logo
FA 12/2023 informacje i komentarze

Roman Bäcker

Światowa jakość w polskiej nauce?

Światowa jakość w polskiej nauce? 1

Fot. A. Romański

Prof. Roman Bäcker, politolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, sugeruje, że zmiana na stanowisku ministra edukacji i nauki nie wystarczy, by zmienić na lepsze polską naukę i szkolnictwo wyższe. Najwięcej zależy od samych naukowców i uznawanych przez nich standardów merytorycznych i etycznych.

Staranie o najlepszy kształt polityki naukowej należy zacząć od sformułowania jej podstawowych celów. Po pierwsze, chodzi o zintegrowanie polskiej nauki ze światową. Badania naukowe, aby miały sens, muszą opierać się na dorobku uczonych z całego świata, a wyniki polskich badań muszą być elementem dorobku nauki światowej. Po drugie, około dziesiątki najlepszych polskich uczelni powinno dążyć do znalezienia się w gronie najbardziej znaczących uniwersytetów światowych. Po trzecie, konieczne jest dążenie do powszechnego i obowiązkowego przestrzegania w świecie naukowym najwyższych standardów etycznych.

Rzeczą fundamentalną jest całkowita zmiana zasad punktacji czasopism naukowych. Muszą one być zgodne z istniejącymi i merytorycznie weryfikowanymi kryteriami ich hierarchizowania. Posiadanie IF oraz miejsce na listach Web of Science i Scopus powinny być podstawami takiej punktacji. Czasopisma, które nie spełniają tych kryteriów, nie mogą mieć tyle samo lub więcej punktów co czasopisma je spełniające. Na kilku kierunkach filologicznych (oraz w dziedzinie sztuk pięknych) możliwe jest ustalanie hierarchii punktacji bez uwzględniania tych kryteriów. Najlepsze czasopisma światowe w tych przypadkach po prostu nie ubiegają się o IF oraz wejście na listy Scopus i WoS. Jednakże specjaliści z tych kierunków doskonale znają światową hierarchię swoich periodyków.

Urealnienie punktacji musi też oznaczać wyeliminowanie wszystkich czasopism drapieżnych (predatory journals). W przypadku periodyków polskich nie spełniających żadnego z tych dwóch podstawowych kryteriów (IF i bazy Scopus oraz WoS) konieczne jest ustalenie jasnych kryteriów pozwalających na ich hierarchizowanie. Kryterium bazowym powinno być to, czy artykuły publikowane w tych czasopismach spełniają kryteria naukowości, a więc rozwiązują problem badawczy na choćby elementarnym poziomie poprawności teoretycznej i metodologicznej. Kryteria wejścia, a następnie zajmowania odpowiedniego miejsca na liście punktowanych czasopism muszą być jasne, znane i precyzyjne pod względem merytorycznym. Tym samym miejsce na liście powinno być rezultatem spełnienia przez periodyki ściśle określonych warunków bez możliwości podejmowania decyzji uznaniowych.

Konsekwencją takiego skonstruowania listy powinno być wyeliminowanie finansowania publikowania tekstów naukowych w czasopismach. Jedynym wyjątkiem może być uzyskiwanie dostępu do open access w czasopismach z IF i znajdujących się w bazach Scopus i WoS.

Zwiększenie dofinansowania jest niezbędne dla przetrwania polskiej nauki. W tej chwili absolwent studiów doktoranckich po uzyskaniu stopnia doktora (jeśli ma szczęście i wygra konkurs), uzyskuje pensję adiunkta, a czasami asystenta, która jest mniejsza niż ta, jaką otrzymuje jego kolega ze szkoły podstawowej zatrudniony w dużym sklepie. Najlepsi, najzdolniejsi i najbardziej aktywni absolwenci studiów magisterskich wiedzą doskonale, że mogą prawie natychmiast zarobić więcej niż profesor tytularny, idąc do pracy w niektórych sektorach biznesu. Mechaniczna podwyżka pensji naukowców nie jest jednak krokiem wystarczającym. Konieczne jest radykalne zwiększenie wysokości środków przeznaczonych dla NCN. W tej chwili poziom sukcesu w uzyskaniu grantu w NCN jest w niektórych konkursach niższy niż np. w konkursach grantowych Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych. Warto też rozważyć zwiększenie wysokości budżetu NAWA przeznaczanego na wymianę międzynarodową oraz na badania finansowane przez NCBR, oczywiście po dokonaniu odpowiednich zmian w tej ostatniej instytucji. Niezbędne jest stworzenie odpowiednich zachęt dla zwiększenia efektywności pracy pracowników nie będących nauczycielami akademickimi oraz poziomu wykorzystania infrastruktury uczelni. Dopiero po wprowadzeniu tych zmian sensowne będzie przeprowadzenie za dwa, trzy lata ewaluacji jednostek naukowych na podstawie nowych, całkowicie merytorycznych, a nie uznaniowych kryteriów.

Jednakże już w tej chwili trzeba wprowadzić mechanizmy zabezpieczające przed możliwymi patologiami. Ogromna większość jednostek naukowych otrzymała po ostatniej ewaluacji uprawnienia do nadawania stopni doktora i doktora habilitowanego. Istnieje możliwość, że niektóre z nich mogą pójść śladami opisywanego przez Bogusława Śliwerskiego Wydziału Pedagogicznego Katolickiego Uniwersytetu w Rużomberku. Może należy rozważyć możliwość odbierania uprawnień do nadawania stopni jednostkom, które pójdą tą drogą?

Rada Doskonałości Naukowej przeprowadzająca m.in. postępowania o nadawanie tytułu profesora jest wybierana w tej chwili również przez doktorów habilitowanych. Nic dziwnego, że poziom odrzucania wniosków (wliczając odwołania) jest nadal bardzo niski. Nic by się nie stało, gdyby bierne i czynne uprawnienia wyborcze do RDN posiadali wyłącznie profesorowie tytularni. O wiele ważniejsze jest jednak precyzyjne ustalenie, a następnie rygorystyczne przestrzeganie kryteriów (być może osobno dla każdej dziedziny naukowi), których spełnienie pozwala na uzyskanie stopnia doktora habilitowanego oraz tytułu naukowego.

Nie jest sensowne tworzenie zachęt, by profesorowie przechodzili na emeryturę, a takie bodźce to pozbawianie prawa głosu na posiedzeniach rad naukowych, czy ustawowe dyskryminowanie poprzez możność pracy tylko przez cztery lata po rozpoczęciu pobierania emerytury. We wszystkich innych zawodach można pracować bez ograniczeń po przejściu na emeryturę powyżej 65 roku życia, a w przypadku kobiet 60 roku. Jest to tym bardziej zaskakujące, gdy uświadomi się, że efektywność pracy naukowej nie jest znacząco zależna od wieku (w porównaniu z innymi zawodami).

Szereg polskich uczelni posiada ugruntowaną pozycję w światowej nauce, co widać w różnych rankingach. Nie oznacza to, że nie mogłaby być ona lepsza. Polska „liga bluszczowa” nie powstanie jednak bez spełnienia przynajmniej dwóch warunków. Pierwszym z nich jest wsparcie decyzyjne i finansowe władz publicznych, a drugim wola, pracowitość i determinacja wszystkich bez wyjątku pracowników takich uczelni. Jeśli rządzący stworzą odpowiednie mechanizmy i uruchomią środki dla realizacji powyższego celu, to możliwe jest bardzo szybkie znalezienie się kilku polskich uczelni wśród trzystu najlepszych na świecie. Jednakże musi to być program dobrowolny, w którym zwiększone wymagania będą rekompensowane znacznie wyższymi od przeciętnych wynagrodzeniami. Od wszystkich pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych tych uczelni należy wymagać publikowania co najmniej w czasopismach z wysokim wskaźnikiem IF, uznanym w danej dyscyplinie za prestiżowy, lub znajdujących się w górnej połowie list Scopus i WoS. Jest to kryterium minimalne stosowane przy zatrudnianiu w wielu uczelniach na świecie, w tym np. w Wietnamie czy Słowacji. Ocena pracownicza, w tym dorobku naukowego, powinna się odbywać w takich uczelniach nie co cztery lata, a np. co dwa lata. To wystarczający okres, by udowodnić swoje zaangażowanie w pracę naukową. Bez takich uczelni nie pojawi się efekt przyciągania najzdolniejszych ludzi z całego świata do Polski. Będziemy skazani na trwałe pozostawanie na peryferiach światowej nauki. To z Polski najzdolniejsi studenci i naukowcy w tej chwili uciekają za granicę i w przyszłości będą uciekali, jeśli nie zmienimy sytuacji.

Kryteria etyczne nie dotyczą tylko przestrzegania elementarnych zasad obowiązujących w każdej dziedzinie twórczości, takich jak zakaz kradzieży cudzej własności intelektualnej czy traktowanie innych ludzi z poszanowaniem ich godności. Równie ważne jest też ścisłe przestrzeganie elementarnych zasad oceniania dorobku naukowego przy postępowaniach awansowych oraz recenzowania poszczególnych tekstów. Dopisywanie swoich nazwisk do cudzych tekstów, po to by uniknąć zwolnienia z pracy lub aby własna jednostka uzyskała wyższą ocenę ewaluacyjną, jest tożsame z plagiatem. Warto pamiętać też o tym, że osoby piszące recenzje nierzetelne, niedostrzegające elementarnych wad tekstów naukowych albo je dostrzegające, ale formułujące niekompatybilne z tymi wadami wnioski, powinny podlegać takim samym rygorom dyscyplinarnym, jak w przypadku plagiatu. Każda nierzetelność w nauce, niezależnie od sposobu jej przejawiania się, powinna być adekwatnie traktowana. Rzetelność w nauce oznacza nie tylko formułowanie ocen wyłącznie o charakterze merytorycznym. Jest również niezbędnym elementem badań naukowych prowadzonych z najwyższym poziomem staranności.

Jeśli chcemy zerwać z procesami marginalizacji, woluntaryzacji decydenckiej oraz polityzacji nauki, z czym ostatnio się borykaliśmy, jakakolwiek zmiana personalna na stanowisku ministra nie wystarczy. Musimy również sami się zmienić. Nie wtargniemy do światowej naukowej czołówki natychmiast, jednym wielkim skokiem, ale realizacja warunków, które przedstawiłem powyżej, pomoże ten proces zrealizować, a może nawet przyśpieszyć.

Wróć