo, w którym momencie można zaklasyfikować dany tytuł jako drapieżny, a kiedy pewne braki lub nieścisłości wynikają z niedoświadczenia wydawcy lub braku dofinansowania czasopisma.

Drapieżne czasopisma nie znikną, jednak niepokojące jest to, że znaleźć je można w najważniejszych bazach danych, z których korzystają nie tylko instytucje naukowe, ale również organy administracji rządowej. Na podstawie tych baz oceniają one jakość pracy naukowej danej uczelni, konkretnej dyscypliny naukowej i poszczególnych naukowców. I później od tej oceny uzależniają na przykład wysokość przyznanej subwencji lub możliwość prowadzenia kierunków studiów.

Uwzględnianie potencjalnie drapieżnych tytułów w naukowych bazach danych jest problematyczne choćby z tego względu, że drapieżne czasopisma mogą znacząco zawyżać punkty i wskaźniki uzyskiwane przez autorów (Singh Chawla D. Hundreds of ‚predatory’ journals indexed on leading scholarly database. „Nature”. 2021 Feb 8. doi: 10.1038/d41586-021-00239-0). I zachęcać do tego, by zamiast stawiać na jakość, publikować w czasopismach, które pozwolą, po uiszczeniu opłaty, łatwo i szybko uzyskać te jakże pożądane punkty.

Wróć