Jerzy Kociatkiewicz, Monika Kostera

Rys. Sławomir Makal
Rola uniwersytetu jest systemowo unikalna w generowaniu i akumulowaniu wiedzy niebędącej odpowiedzią na żaden popyt lub zadanie wynikające z aktualnych polityk państw i innych systemów władzy, a jednocześnie w kształtowaniu świadomego i zaangażowanego społeczeństwa, z koniecznością zwiększenia nacisku na etykę (etykę życia raczej niż etykę biznesu). Innymi słowy, żadna inna instytucja społeczna nie jest w stanie jej realizować w sposób samodzielny i konsekwentny. Thomas Docherty pisze, że uniwersytet jest buforem między teraźniejszością a przyszłością – daje społeczeństwu szansę na uniknięcie mechanicznego determinizmu i na społeczną refleksję oraz podjęcie wyboru niekoniecznie polegającego na automatycznym kontynuowaniu trendów ani realizowaniu kursu wyznaczonego przez ośrodki dysponujące największą władzą lub bogactwem. W tym sensie, twierdzi Docherty, uniwersytet społecznie generuje czas. Jednakże mamy w ostatnich dziesięcioleciach do czynienia – nie tylko w naszym kraju – z potęgującym się kryzysem uniwersytetu, przejawiającym się niestabilnością legislacyjną i finansową. Są to czynniki destrukcyjne. Dlatego uważamy, że dyskusję nad naprawą akademii należy zacząć od bazy. Regenerację systemu polskiej akademii powinno się rozpocząć od przeznaczenia na nią stałych środków w wysokości 3% PKB, zapewniających funkcjonowanie stabilnych instytucji nauki i szkolnictwa wyższego.
W następnym kroku konieczna jest zmiana perspektywy i języka. Dominująca w mediach wizja jest wadliwa i prowadzi na manowce – powszechne przyjęcie metafory rynku jako bazowego sposobu rozumienia nauki, pozostaje w sprzeczności ze zdecydowaną większością studiów powstawania i rozpowszechniania wiedzy naukowej (od Latoura i Woolgara, poprzez Stefana Svallforsa, po raporty UNESCO). Postrzeganie światowego rozwoju nauki (i, jak często się przy tej okazji zaznacza, stawania czoła globalnym wyzwaniom) w kategorii „przewag konkurencyjnych” to postrzeganie nauki, tym razem na skalę światową, w ramach tego samego modelu konkurencyjnego (z różnymi krajami, tym razem, jako konkurującymi podmiotami), który wielokrotnie nie sprawdził się w zarządzaniu uniwersytetami i rozwojem nauki na uniwersytetach. Podstawą nauki jest współpraca, a do rozwiązania problemów globalnych potrzebna jest współpraca międzynarodowa, a nie szukanie naukowej przewagi konkurencyjnej. System brytyjski, często stawiany za wzór polskim uczelniom, ostatnio przechodzi dramatyczny kryzys. Pamiętajmy też, że w ramach tego modelu wiele polskich uczelni stara się wdrażać strategię lidera kosztowego — oferta może poślednia, ale za to, w skali światowej, bardzo tania. Narzuca się pytanie, kto może zyskać na przyjmowaniu takich strategii, bo raczej trudno uwierzyć, że polskie społeczeństwo, a już zwłaszcza polska nauka. Często pojawia się propozycja rozwiązywania problemów uczelni przez wzmacnianie systemu grantowego, który jest silnie konkurencyjny i, jak wielu dyskutantów zauważyło w ostatnim czasie, nie gwarantuje pozytywnych efektów działalności naukowej, a nawet promuje jednostki bardziej nastawione na konkurencję, co niekoniecznie oznacza mocniej zaangażowane w systematyczne prowadzenie badań naukowych.
Częste w dyskusjach medialnych uznawanie uniwersytetu za „dostawcę wiedzy” nie sprzyja przywróceniu jej społecznej wartości. Trudno tu powstrzymać się przed wspomnieniem Francisa Bacona, który już w siedemnastym wieku problem dezinformacji określił mianem „bożyszcz rynku” (idola fori), uznając targowisko za miejsce, gdzie rodzą się plotki i gdzie zgiełk uniemożliwia dokładne rozpatrywanie sensu używanych słów. Bardziej współcześnie, to analiza idąca wbrew bardzo obiecującym pomysłom i osiągającym już sukcesy projektom na rozszerzenie partycypacji, włączenie uniwersytetów w lokalne sieci działań i znaczeń, wzmocnienie pozycji przez integrację raczej niż odgrodzenie od społeczeństwa (citizen science/wiedza obywatelska, crowdsourcing, open innovation, etc.). Trudno skłonić społeczeństwo do popierania zwiększania dotacji dla swoich dostawców, niezależnie od tego, czy dostarczają energię czy wiedzę. Także przyjmowanie pojęcia takiego jak „produktywność badawcza” wymagałoby refleksji, czym miałby tu być „produkt”, której jedyną rozsądną, naszym zdaniem, konkluzją byłoby przyznanie, że kategoria ta tylko bardzo koślawo odpowiada działalności zarówno badawczej, jak i konkurencyjnej.
Jednocześnie, rzadko słyszy się w mediach głosy odnoszące się do specyfiki uniwersytetu jako szczególnego typu organizacji, wymagającej niezależności. Zamiast metafory rynku, nieprzystającej do typu organizacji jaką jest uniwersytet (co podkreśla między innymi jeden z „ojców założycieli” współczesnego zarządzania, Henry Mintzberg), bardziej odpowiedni byłby w tym miejscu model kolegialny, który jest tradycyjnie stosowany do zarządzania uczelniami. Za szwedzkimi uczonymi zajmującymi się zarządzaniem uniwersytetem, Ullą Eriksson-Zetterquist i Kerstin Sahlin, proponujemy dostosowanie tego systemu do wymogów złożonej współczesności poprzez demokratyzację, polegającą na otwarciu się uniwersytetu na grupy społeczne marginalizowane w tradycyjnym modelu, takie jak niższe klasy społeczne, kobiety, mniejszości religijne, narodowe, wynikające z orientacji seksualnej. Zarządzanie kolegialne samo w sobie nie jest demokracją reprezentatywną – realizowane jest nie dla żadnej grupy społecznej, lecz dla dobra wspólnego całej ludzkości, jaką jest nauka. Można powiedzieć, że nauka jest najwyższą szefową w takim systemie. Uczestniczki rad i kolegiów, senatorki, dziekani, itd. – wybrani przez różne grupy pracownicze nie zasiadają w gronach kolegialnych po to, by reprezentować te grupy, ale w celu reprezentowania nauki najlepiej jak umieją ze swojej perspektywy. W ciałach kolegialnych waży więc doświadczenie i oddanie, ale nie pozycja władzy. Ciała kolegialne zarządzają tylko aspektami uniwersytetu zajmującymi się sprawami nauki – inne sprawy, takie jak finanse, inwestycje, pozostają w gestii organów liniowych, mających stabilną (nie-elekcyjną) strukturę, regulowaną przez przepisy i regulaminy.
Taki model wymaga starannej polityki zatrudnienia, odsiewającej osoby pragnące dla siebie innego typu kariery, lecz stabilnie i trwale wiążącej te osoby, które skłonne są poświęcić swoje zawodowe życie dla budowania dobra wspólnego bez jednostkowych, prywatnych korzyści. Wymaga też wysokiej świadomości, a więc konieczne jest długotrwałe kształcenie dotyczące etosu nauki, metodologii, epistemologii, filozofii nauki i tradycji uniwersyteckich. Konieczne jest też wspieranie postaw takich jak zaangażowanie w sprawy uniwersytetu, praktykowanie wzajemności i solidarności oraz przekonania, że istnieje droga do wspólnotowej sprawczości.
To kwestia wymagająca długotrwałego zaangażowania i myślenia systemowego. Przygotowanie takiego programu zajmie dużo czasu i musi wykorzystać zbiorową mądrość środowiska poprzez konsultacje (z naukowczyniami, nie z rektorami) i debaty przy okrągłym stole. Krzepki model polityki akademickiej wymaga takiego długookresowego i systemowego podejścia. Jednak mamy też propozycję na okres krótszy, dotyczącą zagadnienia, które w ostatnim czasie porusza wiele osób z polskiego środowiska naukowego, a więc – problem ewaluacji.
Proponujemy odejście od drogi wyznaczanej przez reformy Gowina-Czarnka, która powoduje więcej patologii niż pozytywnych efektów, w tym – radykalną zmianę zaplanowanego na najbliższą przyszłość trybu ewaluacji. Zamiast scentralizowanego systemu oceny naukowców i instytucji nauki proponujemy oddolną dyskusję nad krzepkim i zrównoważonym systemem ewaluacji.
Jako nasz wkład w tę dyskusję – osób z doświadczeniem z pracy wewnątrz systemów akademickich w różnych krajach, aktywnych uczestników związków zawodowych, a także uczonych naukowo zajmujących się zarządzaniem uniwersytetami – proponujemy na wejściu do takiej dyskusji model jakościowej oceny kolegialnej.
Jerzy Kociatkiewicz jest profesorem zarządzania zasobami ludzkimi w Institut Mines-Télécom Business School we Francji. Wcześniej pracował na uczelniach w Wielkiej Brytanii, Szwecji i Polsce. Naukowo zajmuje się badaniem doświadczenia pracy i sensu we współczesnych organizacjach. Jest autorem ponad pięćdziesięciu artykułów w czasopismach i monografiach naukowych, a ostatnio, wraz z Moniką Kosterą, współredagował książkę „How to Do Social Science that Matters” (wyd. Edward Elgar).
Monika Kostera, profesor tytularna nauk ekonomicznych i humanistycznych. Pracuje na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej była zatrudniona na etatach profesorkich na uniwersytetach polskich, szwedzkich, francuskich i brytyjskich. Jest autorką wielu artykułów w pismach naukowych takich jak „Journal of Business Ethics”, „Organization Studies”, „Human Relations” i ponad 50 książek. Ostatnio opublikowała książkę „The University of Hope”, która ukazała się nakładem Oxford University Press.
1. Każdy pracownik opracowuje dokument na temat swojej pracy zawierający:
Konkretny opis swojego dorobku: jakie wartości lub odpowiedzi wnosi, co odróżnia go od wcześniejszych prac i/lub jaką lukę w dotychczasowej wiedzy wypełnia (kilka linijek)
W jaką tradycję badawczą wpisuje się jego praca naukowa? Z jakich korzysta metodologii? Jakie są jego główne zespoły badawcze i autorytety w obszarze (kilka linijek) – na podstawie te deklaracji powoływać się będzie recenzentów; Jakie są główne tradycje badawcze, które stanowią podwaliny jej/jego prac? W naukach humanistyczno-społecznych jest wiele współistniejących podejść i metodologii, które one często są ze sobą w konflikcie; należy starać się uniemożliwić spory inne niż naukowe;
Opis swojej misji dydaktycznej oraz sposobów jej realizacji (kilka linijek)
Opis wkładu w praktykę/ relacji z praktyką/ działalności społecznej/ działalności popularyzatorskiej/ pozyskanych grantów (kilka linijek)
Opis planów badawczych na najbliższy okres, kierunków planowanego rozwoju i wsparcia oczekiwanego od uczelni (kilka linijek)
Opis wsparcia, jakiego pracownik potrzebuje do dalszego rozwoju (np. zdobycie uprawnień, kursy, mentoring) i jakie środki potrzebne są do udzielenia takiego wsparcia (kilka linijek)
CV z wykazem publikacji
Dokument jest pretekstem do refleksji i rozmowy, nie kolejnym narzędziem biurokratycznych rozliczeń i podstawą do represji.
2. Postulujemy „re-lokalizację” uczelni, czyli nawiązanie silnych więzi ze środowiskiem lokalnym: społecznościami, ich problemami, mediami lokalnymi. Pracowniczki powinny być zachęcane do angażowania się w rozwój regionu i budowania trwałości i odporności społeczności lokalnej.
3. Rezultaty oceny:
Przydzielenie dwóch kategorii: „brak zastrzeżeń” i „zastrzeżenia” (i tu – nie ocena, ale konkretnie przez komisję wskazane braki). I ta druga pociągałaby jakieś dalsze działania i kontrolę po pewnym czasie.
Bez względu na to, jaka byłaby kategoria, kolegialne recenzentki opisują osiągnięcia: w jaki sposób pracowniczka spełnia warunki, że robi coś wartościowego, i że na przykład wpasowuje się w ogólniejszą strategię danej instytucji itd. – to nie ma być opis sugerujący dyscyplinowanie jednostki i nie powinien koncentrować się na pojedynczej osobie. Jego częścią nie powinny być tylko braki, ale i mocne strony. Ocena dotyczyć powinna przebiegu pracy, nie osoby pracownika.
Kolegialni recenzenci odnoszą się również do wskazywanych potrzeb wsparcia, mogą również wysunąć własne sugestie w tym zakresie, sugerując na przykład w jaki sposób uczelnia może lepiej wykorzystać potencjał tej pracowniczki: co stoi na przeszkodzie lepszego wykonywania pracy i co przełożeni mogą zrobić, by zapewnić odpowiedniejsze warunki do pracy. Możliwość poprawy wyników jest ważniejsza niż tworzenie rankingu pracowników.
4. Przebieg procesu oceny – omówienie wyników recenzji
W procesie oceny pracownika bierze bezpośrednia przełożona i zainteresowany pracownik. Na prośbę pracownika dołącza przedstawiciel związkowy. W procesie oceny zespołu/ jednostki bierze udział kolegium kierujące jednostką i okrągły stół złożony z przedstawicieli innych kolegiów, a także przedstawicielki związków zawodowych. Ocena ma prowadzić do rekomendacji dla pracownika, ale też dla przełożonej.
Dokument jest pretekstem do rozmowy, lecz także formalnym zapisem, na który obie strony mogą się powoływać.
5. Recenzenci kolegialni
Recenzenci kolegialni sprawdzają na bieżąco dokumenty i publikacje pod kątem rzetelności, faktów (np. czy visiting professorship to naprawdę VP czy stypendium w ramach projektu, etc), plagiatorstwa, eliminują autoplagiaty i powtórzenia z listy osiągnięć, odnotowują wszelkie przejawy nierzetelności.
Recenzentki kolegialne powinny być powoływane przez collegium uczelni spośród pracowników wydziałów oraz z obszaru badawczego. Pożyteczne jest też zapraszanie uczonych z innej uczelni (wymiana doświadczeń). Praca recenzencka jest ważna, bo jest częścią systemu kolegialnego zarządzania i od jej jakości zależy klimat społeczności – jest to sposób na zaangażowanie środowiska.