logo
FA 3/2024 informacje i komentarze

Marek Kosmulski

Scopus kontra Wikipedia

Scopus kontra Wikipedia 1

Przypuszczalnie nigdy nie zainteresowałbym się Collegium Humanum, gdyby nie komentarze, jakie pojawiły się w prasie po aresztowaniu kierownictwa tej uczelni pod licznymi zarzutami, w tym handlu dyplomami, które to dyplomy miały ułatwiać objęcie lukratywnych stanowisk. Z ciekawości sprawdziłem profil naukowy Collegium Humanum. Spośród 300 warszawskich instytucji wymienionych w bazie instytucji naukowych Scopusa ani jedna nie nosi takiej lub podobnej nazwy. W tej bazie są głównie uczelnie i instytuty naukowe, ale też zwykłe szpitale, komercyjne firmy, np. Polfa i TP SA, instytucje centralne, np. NBP i NFZ, towarzystwa naukowe i wiele innych. Wygląda więc na to, że na naukowej mapie Polski Collegium Humanum nie istnieje. I nie jest żadnym tłumaczeniem, że uczelnię powołano dopiero w 2018 roku i że w naukach społecznych trudniej o indeksowane publikacje niż np. w medycynie, skoro w samym 2023 roku pracownicy SGH opublikowali 360 indeksowanych prac, w tym 70% zaliczanych do ekonomii, zarządzania i nauk społecznych. Poszukując frazy „Collegium Humanum” w publikacjach naukowych bardziej wyrafinowanymi sposobami, udało mi się wprawdzie znaleźć prawie 50 indeksowanych publikacji, z tymi jednak zastrzeżeniami, że:

– w – 9 z tych publikacji autor prowadzący korespondencję miał polską afiliację;

– w tym w 4 afiliacjach występuje fraza „Collegium Humanum”;

– publikacje mają średnio po 9 współautorów i w przeważającej większości publikacji brak jest jakiegokolwiek autora o polskim nazwisku. Natomiast zwykle autor o niepolskim nazwisku podaje „Collegium Humanum” jako drugą afiliację;

– jedna z tych publikacji została zakwalifikowana do ekonomii, a pięć do badań multidyscyplinarnych. Pozostałe należą do nauk biomedycznych, fizyki i chemii.

Podsumowując: dorobek publikacyjny Collegium Humanum w dziedzinach nauk humanistycznych i społecznych jest praktycznie zerowy. Z pozoru w naukach biomedycznych, fizyce i chemii jest nieco lepiej. Jeżeli jednak w publikacji na 9 autorów przypada 1/2 autora z Collegium Humanum (jedna z dwóch afiliacji jednego autora z dziewięciu), to efektywnie w Collegium Humanum wytworzono 1/18 publikacji, co po pomnożeniu przez liczbę takich wieloautorskich i wieloafiliacyjnych publikacji daje łączny dorobek w liczbie niecałych 3 publikacji. Trudno się więc dziwić, że algorytm Scopusa nie uznał takiej jednostki za instytucję naukową.

Znacznie okazalej niż przegląd publikacji naukowych prezentuje się hasło w Wikipedii (dostęp 29 lutego). Ma ono aż 7 wersji językowych, a więc więcej niż np. Politechnika Opolska. Z wersji polskiej dowiemy się o 35 tysiącach studentów, czyli trzykrotnie więcej niż ma ich SGH. Nie dowiemy się o niedawnych zatrzymaniach kierownictwa, natomiast naprawdę imponująco prezentują się listy: własnych wydawnictw Collegium Humanum (4 czasopisma punktowane przez ministerstwo), otrzymanych nagród i wyróżnień oraz nagrodzonych przez Collegium Humanum Złotymi Medalami Sukcesu i profesurami honorowymi. Uczelnia jest członkiem wielu krajowych i międzynarodowych stowarzyszeń oraz posiada liczne akredytacje. Ciekawe, jak się zachowają te stowarzyszenia i nagrodzeni, jeżeli potwierdzi się przynajmniej część zarzutów stawianych władzom CH?

Nie pamiętam dokładnie kto i kiedy powiedział po raz pierwszy, że mamy w Polsce więcej uczelni ekonomicznych niż profesorów ekonomii, ale już ćwierć wieku temu cała Polska śmiała się z tego jakże trafnego podsumowania stanu szkolnictwa wyższego. Działalność „lipnych uczelni”, czyli „drukarni dyplomów”, jest powszechnie znana i przeciętnie rozgarnięty maturzysta doskonale wie, w jaki interes wchodzi, podejmując studia w uczelni o wątpliwej renomie zamiast w SGH lub w jednym z uniwersytetów ekonomicznych, czy też na jednym z uniwersyteckich wydziałów ekonomii. Dlatego nie jest mi żal studentów „drukarni dyplomów”, którzy czują się teraz oszukani. Utrata czesnego za parę miesięcy to łagodny wymiar kary za współudział w mistyfikacji. Nie zamierzam dokonywać tu podziału uczelni na uczciwe i nieuczciwe ani hurtem odsądzać od czci i wiary wszystkich studentów i pracowników jakiejkolwiek uczelni. Zapewne wielu studentów i absolwentów lipnych uczelni ma lepszą wiedzę i umiejętności od przeciętnych studentów państwowych gigantów akademickich.

Właściwym kryterium uczciwości jest zależność pomiędzy wiedzą studenta a uzyskiwanymi ocenami, co jednak w praktyce trudno sprawdzić. Teoretycznie co najmniej parę razy w roku student powinien być egzaminowany w warunkach kontrolowanej samodzielności z możliwością otrzymania oceny niedostatecznej przy niedostatecznej wiedzy, a przy braku wystarczającej liczby ocen pozytywnych, powinien być skreślany z listy studentów. Jeżeli nawet wszystkie zajęcia odbywają się w ustalonym miejscu i terminie, prowadzący posiadają wysokie kwalifikacje i zachowane są inne pozory, to samo zaliczenie kolejnych semestrów wszystkim, którzy opłacili czesne, jest oszustwem, którego jednak nie wykryje żadna komisja akredytacyjna. Sposoby na to, by wszyscy zdali egzamin, a przy tym w dokumentacji wszystko się zgadzało, są powszechnie znane. Wielkie ułatwienia w oszukańczych praktykach przyniosło powszechne nauczanie zdalne w czasie pandemii. Te praktyki nie dotyczą tylko uczelni prywatnych czy wyższych szkół zawodowych, lecz zdarzają się też na dużych uczelniach państwowych, zwłaszcza na płatnych studiach niestacjonarnych i podyplomowych.

Tolerowanie „drukarni dyplomów” przez władze ministerialne ma długą tradycję i zmiana tego stanu jest mało prawdopodobna. Dopóki pomiędzy wniesieniem opłaty a wydaniem dyplomu upłynie stosowna liczba semestrów i zachowane są wszelkie pozory (nauka kultu cargo), właściciele „drukarni dyplomów” mogą spać spokojnie. Także lekkie rozluźnianie gorsetu poprzez nieco mniej uważne przestrzeganie wszelkich ceremoniałów niczym nie grozi, co zresztą dzieje się na naszych oczach. Natomiast próby radykalnego skrócenia drogi między kasą a punktem wydawania dyplomów będą srodze karane.

Marek Kosmulski

Wróć