Aneta Zawadzka

Zapytany o kwestię miejsca uczelni w rankingu szkół wyższych, prof. dr hab. Jacek Popiel, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego odpowiedział: „Wielokrotnie już podkreślałem, że Uniwersytet nie pracuje po to, by odnieść sukces w rankingach, ale przede wszystkim ma osiągać cele wyznaczone w planach rozwoju”. W rozmowie z miesięcznikiem UJ „Alma Mater” (nr 244/2023) interlokutor uwypuklił jednocześnie rolę rankingów jako wartościowego źródła informacji na temat postrzegania uczelni zarówno w kraju, jak i z zagranicą. W obszernym wywiadzie znajdziemy ponadto wiele innych wątków, dotyczących chociażby prowadzonych badań, zainteresowania poszczególnymi kierunkami studiów, a także rekrutacją obcokrajowców czy kondycją finansową uczelni.
Interesujący jest fragment dotyczący oceny systemu bolońskiego. Zdaniem prof. Popiela najwyższy już czas, by dokonać rzetelnej analizy tego typu rozwiązania. W ocenie rozmówcy system jako generalny model studiów powinien pozostać, należałoby jednak rozszerzyć listę studiów jednolitych magisterskich. Tym, co on osobiście uznaje za warunek konieczny, jest wprowadzenie rozmowy kwalifikacyjnej na studia drugiego stopnia. Sama bowiem średnia ze studiów pierwszego stopnia nie powinna stanowić jedynego kryterium, stanowczo podkreśla rektor najstarszej polskiej uczelni.

Tematyce ryzyka i zarządzania nim w ramach uczelni poświęcony został tekst opublikowany w piśmie Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie „Forum Uczelniane” (nr 1/2023). Dowiadujemy się z niego, że jeśli chodzi o metody identyfikowania ryzyka, to w ZUT głównie wykorzystywane są trzy z nich. Mowa tu o analizie środowiskowej, analizie zagrożeń oraz scenariuszach zagrożeń. Na system zarządzania ryzykiem składa się natomiast sześć elementów. To w kolejności: ustalanie celów i zadań, identyfikacja ryzyka mającego wpływ na ich realizację, opisanie i ocena ryzyka, ustalenie działań mających na celu wyeliminowanie ryzyka lub jego ograniczenie do poziomu akceptowalnego. Listę zamyka wdrożenie tych działań, monitoring, ocena oraz doskonalenie systemu zarządzania ryzykiem.
Nie da się ukryć, i jest to rzeczą powszechnie wiadomą, że świat ulega ciągłym zmianom. W związku z tym faktem zarządzanie ryzykiem nie jest i z pewnością być nie może, jak napisano, procesem skończonym. Należałoby raczej określić go jako stan ciągłej gotowości do podjęcia działań w razie wystąpienia zdarzenia „co do którego nie mamy 100% pewności”, czytamy. Monitorowanie ryzyka, podkreślono ponadto w artykule, nie powinno ograniczać się wyłącznie do działalności uczelni, optymalnie byłoby, gdyby obejmowało także jej otoczenie zewnętrzne, czyli np. określone warunki polityczne, ekonomiczne, legislacyjne czy społeczne. Generalnie chodzi o to, żeby na tyle dobrze się przygotować na pojawienie się różnorakich ewentualności, by móc stawić im czoła. Do tego niezbędne jest posiadanie precyzyjnie rozpisanych procedur oraz dobrze opisanych ścieżek postępowania.

W powstającym właśnie w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym Interdyscyplinarnym Pomorskim Centrum Medycyny Cyfrowej specjaliści pracować będą m.in. nad poprawą jakości oraz efektywności przeprowadzonych badań, informuje „Gazeta GUMed” (nr 11/2023). Dzięki nowo powołanej jednostce zwiększyć się ma liczba realizowanych badań, w tym tych w rodzaju niekomercyjnych klinicznych. Uruchomienie centrum finalnie ma doprowadzić do wzmocnienia pozycji uczelni jako partnera w projektach krajowych oraz międzynarodowych.
Dlaczego jednak postawiono na medycynę cyfrową? Otóż, jak wynika z tekstu, przy jej pomocy można poprawić opiekę zdrowotną, diagnostykę oraz leczenie chorób. Jej przewaga tkwi w możliwości usprawnienia zarządzania systemem opieki zdrowotnej, co realnie oznacza zarówno obniżenie kosztów, jak i uporanie się z problemem ustalania terminów wizyt lekarskich, czy wyznaczania zadań dla całego personelu medycznego. Sam termin, jak czytamy, jest pojęciem niezwykle szerokim, który w skrócie można zdefiniować jako „zastosowanie zaawansowanych technologii cyfrowych w medycynie i ochronie zdrowia”. Przez pojęcie owych technologii rozumie się z kolei „przetwarzanie dużych zbiorów danych medycznych, zaawansowane metody ich analizy, uczenie maszynowe i sztuczną inteligencję, wykorzystywane w celu prowadzenia badań naukowych czy doskonalenia metod diagnostycznych”.
W medycynie cyfrowej znajduje swoje zastosowanie także tzw. internet rzeczy. Chodzi tutaj o sytuacje, w których trzeba połączyć różne urządzenia mające na celu monitorowanie i diagnozowanie pacjenta, jak chociażby smartwatche, ciśnieniomierze czy opaski fitness, a następnie udostępnienie otrzymanych danych za pomocą sieci. Nie można zapomnieć, że zastosowanie medycyny cyfrowej wymaga współpracy ze strony różnego rodzaju specjalistów, nie tylko lekarzy, ale także badaczy zajmujących się medycyną oraz genetyków, biologów czy inżynierów informatyków oraz matematyków i specjalistów z zakresu data science.
Aneta Zawadzka