logo
FA 3/2021 informacje i komentarze

Piotr Kieraciński

Afera czy cud?

Nie dajmy się zwariować – tak powinno się odpowiedzieć na publikację nagrania rozmowy profesorów anatomii, którzy po zakończonych zajęciach nie wyłączyli mikrofonu. Co nagrano? Rozmowę o zdawalności egzaminu z anatomii i żarty o „funduszu Morysia”. Media zrobiły z tego AFERĘ. A cała historia była wynikiem CUDU na zdalnych egzaminach z anatomii.

Fakty pokazał prof. Michał Szpinda w oświadczeniu, które wydał kilka dni po medialnej burzy, gdy emocje trochę opadły. Jak się okazuje, nagrani profesorowie dyskutowali o rozbieżności w zdawalności egzaminów z anatomii przeprowadzanych zdalnie i tych, które odbywały się w trybie stacjonarnym. Prof. Szpinda podaje: „Kolokwia i egzaminy zdawane przez studentów on-line wyróżniają się zdawalnością na poziomie 95-100%”. Tymczasem w ciągu ostatnich dwudziestu lat poziom zdawalności kolokwiów i egzaminów z anatomii przeprowadzanych stacjonarnie wynosił w Bydgoszczy w pierwszym terminie średnio 55-65%. Zdumiewająca rozbieżność. Jak to skwitował prof. Szpinda w nagranej rozmowie? „Studenci kombinują”. Wszystko wskazuje na to, że wyniki prowadzonych zdalnie egzaminów z anatomii nie oddają rzeczywistego stanu wiedzy studentów. Możemy się oburzać na formę profesorskiej rozmowy, ale fakty są nieubłagane.

Michał Szpinda przytacza kolejne dane: egzamin końcowy z anatomii przeprowadzany na platformie Teams w lipcu 2020 r. zdawało 232 studentów Collegium Medicum UMK. I stał się cud: „oceny pozytywne uzyskało 225 studentów, a negatywne – 7”. Potem studenci mają dwa bezpłatne egzaminy poprawkowe; uczelnia nie pobiera pieniędzy za tę możliwość. W rezultacie anatomię w 2020 r. zdali w Bydgoszczy wszyscy studenci. Cud! Nikt z wykładowców ani byłych studentów nie pamięta takiego wydarzenia z przeszłości. Kto ten cud wymodlił? Może twórcy platform do zdalnego zdawania egzaminów, którzy chcieli w ten sposób potwierdzić jakość swoich produktów?

Dalej prof. Szpinda omawia wyniki kolokwiów z anatomii w bieżącym roku akademickim. „Studenci pierwszego roku kierunku lekarskiego (studia stacjonarne i niestacjonarne) przystępowali do czterech kolokwiów zaliczeniowych w trybie on-line. Na ostatnim takim kolokwium z materiału dotyczącego miednicy, na 230 przystępujących studentów, nie zdały 4 osoby. Z kolei na jedynym stacjonarnym kolokwium zaliczeniowym z kończyny dolnej przeprowadzonym w bieżącym roku akademickim uzyskano poziom zdawalności ok. 50%”. W dalszej części oświadczenia profesor z CM UMK przedstawia wynik pewnego eksperymentu: „Tylko dla potrzeb kolokwiów uformowano «specjalną grupę» studentów pierwszego roku kierunku lekarskiego, którzy mieliby zdawać test w warunkach stacjonarnych, a więc tak jak wszyscy pozostali studenci. Jedynym kryterium doboru tychże studentów była lista rankingowa sporządzona w oparciu o wyniki uzyskane z dotychczas przeprowadzonych on-line na platformie Teams czterech testów zaliczeniowych (kończyna górna, klatka piersiowa, jama brzuszna i miednica). Do tej grupy zostało wstępnie zakwalifikowanych 41 studentów z całego roku kierunku lekarskiego (studia stacjonarne i niestacjonarne), z których 3 zrezygnowało bez żadnych konsekwencji. W efekcie, do testu zaliczeniowego z kończyny dolnej przystąpiło 38 studentów, z których 21 (czyli 55% – red.) uzyskało wymaganą liczbę punktów (do zdania egzaminu wystarczy uzyskać 60% punktów – red.). Zaskakującym dla mnie okazał się fakt, iż pomimo jednolitego kryterium doboru, ta «grupa specjalna» okazała się być bardzo niejednorodna, gdyż najlepsze wyniki były na poziomie 26-28 na 30 punktów, a najsłabsze na poziomie 4-8 na 30 punktów”. Okazały się one po prostu być takie same jak w dotychczasowej historii „przedzdalnych” egzaminów z anatomii. Prof. Szpinda podkreśla, że „zarówno ten test, jak i wszystkie wcześniejsze były porównywalne pod względem trudności i dotyczyły w 100% wiedzy merytorycznej przekazanej przeze mnie osobiście podczas synchronicznych wykładów on-line”.

Dalej autor oświadczenia odcina się od – oczywistej w świetle przytoczonych faktów – wypowiedzi: „Zdawalność jest zdecydowanie za wysoka w formie zdalnej i coś z tym musimy zrobić”. Media i studentów zaniepokoił końcowy fragment „coś z tym musimy zrobić”. Rzucono podejrzenie o spisek profesorów anatomii przeciwko studentom, podszyty chciwością – opłatami na „fundusz Morysia”. I tu trzeba dodać: nieistniejący; takie pojęcie to dowcip od lat krążący wśród studentów GUMed. Ich przedstawiciele uczestniczą jednak w posiedzeniach Senatu i Komisji Budżetowej GUMed, więc wiedzą, że nie ma takiego funduszu.

O znaczeniu anatomii w kształceniu lekarzy napisał do redakcji FA prof. Janusz Moryś: „Od ponad 40 lat uczę anatomii człowieka i zawsze naczelną przesłanką dla tego nauczania była dbałość o jak najbardziej rzetelne przedstawienie wiedzy (…). Badania prowadzone w zachodnich uczelniach jednoznacznie łączą stopień przygotowania studentów i później lekarzy z wykonywaną przez nich pracą. W wielu publikacjach wykazano, że niedostateczna znajomość anatomii jest przyczyną ponad 30% błędów lekarskich. (…) przekazanie i egzekwowanie wiadomości z anatomii staje się kluczowym elementem przygotowania studenta do wejścia w działy medycyny klinicznej”. Autor przekonuje dalej, że skuteczność współczesnych metod diagnostycznych w dużej mierze zależy od znajomości anatomii. Jeśli zatem egzamin zdały osoby, które nie znają anatomii wystarczająco dobrze, a przecież najpewniej zostaną kiedyś lekarzami, to niewątpliwie może to być zagrożeniem dla zdrowia ich przyszłych pacjentów. Prof. Moryś wskazał także na rozbieżności między zdawalnością egzaminów z anatomii przed i w czasie pandemii. „Cały czas poszukujemy systemu, który w rzetelny i sprawiedliwy sposób oceni wiedzę studentów” – napisał. Przekonuje nas też, że sposób prowadzenia i oceny egzaminów ma szereg zabezpieczeń przed manipulacjami ze strony… wykładowców. Ponadto istnieje procedura odwoławcza od wyniku oceny. Warto też zauważyć, że stosowane za granicą, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, kryteria oceny egzaminu z anatomii są ostrzejsze niż w Polsce.

Natychmiast po ukazaniu się pierwszych doniesień medialnych na temat nagrań prof. Moryś pokajał się za niestosowne żarty. Niepotrzebnie. To nie on powinien się kajać, ale ci, którzy zaliczyli egzamin, a nie znają anatomii dość dobrze, aby rzetelnie wykonywać zawód lekarza. Przepraszać powinni ci którzy oszukują na egzaminach. Podobno zakaz stosowania niedozwolonych pomocy, w tym ściągania, jest rygorystycznie – i dobrowolnie – przestrzegany na najlepszych uczelniach zachodnich. Za jego złamanie grożą surowe kary. U nas, jak widać na przykładzie zdawalności anatomii w okresie epidemii, można reguły uczciwości łamać, a odium zrzucać na tych, którzy się zastanawiają, jak przywrócić normalność, zadbać o rzetelność ocen z przedmiotu. Poziom zdawalności prowadzonych – nomen omen – zdalnie egzaminów z anatomii jest albo cudem (kto wierzy w cuda, palec do góry!), albo aferą. Niezależnie od tego, czy to jedno czy drugie, i jedno i drugie dotyczy studentów, a nie profesorów. Czekamy zatem – potencjalni pacjenci niedouczonych lekarzy – na rzetelne wyjaśnienie tej sprawy przez władze uniwersytetów medycznych. Wyjaśnienia nie domagają się sposoby weryfikacji wiedzy przez egzaminatorów, ale przyczyny niezwykle wysokiej zdawalności egzaminów z anatomii.

„Nie dajmy się oszukać, nie dajmy się ogłupić, są na tym świecie rzeczy, których nie można kupić” – śpiewał kiedyś mądrze Stanisław Soyka. Należy do nich wiedza.

Piotr Kieraciński

Wróć