logo
FA 3/2022 felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Bieganie z głową

Bieganie z głową 1

Źródło: Obraz ThG z Pixabay

Uporczywe bieganie, niczym codzienne kąpiele, nie jest tak zdrowe, jak ludzie myślą. Co do kąpieli: higieniści podają różne wartości, ale najczęściej, że są one zdrowe tylko wtedy, kiedy nie odbywają się częściej niż raz na tydzień (jak w wojsku albo więzieniu) i nie rzadziej niż raz na dwa miesiące (jak w czasie marszu przez pustynię), rzecz jasna pod warunkiem że się pamięta o myciu.

Podobnie z bieganiem, zwłaszcza jeśli jego jedynym rzeczywistym celem jest przemieszczanie się, naśladowanie sportu. Może polegać na szybszym niż w marszu pokonywaniu kilku kilometrów dziennie czy tygodniowo. Podobnie działa zbyt częsta koszykówka czy tenis. Bywa to umownie nazywane treningiem wytrzymałości. Mylą to z pracą nad kondycją, czyli dbaniem o ogólny stan fizyczny organizmu. Kondycja to wskaźnik zdrowia i niekoniecznie odpowiada ponadprzeciętnemu pokonywaniu trudności, na przykład długich dystansów w stosunkowo krótkim czasie. Wytrzymałość natomiast jest jedynie zbiorem parametrów odporności na wysiłek, zdolnością przedłużania wysiłku, zatem czymś zupełnie innym niż zdrowie. Jeśli się nie zachowa umiaru w biegach i treningach, może być wręcz wstępem do zniszczeń ciała, nieraz nieodwracalnym.

Ludzie z uszkodzeniami tego rodzaju chodzą powoli, nieprecyzyjnie (zmiennie) unoszą i stawiają stopy, czasem korzystają z podpory jak osoby stare. Spotyka się je wcale nierzadko. Są ofiarami wieloletnich treningów „zdrowotnych”, takich jak uprawianie w nadmiarze gier sportowych, biegów, wspinaczek i innych ponadprzeciętnych wysiłków. Zbyt szybko wyczerpały życiowy limit mierzony kilometrami, skokami, gwałtownymi obciążeniami, ciężarami.

Limit ten można sobie obliczyć w celach ilustracyjnych, ułatwiających zrozumienie problemu. Dla biegów i chodzenia wysiłkowego można przyjąć, że są to „normalne” 3 kilometry dziennie przy 200-dniowym „roku chodzenia”, czyli 600 kilometrów marszu rocznie (przy założeniu, że w pozostałe dni nie przechodzi się więcej niż 1 km). Niemało, prawda? A są tacy, którzy dodają do tego raz w tygodniu 10 km (600 + 500 = 1100 km rocznie) i jeszcze się tym chełpią. Nie przychodzi im do głowy, że za jakiś czas zaczną kuleć, a lekarze zaproponują wymianę stawów na sztuczne. O ile będą po temu warunki, bo może nie być…

Myślę, że limit biegu dla danej osoby jest stały i należy go przestrzegać, ale oszczędzanie chodzenia nie jest konieczne. Chód pod względem odporności na urazy i zużycia tkanek jest zoptymalizowany. Bieg już nie. Limit biegu zmniejsza się proporcjonalnie do wieku, aż znika całkiem, dlatego że tkanki ludzkie starzeją się i na skutek tego mają coraz mniejszą odporność na walkę z trudnościami tego świata. Z historii ludzkości wynika, że organizm mężczyzny został transcendentnie obliczony mniej więcej na 35 lat życia, a kobiecy na 38, po czym kończy się spontaniczna, cybernetyczna zdolność regeneracji zużycia tkanek i narządów oraz napraw uszkodzeń pourazowych. Kiedy człowiek dzięki szczególnej przemyślności wydłuża swe życie wbrew założeniom biologii, zaczyna się szybkie ubywanie tych zdolności i dochodzi do pojawienia się chaosu zdrowotnego.

Starość, zaczynająca się wraz z zanikiem zdolności reprodukcyjnej, przez biologię przewidziana nie została. Nasila się nieodwracalność zużycia tych tkanek, które nawet u osobników młodych nie mają wystarczających własnych możliwości regeneracyjnych, przede wszystkim tkanki nerwowej, chrzęstnej, w dużym stopniu kostnej, skomplikowanych konstrukcji w narządach, nieraz skrajnie delikatnych, takich jak oko, ucho wewnętrzne czy mózg, niemających żadnych biologicznych mechanizmów zastępczych.

Świadomość tego pozwala uważnie zastanowić się nad faktem, że – jak twierdzą badacze z Johns Hopkins Hospital w Baltimore, USA – w czasie biegania, które wykracza poza wspomniany limit roczny, zużycie stawów zwiększa się w tempie 1:5, to znaczy, że 1 kilometr biegu odpowiada 5 kilometrom marszu. Jeśli ktoś przebiega 10 km, to tak jakby przeszedł 50. Bieg zastępujący chód zmniejsza zatem możliwy życiowy dystans aż pięciokrotnie. Wynika to z nietrwałości chrząstki, która ma znikomą zdolność regeneracji. W czasie biegu uporczywe gwałtowne zderzenia elementów stawu znacząco sprzyjają jego degeneracji, ponieważ są to mikrourazy wielokrotnie silniejsze niż w czasie chodu.

Chrząstka stawowa należy do typu szklistego, jest jak szkło dość krucha, nie ma błony ochrzęstnej. Kontakt z niosącymi substancje odżywcze naczyniami krwionośnymi ma tylko przez stosunkowo odległą torebkę stawową. Komórki chrząstkotwórcze (chondroblasty i chondrocyty) są w chrząstce umiejscowione luźno, w dużych odstępach, dlatego „ślizgacze” stawowe stworzone z chrząstki są praktycznie pozbawione zdolności odnawiania się. Ubytki, pęknięcia można ratować za pomocą dochrzęstnego podawania komórek chrząstkotwórczych, ale nie da się tego robić ani często, ani w nieskończoność. Duże zużycie, uszkodzenie, zniszczenie chrząstki traktuje się jak zniszczenie stawu, i tam, gdzie to jest możliwe, przeprowadza jego wymianę na sztuczny. Słowem dawny znakomity maratończyk, kiedy dorośnie, czasem może liczyć tylko na medycynę…

Jeśli więc biec, to z głową.

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć