Piotr Kieraciński
Chcę odnieść się do obu ciekawych polemik do mojego artykułu z listopada tego roku, uzupełniających obraz finansów szkół wyższych, wynikający z ich bilansów. Pokazałem twarde dane, którym trudno zaprzeczyć. Zresztą raport Głównego Urzędu Statystycznego dotyczący sytuacji szkolnictwa wyższego w roku 2022 potwierdza je i dodaje też, że uczelnie niepubliczne poradziły sobie równie dobrze z ogólnym wynikiem finansowym, wyniósł on 411 mln zł i był niemal najwyższy w historii (lepiej było tylko w roku 2021 – 444 mln zł), a jeszcze w 2015 roku ta grupa odnotowała ponad 47 mln zł strat. Dane GUS mówią też, że wyniki finansowe publicznych szkół wyższych są ostatnio najwyższe w historii. Tegoroczny raport pokazuje tylko okres 2015–2022, w którym wzrosły one o 70% (nie uwzględniam roku 2019, gdy wynik uczelni publicznych wyniósł ponad 1,76 mld zł i był niemal trzykrotnie lepszy niż w 2015 r.). Świadczy to, niezależnie od zastrzeżeń moich polemistów, o dobrym radzeniu sobie uczelni w trudnej sytuacji ekonomicznej, wynikającej z trudności okresu pandemii, wzrostu cen, zwłaszcza za energię oraz wzrostu minimalnego wynagrodzenia w gospodarce. Wiemy jednak, że za pięknymi liczbami kryją się trudne braki, o których obaj Rektorzy napisali. I ja też je znam. Warto czasami jednak podać także dobre informacje.
Swoją drogą chciałbym zobaczyć twarde dane o skali odejść z nauki i szkolnictwa wyższego do gospodarki i o rzeczywistych przyczynach tego zjawiska. Nie jestem przekonany, że płace w szkolnictwie wyższym są tak marne, że powodują odpływ kadry, może w niektórych przypadkach, np. informatyków, ale na pewno nie większości nauk społecznych czy humanistycznych.
Dlaczego w ogóle podjąłem temat? Ponieważ pojawiły się w mediach artykuły, w których porównuje się minimalną podstawę wynagrodzenia profesora w Polsce z pełnymi wynagrodzeniami profesorów na świecie. Po pierwsze, w Polsce w szkolnictwie wyższym i nauce, ale i w całym sektorze publicznym (w prywatnym często także) systemy wynagrodzeń są skomplikowane, a podstawa naliczania płac (w wielu uczelniach i instytutach wyższa niż urzędowa minimalna) nie odzwierciedla wysokości faktycznych wynagrodzeń. Druga sprawa to wzrost wynagrodzeń w ostatnich ośmiu latach. Mam dane niepełne, bo dotyczące tylko płac profesorów. Otóż w roku 2015 średnia płaca profesora wynosiła 10 300 zł miesięcznie, zaś w 2023 wynosi 14 650 zł (dwukrotność średniej krajowej). Oznacza to wzrost o ponad 42%, czyli mniej więcej na poziomie inflacji, a wyższy od tempa wzrostu PKB. Warto też spojrzeć na to od strony wartości płacy w euro. W 2015 wynosiła on ok. 2467 euro. Obecnie jest to 3255 euro (przyjmując kurs na poziomie 4,5 zł za euro). Mimo, że większość naszych płac wydajemy w kraju, fajnie poczuć się lepiej na zagranicznych wakacjach, gdy dysponuje się wyższymi funduszami. Jak podczas niedawnej debaty na Śląskim Festiwalu Nauki powiedziała Pani Rektor Celina Olszak: to nie pieniądze decydują o atrakcyjności pracy w nauce, ale wiele innych czynników. Można o nich poczytać w raporcie, do którego odwołał się prof. Maciej Żukowski.
Piotr Kieraciński