Leszek Szaruga

Bozon Higgsa. Źródło: Wikipedia
Coraz częściej słyszę, że kroi się nam „nowa fizyka”. Czytam oto, że fizycy pracujący przy akceleratorze Wielkiego Zderzacza Hadronów w ośrodku Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN pod Genewą natrafili na pierwszy ślad fizyki wykraczającej poza dotychczasową teorię budowy materii. O tym, że w tej materii prędzej czy później dojść musi do zasadniczych odkryć, nie wątpiłem od czasu, gdy przeczytałem esej Carla-Friedricha von Weizsäkera, fizyka i brata byłego prezydenta RFN, zatytułowany Czas, fizyka i metafizyka, zamieszczony w pokonferencyjnym tomie Człowiek w nauce współczesnej, a wygłoszony jako wykład podczas organizowanych pod patronatem Jana Pawła II rozmów w Castel Gandolfo – spotkanie to miało miejsce w roku 1983. Ze słów Weizsäkera wbiły mi się w pamięć dwa fragmenty. W pierwszym z nich wskazuje on na problem niesłychanie mnie wówczas zajmujący: „Głęboki, dotąd jeszcze nie zrozumiany dostatecznie sens mechaniki kwantowej leży (…) w tym, że ze względu na zasadę superpozycji wszelki klasyczny, faktyczny opis zdarzenia jest tylko przybliżeniem. Jeśli teoria kwantów jest prawdziwa, to rzeczywistość nigdy nie jest faktyczna w ścisłym sensie. (…) Jeśli dzisiejsza fizyka jest słuszna, to samo pojęcie przedmiotu, na którym fizyka jest oparta, jest tylko przybliżeniem”. Druga uwaga wydaje mi się jeszcze bardziej inspirująca: „Filozofia nominalistyczna błędnie uważa pojedynczy przypadek za elementarną daną. Przypuszczalnie nie istnieją elementarne dane”. I wreszcie – by rzecz podprowadzić jeszcze bliżej „nowej fizyki” – dopełnienie tych uwag: „Atom jest pojęciem ludzkiej możliwości działania. Przypuszczalnie atomy istnieją tylko dla nas. Może tylko dla nas, fizyków drugiego tysiąclecia ery chrześcijańskiej”. W tych uwagach, poza ich treścią, niesłychanie istotne wydaje się formułowanie ich w trybie warunkowym. Być może – dopowiem żartem – w trybie warunkowym należałoby mówić o istnieniu świata.
Najwyraźniej to, co się dzieje w trakcie badań możliwych dzięki uruchomieniu Wielkiego Zderzacza Hadronów, zbliża nas coraz bardziej do weryfikacji przypuszczenia o tym, że pojęcie atomu jest wyłącznie wyobrażeniem, tak jak nim było dla Demokryta z Abdery, zmarłego w ok. 370 roku p.n.e. filozofa, który postulował istnienie atomów, uznając je za arche, podstawowy element budowy świata, czyli jego cząstki elementarne. Dziś powszechna jest wiedza o tym, że cząstki elementarne drobniejsze są od atomów i na tym, o ile mi wiadomo, kończą się nauki przekazywane w szkole. Badacze dopadli już (dotychczas tylko podejrzewany o istnienie) bozon Higgsa określany mianem „bożej cząsteczki”, nadal badają różnice między materią i antymaterią (przy czym warto wspomnieć, że na bytową przewagę materii wskazywał Andriej Sacharow, współtwórca sowieckiej bomby atomowej, później zaś czynny opozycjonista i obrońca praw człowieka, z którym potajemnie spotkał się w Moskwie w 1977 roku członek KOR-u Zbigniew Romaszewski), zajmują się też dość ważnymi właściwościami plazmy powstałej z hadronów, czyli silnie oddziałujących cząstek elementarnych, jakimi są kwarki i gluony. Ale niejako przy okazji czy z czystej ciekawości zaczęto poszukiwania nieznanych dotąd cząstek elementarnych – potwierdzenie ich istnienia (poszlaki właśnie odkryto) może mieć konsekwencje daleko idące, ale być może do ich wykrywania trzeba będzie wykorzystywać komputery kwantowe, instrumenty wciąż jeszcze niestandardowe, których moc obliczeniowa jednak wyprzedza wielokrotnie to, co mamy do dyspozycji.
Wszystko to jednak przyspiesza niesłychanie. Być może za lat dwadzieścia zobaczymy (już niestety beze mnie chyba) całkiem inny świat, w którym nadprzewodniki będą w powszechnym użyciu, powstaną mało dziś przewidywalne instrumenty łączności czy superinnowacyjne metody terapii. Przyspieszenie obiecywane przez „nową fizykę” nie jest jedynym, podobne przyspieszenie widać w kosmologii i (może nieco skromniej) w astronautyce (choć na Marsie już tłoczno od łazików), ale także w humanistyce, gdzie „nowatorskie teorie” i parada wszelkich „izmów” przestrasza nawet profesjonalistów, często za sprawą nowej terminologii nierozumiejących siebie nawzajem. No i na koniec jeszcze jedno z wielu przyspieszeń, dla mnie jednak najważniejsze, bo za jego sprawą zwiększa się liczba naukowców i nakładów na naukę – przyspieszenie demograficzne połączone z przyspieszeniem przemian klimatycznych, a generujące potężne ruchy migracyjne, których przedsmak od kilku lat stał się widoczny na całym świecie, ostatnio także w naszym kraju.
Można oczywiście, jak „straszni mieszczanie” Juliana Tuwima, widzieć wszystko osobno: „I oto idą, zapięci szczelnie,/ Patrzą na prawo, patrzą na lewo./ A patrząc widzą wszystko oddzielnie,/ Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo (…)/ Potem się modlą: «Od nagłej śmierci…/ …od wojny… głodu… odpoczywanie»./ I zasypiają z mordą na piersi/ W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie”. Można, ale w rzeczywistości – jeśli istnieje – to wszystko się kumuluje i łączy.
Wróć