logo
FA 2/2021 klucz do lasu

Jerzy Szwagrzyk

Wyczerpywanie się paradygmatów wiedzy leśnej

Rys. Sławomir Makal

Zmieniają się oczekiwania ludzi odwiedzających lasy. Szczególnie w otoczeniu dużych aglomeracji miejskich ludzie nie kojarzą lasu z miejscem produkcji drewna. Tradycyjne formy korzystania z zasobów lasu, takie jak zbiór jagód i grzybów, są nadal popularne, ale lasy są też coraz częściej miejscem uprawiania sportu czy realizowania różnorakich pasji. Wiele celów odwiedzania lasów stoi w wyraźnej sprzeczności z ich funkcją produkcyjną.

Leśnictwo jako odrębna profesja, realizowana przez odpowiednio wykształconych pracowników na podstawie konkretnych reguł, przepisów oraz regularnie poszerzanej zawodowej wiedzy powstało nieco ponad dwieście lat temu. Wcześniej też oczywiście gospodarowano w lasach, ale było to gospodarowanie o charakterze eksploatacyjnym, realizowane przez właścicieli lasu lub ludzi, którym udzielili oni pozwoleń na różne typy działalności. Wypasano więc w lesie zwierzęta, pozyskiwano liście na ściółkę do obór i gałęzie na opał, ścinano drzewa na budowę domów. Polowano też na leśną zwierzynę i w dawnych czasach było to najważniejsze zajęcie związane z lasem. W miarę wzrostu liczby ludności i zapotrzebowania na drewno tradycyjne metody użytkowania lasu okazały się niewystarczające, aby zapewnić regularne dostawy surowca. Trzeba było zadbać nie tylko o pozyskiwanie dóbr z lasu, ale też o ich wytwarzanie. Ponieważ najważniejszym produktem lasu w tym czasie było już drewno o dużych wymiarach, przydatne do budownictwa i przemysłu, leśnictwo zostało zorganizowane wokół jego produkcji. Z czasem takie podejście zostało nazwane „leśnictwem surowcowym”. Umożliwia ono również korzystanie z innych zasobów lasu: owoców runa leśnego, grzybów, zwierzyny, jednak te inne zasoby są produktami ubocznymi, ponieważ działania leśników na każdym etapie rozwoju lasu ukierunkowane są na produkowanie drewna dobrej jakości.

Dwa nurty

Od samego początku w leśnictwie były obecne dwa nurty. Jeden, nawiązujący w pewnym stopniu do nowoczesnego rolnictwa, stawia na wprzęgnięcie naturalnych procesów w schematy mające zapewnić kontrolę nad przebiegiem produkcji oraz ekonomiczną wydajność prowadzonych działań. Drugi nurt nawiązuje do dawniejszych tradycji gospodarowania w krajobrazie, w którym lasy nie były jeszcze wyraźnie oddzielone od pastwisk; skupia się on na wykorzystywaniu tego, co przyroda sama wytworzy. W różnych okresach i w różnych krajach przewagę zdobywał raz jeden, raz drugi nurt gospodarowania w lesie. Żaden z nich nie zdominował leśnictwa całkowicie, chociaż nurt pierwszy jest od wielu dziesięcioleci bardziej rozpowszechniony, dynamicznie się rozwija i pojawia się krajach, gdzie go wcześniej nie znano.

Ilustracją różnic między obydwoma nurtami może być podejście do wymiany pokoleń drzew, czyli do odnawiania lasu. Wycinanie drzew starych i zastępowanie ich młodymi jest kluczowym procesem w leśnictwie. Można to robić na dwa zasadniczo różne sposoby. Albo wycinamy drzewa na większej powierzchni i na powstałej w ten sposób porębie sadzimy sadzonki wyhodowane w szkółce leśnej, albo tniemy stare drzewa w sposób bardziej rozproszony, rozrzedzając okap koron i licząc na powstanie młodej generacji drzew w sposób spontaniczny pod okapem przerzedzonego lasu. Następnym etapem będzie usunięcie pozostałych starych drzew, gdy młode już trochę podrosną. Pierwszy sposób nazywamy odnowieniem sztucznym, drugi odnowieniem naturalnym.

Zasadnicza różnica między obydwoma podejściami jest taka, że w pierwszym z nich stawia się na kontrolę nad przyrodą i na ekonomiczną wydajność, a w drugim na zmniejszenie nakładu pracy poprzez wykorzystanie zachodzących spontanicznie procesów. Każde z tych podejść ma swoje zalety, a także swoje ograniczenia. Zaletą pierwszego podejścia jest wysoka wydajność produkcji. Dlatego podejście to zdominowało leśnictwo europejskie w XIX wieku, kiedy lasów nadal ubywało, a za to przybywało ludzi i szybko wzrastało zapotrzebowanie na drewno. Wprowadzanie jednogatunkowych i jednowiekowych drzewostanów iglastych, sadzonych i utrzymywanych w dużym zwarciu, pozwoliło zaspokoić popyt na drewno i przyczyniło się do gospodarczych sukcesów ówczesnej Europy. Ceną zapłaconą za to, z pewnym opóźnieniem, były wszystkie negatywne zjawiska, które obecnie kojarzymy z iglastymi monokulturami; zmniejszenie odporności drzewostanów na zaburzenia czy spadek leśnej bioróżnorodności.

Skrajnym przypadkiem leśnych monokultur są plantacje drzew szybkorosnących; są one najbardziej podobne do nowoczesnych upraw rolnych, od których różnią się głównie dłuższym czasem oczekiwania na zbiór plonu. W przypadku plantacji eukaliptusów w klimacie subtropikalnym ten czas wynosi zwykle poniżej dziesięciu lat, to dziesięć razy dłużej niż w przypadku pola kukurydzy czy soi, ale też dziesięć razy mniej niż przeciętny okres rotacji drzewostanów w naszym leśnictwie. Uprawy plantacyjne drzew szybkorosnących rozpowszechniły się w świecie, zwłaszcza w obszarach o ciepłym klimacie; coraz większa część produkcji drewna w skali globalnej jest realizowana właśnie na plantacjach. Kilka krajów stawia na wyraźne rozdzielenie funkcji – produkcja drewna odbywa się na plantacjach, funkcja rekreacyjna, wodochronna czy ochrona różnorodności przypisane są lasom złożonym z rodzimych gatunków, zagospodarowanym w sposób ekstensywny albo objętych różnymi formami ochrony. Najdalej posunięty rozdział funkcji lasu możemy obserwować w Nowej Zelandii, ale stosunkowo blisko tego modelu są takie kraje jak USA czy Chile.

Leśnictwo ekosystemowe

Świadomość, że las jest ekosystemem, a nie tylko fabryką drewna, istniała od samego początku w drugim nurcie leśnictwa, nawet wtedy, gdy pojęcie ekosystemu nie zostało jeszcze wmyślone. Zdawano jednak sobie sprawę ze współzależności między różnymi składnikami lasu i z oddziaływań lasu na reżim wodny, na lokalny klimat, na przeciwdziałanie erozji etc. Las stanowił też miejsce bytowania grubej zwierzyny i ta jego rola była bardzo ważna, szczególnie wtedy, gdy dużych zwierząt w Europie było niewiele a polowanie stanowiło jedną z ulubionych rozrywek europejskich elit. Leśnictwo ekosystemowe nastawiono na sterowanie naturalnymi procesami zachodzącymi w lesie bardziej niż na zamianę tych procesów na proste schematy wzorowane na produkcji rolniczej. Nawet w czasach największych sukcesów leśnictwa surowcowego nurt ekosystemowy, zwany też hodowlą lasu bliską naturze, miał swoich zwolenników i był stosowany w praktyce, przynajmniej w niektórych obszarach. Pod koniec dwudziestego wieku nurt ten przybrał na znaczeniu; wtedy właśnie w niektórych krajach zaczęto wyodrębniać lasy ochronne od plantacji drzewnych, a w innych krajach – między innymi w Polsce – zadeklarowano rezygnację z leśnictwa surowcowego i powszechne zastosowanie leśnictwa ekosystemowego, funkcjonującego u nas pod nazwą „trwałej i zrównoważonej wielofunkcyjnej gospodarki leśnej”, czyli leśnictwa wielofunkcyjnego.

Wyzwania dla leśnictwa wielofunkcyjnego

Leśnictwo wielofunkcyjne łatwiej zadekretować niż realizować. Między różnymi funkcjami lasu występują sprzeczności i nie da się ich realizować w pełnym zakresie w tym samym miejscu i czasie. Ustawa o lasach, uchwalona w roku 1991, na pierwszych miejscach wśród celów gospodarki leśnej postawiła utrzymanie zasobów i zachowanie leśnej bioróżnorodności. Produkcja i pozyskiwanie drewna znalazły się w zapisach tej ustawy na miejscu piątym. Jednak przychody Lasów Państwowych, zarządzających większością lasów w Polsce, w ponad 90% pochodzą ze sprzedaży drewna. Produkcja i pozyskanie drewna nie mają priorytetu w zapisach ustawy, ale instrukcje i zasady stosowane w leśnictwie są sformułowane w taki sposób, aby funkcja produkcyjna lasu mogła być realizowana bez żadnego uszczerbku. Pozostałe funkcje lasu są realizowane niejako przy okazji; wielu leśników zapewne szczerze wierzy w to, że las produkujący drewno wysokiej jakości dostarcza zarazem społeczeństwu usługi ekosystemowe w ich pełnym zakresie oraz jest świetnym miejscem rekreacji. Jednak rzeczywistość nie jest tak idealna jak teoretyczne założenia. Wycinanie i usuwanie z lasu dużych drzew zmniejsza sekwestrację węgla (wychwytywanie i magazynowanie dwutlenku węgla – red.), gdyż poza drewnem użytkowym, które w postaci mebli, więźby dachowej czy parkietu może zatrzymywać węgiel przez długi czas, dużą część każdego drzewa stanowią odpady, które szybko się rozkładają. Z kolei duży potencjał sekwestracji węgla w młodych drzewostanach, które w tym miejscu zostaną posadzone, to sprawa dość odległej przyszłości, mierzonej wieloma dziesięcioleciami. Sadzenie młodych drzewek na porębach wymaga przygotowania gleby, a to wiąże się z przyspieszeniem mineralizacji substancji organicznej i ze zwiększoną emisją dwutlenku węgla.

Usuwanie dużych drzew oznacza też zmniejszenie różnorodności biologicznej, ponieważ wiele organizmów żyjących w lesie związanych jest z dużymi drzewami, żywymi lub martwymi. W lesie produkcyjnym pozostawianie dużych martwych drzew oznacza finansową stratę, dlatego w lesie zostają głównie martwe gałęzie i mniejsze drzewa, których nie opłaca się usuwać. Niewiele to jednak pomaga leśnej bioróżnorodności. Dla jej ochrony ogromne znaczenia mają też tak zwane drzewa biocenotyczne. Są to na ogół drzewa duże i stare, z dziuplami, martwymi konarami, zasiedlone przez grzyby, porośnięte przez epifity. Ich wartość mierzona jakością surowca drzewnego jest znikoma; z tego też względu nie opłaca się ich wycinać i usuwać. Zalecenia w instrukcji ochrony lasu mówią o potrzebie pozostawiania takich drzew. Jednak są one na ogół duże i rozrośnięte, i w miejscu każdego z takich drzew biocenotycznych mogłoby rosnąć kilka dużych, zdrowych drzew produkujących surowiec drzewny wysokiej jakości. Trudno się dziwić, że wielu leśników chętnie zamieniłoby drzewa biocenotyczne na młode pokolenie, uzasadniając to troską o zachowanie trwałości lasu. W istocie nie powodują nimi względy ekonomiczne, bo koszt wycinania i usuwania takich drzew jest duży, a korzyści z pozyskiwania drewna z nowych, dorodnych drzew, które w tym miejscu wyrosną, będą udziałem następnych generacji leśników, być może dopiero wnuków lub prawnuków tych, którzy obecnie gospodarują w lasach.

Lasy w Polsce są dostępne dla rekreacji, co bynajmniej nie jest powszechne w wielu krajach świata. Jednak dostępność do lasów jako miejsca wypoczynku nie sprawia, że relacje między leśnikami a dużymi grupami ludzi korzystających z lasów układają się harmonijnie. Składa się na to co najmniej kilka przyczyn. Leśnictwo w Polsce przechodzi w ciągu paru ostatnich dziesięcioleci ogromną technologiczną przemianę. Drogi leśne są coraz lepszej jakości i mogą po nich jeździć coraz cięższe pojazdy. To oczywiście sprzyja ekonomicznej wydajności, ale sprawia, że lasy przestają być ostoją ciszy. Warkot silników słychać wszędzie. Trudno przypuszczać, żeby podobało się to tym, którzy przychodzą do lasu, aby szukać w nim spokoju i wytchnienia. Ciężkie pojazdy ściągające pnie po szlakach zrywkowych zostawiają po sobie głębokie koleiny, co jest szczególnie widoczne w terenach górskich. Ścinka drzew odbywa się na coraz mniejszych powierzchniach, co ma swoje dobre strony. Ale fakt, że ma ona bardziej rozproszony charakter, sprawia też, że miejsc, w których w danym roku wycina się drzewa, jest w lasach coraz więcej. Zatem wszędzie tam, gdzie w lasach gospodarczych liczniej pojawiają się turyści, narastają też konflikty.

Zmieniają się oczekiwania ludzi odwiedzających lasy. Szczególnie w otoczeniu dużych aglomeracji miejskich ludzie nie kojarzą lasu z miejscem produkcji drewna. Tradycyjne formy korzystania z zasobów lasu, takie jak zbiór jagód i grzybów, są nadal popularne, ale lasy są też coraz częściej miejscem uprawiania sportu czy realizowania różnorakich pasji. Coraz więcej osób odwiedza lasy, aby obserwować ptaki, szukać rzadkich roślin czy podziwiać wielkie, stare drzewa. O ile zbiór owoców runa leśnego da się pogodzić z pozyskiwaniem drewna, to wiele celów odwiedzania lasów stoi w wyraźnej sprzeczności z ich funkcją produkcyjną. Konflikty między leśnikami a ludźmi odwiedzającymi lasy w celach rekreacyjnych nie zanikają, ale wydają się wzmagać. Na stronach internetowych poświęconych tym zagadnieniom przybywa punktów reprezentujących kolejne miejsca, w których dochodzi do sporu.

Dlaczego zmiany są trudne do wprowadzenia?

Polskie leśnictwo od paru dekad deklaruje chęć zachowania leśnej bioróżnorodności, utrzymanie lub wzmocnienie wodochronnych funkcji lasu, inwestuje w infrastrukturę mającą sprzyjać rekreacji w lasach oraz jest zainteresowane zwiększeniem sekwestracji węgla w ekosystemach leśnych. Jeżeli porównać leśnictwo z inną dziedziną gospodarowania na rozległych przestrzeniach, czyli z rolnictwem, wszystkie wymienione powyżej funkcje są realizowane w lasach znacznie lepiej niż na polach. Większość gatunków ptaków i ssaków związanych z krajobrazem leśnym ma populacje stabilne lub nawet rosnące; tymczasem wśród ptaków związanych z krajobrazem otwartym od dziesięcioleci występują spadkowe trendy liczebności. Dzieje się tak zarówno w Polsce, jak i niemal całej Europie. Wśród roślin naczyniowych związanych z lasem niewiele jest przypadków spadku liczebności populacji lub zaniku stanowisk. W porównaniu z florą pól uprawnych czy intensywnie zagospodarowanych łąk rośliny dziko żyjące w lasach mają się bardzo dobrze. Liczba zwierząt bytujących w lasach jest obecnie większa niż kiedykolwiek za ludzkiej pamięci; dotyczy to przede wszystkim dużych zwierząt kopytnych, takich jak sarny, jelenie, dziki. Ponadto w ciągu ostatnich dwudziestu lat większość dużych kompleksów leśnych w Polsce została ponownie zasiedlona przez wilki.

Problemem nie jest jednak los gatunków pospolitych, ale gatunków rzadkich związanych z ekosystemami leśnymi. Tutaj sytuacja jest bardziej zróżnicowana. Niektóre rzadkie gatunki roślin i zwierząt zwiększyły swoją liczebność i zasięg. Spektakularnym sukcesem zakończyły się wysiłki podejmowane w celu zwiększenia populacji naszego herbowego ptaka, bielika. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu był to gatunek rzadki i zagrożony, obecnie występuje praktycznie w całej Polsce, a miejscami jest wręcz liczny. Dzięki czynnej ochronie odbudowały się też populacje innych ptaków szponiastych, sokoła wędrownego czy orlika krzykliwego.

Są też jednak gatunki, których populacje nadal się kurczą. Tak jest w przypadku głuszca i cietrzewia, niegdyś ptaków łownych, obecnie rzadkich gatunków chronionych. Trudno wskazać na jeden czynnik oddziałujący negatywnie na stan populacji tych gatunków, co dodatkowo utrudnia ich skuteczną ochronę. Głuszec od kilkunastu lat jest wspierany przez zabiegi ochrony czynnej – hodowanie młodych ptaków w wolierach i wypuszczanie ich do lasu w miejscach, gdzie głuszce do niedawna jeszcze występowały lub występują nadal, ale w niewielkiej liczbie. Pomimo tych wielkich wysiłków głuszec jest u nas nadal gatunkiem zagrożonym.

Perspektywa zmian

Część konfliktów dotycząca gospodarowania w lasach jest przypadkowa i wynika z błędów ludzkich. Są jednak i takie, które nie wynikają z błędów, ale są rezultatem stosowania pewnych założeń, reguł czy instrukcji. Przyczyny tego typu konfliktów są głęboko zakorzenione w leśnym paradygmacie. Jego istotną częścią jest przekonanie, że las bez leśników nie mógłby istnieć i prędzej czy później uległby katastrofie. Opinia ta rzadko jest wyrażana wprost, ale nawet ci, którzy jej nie wyrażają, są w pewien sposób przez nią ukształtowani. Wyraża się w tym głęboki brak zaufania do przyrody i obawa, że zrealizuje się najgorszy możliwy scenariusz. Dobrym przykładem takiego nastawienia jest reakcja na nękające nasze lasy gradacje korników. Wielu leśników jest przekonanych, że gdyby z nimi nie walczyć, doszłoby nie tylko do rozpadu starszych drzewostanów świerkowych, ale wręcz do lokalnego wyginięcia świerka. Stąd bierze się pewnie powszechne w tym środowisku poczucie misji. To wola uratowania lasów przed domniemana zagładą, a nie chęć zysku napędza większą część rozległych wyrębów w naszych lasach.

Problem z tą opinią polega na tym, że nie jest ona ani całkowicie błędna, ani prawdziwa. Wszystko zależy od tego, co uznamy za las. Lasy takie, jakie widzimy wokół siebie, są w ogromnej większości efektem działań leśników. Gdyby nie one, to lasów tych by nie było. Byłyby inne lasy, które pewnie zdaniem wielu leśników nie zasługiwałyby w ogóle na to miano. Być może jednak zyskałyby uznanie tych, którzy lasy odwiedzają w poszukiwaniu wytchnienia, inspiracji czy dzikiego piękna. Byłyby pewnie nieregularne, w dużej mierze złożone z luźno rozmieszczonych dużych drzew, z polanami, zaroślami krzewów, z dużą ilością martwych kłód. Tak, zdaniem historyków zajmujących się związkami człowieka z przyrodą, wyglądały nasze krajobrazy przez długie tysiąclecia koegzystencji człowieka z lasem, zanim pojawiło się współczesne, profesjonalne leśnictwo i drzewostany ukształtowane według jego zaleceń.

Z punktu widzenia produkcji surowca drzewnego dobrej jakości takie lasy byłyby mało wydajne. W obrębie cywilizacji, która ekonomiczną efektywność postawiła na piedestale, brzmi to jak wyrok. Ala ta cywilizacja zbudowana została na przekonaniu, że pewne rzeczy – jak powietrze czy określony typ warunków klimatycznych – są za darmo, nie trzeba za nie płacić, zatem nie mają wartości. Silnie narastające w ciągu ostatnich kilku lat zainteresowanie problemem jakości powietrza wskazuje, że czasy się zmieniły i trzeba będzie zmienić niektóre założenia. Wyliczenia wskazują, że wartość drewna to jedynie kilka procent wartości usług ekosystemowych dostarczanych przez lasy. Opieranie gospodarki leśnej na rachunku ekonomicznym, w którym ponad 90% przychodu z lasów to zyski ze sprzedaży drewna, stoi w jaskrawej sprzeczności z tymi wyliczeniami i z realnymi potrzebami, które trzeba będzie zacząć uwzględniać.

Gospodarowanie w lasach jest częścią większej całości. Nie da się radykalnie zmienić reguł gospodarki leśnej bez zmiany reguł gospodarowania w ogóle. Słusznie domagając się zmian w zarządzaniu lasami, powinniśmy się przyjrzeć również temu, co robimy na polach, w fabrykach, w hipermarketach i na wysypiskach śmieci. To są zjawiska mocno ze sobą powiązane.

Prof. dr hab. Jerzy Szwagrzyk, nauki leśne, biologia i ekologia roślin, Katedra Bioróżnorodności Leśnej Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie

Wróć