logo
FA 3/2022 w stronę historii

Danuta Ciesielska

Zostać doktorem w Getyndze

Uniwersytet w Getyndze, mekka matematyków

Zostać doktorem w Getyndze 1

Udekorowany kwiatami przez nowo wypromowanych doktorów pomnik gęsiarki Elżuni na rynku w Getyndze, Getynga 2018. Fot. D. Ciesielska

Doktorem getyńskiej wszechnicy zostać chciało wielu adeptów nauki ze wszystkich stron świata, ale ta sztuka udała się tylko wybranym. Dyplom doktorski tej uczelni miał otwierać drogę do kariery, zapewniać nominację na katedrę. Czy tak było w istocie?

Rozpocznijmy od przedstawienia procedury doktorskiej, jaka obowiązywała na uniwersytecie w Getyndze na przełomie XIX i XX wieku. Przyzwyczajeni do licznych zmian, reform i rewolucji w organizacji nauki, nie powinniśmy się dziwić, że odbiegała ona od współczesnej.

Przede wszystkim młody człowiek rozprawę przygotowywał w zasadzie sam. Zwykle przyszli doktorzy uczestniczyli w seminariach profesorów, którzy proponowali im temat doktoratu i pod opieką których mieli przygotować dysertację. Jednak w przypadku nauk ścisłych, a szczególnie matematyki, nie oznaczało to nawet możliwości prezentacji wyników na tym seminarium. Przed ostatecznym złożeniem gotowej rozprawy profesor dokonywał wstępnej oceny. Do tego obowiązku niektórzy profesorowie, a szczególnie David Hilbert, podchodzili raczej nieodpowiedzialnie. Richard Courant wspominał: „ktoś wręczał mu dysertację […] Hilbert wręczał ją któremuś z asystentów. Wkrótce jeden z asystentów zauważył, że Hilbert nie czyta prac doktorskich, więc i oni też ich nie czytali. Tą metodą Hilbert aprobował wiele dysertacji i wyprodukował ogromną liczbę doktorantów. Znaczna liczba z nich miała błędne lub wręcz naiwne tezy doktorskie”.

Powróćmy do samej procedury doktorskiej. Doktorant składał rozprawę doktorską i wypełniał formularz, w którym należało podać wiele informacji, np. datę i miejsce urodzenia, narodowość i wyznanie, oraz dokładnie opisać wcześniejszą edukację szkolną i uniwersytecką. Przyszły doktor filozofii sam przedstawiał listę dyscyplin, z których zamierzał zdawać egzaminy doktorskie (rygoroza). Lista obejmowała egzamin główny, bezpośrednio związany z tematyką rozprawy, oraz dwa egzaminy poboczne. Współczesnego czytelnika wybory dokonywane przez doktorantów mogą zadziwić; szczególnie starsi mogą być zaskoczeni faktem, że egzamin z filozofii (tzw. ścisłej) nie był obowiązkowy. Zdarzały się więc zestawy: matematyka, matematyka stosowana i astronomia albo analiza matematyczna, fizyka i geometria, bądź też chemia fizyczna, fizyka i matematyka. Do formularza obowiązkowo dołączone były: podanie, życiorys, potwierdzenie o dokonaniu opłat oraz dokument od recenzenta, potwierdzający, że zapoznał się z rozprawą i ta nie zawiera czegokolwiek, co uniemożliwiałoby jej druk.

Zostać doktorem w Getyndze 2

Diagram Lexisa

Złożoną rozprawę urzędujący dziekan przesyłał do oceny profesorowi opiekującemu się doktorantem lub doktorantką. Profesor sporządzał ocenę w kilka dni, a recenzję zwykle stanowiła zaledwie jedna strona tekstu, odręcznie wpisana na drugiej stronie formularza, kończąca się oceną. Gdy rozprawa została zaakceptowana, dziekan powoływał komisję egzaminacyjną i ustał termin egzaminów. Egzaminy odbywały się jednego dnia. Komisja składała się z trzech osób, po jednej na dyscyplinę, oraz dziekana. Jak wspominał chemik Roman Dmowski, też doktor getyńskiej wszechnicy, egzaminy poprzedzały oficjalne wizyty. Doktorant „we fraku, w białym krawacie i takichże rękawiczkach” w dniu egzaminu odwiedzał przyszłych egzaminatorów, ci zaś życzyli mu powodzenia na egzaminie. Późnym popołudniem, zwykle około godziny 18, następowały egzaminy, które trwały przepisowe dwie godziny. Liczba zadanych pytań zależała od dociekliwości pytającego i zapewne od jego temperamentu. Po egzaminach następowała narada, a dziekan oficjalnie ogłaszał wynik.

Ucałować Elżunię

Do uzyskania promocji na stopień doktora filozofii konieczne było jeszcze wydrukowanie określonej prawem liczby egzemplarzy rozprawy doktorskiej (zwykle 150). Bogatsi i ważniejsi studenci zlecali to najstarszej i najbardziej prestiżowej drukarni Vandenhoecka i Ruprechta, założonej w Getyndze w 1835 roku (to wydawnictwo do dziś jest niezwykle cenione; na ministerialnej liście wydawnictwa znalazło się w nielicznej grupie, której przyznano 200 punktów). Mniej zamożni publikowali w innych getyńskich wydawnictwach, np. u Dietericha lub w Lipsku czy w Jenie. Ci Polacy, którzy starali się ograniczyć koszty druku, zlecali druk swej rozprawy w rodzimych wydawnictwach.

Uwieńczeniem starań o stopień doktora była uroczysta promocja. Od połowy XIX wieku główne uroczystości odbywały się w Audytorium przy Wenderstrasse. Tu wyznaczony przez władze profesor uniwersytetu, którego zainteresowania naukowe zwykle znacznie odbiegały od tematyki rozprawy naukowej, dokonywał aktu promocji. Po tym następowała znacznie ciekawsza, aczkolwiek nieoficjalna część promocji. Już wypromowany doktor usadzony w ręcznym wózku transportowym – a takich w Getyndze do czasów rozpowszechnienia transportu samochodowego było wiele – był prowadzony przez korowód przyjaciół i znajomych główną ulicą miasteczka do rynku. Tam, zgodnie ze zwyczajem, młody uczony musiał wdrapać się na wysoki, wieńczący studnię pomnik gęsiarki Elżuni i ucałować ją. Tu wspomnienia się różnią: jedni podają, że należało ją ucałować w stopę, inni, że konieczny był pocałunek w usta. Do 1928 roku, w którym wydano oficjalny zakaz, podobno na pomnik wdrapywali się wszyscy absolwenci uczelni. Dziś wypromowani doktorzy bez zakazów wdrapują się na pomnik i poza pocałunkiem zostawiają bukiet kwiatów.

Badacz zagadnienia studiów na niemieckich uczelniach, prof. W. Molik, podaje, że w latach 1886–1919 Polaków, którzy otrzymali dyplom doktora getyńskiej wszechnicy, było 22, w tym 14 uzyskało doktorat z filozofii. W czasie badań na temat studiów i pobytów studyjnych polskich przedstawicieli nauk ścisłych w Getyndze zweryfikowano informację, że w latach 1886–1922 w Getyndze doktorat filozofii w zakresie nauk ścisłych uzyskało (lub zdawało egzamin z co najmniej jednej dyscypliny ścisłej) szesnastu Polaków i jedna Polka, z czego tylko dwoje po 1914 roku. Polskość dwóch kolejnych doktorów Uniwersytetu Georga-Augusta wymaga sprawdzenia, a dostęp do materiałów źródłowych jest dziś utrudniony lub, jak w przypadku Białorusi, niemożliwy. Ostateczna liczba może zatem ulec zmianie.

Informacje o kilku polskich doktorach getyńskiej wszechnicy pojawiły się w poprzednich artykułach tej serii. Przypomnijmy ich krótko. Pod opieką Davida Hilberta rozprawy napisali dwaj matematycy, Michał Feldblum (1900) i Hugo Steinhaus (1911). U Woldemara Voigta doktoraty obronili fizycy Józef Wierusz-Kowalski (1889) i Wacław Dziewulski (1914) oraz fizyk matematyczny Jan Kroo (1913). Z tej piątki światowe kariery naukowe zrobili Wierusz-Kowalski i Steinhaus. Do już sporej grupy polskich fizyków z doktoratem z Getyngi należy dołączyć Czesława Reczyńskiego (1878–1936), który do Getyngi przybył z Charkowa, gdzie za udział w politycznej demonstracji został relegowany z uczelni. W maju 1905 roku za napisaną pod opieką Emila Wiecherta rozprawę na temat rekombinacji jonów w powietrzu został promowany na doktora filozofii. Wśród jego egzaminatorów byli matematyk Hermann Minkowski i astronom Karl Schwarzschild. W następnym roku Reczyński wraz z Richardem Küchem wynaleźli wysokociśnieniową lampę kwarcową. Reczyński wykładał na politechnikach w Charkowie i we Lwowie.

Naprawił rozumowanie Marksa

Dwóch Polaków w Getyndze pisało prace pod opieką Wilhelma Lexisa (1837–1914), wybitnego statystyka, demografa i ekonomisty. Dziś jego nazwisko znane jest głównie w związku z zaproponowaną przez niego metodą wizualizacji dynamiki procesów demograficznych za pomocą płaskiego diagramu, na przykład takich jak narodziny i zgony. Metoda ta zwaną jest diagramem Lexisa.

Chociaż jego wykłady były bardzo popularne, to Lexis nie na wszystkich Polakach zrobił dobre wrażenie. Aleksander Trzaska-Chrząszczewski w swych wspomnieniach tak o nim pisał: „Jako wykładowca był nawet jak na niemieckie stosunki wyjątkowo lichy. Mruczał sobie coś pod nosem tak niewyraźnie, że aby niezwykle cenną treść wykładu dosłyszeć i zanotować, trzeba było siedzieć w pierwszej ławce”. Jednak rozprawy doktorskie Polaków napisane pod jego opieką były znakomite. Wśród jego podopiecznych znaleźli się Władysław Bortkiewicz (1868–1931) oraz Kazimierz Horowicz (1884–1920).

Urodzony w Petersburgu Bortkiewicz po studiach prawniczych w rodzinnym mieście uzupełniał wykształcenie na niemieckich uczelniach. W 1892 roku przybył do Getyngi i pod opieką Lexisa błyskawicznie napisał rozprawę doktorską, za którą w następnym roku otrzymał doktorat ze szczególnym wyróżnieniem (summa cum laude). Po krótkim pobycie w Rosji od 1900 roku zamieszkał w Berlinie. Wykładał statystykę na uniwersytecie, a obecnie tamtejsza katedra statystyki nosi jego imię. Bortkiewicz bardzo wcześnie zainteresował się rozkładem Poissona, przez niego nazwanym prawem małych liczb. Do czasów Bortkiewicza nie były znane zastosowania tego prawa w statystyce demograficznej. To on pokazał, że takim przykładem jest liczba zgonów pruskich kawalerzystów, które były wynikiem urazów spowodowanych kopnięciem konia. Innym słynnym rezultatem Bortkiewicza było wykazanie niespójności w rozprawie Karola Marksa o związku między rentownością a cenami relatywnymi. Bortkiewicz pokazał, że chociaż Marks dysponował wystarczającymi danymi statystycznymi, to jego wnioski były nieprawidłowe i naprawił jego rozumowanie. Sam Bortkiewicz również był znakomitym opiekunem rozpraw doktorskich, wśród jego podopiecznych znalazło się aż dwóch przyszłych laureatów Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla (potocznie zwanej Noblem z ekonomii).

Zostać doktorem w Getyndze 3

Audytorium Uniwersytetu w Getyndze, Getynga ok. 1912

O stosunku płci wśród urodzeń bliźniaczych

Drugi „polski doktorant” Lexisa właśnie pod jego wpływem zainteresował się statystyką. Horowicz początkowo studiował matematykę i fizykę w Warszawie, gdzie wysłuchał wykładów wielu znakomitych profesorów, w tym Georgija Woronoja. Do Getyngi przybył jesienią 1905 roku, gdy rosyjskie władze, w ramach represji za strajki z 1904 i 1905 roku, zawiesiły uniwersyteckie wykłady. Od 1907 roku Horowicz prowadził badania naukowe, ale wydaje się, że głównie interesowało go międzynarodowe towarzystwo skupione w światowym centrum nauki. Jego nazwisko pojawia się we wszystkich polskich wspomnieniach z Getyngi z tego okresu. Trzaska-Chrząszczewski, który wraz z nim obracał się w tym międzynarodowym środowisku, twierdził, że Horowicz był duszą towarzystwa, a ze względu na jego żywą inteligencję i duże poczucie humoru cudzoziemcy „lgnęli do niego jak muchy do miodu”. Roman Ingarden wspominał, że gdy Horowicz opuszczał Getyngę, pół miasta żegnało go na dworcu.

Zanim doszło do tego pożegnania, w połowie lipca 1912 roku Horowicz złożył rozprawę doktorską. Pod koniec miesiąca odbyły się egzaminy (zdane cum laude), a promocja miała miejsce na początku września. Czy dziś w Polsce możliwe byłoby takie sprinterskie tempo? Horowicz studiował u wielu matematyków, wysłuchał wykładów Kleina, Hilberta, Minkowskiego. Jako jeden z egzaminów wybrał matematykę. Egzaminujący go Hilbert nie zważał na jego statystyczne zainteresowania i pytał go o zaawansowane zagadnienia matematyki. Egzamin przebiegł pomyślnie.

Przybliżmy naukowe dokonania Horowicza. Jego rozprawa doktorska o stosunku płci wśród urodzeń bliźniaczych oraz o teorii płci Lexisa, którą uznał za wybitne dzieło naukowe, wzbudziła duże zainteresowanie w międzynarodowym środowisku statystyków i demografów. Po powrocie do Warszawy prowadził bardzo intensywne badania i organizował środowisko polskich statystyków. W 1917 roku napisał bardzo ważny tekst, w którym zaproponował sposób organizacji statystyki państwowej w niepodległej Polsce. W 1920 roku był jednym z założycieli Polskiego Instytutu Aktuariuszy. Jego plany pracy dla odrodzonej ojczyzny unicestwiła nagła śmierć we wrześniu 1920 roku. Dziś nieomal o nim zapomniano.

Zostać doktorem w Getyndze 4

Wanda Łempicka, Lwów ok. 1910. Połączone Biblioteki WFiS UW, IFS PAN, PTF.

Pracy na rzecz organizacji polskiej oświaty i nauczaniu w szkołach poświęciło się dwoje doktorów getyńskiej wszechnicy. Pierwszy z nich to Franciszek Zienkowski (1880–1957). Ten absolwent radomskiego gimnazjum ukończył Instytut Politechniczny w Warszawie i w 1903 roku za zgodą rosyjskich władz wyjechał na dalsze studia do Getyngi. Pod opieką przyszłego laureata Nagrody Nobla Ottona Wallacha w 1905 roku uzyskał doktorat summa cum laude za rozprawę o właściwościach kamfenu. Natychmiast po powrocie do Warszawy włączył się w prace nad organizacją polskiego szkolnictwa, od 1920 roku do wybuchu II wojny światowej uczył w szkołach, w czasie wojny zaś na kompletach. Ze światem akademickim związał się na dobre dopiero po II wojnie światowej.

Lwowianka Wanda Łempicka (1888–1967) uzyskała doktorat w Getyndze w 1920 roku. Była córką geografa i botanika Antoniego Rehmana, profesora lwowskiego uniwersytetu. Studiowała we Lwowie, uczestniczyła w słynnym seminarium Kazimierza Twardowskiego. W 1911 poślubiła Zygmunta Łempickiego, germanistę, później profesora Uniwersytetu Warszawskiego. Małżeństwo podążyło na zagraniczne studia, najpierw do Berlina, a potem, w 1913 roku, do Getyngi. Łempicka wysłuchała wykładów matematyków Hilberta i Landaua, uczestniczyła w seminarium Husserla, ale przede wszystkim zajmowała ją psychologia. Pod wpływem Edmunda Müllera (Instytut Psychologii Uniwersytetu w Getyndze nosi jego imię) podjęła badania z zakresu psychologii i pod jego opieką przygotowała rozprawę doktorską (podobno jeszcze przed I wojną światową) o przestrzennym mieszaniu barw na siatkówce (miało to związek z postrzeganiem dzieł impresjonistów). Złożyła tę rozprawę dopiero po wojnie, w 1918 roku.

Wśród wybranych przez nią egzaminów doktorskich był egzamin z analizy matematycznej, na egzaminatora został wyznaczony Edmund Landau. Ten wybitny znawca teorii liczb miał szczególny temperament, w jego przypadku zaskakuje liczba pytań, które potrafił zadać w przysługującym mu czasie. Do dziś pozostaje zagadką, jak doktorantom udawało się na nie odpowiedzieć. Łempickiej – doktora psychologii in spe – również nie oszczędzał. Wśród 18 pytań (!), które jej zadał, poruszył on tak obszerne tematy jak zasadnicze twierdzenie algebry i funkcja gamma Eulera, pytał o sumę szeregu (tzw. problem bazylejski) oraz o definicję logarytmu zespolonego. Zasłużenie na dyplomie doktorskim Łempickiej widnieje informacja o tym, że uzyskała uprawienia z analizy matematycznej. Była pierwszą Polką, która zdobyła takie uprawnienie, pierwszą, która ma na dyplomie słowo „matematyka”.

W odrodzonej Polsce Łempicka została nauczycielką matematyki, uczyła głównie w gimnazjum (później liceum) im. Królowej Jadwigi w Warszawie. W czasie II wojny światowej uczyła na tajnych kompletach. Została aresztowana (wraz z mężem) i osadzona na Pawiaku. Potem była więziona w Auschwitz i innych niemieckich obozach, które opuściła dopiero w kwietniu 1945 roku. Po wojnie powróciła do nauczania. Jej uczennice wspominają, że miała wyjątkowy talent dydaktyczny. Ingarden zaś wspominał, że była „cichym współpracownikiem” męża, ale też, że była przez niego „zahuczana”.

Trzydzieści pytań Landaua

Przy tej okazji można wspomnieć ostatniego z polskich matematyków z doktoratem w Getyndze. Warszawianin Arnold Walfisz (1892–1962) przygotował rozprawę z teorii liczb (1922) pod opieką Landaua. To właśnie Walfisz wskazał, że chce być egzaminowany z analizy matematycznej, geometrii i fizyki. Jego egzaminatorami, poza Landauem, byli Richard Courant i przyszły noblista James Franck. Tym razem Landau zadał ponad 30 pytań (!), a jednym z nich było: „hipoteza Riemanna i twierdzenie Grandjota o liczbach pierwszych”. Hipoteza Riemanna to problem dotyczący pewnej funkcji zmiennej zespolonej, obecnie zwanej dzetą Riemanna. Został on sformułowany przez wybitnego getyńskiego matematyka Bernharda Riemanna w 1859 roku. Sądził on, że zbiór punktów, w których dzeta Riemanna przyjmuje wartość zero, można bardzo dokładnie opisać. Nie potrafił jednak tego udowodnić. Odpowiedź na pytanie, z pozoru bardzo abstrakcyjne i odległe od wszelakich zastosowań, miałaby jednak bardzo poważne konsekwencje, także praktyczne. Pozytywna odpowiedź wskazałaby porządek w rozmieszczeniu liczb pierwszych, w tej chwili sprawiający wrażenie chaotycznego. Wśród problemów z listy siedmiu najważniejszych nierozstrzygniętych matematycznych hipotez – Millenium Prize Problems – znalazła się hipoteza Riemanna. Za pozytywne czy też negatywne rozwiązanie każdego problemu z listy można dostać nagrodę w wysokości miliona dolarów. Od chwili postawienia problemu matematycy nieustannie podejmują próby jego rozstrzygnięcia.

Zostać doktorem w Getyndze 5

Po promocji doktorskiej Carla Siegla, Getynga, czerwiec 1920. Na zdjęciu w wózku transportowym Carl Ludwig Siegel i bezpośrednio nad nim Arnold Walfisz

Wśród Polaków z getyńskim dyplomem doktora znalazło się kilku chemików. O Stanisławie Tołłoczce była mowa w artykule o polskich studentach Hilberta. Tołłoczko studiował w Getyndze matematykę (jego profesorami byli Hilbert i Klein) oraz fizykę i chemię fizyczną. W 1896 roku złożył papiery doktorskie, w których napisał, że zamierza zdawać egzaminy z chemii fizycznej, fizyki i matematyki. W skład komisji, przed którą zdawał egzaminy, wchodzili przyszły noblista Walther Nernst (u którego Tołłoczko przygotował rozprawę) oraz fizyk Eduard Riecke i Hilbert. Poza nim doktoraty z chemii uzyskali Lewek (Leon) Doński (1880–1949) oraz Bolesław Strusiewicz (1905) i Stefan Bazarewski (1905), którzy zajmowali się chemią rolniczą. Bazarewski był polskim Tatarem, muślimem. W Wilnie, gdzie na Uniwersytecie Stefana Batorego kierował katedrą botaniki, prezesował muzułmańskiej gminie wyznaniowej. Strusiewicz bezpośrednio po studiach zajął się rodzinnym gospodarstwem, ale aktywnie działał w związkach rolniczych, szczególnie hodowców bydła i nierogacizny. Rozprawa doktorska Leona Dońskiego o stopach wapnia (1908), w zmienionej wersji, została opublikowana w prestiżowym czasopiśmie „Zeitschrift für anorganische und allgemeine Chemie”, w swym czasie wzbudziła zainteresowanie w środowisku. Po powrocie do ojczyzny Doński zamieszkał w Łodzi, prowadził firmy, założył w Gdyni bank. Był także aktywnym muzykiem, koncertmistrzem altówek. Zmarł w 1949 roku. W środowisku polskich chemików Doński i jego dokonania w zakresie chemii zostały zapomniane.

Ostatni z polskich doktorów getyńskiej uczelni, o których należy tu wspomnieć, to psycholog Stefan Błachowski (1889–1962), który jako jeden z egzaminów wybrał fizykę. Przed wyjazdem do Getyngi studiował filozofię i psychologię we Lwowie, uczestniczył w seminarium Kazimierza Twardowskiego. Po dwóch latach zrezygnował i przeniósł się do Getyngi. Doktorem filozofii został w 1913 roku. Był jednym z niewielu Polaków, którzy w Getyndze nawiązali kontakty z międzynarodowym środowiskiem studenckim, został nawet przewodniczącym związku „Corda Fratres”. Błachowski prowadził pionierskie badania nad pamięcią i zdolnościami matematycznymi, niestety je zarzucił. Później skupił się na psychologii; przeniósł się ze Lwowa do Poznania, gdzie aktywnie działał na rzecz środowiska psychologów. Po II wojnie światowej był rektorem Uniwersytetu Poznańskiego.

Kariery Polaków, którzy uzyskali doktorat w Getyndze, toczyły się różnie. Część z nich osiągnęła znaczącą pozycję w środowisku naukowym, niestety nie zawsze w kraju. Dwoje potencjalną karierę naukową poświęciło na rzecz pracy z młodzieżą. Byli też tacy, którzy nie związali się ze światem akademickim – zajęli się rodzinnym gospodarstwem lub własną firmą. Bezsprzecznie każdy z nich miał pozytywny, czasem bardzo znaczący wpływ na środowisko, w którym przyszło mu się obracać. Szkoda, że nie o wszystkich pamiętamy.

Dr Danuta Ciesielska, Instytut Historii Nauki PAN im. L. i A. Birkenmajerów

Wróć