logo
FA 12/2023 felietony

Leszek Szaruga

Dziwne i „zbędne”

Dziwne i „zbędne” 1

Gra w piłkę Majów. Źródło: ciekawostkihistoryczne.pl

Przed laty sporo się nadziwowano tematowi pracy doktorskiej, której istnienie wykrył dziennikarz „Polityki”, praca poświęcona była mianowicie grze w palanta. W oczach szerokiej publiczności praca ta w oczywisty sposób wydawała się zbędna, śmieszna i budząca oburzenie przez fakt inwestowania sporych w końcu sum na podejmowanie badań nad zjawiskiem, które uznano za niegodne uwagi. Nie bez znaczenia w owych komentarzach była sama nazwa tej gry: palant. Nic prostszego niż przeniesienie tej nazwy na określenie samego badacza. Już nie pamiętam, jak sprawa się rozwinęła i czy osoba, która podjęła się napisania owej dysertacji, zdołała się obronić. Dość, że „afera” przez dłuższy czas zajmowała uwagę gawiedzi, choć przecież nie tak trudno pojąć, że badania dotyczące gier i zabaw mają wiele aspektów godnych uwagi. Choćby sam fakt, że dziedzina, jaką jest teoria gier, już wówczas uważana była, i słusznie, za wartą głębszych zaangażowań poznawczych dotyczących zresztą nie tylko takich kwestii jak strategie graczy, ale też między innymi spraw związanych z rolą oraz znaczeniem gier i zabaw w życiu społecznym. W końcu rozszyfrowywanie roli gry w piłkę w społecznościach Majów i Azteków po dziś dzień zajmuje badaczy chcących zrozumieć znaczenie tej, zapewne rytualnej, „zabawy”.

Wspominam o tym nie bez powodu, często bowiem słyszymy i czytamy o tym, że jakieś badania czy poszukiwania artystyczne to działalność absolutnie marginalna, interesująca i zrozumiała dla stosunkowo niewielkiej grupy ludzi bądź że koszty przedsięwzięć naukowych poświęconych choćby badaniom kosmicznym są zbyt wysokie, by łożyć na nie środki, które należałoby raczej przeznaczyć na poprawę materialnej kondycji żyjących w skrajnej nędzy społeczności. Zapewne niewiele osób na świecie jest w stanie przeczytać ze zrozumieniem artykuły z zakresu logiki matematycznej bądź zachowań cząstek elementarnych. Ale też miliony ludzi korzystają z badań w tych dziedzinach dokonywanych, używając telefonów komórkowych, nie zdając sobie w ogóle sprawy z faktu, że te narzędzia – których możliwości wciąż jeszcze do końca nie znamy – wytworzone zostały dzięki istnieniu i rozwojowi tych właśnie dziedzin. Podobnie przecież wielu ludzi, nawet świetnie wykształconych, reaguje na nowe zjawiska w sztuce, pomstując na ich „niezrozumiałość” i „elitarność”, a jednocześnie nie zdając sobie sprawy z faktu, że właśnie dzięki tym artystycznym poszukiwaniom – niewolnym, jak i poszukiwania naukowe, od błędów i brnięcia w ślepe uliczki – dokonują się zmiany w kulturze. Tyle że wszystko to są procesy dyskretne, „niewidoczne” dla użytkowników zajętych, jak sądzą, sprawami „ważniejszymi”.

Rzadko jesteśmy skłonni zastanawiać się nad związkami, jakie łączą bardzo specjalistyczne, niemal „tajemne” profesje z życiem codziennym. Skupieni na tym, co dla nas samych stanowi problem najważniejszy, nie zwracamy uwagi na subtelne relacje wiążące nasze przedsięwzięcia z poszukiwaniami innych i na to, że wszelkie działania, niezależnie od tego czy tyczą one teorii, czy praktyki, czy stanowią eksperymenty myślowe, czy techniczne, tworzą sieć wiążącą je wszystkie w całość, której dynamika, przebieg napięć i przepływów energii sprawia, że nasz świat podlega nieustannej przemianie. Zarazem jednak wszystko to funkcjonuje w spójnej czasoprzestrzeni i pozwala odnaleźć relacje między dialogami Sokratesa spisanymi przez jego ucznia a fotografiami dostarczanymi przez teleskop Webba. Dopiero namysł nad tym wszystkim pozwala człowiekowi, którego te zagadnienia interesują, odnaleźć swoje miejsce w świecie i zrozumieć, co łączy – w kulturze europejskiej – odległą w czasie bitwę pod Termopilami z postawami ludów wybijających się w XIX i XX stuleciu na niepodległość.

Dynamika przemian sprawia, że nasza tradycja kulturowa coraz częściej konfrontowana jest z dokonaniami kultur „egzotycznych”, zarówno dawnych, jak istniejących współcześnie. Te konfrontacje często stanowią impulsy innowacyjne bądź też skłaniają innych do korzystania z naszych osiągnięć. Dziś może widoczne jest to wyraźniej niż w epokach wcześniejszych, a to za sprawą eksplozji demograficznej sprawiającej, że w chwili obecnej ludzkość podwoiła swą liczebność w stosunku do tej, jaka istniała w połowie XX wieku. Tym samym rośnie, zakładając trwałą w różnych okresach średnią procentową poszczególnych grup, bezwzględna liczba ludzi zajmujących się nauką i sztuką, tych więc, których kreatywność decyduje o kondycji społeczności globalnej. Tym samym narasta nieustannie liczba coraz węższych specjalności pozornie ze sobą niepowiązanych. Ten stan rzeczy wymaga daleko idących reform edukacji powszechnej, reform pozwalających przynajmniej z grubsza ogarnąć sytuację, w jakiej się znajdujemy i utrwalić świadomość owych sieciowych powiązań, za sprawą których w ludzkiej przedsiębiorczości nie istnieją – gdy chodzi o badania naukowe czy poszukiwania artystyczne – sprawy dziwne lub „zbędne”. Jak do tego doprowadzić? Oto jedno z ważniejszych wyzwań naszej współczesności.

Wróć