logo
FA 12/2024 rozmowa forum

Rozmowa z prof. Mikołajem Sokołowskim, przewodniczącym Rady Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki

Program jest alternatywą wobec systemu

Program jest alternatywą wobec systemu 1

Prof. dr hab. Mikołaj Sokołowski (ur. w 1972 r.) jest historykiem literatury romantyzmu i tłumaczem tekstów filozoficznych z języka włoskiego. Pracuje w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, a w latach 2010-2022 był jego dyrektorem. Jest przewodniczącym Rady Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Autor licznych książek i artykułów naukowych, m.in. Paris, Ladis, Paradis. Biografia polityczna Władysława Mickiewicza (Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa 2023). Jest redaktorem, współredaktorem, a także opiekunem naukowym wielu publikacji oraz katalogów rękopisów i archiwów przechowywanych w zbiorach Biblioteki Polskiej w Paryżu. Należy do Rady Instytutu Biblioteka Polska w Paryżu oraz komitetów wydawniczych czasopism „Świat tekstów” i „Ri-cognizioni” oraz serii Czarny Romantyzm. Jest autorem licznych, w tym cyklicznych, audycji radiowych poświęconych historii literatury. Fot. Agnieszka Majchrzak

Chcemy trochę przebudować myślenie o humanistyce i naukach społecznych. Czynnikiem, który sprzyja zmianom w NPRH, jest wprowadzenie do rady przedstawicieli nauk społecznych. Stwarza to szanse na powrót do pierwocin programu, gdy dyskutowano udział nauk społecznych w NPRH. Z tego powstał produkt o innym kształcie: fundusz humanistyki, finansujący prace źródłowe i dokumentacyjne. Marginalny stał się rozwój, który jest przecież w nazwie programu. Wracamy do tego dawnego, twórczego konfliktu.

Sporo się działo w NPRH w tym roku.

Chcę uspokoić: program jest w dobrych rękach, będzie kontynuowany. Rada od lipca intensywnie pracuje. W tej chwili z jednej strony zajmuje się projektami, które są kontynuowane i wymagają pewnych zabiegów i opieki. Kierownicy tych projektów, które już otrzymały finansowanie, zwracają się do nas z szeregiem spraw wymagających pilnego rozstrzygnięcia. Spotykamy się praktycznie trzy razy w miesiącu. Jeżeli sprawa trafia do nas w formie umożliwiającej jej szybkie rozstrzygnięcie, robimy to na bieżąco. Jednocześnie podjęliśmy się doprowadzenia do końca konkursu czternastego, który był ogłoszony prawie dwa lata temu, ale nie został dotąd sfinalizowany. Większość projektów została wysłana do recenzentów (zgłoszono ok. 170 wniosków). Jeśli wszystko pójdzie dobrze – a dodam, że wzrosły wynagrodzenia za recenzję i nie jest to już symboliczne 300 zł, ale 500 zł – w początku przyszłego roku ogłosimy wyniki, listę rankingową. Rozpoczęliśmy naszą kadencję od analizy zasad realizacji konkursów. Za czasów przewodnictwa prof. Włodzimierza Boleckiego konkursy były realizowane bardzo rygorystycznie, co dawało ogromną przejrzystość całej procedury, ale zarazem doprowadziło do nadmiernego rozciągnięcia w czasie procesu oceny wniosków, a także podniesienia kosztów utrzymania samej procedury i kwestionowania niektórych kryteriów ich oceny. Zaczęliśmy rozpatrywanie czternastego konkursu od dyskusji nad kryteriami i zasadami podziału środków. Doszliśmy do wniosku, że są one jednak zbyt proste. Najbardziej dojmującym mankamentem jest brak możliwości spotkania się z kierownikami projektów zakwalifikowanych do ostatniego etapu. Jednak na wprowadzenie tego postulatu nie zgodzili się prawnicy, zatem skomplikowaliśmy ocenę o tyle, że do każdego wniosku daliśmy dwójkę osób opiekujących się nim, co miało zapewnić prawidłowość jego oceny.

A co z przyszłością programu?

To jest właśnie trzecia rzecz, którą się zajmujemy – stworzenie założeń funkcjonowania programu w przyszłości. Zostaliśmy skłonieni, żeby to zrobić, gdyż przez lata humanistyka się rozwijała i zmieniło się otoczenie prawno-ekonomiczne. Został też przeprowadzony audyt programu, w którym stwierdzono, że procedowanie wniosków powinno być szybsze, przy czym nie może to oznaczać bylejakości i braku przejrzystości. Są też postulaty zwiększenia widoczności programu w internecie, a zatem zbudowania strony programu, na której zamieszczane będą listy wniosków z wynikami oceny. Dokonano też wewnętrznej ewaluacji programu. Widzimy, że moduł Uniwersalia, który zakładał tłumaczenia klasycznych tekstów humanistycznych w oparciu o badania, stał się generalnie programem wydawniczym, którego beneficjentami są wydawnictwa, a czasami tłumacze. Chcemy mu przywrócić badawczy charakter. Generalnie kierunek naszego myślenia jest taki, żeby zostawić możliwości, które program stwarzał dla środowiska naukowego, nieco konfigurując pewne elementy, dodając rzeczy nowe i jednocześnie stanowczo egzekwując te wytyczne, które zostaną zaakceptowane przez ministra nauki. Podam przykład: dawniej żeby złożyć wniosek, trzeba było mieć zespół. Zdarzały się wnioski, w których zespół stanowiła jedna osoba, słuszne założenia w praktyce okazywały się fikcją. My zamierzamy założenia egzekwować, i w tym przypadku, gdyby wymagany był zespół, to on musi faktycznie istnieć.

Wspomniał pan o zmianie zewnętrznych okoliczności funkcjonowania humanistyki.

Chcemy trochę przebudować myślenie o humanistyce i naukach społecznych. Czynnikiem, który sprzyja zmianom w NPRH, jest wprowadzenie do rady przedstawicieli nauk społecznych. Stwarza to szanse na powrót do pierwocin programu, gdy dyskutowano udział nauk społecznych w NPRH. Z tego powstał produkt o innym kształcie: fundusz humanistyki, finansujący prace źródłowe i dokumentacyjne. Marginalny stał się rozwój, który jest przecież w nazwie programu. Wracamy do tego dawnego, twórczego konfliktu. Minister podjął decyzję strategiczną, włączając socjologów do Rady NPRH. W tej sytuacji narzucającym się rozwiązaniem byłoby zwiększenie liczby modułów, poszerzenie spektrum działania programu o czysto społeczne moduły. Po długich dyskusjach zgodziliśmy się, że jest to rozwiązanie formalne, jakie idzie na przekór rozwojowi nauki, który kładzie nacisk na integrację, interdyscyplinarność, a nawet transdziedzinowość. Gdybyśmy wprowadzili kilka małych modułów, a na nie przeznaczyli łącznie 50 milionów, czyli około 5 milionów na moduł, czyli dla 2-3 laureatów, to takie rozwiązanie nie miałoby sensu. Pojawia się problem, czy pożenić humanistykę z naukami społecznymi i przekuć to, co może być zagrożeniem i słabością, w perspektywę rozwoju. Postanowiliśmy potraktować to jako powrót do źródeł, do tej pierwotnej dyskusji. Przyjmujemy, że program ma finansować to, czego nie finansują inne agencje, tak jak do tej pory. On nie może stracić swojego charakteru. Przekształcenie formuły NPRH nie może stać się powodem np. do włączenia go do NCN. Więc tu uspokajam: ci, którzy dotychczas byli uprawnieni do uczestnictwa w konkursie: uniwersytety, instytuty naukowe, podmioty prywatne, stowarzyszenia, Polska Akademia Umiejętności, nadal będą mogli w nim uczestniczyć.

Tych fundacji i stowarzyszeń było z biegiem czasu coraz więcej. Czy to znaczy, że część problemów humanistycznych leży poza zainteresowaniem instytucji stricte badawczych, czy też sami badacze wybierają taką formę organizacyjną jako wygodniejszą dla siebie?

Myślę, że siłą programu jest dzisiaj to, że stanowi on pewną alternatywę wobec tego, co możemy nazwać systemem. Proszę pamiętać, że wyniki prac finansowanych ze środków programu praktycznie nie były dostrzegane przez ów system na rozmaitych poziomach, na przykład ewaluacyjnym. Dopiero pod wpływem protestów rady parę lat temu, za czasów profesora Boleckiego, zaczęto wprowadzać te granty do dorobku ewaluacyjnego – grant był brany pod uwagę jako sukces jednostki. Ale potencjał tego programu jest generalnie alternatywą dla systemu, który, nie wchodząc w szczegóły, kładzie nacisk na konkurencję, rywalizację i ocenę w ramach dyscypliny. W moim odczuciu nauka rozwija się inaczej, to znaczy w punkcie przecięcia się rozmaitych dyscyplin. I w NPRH chcielibyśmy te możliwości uwypuklić. Bardzo możliwe, że część podmiotów działających w systemie nie widziała dużych zysków płynących z uczestnictwa w programie. Dla instytutów PAN miało to wymiar finansowy, gdyż to są niezłe pieniądze, ale dla bardzo dużego uniwersytetu takie fundusze nie są decydujące. Te podmioty prywatne czy społeczne, o które pan pytał, nie brały udziału w systemie ewaluacyjnym, a w NPRH dostawały możliwość prowadzenia pewnych badań, choćby regionalnych, zupełnie poza ramami systemu.

Wrócę do głównego wątku. Chcielibyśmy poprzez włączenie nauk społecznych do NPRH – one mogą być pomostem od czystej humanistyki do nauk ścisłych i zapewnić transdziedzinowość w pewnych zakresach – zapewnić tym, którzy chcą w tym kierunku prowadzić badania, możliwość działania inter-, a nawet transdziedzinowego.

Jak miałoby to wyglądać w szczegółach?

Przygotowaliśmy do tej pory pewne propozycje, które mają nas skłonić do przemyślenia prowadzonych badań, a nie zobowiązujące wytyczne. Chcielibyśmy, żeby rocznie były przeprowadzane dwa nabory czy dwa konkursy. Jeżeli byłaby na to zgoda ministerstwa, jesteśmy w stanie własnymi siłami je zrealizować. Jeżeli chodzi o ich rozstrzyganie, to tutaj jest ważny czynnik ludzki – recenzencki. Konkurs może być rozstrzygnięty wtedy, kiedy napłyną wszystkie recenzje. Z terminowością bywa różnie. Ktoś się podejmuje recenzji, ale jej nie wykonuje w terminie lub nawet w ogóle. Musimy po miesiącu znaleźć nowego recenzenta, który ma na ocenę określony czas. O ile można ustalić z pewnością terminy ogłoszenia naborów, o tyle nie da się ustalić nieodległego i pewnego terminu rozstrzygnięcia konkursu. Są przecież jeszcze odwołania… Chcielibyśmy, żeby były dwa nabory, wiosenny i jesienny, które roboczo nazywamy właśnie: Wiosna, Jesień. Wiosenny byłby wielkością projektów zbliżony do tego, co jest teraz, powiedzmy: projekty do około dwóch milionów złotych na pięć lat. Nie proponujemy w istocie zwykłych modułów, ale coś, co byłoby sprofilowaniem projektu. Jeden profil, nazywany Dziedzictwem Plus, stanowi w zasadzie kontynuację i rozwinięcie modułu Dziedzictwo Narodowe. Nie chcemy zerwania z tą tradycją, jakiejś rewolucji. Chcemy pewnych przeprofilowań, drobnych zmian, które mają to trochę unowocześnić, dostosować do okoliczności, ale ma to wszystkim nam, którzy robią i bibliografie, i edycje, i tak dalej, wciąż zapewniać możliwość uczestnictwa w programie. Proponujemy zatem Dziedzictwo Plus dla tych, którzy myślą o swoich projektach bardziej tradycyjnie, konserwatywnie.

Co to znaczy? Czy wydanie krytyczne kolejnego, ważnego polskiego autora to jest konserwatywne myślenie?

Edycja dzieł jako taka nie jest przykładem konserwatywnego zadania. Myślenie o wydaniu może być bardziej tradycyjne albo bardziej nowoczesne. Nie wartościujemy, ale proponujemy dwa profile. Dostrzegamy, że dziedzictwo jest rozumiane przez wnioskodawców w sposób wielokulturowy, wieloetniczny, wielowyznaniowy. To ważne. W programie pozostaje ścieżka badań nad religią, teologią, naukami o kulturze i religii. Nie chcemy wyjałowienia namysłu nad humanistyką z wartości duchowych, religijnych. Mamy zatem Dziedzictwo Plus i Nowe Wyzwania w naborze wiosennym. W tej chwili trwają prace nad wydaniami krytycznymi Kochanowskiego, Prusa.

Trudno uwierzyć, że do tej pory nie mamy tego typu opracowań dzieł największych polskich pisarzy.

Zgadza się. Jeżeli zatem chce pan przeprowadzić typowe badania filologiczne, porównać rękopisy, dokonać na tej podstawie nowej edycji dzieł, to w mojej ocenie wpisuje się to w profil Dziedzictwo Plus, bo to są prace raczej tradycyjne. Jeżeli pan traktuje wydanie Reja, Gombrowicza czy kogokolwiek innego, jako pewnego rodzaju wyzwanie społeczne, i chce pan to robić z osobami, które są nie tylko filologami, ale są badaczami kultury, na przykład w przypadku Słowackiego teatrologami – jest gigantyczna współczesna tradycja, ja już nie mówię, że także dawna, wystawiania Słowackiego, przerabiania jego tekstów – i chce pan przy okazji tej edycji zbudować też pewien model edukacyjny, wejścia z tym wszystkim w społeczeństwo i zaproponowania w oparciu o to wydanie pewnej dyskusji o kwestiach społecznych, to wpisuje się pan w Nowe Wyzwania. To, którą drogę pan wybiera, jest pańską decyzją. I czy pan chce robić to w ramach tylko jednej dziedziny. My zachęcamy, żeby nie traktować tego wąsko, żeby przełamywać tradycyjne podejście. Tak sobie wyobrażamy ten moduł, który wyrasta z tego, co dzisiaj jest modułem Dziedzictwa Narodowego czy Fundamentów. Jeżeli chcemy wydać po prostu tekst źródłowy z komentarzem, to aplikujemy w module Dziedzictwo Plus. Jeżeli chcemy zrobić coś więcej, na przykład wspólnie z przedstawicielami dyscyplin związanych z informatyzacją, digitalizacją, to idziemy inną ścieżką i aplikujemy do Nowych Wyzwań. Tu mieściłyby się projekty, które spełniają co najmniej jedno z dwóch kryteriów: zajmują się nowymi wyzwaniami cywilizacyjnymi (technologie cyfrowe, w tym systemy sztucznej inteligencji, kryzys klimatyczno-ekologiczny, antropocen, migracje, nowe terapie i technologie medyczne, nowe choroby i epidemie, wojny i terroryzm, realne utopie, nowe modele gospodarcze, przekształcenia świata pracy itp.) lub podejmują problemy we współdziałaniu nauk humanistyczno-społecznych i przyrodniczo-technicznych lub inżynieryjno-technicznych. Celem projektu mogłoby być również rozpoznawanie lub definiowanie nowych wyzwań. Nie proponujemy zrywania z czymkolwiek, ale przemyślenie na nowo zadań i uruchomienie pewnych mentalnych procesów, które miałyby zmodernizować badania humanistyczne. Podam przykład, kiedy zostałem wicedyrektorem Instytutu Badań Literackich PAN – to było prawie 20 lat temu, nie tak dawno – robiliśmy polską bibliografię literacką w sposób bardzo tradycyjny. Szło się do biblioteki, wynotowywało pewne rzeczy, przepisywało na maszynie, robiło się z tego poszyt. Wyobraża pan sobie korzystanie teraz z bibliografii w formie poszytu? Zapewne nie. Wybrałby pan raczej wersję elektroniczną. My także zmieniliśmy technologię, a kiedy zaczęliśmy ją unowocześniać, znaleźliśmy do tego partnerów, którzy stali się pomostem do nawiązania współpracy z osobami czy instytucjami, które robią podobne rzeczy. I nagle zaczęły się agregować różne dane, czyli zamknięty, ściśle ograniczony strumień informacyjny się otworzył. A zagregowane i otwarte dane zainteresowały rozmaitych uczonych uprawiających badania podstawowe. To zaczęło pączkować kolejnymi projektami, także europejskimi, bo się okazało, że Czesi, Słowacy i Węgrzy robią podobne rzeczy. Otworzyły się nowe możliwości. I dlatego chcemy zaproponować drugi konkurs, jesienny, o nieco innym profilu, skierowany do trochę innych ludzi i grup, których badania są już w pewien sposób zorganizowane. Chcemy ustanowić konkurs na budowanie partnerstw, które formułują wspólne plany badawcze. Nie chodzi nam o zbudowanie centrum doskonałości, co może się narzucać. Jako Rada NPRH wolimy mówić o partnerstwie. W naszym zamyśle mają to być projekty na trochę dłuższy czas, powiedzmy na sześć lat, i za większe pieniądze. Myśleliśmy nawet o dwudziestu milionach złotych.

Chcecie zastąpić ERC?

Nie, ale trochę do tego nawiązać. Mówimy o edycjach. Proszę sobie wyobrazić, że NPRH, ale nie tylko, nie jest tu monopolistą. W Polsce toczy się kilkadziesiąt ważnych projektów zmierzających do cząstkowego albo całościowego wydania jakichś ważnych tekstów, powiedzmy literackich, historycznych, finansowanych z różnych źródeł. Jest potrzeba, żeby ci badacze bez względu na to, czy wydają teksty z kultury antycznej, czy ze współczesnej literatury polskiej, ze sobą rozmawiali, współpracowali i wypracowali pewne standardy, które mogą się różnić ze względu na specyfikę tekstu, jednak stanowią pewną propozycję kulturową. I tu bym właśnie widział możliwość i potrzebę odejścia od tych pokawałkowanych projektów: tu ktoś wnioskuje o środki na trzy tomy i dostał, ale drugi raz nie dostał, i płacze, że zostały jeszcze kolejne tomy do wydania, i nie wie, co teraz zrobić. Społeczeństwo pyta: zainwestowaliście kilka milionów w trzy tomy, dlaczego nie dokończycie tego zadania? Mamy taką sytuację, że są te różne małe „robaczki” bibliograficzne, które się jeszcze nie połączyły, jak kiedyś autostrady, w związku z tym ich dostrzegalność, ich funkcjonalność, ich użyteczność jest niewielka; nie przebiły się ani do świadomości innych badaczy, ani społeczeństwa. Chcielibyśmy, żeby to partnerstwo przeniosło badania prowadzone w różnych miejscach na inny poziom. Ono pozwoli ludziom myśleć śmielej i zdobywać doświadczenia, które następnie staną się jedną z ich przewag, zalet, kiedy będą myśleć o wspólnych europejskich projektach. Chcemy, żeby NPRH, który trochę chronił polskie środowisko humanistyczne przed koniecznością szukania pieniędzy na przykład europejskich, stał się drogą, ale nie koniecznością, do zdobywania dużych pieniędzy ze źródeł zagranicznych.

Chcecie zmusić do mobilności i kontaktów międzynarodowych.

Myślimy o tym, żeby jednym z warunków fakultatywnych przy ubieganiu się o grant było zaproponowanie partnerstwa europejskiego. Nie jako warunek konieczny, ale rodzaj promesy. Poznacie się na przykład z Francuzami, którzy wydają ważne teksty dla kultury starofrancuskiej, romantycznej i zaczniecie myśleć wspólnie, zauważycie wspólne idee i pomyślicie o dalszej współpracy może już na zupełnie nowych polach. Trochę wychodzimy naprzeciw tego, co Mario Draghi ogłosił w swoim raporcie, że europejska nauka, która wydaje zasadniczo konkurencyjne pieniądze, może trochę mniejsze niż na przykład Stany Zjednoczone, ale porównywalne, nie uzyskuje dobrego efektu, takiego jaki uzyskują Stany, ponieważ te pieniądze są za bardzo pokawałkowane. Efekt jest taki, że Europa trochę traci, a reszta świata zyskuje. Chcemy przeprofilować myślenie o grantach. Chcielibyśmy, żeby NPRH przygotował ludzi do tego, by po te 200 miliardów euro, które mają być dostępne w kolejnej perspektywie unijnej, mieli odwagę i podstawę się ubiegać. Żeby byli już zorganizowani, dogadani ze swoimi partnerami zagranicznymi. Dlatego proponujemy, żeby w ramach takiego partnerstwa pojawili się na pewnym etapie integracji partnerzy zagraniczni, i żeby wspólnie zacząć myśleć na przykład o edycjach już międzynarodowych.

Zastanawiam nad tym, jak długo będzie trwała ocena takich wniosków.

Mamy świadomość, że przygotowanie partnerstwa, do którego przystąpi kilka podmiotów, wymaga też uzgodnień na poziomie kierowniczym. Jest czasochłonne i kosztochłonne. Dlatego proponujemy symboliczną sumę na „granty na granty”. Minister, w uzgodnieniu i po konsultacjach ze środowiskiem, wskazywałby pewne obszary, które możemy nazwać priorytetami, w których rok do roku ustanawiałby konkurs na takie partnerstwo. Minister zatem mówi, że potrzebujemy specjalistów, żeby naukowo omówić na przykład psychospołeczne konsekwencje wprowadzania sztucznej inteligencji. I ogłasza konkurs na takie partnerstwo. Wracam do edytorów: dwa tygodnie temu na konferencji, w której brałem udział, bo też tam trochę edycjami się zajmowałem, zgłosili postulat powołania Instytutu Edytorstwa Narodowego, idąc jeszcze tropem poprzedniej władzy, która powoływała instytuty. Oni już w swoim myśleniu wyszli z etapu porównywania tekstów z rękopisem. Są dogadani ci od literatury staropolskiej z tymi od Gombrowicza. I już zaczynają kombinować, żeby zrobić coś razem. I wymyślili, że jest im potrzebny instytut, bo tam mogliby się spotkać, integrować, wymienić opiniami. Nie wiem, czy sam instytut jako instytucja z budynkiem, ogrzewaniem, elektrycznością, odrębną księgowością jest dobrym rozwiązaniem. Do takich grup, które w swoim myśleniu chcą wykonać kolejny krok, zrobić coś z edycjami, zaczynają chłonąć nowe rozwiązania, testować, porównywać się do zespołów zagranicznych, kierujemy partnerstwa. Teraz trudno wyobrazić sobie edycję, która nie ma formy otwartej. A do tego trzeba mieć partnerów cyfrowych. Ważne jest, żeby te edycje potem nie poginęły gdzieś na stronach wydziałów, które nie będą miały pieniędzy, żeby to utrzymać. Dlatego sugerujemy i prosimy w warunkach konkursu – to będzie fakultatywne – o nawiązywanie współpracy z infrastrukturami europejskimi. Jeżeli się nie mylę, Polska już jest w ok. 10 infrastrukturach, także humanistycznych i społecznych. To są też darmowe biblioteki utrzymywane ze środków europejskich, a częściowo i krajowych, gwarantujące ogólnoeuropejską czy nawet światową dostępność, bo są świetnie pozycjonowane w wynikach wyszukiwania, i dające większą gwarancję finansową utrzymania i rozwijania technologicznego w kolejnych dziesięcioleciach. Będziemy prosili, żeby w dużych projektach był wyznaczany koordynator, który by się zajmował właśnie współpracą z tymi infrastrukturami. IBL PAN był współzałożycielem infrastruktury OPERAS, stworzonej przez CNRS, która gromadzi i udostępnia książki. Tam jest mnóstwo rzeczy po polsku. Jednocześnie jest tam wersja darmowa i płatna. Darmowa pozwala czytać wszystko, co się chce, ale nie pozwala tego pobrać. Wiele uniwersytetów przystąpiło do tego formatu i drukując książki na papierze, jednocześnie zamieszcza je w OPERAS. Więc jest to pewnego rodzaju biblioteka, ale dająca dodatkowe narzędzia, także komentowania, wymieniania się ideami – coś w rodzaju platformy społecznościowej dla osób zajmujących się daną tematyką. Chodzi o to, żebyśmy nie drukowali w kilku egzemplarzach bibliografii, która kosztowała 5 milionów zł, i która obejmuje np. obiekty sakralne Wielkopolski, a minister kultury i tak o tym nie wie. Bo to jest też użyteczne dla Ministerstwa Kultury, tam jest opis obiektów, w tym stanu ich zachowania, są informacje o tym, czy one wymagają konserwacji, czy nie. Chcemy rozhermetyzować, otworzyć humanistykę przynajmniej na interdyscyplinarność, ale także na współpracę międzynarodową. To nie będzie tak, że ktoś wymieni czterech czy pięciu zagranicznych współpracowników w projekcie i wystarczy. Nie o to chodzi. Rzecz w tym, żeby ludzie przenosili myślenie o swoich projektach na wyższy poziom, co będzie ich predysponowało do tego, by śmielej startować w konkursach finansowanych z innych źródeł i mieć większe szanse na finansowanie swoich badań z wielu źródeł.

Proszę o kilka konkretów dotyczących terminów.

Być może do końca grudnia napłyną recenzje, więc od stycznia zaczniemy kończyć rozstrzyganie konkursu 14. W marcu – taka prośba poszła do ministra, mamy jeszcze cztery miesiące na ich przygotowanie – chcielibyśmy ogłosić dwa konkursy: Dziedzictwo Plus i Nowe Wyzwania oraz mniejsze Translacje w miejsce dotychczasowych Uniwersaliów. I wreszcie Sokrates na książkę z zakresu humanistyki publicznej oraz popularnej. Konkurs na partnerstwa międzynarodowe natomiast odbyłby się w terminie jesiennym. Jego finansowanie rozpoczęłoby się w 2026 roku.

Jakie pieniądze są na to potrzebne?

To musimy ustalić, biorąc pod uwagę, że nie każde partnerstwo już w pierwszym roku funkcjonowania musi mieć do wykorzystania wiele milionów. W ogóle nie każdy projekt musi opiewać na dwadzieścia milionów, to tylko wskazanie możliwego górnego pułapu, danie wyobrażenia o tym, czym mogą być projekty humanistyczno-społeczne. Nie wiem, czy edytorom potrzeba akurat tyle pieniędzy. Na razie otwieramy humanistykę na nowe obszary i nowe perspektywy i to już od wiosny przyszłego roku.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Wróć