logo
FA 12/2020 życie naukowe

Roman Bäcker

Zniszczenie polskiej nauki czy reforma ustawy Gowina?

Fot. Stefan Ciechan

Jeśli nie stworzy się mechanizmów ułatwiających i nakłaniających do udziału w nauce na poziomie światowym, to możemy wypaść z wyścigu na wiele lat i to z coraz mniejszymi szansami na powrót.

Aby cokolwiek zmienić, konieczne jest najpierw dokładne ustalenie, co według nas jest złe i czy można to naprawić. W przypadku nauki polskiej złem jest przede wszystkim jej odcinkowa zaściankowość, bylejakość i czasami skrajna peryferyzacja. Czy można to zmienić? Niewątpliwie tak, ale trzeba przy tym pamiętać, że wszelkie zmiany w nauce zachodzą bardzo wolno. Pierwsze oznaki zmian widoczne są zazwyczaj po kilkunastu miesiącach, a o rezultatach można mówić co najmniej po kilku latach. W dodatku bardzo łatwo wszystko zniszczyć, a o wiele trudniej to odbudować. Po wprowadzeniu stanu wojennego z jednego z uniwersytetów na południu Polski wyrzucono ponad stu, zazwyczaj młodych (i merytorycznie bardzo dobrych), naukowców. Dopiero teraz, po prawie czterdziestu latach, i to bardzo powoli, odbudowywana jest pozycja naukowa tej coraz lepszej uczelni.

Nieprzemyślane, drastyczne i szybkie zmiany mogą doprowadzić bardzo łatwo do zniszczenia całej polskiej nauki. O wiele bardziej skuteczne jest wprowadzanie zmian w sposób przemyślany, powolny i w porozumieniu ze środowiskiem naukowym. Przy dzisiejszym układzie sił politycznych oraz nastrojach społecznych próba wprowadzania zmian ustawowych przysłowiową nocą może skończyć się wyłącznie katastrofą.

Truizmem (szczególnie w 2020 roku) jest stwierdzenie, że świat się zmienia. Trzeba jednak pamiętać, że w jeszcze większym stopniu dotyczy to światowej nauki. Gwałtownie na szczyt wspina się wiele uniwersytetów azjatyckich, niesłychanie ciekawe są procesy awansu kilku uniwersytetów rosyjskich. Dzieje się to przy rosnącej wykładniczo skali wymagań wobec tekstów naukowych w najlepszych czasopismach światowych. Narasta konkurencja, a poziom wymagań jest coraz wyższy. Jeśli nie stworzy się mechanizmów ułatwiających i nakłaniających do udziału w nauce na poziomie światowym, to możemy wypaść z wyścigu na wiele lat i to z coraz mniejszymi szansami na powrót. Taki scenariusz oznacza jednak trwałą i skrajną peryferyzację polskiej nauki połączoną z ucieczką najlepszych naukowców do uczelni zagranicznych.

Na poziomie światowym

Wszędzie na świecie szkolnictwo wyższe jest znacząco zróżnicowane. Uniwersytety amerykańskie są w czołówce najlepszych uczelni na świecie, ale w wielu z nich profesorowie prawie nie prowadzą badań naukowych, a jeśli już coś piszą, to na poziomie niższym niż uznawany za minimalny w wielu polskich czasopismach ocenianych na 20 punktów. Być może zatem warto zachować wyraźne zróżnicowanie między uczelniami badawczymi, od których wymagamy prowadzenia badań w coraz większym stopniu na poziomie światowym, oraz pozostałymi – posiadającymi bardzo ważne role kulturotwórcze w poszczególnych regionach Polski. Jednakże w takim przypadku konieczne jest wyraźne zróżnicowanie wymogów obowiązujących pracowników naukowych w jednym i drugim typie uczelni.

Dotyczy to przede wszystkim jakości prowadzonych badań naukowych. Wszędzie na świecie im lepsza uczelnia, tym wyższe wymogi merytoryczne stawiane zatrudnionym w niej badaczom. Jeśli chcemy, by polska nauka choćby częściowo była na poziomie światowym, to musimy z dużą konsekwencją stosować tę zasadę. Można oczywiście zdać się na instynkt przetrwania (czy raczej chęć zachowania statusu) organów władz uczelni badawczych. Można jednak dodatkowo wzmocnić tę chęć poprzez zaproponowanie odpowiednich rozwiązań. W wielu uczelniach rozliczenie z wyników badań naukowych następuje co roku. Jednakże przy obecnych cyklach publikacyjnych okres dwuletni jest o wiele bardziej sensowny. Konieczne jest przy tym postawienie wymogu publikowania na poziomie światowym, lecz jeśli chciałoby się to zoperacjonalizować w polskich warunkach, oznaczałoby to publikowanie w naukach ścisłych i przyrodniczych przynajmniej w czasopismach za 100 punktów, a w społeczno-humanistycznych – za 70 punktów.

Procent idiotów

Jeśli dążymy do tego, by choćby częściowo funkcjonować w nauce światowej, to konieczne jest przemyślenie całego systemu uzyskiwania stopni i tytułów naukowych. Dzisiejszy system  (i to pomimo wielu szumnie przeprowadzanych reform) nieco przypomina donkichotowskie zawołanie, że warto się starać, by procent idiotów wśród profesorów był choćby trochę niższy niż wśród całego społeczeństwa. Opisy patologii podczas przyznawania stopni i tytułów naukowych mogą wypełnić wiele stron.

Nie wiem, czy jest jakiekolwiek uzasadnienie, by w Radzie Doskonałości Naukowej (decydującej w dużej mierze o nadawaniu tytułu profesora) mogli zasiadać również doktorzy habilitowani. Nie wiem, czy kandydatami do tej rady powinni być naukowcy spełniający tylko kryterium lustracyjne, bez konieczności posiadania dorobku naukowego i to na poziomie światowym. Nie sądzę też, że każdy profesor (niezależnie od jakości dorobku naukowego) powinien mieć prawo do recenzowania wniosków o tytuł profesora, a wszyscy (dawniej się mówiło) samodzielni pracownicy naukowi – o stopień doktora habilitowanego.

Warto się też zastanowić, czy nie powinien być wprowadzony mechanizm odbierania prawa do nadawania stopni naukowych tym ośrodkom, które akceptują doktoraty i habilitacje na rażąco niskim poziomie naukowym. Mechanizm odbierania uprawnień istniał poprzednio i choć nie był całkowicie skuteczny, stanowił dość znaczącą zaporę przed próbami stworzenia polskiego Rużomberku. W tej chwili takiego uprawnienia Rada Doskonałości Naukowej nie posiada.

Należało by też rozważyć, czy kształcenie kadr naukowych, a w jeszcze większym stopniu – prawo do nadawania stopnia doktora habilitowanego, pozostawić wszystkim uczelniom spełniającym dość liberalne wymogi, czy może zostawić je tylko najlepszym jednostkom naukowym w danej dyscyplinie.

Zgodnie z obecnym stanem prawnym osoby, które skończyły 67 lat, zostały pozbawione wszelkich praw do uczestnictwa w organach uczelni. Zasada ta wydaje się (możliwe, że tylko częściowo) słuszna w przypadku biernego prawa wyborczego na stanowiska rektora czy członka rady uczelni. Jednakże pozbawienie nieco starszych wiekiem profesorów prawa do głosowania na posiedzeniach rad dyscyplin jest w ogromnym stopniu nieporozumieniem. O wiele ważniejsze od kryterium wieku jest zastosowanie wysokich merytorycznych kryteriów zatrudniania, a następnie okresowej oceny pracowników. Jakość prowadzonych badań nie zależy do wieku. Natomiast umiejętność oceny pracy naukowej innych jest w dużej mierze zależna od doświadczenia.

Nie ma dzieł doskonałych. Nie jest nim także Konstytucja dla Nauki, która weszła w życie w październiku 2018 roku, a więc zaledwie dwa lata temu. Nie oznacza to jednak, że należy ją wyrzucić na śmietnik historii, a naukę polską zmusić do zamknięcia się w zaścianku. Jeśli chcemy jeszcze lepiej wykorzystywać potencjał choćby części polskich ośrodków naukowych, to wystarczy tylko zadbać o to, by kryteria merytoryczne były najważniejsze.

Prof. dr hab. Roman Bäcker, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, w latach 2010-2016 prezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych

Wróć