Aleksandra Kujawiak

Źródło: pixabay
W grudniu 2024 roku ukazała się moja książka Eufemizmy i hiperbole jako środki perswazyjno-manipulacyjne (na materiale cyfrowych wersji polskich tygodników opinii) poświęcona badaniu eufemizmów i hiperboli jako środków służących kreowaniu odmiennych obrazów rzeczywistości. Analizuję w niej teksty publikowane w latach 2017–2020 na łamach cyfrowych wersji polskich tygodników opinii: „Do Rzeczy”, „Newsweeka”, „Polityki” i „Sieci”. Do książki dołączony jest również aneks w postaci tematycznego słownika eufemizmów i hiperboli.
Za punkt wyjścia przyjęłam tezę Jerzego Ziomka, która zakłada, że eufemizmy i hiperbole stanowią przeciwieństwa. Na tej podstawie poddaję analizie materiał wyekscerpowany z pism reprezentujących dwa odmienne typy dyskursu prasowego. „Newsweek” i „Politykę” uznaję za tygodniki liberalne, a „Do Rzeczy” i „Sieci” zaliczam do grupy pism konserwatywnych. Kryterium przyporządkowania stanowiła przy tym nie tyle samoidentyfikacja ideowa twórców pism, ile wyniki analiz zawartości tygodników przeprowadzonych przez Tomasza Mielczarka i Rafała Klepkę oraz ustalenia innych badaczy – Laury Polkowskiej, Marii Lewandowskiej i Romana Bäckera – którzy w swoich pracach również zestawiali ze sobą te tytuły prasowe jako reprezentujące odmienne opcje światopoglądowe.
Dobór źródeł materiału miał umożliwić analizę eufemizmów i hiperboli na różnych płaszczyznach i pozwolić uzyskać odpowiedzi na pytania dotyczące następujących kwestii: jakie tematy są eufemizowane lub hiperbolizowane, jakich środków językowych używa się w tych celach i jakie pełnią one funkcje w tekstach oraz czy eufemizmy i hiperbole faktycznie można uznać za środki antagonistyczne? W dotychczasowych pracach na ich temat pojawiają się założenia, że przeciwieństwem eufemizmu jest dysfemizm, hiperboli zaś litota. Po dokładnej analizie uznaję jednak, że litota (wskazywana również jako jeden z typów eufemizmów) stanowiąca zaprzeczenie cechy przeciwstawnej (np. „nie nienawidzić” w stosunku do „kochać”) nie zawsze jest symetryczna w stosunku do hiperboli. Dysfemizm (inaczej: kakofemizm) również może być hiperbolą, choć ta stanowi, podobnie jak eufemizm, pojęcie szersze od dysfemizmu.
Analizę występowania eufemizmów i hiperboli w prasie opiniotwórczej poprzedziłam próbą usystematyzowania funkcjonujących do tej pory pojęć. Konieczne okazało się wskazanie cech eufemizmów i hiperboli, które pozwoliłyby jednoznacznie przyporządkować poszczególne określenia do tych dwu kategorii. Nie było to łatwe zadanie, szczególnie w przypadku eufemizmów, które – jak pokazała lektura dotychczasowych opracowań – były definiowane w różny sposób. Ostatecznie, za eufemistyczne uznaję w swojej książce te nazwy zastępcze, których użycie wiąże się z istnieniem tabu językowego wynikającego z niechęci do sprawienia komuś przykrości lub mówienia wprost o pewnych sprawach czy też ze strachu przed konsekwencjami. Do funkcji pełnionych przez eufemizmy zaliczam: łagodzenie, kamuflowanie i umniejszanie rangi. Odrzucam kryterium utrwalenia danego określenia w świadomości językowej odbiorców uznawane przez niektórych badaczy za decydujące o przyporządkowaniu do eufemizmów. Za najistotniejsze i mające duży wpływ na późniejszą selekcję materiału uważam przyjęcie przeze mnie tezy Anny Krawczyk-Tyrpy, która – w odróżnieniu od potocznego sposobu rozumienia eufemizmu – zakłada, że termin ten może obejmować swoim zakresem również wyrazy, wyrażenia, zwroty czy frazy nacechowane negatywnie, a nie tylko neutralne lub wartościujące pozytywnie. Istnieją przecież określenia łagodzące, które nie niwelują całkowicie negatywnego wydźwięku, jedynie trochę go umniejszają.
Z kolei hiperbole definiuję jako środki, które umieszczone na skali jakości lub ilości, stanowią wartości skrajne lub przesadne w stosunku do ich faktycznego znaczenia. Wskazując kryterium pozwalające odróżnić hiperbole od innych środków, odnoszę się do procedury identyfikacji hiperboli, którą zaproponowali holenderscy badacze komunikacji: Christian Burgers, Britta C. Brugman, Kiki Y. Renardel de Lavalette i Gerard J. Steen.

Analizy tematycznej eufemizmów i hiperboli dokonałam, odwołując się do klasyfikacji współczesnej polszczyzny zaproponowanej przez Barbarę Batko-Tokarz oraz podziału eufemizmów na pola leksykalno-semantyczne, który Anna Dąbrowska opisała w monografii Eufemizmy współczesnego języka polskiego. W książce wskazuję cztery sfery występowania badanych środków: I – Człowiek jako istota fizyczna, II – Człowiek jako istota psychiczna, III – Człowiek w społeczeństwie oraz IV – Człowiek i przyroda. W ich obrębie wyróżniam eufemizmy i hiperbole należące do następujących pól tematycznych: w sferze I – Seksualność, Przerywanie ciąży, Choroby i ich leczenie; w sferze II – Działalność intelektualna, Wola, postawy i nastawienie człowieka do świata i życia, Relacje międzyludzkie; w sferze III – Funkcjonowanie państwa, Prawo i łamanie prawa, Religia – Kościół, Edukacja i oświata, Środki masowego przekazu, Gospodarka. Omawiam również różnice w zakresie stosowania analizowanych środków w odniesieniu do konkretnych tematów, np. nie ma eufemizmów należących do pola Sport i czas wolny, hiperboli nie używa się w opisach starości i śmierci, uzależnień i używek, chorób psychicznych, wyglądu, zachowań nieakceptowalnych społecznie oraz wojska i wojny.
Zdecydowanie więcej tematów w prasie opiniotwórczej jest maskowanych niż wyolbrzymianych. Widać brak obiektywizmu, np. w tygodnikach liberalnych eufemizowane są wszelkie kwestie związane z orientacją seksualną (np. gay friendly, para jednopłciowa). W pismach konserwatywnych jest odwrotnie – działania na rzecz praw mniejszości seksualnych są opisywane w skrajnie negatywnym świetle (np. homoterror, tęczowa tyrania). Kiedy przyjrzymy się zgromadzonym przykładom, widać, że eufemizacja może mieć różne przyczyny. Może wynikać z chęci ukrycia pewnych treści (np. spacerować – ‘wziąć udział w Strajku Kobiet’), umniejszenia rangi wydarzeń (np. szkolne zamieszanie – ‘strajk nauczycieli w kwietniu 2019 roku’) czy też ochrony własnych interesów (eufemizowanie nazw doktryn politycznych). Czasem również może stanowić próby złagodzenia lęku przed nieznanym (np. scenariusz z Włoch – ‘o załamaniu systemu ochrony zdrowia’) lub zmniejszenia wyrzutów sumienia (np. z powodu ignorowania działań militarnych prowadzonych w Ukrainie przez Rosjan od 2014 roku: zielone ludziki – ‘o żołnierzach rosyjskich w Ukrainie’).
Zastosowanie hiperboli pozwala wyeksponować to, co nadawca chce podkreślić, ponadto sprawia, że przekaz prasowy jest atrakcyjniejszy i bardziej ekspresywny (np. rewolucja połączona z trzęsieniem ziemi – ‘o zmianie władzy na Białorusi’). Co ciekawe, zarówno eufemizmy, jak i wyolbrzymienia mogą zdradzać ironiczne nastawienie nadawcy do opisywanego tematu – być wyrazem złośliwości, ośmieszać i odpowiednio umniejszać lub zwiększać rangę opisywanych osób, zjawisk czy wydarzeń, np. eufemizm: wybrakowany „bejbiś” – ‘dziecko z wadami wrodzonymi’, hiperbola: feminazizm – ‘postulowanie tworzenia form żeńskich wyrazów, które dotąd używane były głównie w rodzaju męskim’.
W książce omawiam, jakie językowe zabiegi służą eufemizacji i hiperbolizacji. Tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, przy czym analiza pokazała, że środki językowe mające kamuflować czy ukrywać pewne treści nie różnią się od tych stosowanych w latach 90. i omówionych przez Annę Dąbrowską w monografii i zawartych w Słowniku eufemizmów, czyli w rzeczy mocno, w sposobie łagodnie. Są to wykładniki fonologiczne, morfologiczne, leksykalne, semantyczne, graficzne oraz środki na poziomie zdania i tekstu.
Hiperbole są mniej zróżnicowane: obok morfologicznych i leksykalnych wykładników dominują przede wszystkim środki semantyczne: metafory nawiązujące do ekonomii, przyrody, religii, śmierci, terroru i ustroju totalitarnego czy wojny. Zresztą przenośni nie brakuje również wśród eufemizmów. Są one jednak związane z innymi polami semantycznymi, np. częściami ciała, domem, kolorami czy grami.
Ciekawe badawczo okazały się metafory związane z temperaturą, tu przyporządkowanie konkretnych przykładów odpowiednio do eufemizmów czy hiperboli wymagało dodatkowych uściśleń klasyfikacyjnych. Ostatecznie, za wyolbrzymienia uznaję metafory związane ze skrajnymi wartościami i towarzyszącymi im zjawiskami, jak np. mróz czy wrzenie (np. wrzenie w oświacie, odmrażać gospodarkę). Do eufemizmów zaliczam przykłady przenośni związanych z temperaturą, których nie można uznać za skrajne (np. brać chłodem nauczycieli).
Ostatnim etapem analizy, jaki przedstawiam w książce, jest wykorzystanie eufemizmów i hiperboli w opisach konkretnych wydarzeń lub grup społecznych, ale przy uwzględnieniu różnic między profilami światopoglądowymi badanych pism. Badanie dyskursywnych obrazów strajku nauczycieli w kwietniu 2019 roku oraz sędziów w kontekście sporu wokół tzw. ustaw sądowych (na podstawie tekstów pochodzących z lat 2017–2020) pozwoliło pokazać, jak tendencyjne jest wykorzystanie eufemizmów i hiperboli.
W tekstach publikowanych na łamach tygodników konserwatywnych, opowiadających się przeciwko strajkowi nauczycieli i sędziom protestującym wobec reform wymiaru sprawiedliwości, dominowały środki perswazyjno-manipulacyjne, które pozwalały wykreować negatywny obraz nauczycieli i sędziów w kontekście konkretnych wydarzeń. Choć eufemizmy zwykle służą łagodzeniu, ich stosowanie w analizowanych tekstach wynika niekiedy z hipokryzji nadawcy. Krygując się i pozornie nie poruszając tematu tabu, używa on określeń maskujących znaczenie nazwy wprost, które jednocześnie deprecjonują przeciwników. Inne negatywne cechy oponentów są wyolbrzymiane – z tekstów wyłania się obraz nauczycieli i sędziów jako agresorów, a samego strajku nauczycieli jako wojny lub aktu terroru, których ofiarami są dzieci, rodzice i społeczeństwo. Sprzymierzeńców ukazuje się jako bohaterów.
Podobnych środków językowych używa się w tygodnikach liberalnych, ale widoczne są odwrotne tendencje. Ranga negatywnych konsekwencji strajku nauczycieli jest umniejszana, sprzeciwiający się protestom nauczycieli rząd ukazywany jest – ale pod pozorem poprawności politycznej, za pomocą eufemizmów – jako nieuczciwy i sprawujący władzę autokratyczną. W pismach liberalnych wyolbrzymienia pozwalają ukazać nauczycieli i sędziów jako ofiary, a rząd – odwrotnie niż w tygodnikach konserwatywnych – przedstawić w roli agresora.
Badanie eufemizmów i hiperboli w tekstach publikowanych w tygodnikach opinii pokazuje, że najważniejszym celem dziennikarzy staje się „zohydzenie” i przedstawienie oponenta w jak najgorszym świetle. Tam, gdzie spodziewamy się wyważonych ocen, rzetelnych analiz i rzeczowej argumentacji, otrzymujemy powtarzalne, schematyczne środki językowe, a nawet obraźliwe etykietki. Odbiorca nie jest informowany, a jedynie utwierdzany co do słuszności już posiadanych przez siebie poglądów.
Eufemizmy i hiperbole mają zarówno cechy wspólne, jak i takie, które je różnią. Oba środki często stanowią metafory, które można byłoby umieścić na dwóch przeciwnych biegunach skali – od przesady (hiperbole) po niedopowiedzenie (eufemizm). Cechą różnicującą jest w tym przypadku ich funkcja: zwiększanie lub umniejszanie rangi opisywanych osób, wydarzeń, zjawisk. Odmienne bywają także tematy, których oba środki dotyczą, np. głupota, uzależnienia i używki są eufemizowane, ale nie podlegają hiperbolizacji.
Środki łagodzące i wyolbrzymiające często stanowią powielane i czytelne dla odbiorcy klisze językowe, np. ‘ocean’ jako bardzo dużo czegoś albo ‘mijać się z prawdą’ jako kłamać. Eufemizmy niekoniecznie służą przedstawianiu danego elementu rzeczywistości w lepszym świetle, bo nie zawsze taka jest intencja nadawcy, który, stosując te środki językowe, nie tylko ukrywa negatywne aspekty pewnych zjawisk czy wydarzeń, ale – jeśli sytuacja tego wymaga – umniejsza również pozytywne cechy swoich przeciwników. Zupełnie odmienny wpływ na odbiorcę mają wywierać używane w tekstach hiperbole – służą wyolbrzymianiu tego, co nadawca chce wyeksponować, a więc zarówno własnych sukcesów, jak i porażek przeciwników.
Dzięki tym funkcjom eufemizmy i hiperbole stanowią idealne narzędzia perswazji i manipulacji pozwalające wykreować uproszczony, dychotomiczny obraz świata, w którym jednoznacznie można wskazać wartości: dobrzy (my) – źli (oni). Widać również potencjał obu środków jako narzędzi mowy nienawiści, kiedy służą one piętnowaniu lub deprecjonowaniu oponentów. Ten sposób opisu zdaje się zbliżać język tygodników opiniotwórczych do właściwej propagandzie politycznej nowomowy, a tym samym budzi wątpliwości co do etyki dziennikarskiej i wiarygodności współczesnych przekazów. Stronniczość pewnych określeń jest widoczna dla odbiorcy dopiero wtedy, kiedy pozornie obiektywne sformułowanie porówna z zupełnie innym, a nazywającym ten sam element rzeczywistości. Nie oznacza to jednak, że któryś z tych punktów widzenia jest obiektywny, a drugi – subiektywny, ani też, że istnieje jeszcze inne – „prawdziwe” ujęcie, lecz że każdy z tych opisów pokazuje – jak to określa Chaim Perelman – „tylko jeden aspekt rzeczywistości”.
Dr Aleksandra Kujawiak, Zakład Współczesnego Języka Polskiego, Instytut Filologii Polskiej i Logopedii, Wydział Filologiczny Uniwersytetu Łódzkiego