logo
FA 3/2022 informacje i komentarze

Paweł Trefler

Z pierwszej linii

Z pierwszej linii 1

Dr Paweł Trefler, prof. PWSW, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, uczelni położonej najbliżej głównego szlaku ucieczki Ukraińców przed wojną, wspomina pierwsze chwile po najeździe Rosjan na Ukrainę.

Mamy 19% studentów zagranicznych, a 18%, czyli 165 osób – z Ukrainy; pozostali to studenci z Mołdawii i jeden Nigeryjczyk. Zdecydowana większość Ukraińców, 124 studentów, posiada kartę Polaka. Gdy wybuchła wojna, mieliśmy akurat sesję, więc część studentów wyjechała na weekend do domów, bo pochodzą najczęściej z obwodów lwowskiego, tarnopolskiego i iwanofrankowskiego czy z pobliskich Mościsk. Wykładowcy natychmiast zaczęli do nich dzwonić, żeby wracali na uczelnię. Nie wszystkim się udało. Niewielka część naszych studentów przebywa w tej chwili na Ukrainie i nie może wrócić na studia. Jednak znacząca większość może kontynuować naukę w Polsce.

Gdy 24 lutego rano rozpoczęła się wojna, natychmiast przygotowaliśmy stanowisko potępiające rosyjską agresję i staraliśmy się zjednoczyć naszych studentów wokół pomocy dla ukraińskich kolegów i uchodźców. Wysłaliśmy też listy wsparcia do naszych partnerów na Ukrainie. Tego samego dnia rozpoczęliśmy zbiórkę rzeczy potrzebnych pierwszym pojawiającym się na przejściu granicznym w Medyce uchodźcom. Poinformowałem o tym przewodniczącego Konferencji Publicznych Uczelni Zawodowych, prof. Dariusza Surowika z Łomży. W ten sposób bardzo szybko zmobilizowaliśmy do pomocy Ukrainie całe środowisko publicznych uczelni zawodowych. Już w niedzielę 27 lutego przyjechał do nas pierwszy duży transport z pomocą z Łomży i zaprzyjaźnionej z tamtejszą Akademią Nauk Stosowanych gminy Piątnica, potem kolejne z Państwowej Uczelni Zawodowej we Włocławku i Akademii Nauk Stosowanych w Koninie. Włączyliśmy się też w działania miasta Przemyśl, które zorganizowało punkty zbiórki darów, ale nie było w stanie wszystkich przekazywanych rzeczy „przerobić”. Byłem zszokowany tym, jak szybka i intensywna była reakcja ludzi, którzy z całej Polski przybyli, by pomóc Ukraińcom. Zaangażowaliśmy w to naszych studentów. Część pracowała w miejscach, gdzie przyjmowane są dary. Inni pracowali jako tłumacze, gdyż w punktach recepcyjnych właśnie takie osoby były bardzo potrzebne, a nasi studenci z Ukrainy znają język polski, ale także rosyjski. Ich pracę koordynowała Hanna Oziemkowska, nasza absolwentka z Odessy. Część studentów była zaangażowana w centrum pomocy humanitarnej w Przemyślu przy ulicy Lwowskiej, przy Tesco, do którego uchodźcy są przywożeni autobusami, a stamtąd są odbierani przez różne osoby, które oferowały pomoc, mieszkania, transport do innych miast Polski. Drugi punkt recepcyjny, gdzie pomagaliśmy, mieści się na granicy w Centrum Handlu i Magazynowania Korczowa Dolina. Muszę podkreślić, że Polacy bardzo szybko zorganizowali się oddolnie. I uchodźcy, i ludzie, którzy chcą im pomóc, przyjeżdżają cały dzień. Zatem zorganizowaliśmy czterogodzinne dyżury, żeby studenci odpoczęli nieco po pracy wyczerpującej nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Muszę też podkreślić zaangażowanie naszych studentek pielęgniarstwa, których pomoc była w wielu wypadkach bardzo potrzebna, np. przy selekcjonowaniu leków i materiałów opatrunkowych. Nagorzej było w pierwszych dniach, potem już to wszystko jakoś się unormowało, zostało zorganizowane.

Są dwie grupy uchodźców. Największa to ukraińskie kobiety z dziećmi. Mniejsza to osoby z innych państw, w tym studenci, którzy uciekali z Ukrainy przed wojną, w sumie przedstawiciele ponad stu narodowości. Ponieważ znam język hiszpański, jestem z wykształcenia latynoamerykanistą, mogłem też trochę wspomóc studentów z Ekwadoru, ale w pomoc w zaopiekowaniu się nimi w Przemyślu i w organizacji ich ewakuacji z Ukrainy i Polski zaangażowała się głównie moja żona Magdalena, też latynoamerykanistka, która jest w stałym kontakcie z ekwadorskimi służbami konsularnymi. W Przemyślu przy ulicy Chopina, w bursie szkolnej prowadzonej przez siostry zakonne, została zorganizowana pomoc dla tej grupy: w Ukrainie studiowało i pracowało ok. siedemset osób z Ekwadoru. Pojawił się tu nawet wiceminister spraw zagranicznych Ekwadoru. Jest też wielu studentów z krajów afrykańskich i państw Maghrebu, przede wszystkim Marokańczycy, no i studenci z Azji. Największy problem, jak się wydaje, mają studenci z Indii.

Nasi ukraińscy studenci pochodzą często z biednych rodzin, polskie stypendia socjalne pomagały nie tylko im samym, ale także ich rodzinom na Ukrainie. Rektorzy muszą działać zgodnie z prawem. Nie możemy wykazywać się dobrą wolą wbrew przepisom. Czekamy na regulacje prawne, które umożliwią lepszą pomoc studentom z Ukrainy, np. ułatwią przyznawanie im stypendiów socjalnych i zapomóg. Ponieważ większość naszych ukraińskich studentów mieszka w akademiku – zajętych jest 90 miejsc na 180, bowiem takie są wymogi epidemiczne – to wspomagają się wzajemnie. Staramy się też zapewnić im w tej trudnej sytuacji wszelką możliwą pomoc, w tym psychologiczną. Mamy też pokoje, w których przyjmujemy uchodźców z Ukrainy. Od dwóch tygodni funkcjonujemy na naprawdę wysokich obrotach.

Notował Piotr Kieraciński

Wróć