logo
FA 2/2021 felietony

Leszek Szaruga

Nisze historii

Fot. Stefan Ciechan

Każdy, nawet nieprofesjonalista, kto zajmował się historią, wie, że pełna jest nisz, w których odnaleźć można ważne, choć usunięte z pola widzenia wielkich narracji zjawiska i postaci. Czasem udaje się je wydobyć z cienia, co może sprawić, że na historię zaczynamy patrzeć inaczej niż dotychczas; zdarza się nawet, iż doprowadza to do istotnych przewartościowań i to, co dotąd ukryte, okazuje się godne głębszego namysłu i staje się przedmiotem uwagi szerszej niż tylko dziejowa ciekawostka.

Do takich niemal zupełnie zapomnianych postaci należy autorka wypowiedzianego w dobie rewolucji francuskiej dobitnego stwierdzenia: „Skoro kobieta może zgodnie z prawem zawisnąć na szubienicy, winna również mieć prawo stanąć na mównicy”. Dziś, rzecz jasna, gdy kara śmierci w naszym kręgu cywilizacyjnym należy do rzadkości, należałoby to zdanie jakoś przeformułować, nie ulega wszelako wątpliwości, że treść jego pozostaje w pełni aktualna, zaś doświadczenia kobiet domagających się prawa głosu nie tylko wyborczego – w Szwajcarii przyznanego dopiero w roku 1971, a w kantonie Appenzell Innerrhoden dopiero w 1990 – lecz także prawa wyboru w innych dziedzinach życia wciąż zdają się dowodnie potwierdzać, iż powody, dla których wypowiedziane zostały cytowane słowa, pozostają w mocy: równouprawnienie płci, mimo poczynionych w tej dziedzinie udoskonaleń, ciągle jest niespełnionym postulatem, a nie rzeczywistością nawet w krajach „wysoko rozwiniętej demokracji”.

Wciąż też pozostaje godna uwagi i namysłu refleksja meksykańskiego noblisty Octavio Paza, który przywołując doświadczenia buntu młodzieży w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, pisał: „Ta rewolta kulturalna lat sześćdziesiątych, stanowiąca namiętną negację wartości panujących na Zachodzie, była dzieckiem krytyki, ale nie była ruchem krytycznym w ścisłym tego słowa znaczeniu. Chcę przez to powiedzieć, że w protestach, deklaracjach i manifestach buntowników nie pojawiły się idee i koncepcje, których nie znaleźlibyśmy już u filozofów i poetów ostatnich pokoleń. Nowatorstwo tego buntu nie było typu intelektualnego, lecz moralnego; młodzi nie odkryli nowych idei: wyartykułowali z pasją te, które odziedziczyli. W latach siedemdziesiątych bunt wygasł i krytyka zanikła. Wyjątek stanowi feminizm. Ten ruch rozpoczął się jednak dużo wcześniej i będzie trwał jeszcze przez wiele dziesiątków lat. Ten proces czeka żywot znacznie dłuższy, chociaż jego impet w ostatnich latach nieco osłabł, mamy tu do czynienia ze zjawiskiem, którego przeznaczeniem jest trwać i zmieniać historię”.

Intuicja Paza zdaje się nadal zachowywać swą trafność, zaś rozwój feminizmu – bardzo wielokierunkowy, dynamiczny, często wewnętrznie nawet ostro zdialogowany – widać także w ponawianiu czytania przeszłości, jak choćby w świetnej pracy brytyjskiej badaczki Juli M.H. Smith analizującej historię kulturową Europy lat 500-1000. Pogłębione badania pomagają wydobyć z mroku to, co ukryte zostało pod dominującymi narracjami; czasem pomaga w tym posługiwanie się niekonwencjonalną metodą, jaką daje zmiana perspektywy, czasami użycie nowych narzędzi badawczych: bez „wynalazku” psychoanalizy nie można by było czytać na nowo dawnej literatury tak, jak to możliwe jest dzisiaj, zaś bez feminizmu historia pozostawałaby zapewne do dziś wyłączną domeną patriarchalnych opowieści. Tak przecież właśnie wciąż czytane są dzieje oświecenia i rewolucji francuskiej – z pola widzenia usunięto uznane za nieistotne „epizody”, taki choćby, jak ogłoszenie w roku 1791, niejako w odpowiedzi na uznaną za przełomową Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, mniej znanej Déclaration des droits de la femme et de la citoyenne pióra Olimpii de Gouges, pisarki może nie wybitnej, lecz w tamtym czasie nawet dość popularnej (także za sprawą prowadzenia przez nią w Paryżu salonu literackiego), autorki utworów scenicznych czy ogłoszonej w 1788 roku powieści Książę filozoficzny stanowiącej manifest przeciwko niewolnictwu i rasizmowi.

Cóż, z dzisiejszego punktu widzenia trudno ogłoszenie Deklaracji praw kobiety i obywatelki traktować nadal jako wydarzenie epizodyczne. Z pewnością w tamtym czasie i wiele dziesięcioleci później usunięte zostało w cień, niejako „przykryte” przez spadkobierców Robespierra, o którym ośmieliła się powiedzieć: „Robespierre zawsze wydawał mi się zarozumiały, pozbawiony geniuszu i serca. Zawsze uważałam go za gotowego poświęcić cały naród, byleby tylko zostać dyktatorem”. Nic dziwnego, że za taką publicystykę, na owe czasy, zwłaszcza spod pióra kobiecego, uznawaną z pewnością za zuchwałą, nie powinna była w swoim czasie oczekiwać nagrody, a już najmniej udostępnienia jej mównicy. Co prawda kara, która ją spotkała, nie zaprowadziła jej na szubienicę, ale 7 listopada 1793 wstąpiła na szafot i została zgilotynowana. I tak się dziś, kończąc ten felieton, zastanawiam: może warto ten dzień uczynić w kalendarzu znaczącym, by tak zamanifestować solidarność z odważną kobietą?

Wróć