logo
FA 3/2021 na pograniczach nauki

Zdzisław Kieliszek

Bocheńskiego pojęcie zabobonu a gender studies

Rys. Sławomir Makal

W strukturę gender studies są integralnie wpisane postulatywne idee, według których należałoby bezwzględnie przemodelować całą, zewnętrzną względem poszczególnego człowieka, społeczno-kulturową rzeczywistość, aby zapewnić przyszłym pokoleniom szczęśliwe życie. Tymczasem w gender studies zbyt mało jeszcze udowodniono, aby uprawnione było postawienie aż tak daleko idących postulatów o charakterze praktycznym.

Jednym z częściej dyskutowanych w ostatnich latach zagadnień są uwarunkowania tożsamości płciowej człowieka. W dyskusji na ten temat biorą udział m.in. zwolennicy tezy, że tożsamość płciowa człowieka nie zależy od biologicznego uposażenia danej jednostki, ale jest wypadkową różnych uwarunkowań społeczno-kulturowych, w których dana osoba funkcjonuje. Przekonanie to stało się już na tyle popularne, że mniej więcej od przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku rozwijają się dynamicznie interdyscyplinarne studia nad sposobami ujawniania się – jak to ujmują zwolennicy tej tezy – płci kulturowej (gender). Studia te są zaś określane jako gender studies. Natomiast zwolennicy gender studies oceniają uzyskane w ramach ich uprawiania osiągnięcia za genialne i nowoczesne (np. J. Senyszyn, A. Graff).

Warto zatem przyjrzeć się, czy aby przypadkiem przedstawiciele gender studies nie przesadzają w ocenianiu swoich osiągnięć, jeśli chodzi o ich intelektualną doniosłość. Jako punkt odniesienia proponuję przyjąć pojęcie zabobonu filozoficznego, którego autorem jest Józef Maria Bocheński (1902-1995), polski filozof, logik, dominikanin, a także m.in. rektor Uniwersytetu we Fryburgu. Przyjęcie takiego właśnie punktu widzenia, jak myślę, pomaga we właściwej ocenie racjonalnej wartości osiągniętych w ramach gender studies wyników.

Bocheńskiego rozumienie „zabobonu filozoficznego”

Pojęcie zabobonu filozoficznego Bocheński przedstawia w książce Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów (1987). I chociaż książka ta jest utrzymana w tonie żartobliwym, a jej czytelnik co rusz jest przez autora karmiony humoreskami lub ironią, to jednak z „zabobonem” Bocheński rozprawia się w niej całkowicie „na poważnie”. Polski filozof wskazuje kryteria, z pomocą których można odróżnić zabobon, tzn. przekonania, poglądy i teorie ewidentnie fałszywe, od takich, które zabobonem nie są.

Według Bocheńskiego filozoficznym zabobonem jest każde przekonanie (wierzenie, pogląd, teoria) w oczywisty sposób w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to uważane przez swoich zwolenników za prawdziwe. Zdaniem Bocheńskiego podstawowych kryteriów, które pozwalają zidentyfikować filozoficznie zabobonne myślenie, jest sześć. Po pierwsze, wszelkie teorie, które w sobie zawierają sprzeczność lub do niej konsekwentnie prowadzą, są filozoficznie zabobonne. I aby tę sprzeczność odkryć, należy odsłonić ukryte założenia lub następstwa danego przekonania. Po drugie, zabobonem jest każde wierzenie, które zaprzecza bezpośredniemu doświadczeniu. Zaś chcąc wskazać, że dane wierzenie pozostaje w niezgodzie z bezpośrednim doświadczeniem, wystarczy odwołać się do oczywistości określonych spostrzeżeń. Po trzecie, jeśli jakaś teoria kłóci się ze zdrowym rozsądkiem, wówczas także jest zabobonna. A taka sytuacja ma np. miejsce wtedy, gdy bez wystarczających argumentów odrzuca się wiedzę mającą silne uzasadnienie. Po czwarte, jeśli zwolennicy danego poglądu uważają go za należycie uzasadniony, a tak w istocie nie jest, gdyż przywoływane przez nich argumenty są niewystarczające i można wskazać o wiele silniejsze kontrargumenty, wówczas myślą w sposób filozoficznie zabobonny. Po piąte, zabobonem jest uznawanie danego przekonania za pewne. I do ukazania, że w określonym przypadku mamy do czynienia z zabobonem, należałoby ujawnić, iż dane przekonanie nie zostało potwierdzone w takim stopniu, iż można je uznać za niezbite. Wreszcie po szóste, w filozoficznie zabobonnym myśleniu dochodzi do pomieszania sensu i zakresu używanych terminów. Dzieje się to przede wszystkim w tzw. bełkocie, a także wówczas, gdy określonemu terminowi nadaje się rozbieżny sens w stosunku do sensu, jaki ów termin ma w języku, w którym dane przekonanie jest wyrażane. Mieszaniu pojęć sprzyja ponadto stosowanie terminów mętnych i nieostrych.

Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że według Bocheńskiego każde z wyżej wymienionych sześciu kryteriów jest wystarczające do tego, aby dane przekonanie uznać za filozoficznie zabobonne. Oznacza to, że nie ma potrzeby, aby zostały spełnione wszystkie jednocześnie. Wystarczy, że dany pogląd podpadnie tylko pod jedno ze wskazanych kryteriów, a już należy uznawać go za filozoficzny zabobon.

Gender studies – podstawowe założenia, tezy i postulaty

W gender studies kontestuje się kategorie analityczne, które przed pojawieniem się tego prądu myślowego uważano za oczywiste a ich treść za ustaloną raz na zawsze. Mowa tu o takich pojęciach jak: męskość, kobiecość, tożsamość płciowa, pokrewieństwo i rodzina. Zaś wśród owych kontestatorów na czoło wybijają się m.in.: David Schneider, Jane Collier, Michelle Z. Rosaldo i Sylvia J. Yanagisako, którzy położyli fundamenty pojęciowe pod prace innych, tzn. podobnych w myśleniu i późniejszych, badaczy. Za „założycielską” dla gender studies pracę należy też uznać dzieło Michela Foucaulta Historia seksualności (t. 1-3, 1976-1984). Natomiast na różnych polach studia nad społeczno-kulturową tożsamością prowadzili lub wciąż jeszcze rozwijają m.in.: Henrietta Moore, Signe Howell, Marit Melhuus, Frances Pine, Harriet Whitehead, Floya Anthias, Nira Yuval-Davis, Pnina Werbner, Jennifer Schirmer, Victoria A. Goddard, Anne Allison, Thomas Chivens, Melisa Llewelyn-Davis, Edward Said, Talal Asad, Homa Hoodfar, Subhadra M. Channa, Suzanne A. Brenner, Carole S. Vance, Emily Martin, Sandra Lee Bartky, Judith Okely, Michele Rivkin-Fish, Annick Prieur, Sofka Zinovieff oraz Eduardo P. Archetti. Swój wkład w rozwój gender studies wnieśli i wciąż też oczywiście wnoszą polscy badacze, np.: Joanna Senyszyn, Agnieszka Graff, Elżbieta Pakszys, Inga Iwasiów, Agata Chełstowska, Aleksandra Sygnowska, Jacek Kochanowski, Marzena Adamiak, Beata Bielska, Ewa Bińczyk czy Aleksandra Derra.

Podstawowym założeniem gender studies jest przekonanie, że w badawczym podejściu do rzeczywistości należy odróżnić dwie perspektywy: subiektywną i obiektywną. Perspektywa subiektywna polega na spoglądaniu na świat poprzez „okulary”, którymi jest kultura reprezentowana przez danego badacza (tzn. właściwy jej język, utarte schematy myślowe itp.). Z kolei w perspektywie obiektywnej takie „okulary” próbuje się odrzucić, gdyż ich używanie wydaje się zniekształcać osiągane wyniki, tzn. „zanieczyszcza” je pojęciami, schematami itd., które owszem są właściwe danej kulturze, ale już innej mogą być zupełnie obce. Perspektywa obiektywna polegać więc ma na opisywaniu, analizowaniu i objaśnianiu rzeczywistości w sposób kulturowo neutralny. A zgodnie z terminologią wprowadzoną w 1954 r. przez amerykańskiego językoznawcę Kennetha Pike’a podejście kulturowo subiektywne określa się mianem emic, zaś dążące do kulturowej neutralności – etic.

W gender studies powątpiewa się, czy w badaniach nad rzeczywistością humanistyczno-społeczną jest możliwe zastosowanie perspektywy kulturowo neutralnej. Zdaniem np. D. Schneidera uważane dotąd za oczywiste w swym znaczeniu, a także niezależne od miejsca i czasu pojęcie rodziny okazuje się właściwe wyłącznie dla kultury zachodniej. Z kolei S.J. Yanagisako oraz J.F. Collier przekonują, że nie istnieją biologiczne i materialne fakty, które miałyby znaczenie kulturowe i dające się obiektywnie opisać, przeanalizować oraz wyjaśnić konsekwencje o charakterze społecznym. Oznacza to, że w gender studies to, co jest związane z opisem ludzkiej biologii, jej funkcjonowaniem itd. (np. stosunek płciowy, ciąża i poród) jest traktowane jedynie jako swego rodzaju metafora, która została wyrażona z wykorzystaniem ściśle określonych „okularów” właściwych tylko tej konkretnej kulturze. Natomiast przy posłużeniu się innymi „okularami” metafora będzie inna, co sprowadza się do uznania, że nie istnieje niezależna od człowieka rzeczywistość, która bezwzględnie warunkowałaby np. charakter i strukturę międzyludzkich relacji.

Według przedstawicieli gender studies (np. M.Z. Rosaldo, A. Allison, S. Lee Bartky) „zyskiem” z uświadomienia sobie, że wszelkie fenomeny humanistyczno-społeczne – w szczególności rodzina, a także kategorie męskości i kobiecości – są jedynie ideologicznymi konstruktami, właściwymi tylko tej, a nie innej kulturze, jest możliwość precyzyjnego uchwycenia złożoności znaczeń określonych pojęć w danym ideowym klimacie, przy jednoczesnym uniknięciu niebezpieczeństwa nieuzasadnionego niczym „pomieszania” ze sobą różnych ich sensów, jakie mają one w innych, nieprzystających do siebie kulturach. Owszem, w gender studies uznaje się istnienie biologicznej różnicy między płciami, ale jednocześnie zaprzecza się, że te różnice generują jakieś skutki, które dałoby się zauważyć jako identyczne we wszystkich kulturach (H. Whitehead). Oznacza to, że kategorie płci i związane z nimi fenomeny (np. macierzyństwo, ojcostwo, małżeństwo, bycie żoną, bycie mężem i rodzina) są przez przedstawicieli gender studies (np. S. Lee Bartky) uważane za właściwe tylko tej konkretnej kulturze, która w sobie odpowiedni sposób kształtuje relacje między ludźmi.

W gender studies podkreśla się, że każdy społeczno-kulturowy model tożsamości płciowej należy traktować jako swego rodzaju gorset, który ogranicza oraz sztywno strukturyzuje życie, psychikę, a także samorozumienie oraz relacje danego człowieka z innymi ludźmi. Natomiast na ogół nie bierze się nawet pod uwagę możliwości, że określony model tożsamości płciowej dla przedstawicieli określonych kultur może być także impulsem, który pobudza ich do rozwoju, tworzenia więzi z innymi ludźmi itd. zgodnie z wzorcami właściwymi w danym środowisku społecznym (np. S.J. Yanagisako, J.F. Collier). Według przedstawicieli gender studies szczególnie szkodliwe jest odróżnianie w poszczególnych kulturach sfer życia domowego i publicznego, a także sztywnego modelowania w każdej z tych sfer pożądanych ról, jakie mają do odegrania kobiety i mężczyźni. W ten sposób ludzie zostają bowiem pozbawieni przysługującego im prawa do całkowicie swobodnego decydowania o własnym życiu i losie (np. V.A. Goddard, M. Llewelyn-Davies, H. Hoodfar, S.M. Channa, S.A. Brenner, J. Okley).

W ramach gender studies stawiane są też postulaty, które można podzielić na dwie grupy: badawczo-teoretyczne oraz społeczno-praktyczne (np. S.J. Yanagisako, J.F. Collier).

Do pierwszych należą: 1) kulturowa analiza znaczeń kategorii związanych z płcią, która ma na celu odsłonięcie, jak dane kategorie są rozumiane oraz jak są wprowadzane w życie przez ludzi w określonej kulturze; 2) tworzenie właściwych dla danej tradycji ideowej koncepcyjnych modeli różnic między płciami, co ma na celu umożliwienie studium konkretnych sytuacji, czyli np. badanie jakości życia danych osób lub grup; 3) historyczna analiza kategorii związanych z płciowością w celu przebadania ich czasowego rozwoju i zmian, w tym też odkrycia przyczyn i konsekwencji dostrzeżonych zmian.

Z kolei wśród postulatów społeczno-praktycznych na czoło wysuwają się następujące: 1) trwałe przemodelowanie – przy pomocy massmediów, podmiotów opiniotwórczych i prawa pozytywnego – poszczególnych kultur w taki sposób, by stały się one płciowo neutralne, tzn. nie przypisywały z góry poszczególnym ludziom ze względu na ich płeć określonych ról do spełnienia w społeczeństwie; 2) absolutne zrównanie w obowiązkach i prawach kobiet z mężczyznami; 3) dekonstrukcja podziału ludzkiego życia na sferę domową i publiczną; 4) umożliwienie wszystkim ludziom całkowicie arbitralnego wyboru odnośnie do tego, jakie zadania – dotąd zwykle przypisywane dychotomicznie w poszczególnych kulturach bądź kobietom, bądź mężczyznom – i w jakich konfiguracjach będą w życiu spełniać.

Warto też wspomnieć, że w tekstach autorów genderowych licznie się pojawiają zabarwione emocjonalnym tonem wezwania do tego, aby wyżej wymienione postulaty, w szczególności te o zabarwieniu społeczno-praktycznym, zostały możliwie najszybciej urzeczywistnione. Oznacza to, że przedstawiciele gender studies chętnie sięgają po takie sformułowania, jak np.: „należy w społeczeństwach za wszelką cenę likwidować dyskryminację ze względu na płeć biologiczną” (P. Werbner), „wokół ludzkiej płciowości toczy się wojna idei” (C.S. Vance) czy „w dyskusji wokół kwestii związanych z rozmnażaniem się trzeba przezwyciężać męską perspektywę” (E. Martin).

Z punktu widzenia pojęcia zabobonu…

Spróbujmy teraz ocenić gender studies, patrząc na nie z perspektywy „filozoficznego zabobonu” Bocheńskiego i wskazanych przez polskiego filozofa kolejnych kryteriów, które pozwalają zidentyfikować filozoficzny zabobon.

Po pierwsze, gender studies wydają się mieć znamiona studiów, w których istnieje wewnętrzne pęknięcie. Z jednej strony neguje się istnienie takiego wymiaru materialnej rzeczywistości, który miałby jakiekolwiek znaczenie kulturowe i konsekwencje społeczne w aspekcie kształtowania się tożsamości płciowej. Ale też – z drugiej strony – kształtowanie się tożsamości płciowej człowieka, sytuowanej wyłącznie na płaszczyźnie sensów i znaczeń kulturowych, objaśnia się na podstawie opisu i analizy fenomenów, które przynależą do tej materialnej rzeczywistości.

Po drugie, istotne tezy stawiane w ramach gender studies pozostają w jawnej sprzeczności z doświadczeniem bezpośrednim. Człowiek jest w gender studies postrzegany jako podmiot, w którego płciowym funkcjonowaniu cielesność nie odgrywa żadnej roli. Według autorów genderowych na kształtowanie się tożsamości płciowej człowieka wpływ ma bowiem nie biologiczna cielesność, a sfera znaczeń i sensów kulturowych, czyli szeroko rozumiana płaszczyzna ducha. A przecież wystarczy zwykłe spostrzeżenie związane z odżywianiem się człowieka, aby dojść do przekonania, że człowiek to nie żyjący ideami duch, lecz istota integralnie zanurzona w materialną rzeczywistość. Mówiąc inaczej, skoro tylko do zachowania życia człowiek potrzebuje regularnie nasycać swój organizm odpowiednią dawką cielesnego pokarmu, to tym bardziej jest oczywiste, że czynniki biologiczne muszą odgrywać również istotną rolę w kształtowaniu się wyższych, w tym także związanych z płciowością, przejawów ludzkiego sposobu bytowania.

Po trzecie, ze zdrowym rozsądkiem kłóci się zawarta w korpusie genderowych przekonań teza, że nie istnieją właściwe wyłącznie biologicznym kobietom i mężczyznom funkcje i role społeczne, gdyż te zawsze są uwarunkowane kulturowo. Owszem w poszczególnych kulturach różnie układają się np. funkcje i role związane z wychowaniem potomstwa itd., ale w normalnych okolicznościach to zawsze kobiety rodzą, a mężczyźni je zapładniają. I już tylko na tej podstawie można sfalsyfikować genderową tezę, zgodnie z którą nie ma właściwych wyłącznie dla danej płci biologicznej funkcji i ról.

Po czwarte, w ramach gender studies twierdzi się, że poszczególne kultury proponują np. inne modele kobiecości oraz męskości. Przekonanie to stało się już paradygmatyczne dla tych studiów. Ale uczciwość intelektualna wymagałby sprawdzenia – i to raczej przez przedstawicieli gender studies niż przez ich krytyków – czy przypadkiem przy takim nastawieniu nie zostają przeoczone jakieś „ideowe mechanizmy”, które we wszystkich kulturach i społeczeństwach w ten sam sposób określają kobiecość i męskość. Być może jest też możliwe pokazanie, że fenomeny i wzorce społeczno-kulturowe, które w gender studies interpretowane są jako różne, w istocie rzeczy są jednak identyczne bądź też wskazywane różnice są wyłącznie marginalne. I już tylko zwrócenie uwagi na tę wątpliwość sprawia, że tezy i postulaty stawiane w ramach gender studies przedstawiają się jako nienależycie uzasadnione.

Po piąte, w strukturę gender studies są integralnie wpisane określone postulatywne idee, według których należałoby bezwzględnie przemodelować całą, zewnętrzną względem poszczególnego człowieka, społeczno-kulturową rzeczywistość, aby zapewnić przyszłym pokoleniom szczęśliwe życie. Ale te postulaty są nabudowane na tezach czy raczej hipotezach, których aktualna pewność, jak się wydaje, nie pozwala na sformułowanie aż tak mocnych i dalekosiężnych – jeśli chodzi o ich ewentualne skutki, gdyby zostały urzeczywistnione – praktycznych postulatów. Mówiąc inaczej, w gender studies zbyt mało jeszcze udowodniono, aby uprawnione było postawienie aż tak daleko idących postulatów o charakterze praktycznym.

Po szóste, w gender studies dochodzi do pomieszana sensów i znaczeń używanych terminów, tzn. takie pojęcia jak kobiecość, męskość czy rodzina są używane mętnie i niejednoznacznie. Chodzi o to, że do znaczeń tego typu terminów, mających w poszczególnych językach ustalony sens, przenosi się treści zaczerpnięte z innych kultur (języków) albo też się je logicznie wadliwie uogólnia. Czyni się to np. poprzez wskazywanie, że w kulturze (języku) japońskiej „kobiecość” oznacza coś innego niż w polskiej, a zatem w polskiej „kobiecość” też powinno się rozumieć inaczej.

Patrząc zatem na gender studies z perspektywy Bocheńskiego pojęcia zabobonu filozoficznego, a zwłaszcza mając na uwadze jego spostrzeżenie, że dane przekonania należy traktować jako filozoficzny zabobon już wówczas, gdy podpadną pod jedno tylko ze wskazanych przez filozofa kryteriów, można powiedzieć, że gender studies stwarzają pozory prawdy. Oznacza to, że można mieć uzasadnione wątpliwości odnośnie do prawdziwości formułowanych w ich ramach tez i słuszności stawianych praktycznych postulatów.

Ks. dr Zdzisław Kieliszek, Wydział Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie

Wróć