logo
FA 2/2021 felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Mała powtórka z przecinkologii

Interpunkcja jest wyraźnie przez Polaków stosowana wbrew podstawowym zasadom rządzącym naszym językiem. Szczególnie gdy chodzi o przecinki. Niektórych SMS-ów nie można zrozumieć. Niektórych artykułów prasowych i wypowiedzi polityków z powodu złej interpunkcji nie chce się czytać. W polszczyźnie na treść, sens i poprawność wypowiedzeń, zwłaszcza zdań, bardzo silny wpływ ma składnia. A składnia to szyk wyrazów, funkcja wyrazów i frazeologizmów (jednostek języka wielowyrazowych) i zależności znaczeniowe między tymi składnikami. Ta zaś powinna być uporządkowana, ponieważ struktura każdej wypowiedzi musi się dostosowywać do gry sensów. W języku polskim szyk wyrazów reguluje to dość słabo, trzeba go wspomagać przecinkami. W dodatku znaczny wpływ ma też prozodia, tj. stosowanie akcentów słownych, brzmieniowych, a także intonacja, które łącznie dopełniają sensy zawarte w wyrazach, związkach wyrazowych i ich połączeniach wewnątrzzdaniowych.

Nakłada się jeszcze stosunkowo mała w polszczyźnie liczba wyrazów, kompensowana przez znakomite zasady doraźnego słowotwórstwa i tworzenia wielowyrazowych metafor (tzw. chwilowych frazeologizmów). Liczbę frazeologizmów utrwalonych w języku polskim ocenia się na kilka milionów, to jednak powoduje, że użytkownik języka, aby móc je stosować, musi po swojemu uporządkować w zdaniu, a to dla zachowania lub podkreślenia znaczeń. Trochę pomaga fleksja, odmiana wyrazów, ale to nadal zbyt słabo reguluje funkcję zdania, zwłaszcza złożonego. Aby pisanie było skuteczne, tekst powinien być dostrojony przez przecinki.

Pamiętam maksymę pewnej nauczycielki języka polskiego: „Lepiej dać dziesięć przecinków za dużo, niż jeden za mało, ale tylko w liście prywatnym”. Co znaczyło, że musi być ich tyle, ile należy. Nie ma tekstów bez błędów w interpunkcji przecinkowej, ale też wyraźnie w czasopismach i wydawnictwach widzimy, że od mniej więcej dwudziestu lat karygodne błędy w tym zakresie robią już prawie wszyscy: uczniowie, studenci, adiunkci, doktoranci, pisarze, dziennikarze, językoznawcy, a także rektorzy i – co najgorsze – redaktorzy. Coraz trudniej o autora, którego tekst po zredagowaniu nie jest ubrudzony poprawkami interpunkcji.

Najczęściej spotykanym błędem jest niedomykanie przecinkiem zdania wtrąconego. Na drugim miejscu w mojej kwalifikacji błędów stoi stawianie lub brak przecinka tam, gdzie pojawia się określony wyraz, a nie tam, gdzie znajduje się granica między zdaniami składowymi zdania złożonego. Do wyrazów takich należą głównie „że, jak, gdy, kiedy, jeśli, a, i”. Tymczasem bywają one składnikami spójników lub przyimków złożonych (frazeologicznych), takich jak „mimo że; tak jak; wtedy gdy (kiedy); i tak; a jeśli”. Przecinek daje się przed nimi, a nie w ich obrębie.

Zapomina się, że przed słówkiem „jak” nie należy stawiać przecinka, jeśli jest ono operatorem porównania (np. „głuchy jak pień”). Podobnie nie powinno się dawać przecinka przed „a”, jeśli pełni funkcję spójnika łączącego dwie takie same formy (np. „nic a nic”) albo kiedy za jego pomocą porównujemy dwie rzeczy lub dwa stany (np. „stary a głupi”) lub wskazujemy odstęp między dwoma elementami (np. „między młotem a kowadłem”, „między Poznaniem a Warszawą”).

Wśród piszących istnieje dziwaczna niepisana zasada, że przed wyrazem „i” nigdy przecinka się nie stawia. Tymczasem istnieje sporo spójników złożonych rozpoczynających się od „i”, przed którymi przecinek się umieszcza. Oto niektóre: „i chociaż, i choć, i jednak, i tak (= mimo to; = a więc), i to (= na dodatek, w dodatku), i to ile, i to jak (jakby, jak by), i to gdy (kiedy), i to jeśli (jeżeli), i to który, i to tak, i to tak że (żeby), i to tyle, i to tyle że, i to żeby (aby, by), i tylko tyle, i tylko tak”. Polecam gorąco tabelę w serwisie Lekarski Poradnik Językowy (www.lpj.pl, dział „Porady”, grupa 1. „Cofanie przecinka”), w której znajduje się 159 spójników złożonych, PRZED którymi daje się przecinek.

Przecinek służy także do wydzielania wykrzyknień, takich jak w zdaniu „Powiedz mi, Zosiu, która godzina”, gdzie swoistym wykrzyknieniem jest „Zosiu”. Podobnie postępuje się z wtrąceniami.

Do najtrudniejszych zadań należy umieszczanie przecinków w wykazach, wyliczeniach. Wyrazy należące do różnych kategorii pozostawia się oddzielone tylko spacją, ale należące do tej samej kategorii oddziela się przecinkiem. Oto dwa moje ulubione przykłady.

W pierwszym wszystkie określenia należą do różnych kategorii i przecinki są zbędne: „Miała ślicznego modnego miniaturowego kanapowego pudla”. Są to kolejno całkowicie różne kategorie: wygląd, funkcja społeczna, typ genetyczny (rasa), typ zachowania.

W drugim: „Siadł na ławce parkowej drewnianej, niskiej, żółto malowanej”, innej kategorii niż pozostałe jest określenie „parkowej” (lokalizacja i przeznaczenie), dlatego wyraz „drewnianej” nie musi być od niego oddzielany, ale kolejne „drewnianej, niskiej, żółto malowanej” to już wciąż ta sama kategoria semantyczna (budowa i zarazem wygląd), dlatego przecinki muszą się między nimi pojawić.

Ostatnim bardzo ważnym i godnym wspomnienia aspektem przecinkologii jest jej wpływ na znaczenie nie ze względu na strukturę zdania, ale na kolejność i przypisanie wyrazów sąsiadujących. „Przyjechała ciocia Zosia i Ewa”. Ile osób przejechało? Dwie. A teraz: „Przyjechała ciocia, Zosia i Ewa”? W Internecie jest sporo przykładów innego semantycznego działania przecinka. Warto ich poszukać, niektóre są bardzo zabawne, a z życia wzięte.

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć