logo
FA 3/2021 felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Dialog jednoosobowy

Dialog jednoosobowy 1

Fot. Stefan Ciechan

Człowiek po to został wyposażony w język, żeby lepiej myślał, lepiej niż mój pies. Który zresztą taki głupi nie jest, skoro potrafi się droczyć i zawsze wie, jaki typ wyjścia z domu zaplanowałem, kiedy zdejmuję pantofle i wkładam buty. Jeśli nie idę na spacer ani do sklepu po bułki, to leży kamieniem i nawet nie drgnie. Skąd wie? Dialoguje ze mną bez słów? Sądzę, że pies lepiej rozumie, co ja mówię do niego, niż ja, co on do mnie.

Dialog to nie zawsze rozmowa z kimś innym. Pisarze zauważyli to już dość dawno i nieprzypadkowo jednym z częstszych typów narracji prozatorskiej jest opowieść w pierwszej osobie. Autor unika wtedy fałszywego podsuwania czytelnikowi, co rzekomo myślą bohaterowie utworu. Niby skąd miałby to wiedzieć? Z własnej głowy i tylko z niej, bo przecież nie z umysłów, do których w naturze nie ma dostępu nikt poza ich nosicielami. Prawie nie spotyka się dziś dobrej wszechwiedzącej prozy, gdyż wszyscy piszący wiedzą, że niemal żaden czytelnik w takie rewelacje nie uwierzy, chyba że tekst mieści się gatunkowo w fantastyce.

Nieporównanie częściej pojawia się autodialog, to znaczy rozmowa autora z samym sobą, czasem zręcznie maskowana takim typem narracji, który odwraca uwagę odbiorcy od śledzenia techniki zapisu w stronę dziania się, psychologii, zachowań, emocji. Podobnie zresztą jest w poezji. Do najlepszej gatunkowo poezji tradycyjnie zalicza się lirykę, czyli właśnie autodialog albo jakiś rodzaj autobiografizmu, analizy samego siebie. Dobremu poecie liryka daje mechanizmy ochronne przed wprowadzaniem banału przez to, że angażuje doświadczenie własne, oryginalne i unikatowe. Dialog jednoosobowy to piękna sprawa. Można doświadczać cudów wyobraźni i jednocześnie natychmiast je weryfikować, czy są prawdziwe, możliwe, naturalne. To zwiększa bezpieczeństwo uniknięcia chwytów grafomańskich (pod warunkiem, że ma się te pięć procent talentu).

Wspominam o tym wszystkim, bo wcale dobrze autodialog służy nauce, szczególnie tam, gdzie wchodzi się w nowe obszary nieznanego albo próbuje przełamać utrwalone stereotypy wiedzy i teorii, zwłaszcza te chronione środowiskowo. „Nikt z tobą szczerze nie pogada”. To zdanko ma swoją wymowę, szczególnie kiedy pojawił się w nas, to znaczy w mózgu czy choćby – tak, tak! – we śnie jakiś absurdalny koncept, który po wstępnej analizie już z absurdu zdaje się troszkę odarty i zaczyna pączkować jako odkrycie lub wynalazek. Wtedy trzeba zaprzęgać do roboty ów dialog! Jakże pomocne narzędzie. Nauka nie musi się wyposażać w laboratoria. Nie każda. Były co prawda dekady, wieki nawet, kiedy aprioryzm był przeciwstawiany aposterioryzmowi lub odwrotnie, ale dzisiaj, jak to pięknie wywiodła profesor Barbara Tuchańska („Filozofia Nauki” nr 19/4, 2011), taka opozycja nie jest do niczego potrzebna. Każda nauka ma swoje ograniczenia i wymagania i każdy przyzna, że inaczej jest zmuszony rozumować fizyk i inaczej literaturoznawca, jeszcze inaczej lekarz i inaczej matematyk, co można ująć w kategoriach właściwości ich nauk. Myślę, że nadeszły już czasy, kiedy nie trzeba się o to spierać, choć doświadczenie z ostatnich dziesięciu lat, zwłaszcza w związku z wątpliwej urody rewolucją w nauce w Polsce, pokazuje, że niektórzy aprioryści nigdy nie uznają empirii, to jest humanistyki, ba, nawet medycyny czy socjologii za naukę i będą się przy tym upierać aż do śmierci. Będą także szkodzić, wsadzać kij w szprychy, sypać piasek w tryby.

Autodialog jest wspaniały przez to, że potrafi brać pod uwagę to wszystko. Nie jest techniką trudną do nauczenia się. Polega w pierwszym rzędzie na opanowaniu umiejętności rozumienia, czym jest wiedza (por. modelowy wykład prof. Ryszarda Wójcickiego z UŁ, jest w Internecie), następnie na poprawnym korzystaniu z wiedzy encyklopedycznej, aby dokonywać jej wyboru dla danej potrzeby i układania wedle dogodnego wzoru. Pamiętam własne próby z dzieciństwa, kiedy układałem sobie grupy danych po trzy, na przykład: „kocha, nie kocha, jest osobą obojętną”. Kiedy w roku maturalnym dowiedziałem się, że poniekąd tak robił Hegel (teza – antyteza – synteza), poszukałem innego sposobu, ale najlepsze metody autodialogu ściśle naukowego, choćby w definiowaniu (ustalaniu rozpoznania choroby), podsuwali mi nauczyciele na studiach lekarskich. Wybitne metody, bardzo bliskie „aprioryki”, wybitni nauczyciele. Miałem szczęście, że wtedy byli akurat Oni.

Rozmowa z kimś drugim albo z wieloma osobami niestety nie jest już efektywna. Po pierwsze nigdy nie ma pewności co do podstaw zaufania i szczerości, po drugie przez to traci się radość poszukiwań nowości, a po trzecie zdarza się, że powstaje z tego targ konkurencji, czegoś, co dla odkryć i wynalazków, nawet tych mikroskopijnych, jest zabójcze. Jakże często rozmowa we dwoje, troje wytwarza coś w rodzaju żelaznej siatki, która uniemożliwia swobodny przepływ magnetyzmu pomysłowości.

Dzisiaj ludzie nie chcą dyskutować. W żadnej kawiarni nie ma stolika matematycznego Stefana Banacha i kolegów. Jeśli jednak gdzieś się znajduje, to gratuluję, ale to na pewno jakiś wyjątek potwierdzający regułę. Trzeba więc dialogować samemu, prywatnie, tajnie. No i umieć te rozmowy zapisywać; ale to już inne zagadnienie.

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć