logo
FA 4/2021 życie naukowe

Maciej Górecki

Matematykę warto rozumieć

Odpowiadając Wojciechowi Włoskowiczowi

Tekst dr. Wojciecha Włoskowicza pt. Indeks czasopism nakazanych, opublikowany w marcowym numerze FA, przyjąłem z wielkim zainteresowaniem. Jego artykuł sprzed roku, krytyczny wobec dyskursu „reformy Gowina” i związanej z tym dyskursem nowomowy, był bowiem bardzo ciekawy, choć zgadzałem się z nim tylko w części. Przede wszystkim tekst tchnął świeżym podejściem i odwoływał się do wartości akademickich. Ponadto pisany był niejako pod prąd, bo ministrem nauki wciąż był wtedy Jarosław Gowin. Dziś, gdy ministrem jest Przemysław Czarnek, Włoskowicz płynie już z prądem. Niestety po lekturze jego ostatniego tekstu przypomniał mi się stary góralski dowcip o „płynięciu z prądem” właśnie. Poniżej w krótkich punktach wskazuję na trzy twierdzenia, które autor uważa za oczywiste i niewymagające dowodu, a które są albo nieprawdziwe, albo co najmniej dalekie od oczywistości. Dezynwolturę, z jaką Włoskowicz wygłasza te twierdzenia, traktuję jako odzwierciedlenie intelektualnego status quo całej formacji, z której wywodzi się autor, tj. przedstawicieli masowo uprawianych polskich nauk humanistycznych i społecznych (dalej HS).

Po pierwsze, wbrew temu co twierdzi (zakłada) Włoskowicz, Ziemia nie jest kulą. Jest co najwyżej elipsoidą, a i to tylko w przybliżeniu. W sensie ogólnym luki w podstawowej wiedzy z zakresu nauk ścisłych są cechą charakterystyczną środowiska umasowionych polskich nauk HS.

Po drugie, wbrew temu co pisze Włoskowicz, aby idea wykazu czasopism miała sens, „prestiż” czasopisma czy też jego IF nie muszą wcale „gwarantować jakości” każdego publikowanego tam tekstu naukowego. Wystarczy tu silna korelacja. Wszystko to dlatego, że ewaluacja nie ma na celu porównywania pojedynczych prac naukowych czy nawet naukowców. Porównuje ona podmioty sektora nauki (uczelnie, instytuty PAN itd.) w poszczególnych dyscyplinach naukowych. W praktyce chodzi tu o porównywanie zbiorów złożonych z setek prac naukowych. Przy tak dużych „populacjach” tekstów relacje deterministyczne („prestiż gwarancją jakości”) nie są konieczne, wystarczą zależności statystyczne (wspomniana silna korelacja). W sensie ogólnym przedstawiciele masowych polskich nauk HS nie rozumieją matematyki (i statystyki). Polskie nauki HS przez lata były bowiem dotknięte problemem selekcji negatywnej („Jestem słaby z matmy, ale co mi tam, pójdę studiować politologię”).

Po trzecie, Włoskowicz za oczywistość uważa, że za przygotowywanie ewentualnego wykazu czasopism odpowiedzialne powinny być gremia wybrane, oczywiście „demokratycznie”, przez samo środowisko naukowe. Tu już kłaniają się podstawy humanistyki. Czy autor czytał Państwo Platona? Jeszcze lepiej, czy słyszał on o Arystotelesowskim twierdzeniu, że demokracja bez cnoty (gr. areté, łac. virtus) przeradza się w anarchię, najgorszy możliwy system społeczny? O zbiorowym poziomie areté polskiego środowiska akademickiego poczytać można regularnie w rubryce Z archiwum nieuczciwości naukowej w FA, która równie dobrze mogłaby nosić tytuł Spod dyscyplinarnego dywanu, i która przecież poświęcona jest głównie „wyczynom” przedstawicieli nauk HS. Dalej, czy autor jest świadom, że demokracja ma swe źródła w instytucji wieców plemiennych? Czy jest on wreszcie świadom – tu elementarna arytmetyka – że dwóch plagiatorów to dwa razy więcej głosów niż jeden noblista? Dlaczego niby oczywistym jest, że nauka, aktywność bądź co bądź twórcza i w zamyśle elitarna, ma się rządzić w ten sposób?

Podsumowując, mamy w tekście Włoskowicza mentalność polskiego środowiska nauk HS (w jego masie, bo przecież są pozytywne wyjątki) podaną w pigułce. Brak zrozumienia bardziej skomplikowanych systemów, takich jak ewaluacja dyscyplin, pomieszane z chęcią, aby o wszystkim decydować w głosowaniach (bo przecież „w kupie siła”). Minister Czarnek daje dziś temu środowisku znak, aby „powstało z kolan”, uwalniając je od Gowinowej „pedagogiki wstydu”. Ja jednak twierdzę niezmiennie, że bez gruntownego przeorania i restrukturyzacji, także kadrowej, nauk HS polska akademia będzie się staczać w otchłanie bylejakości na tyle już głębokie, że żadna opcja polityczna tego na dłuższą metę nie zdzierży. Wojciechowi Włoskowiczowi zaś życzę, aby do tego czasu wrócił do argumentów bardziej wysublimowanych, bo i na takie go, wedle mojej wiedzy, stać.

Dr hab. Maciej Górecki, politolog, Wydział Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego

Wróć