logo
FA 12/2020 informacje i komentarze

Przemysław Wojtaszek

Stypendia doktoranckie – nierozwiązany problem

Prof. Przemysław Wojtaszek, prorektor ds. projektów badawczych i doktorantów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, przedstawia problem niekompatybilności rozwiązań ustawowych i przepisów Narodowego Centrum Nauki, dotyczących rekrutacji do szkół doktorskich i przyznawania stypendiów doktoranckich.

Ogłoszenie przez MNiSW kilka lat temu, że przynajmniej 50% doktorantów z każdego rocznika studiów doktoranckich ma mieć wypłacane stypendia, stanowiło dla większości uczelni swoisty szok poznawczy. Na Wydziale Biologii UAM, którym wówczas kierowałem jako dziekan, nagle okazało się, że w świetle prawa ponad 40% doktorantów, którzy dotąd otrzymywali stypendia z grantów, stypendiów doktoranckich de facto nie ma. Wprowadzenie w życie zapisów Ustawy 2.0 miało te problemy rozwiązać, tak to przynajmniej przedstawiano na etapie jej tworzenia. NCN odnalazło się w nowej sytuacji wprowadzając nowy typ konkursu – PRELUDIUM BIS – na projekty badawcze realizowane przez doktorantów. Od 34. edycji programu umożliwiając kierownikom grantów wypłacanie stypendiów doktoranckich. Czy rzeczywiście wszystko jest jasne?

Analiza sytuacji pokazuje, że jest ona bardzo daleka od satysfakcjonującej. I to w kilku aspektach. Zacznijmy od kwestii proceduralnych. Regulamin NCN stwierdza zgodnie z Ustawą 2.0, że stypendium doktoranckie może być wypłacone wyłącznie osobie, która ma status doktoranta. Niby wszystko jest OK, ale… Status doktoranta nabywa się po wpisaniu do szkoły doktorskiej i spełnieniu dodatkowych wymagań. Zatem, w domyśle, stypendium doktoranckie z grantu NCN można wypłacić wyłącznie doktorantowi szkoły doktorskiej. Możliwe są dwa warianty: kierownik projektu poszukuje kandydata wyłącznie wśród doktorantów przyjętych do szkoły doktorskiej lub też poszukuje doktoranta w otwartym konkursie, wybiera go i wysyła na rekrutację do szkoły doktorskiej, wypłacając mu stypendium z grantu dopiero po przyjęciu do szkoły. Każde z tych rozwiązań obarczone jest poważnymi mankamentami lub dużym ryzykiem. W pierwszym przypadku konkurs trudno uznać za otwarty, a to bardzo często stoi w sprzeczności z regulacjami agencji finansujących naukę, jak również z wymogami Europejskiej Karty Naukowca. W drugim przypadku kierownik projektu ryzykuje tym, że wybrany przez niego kandydat nie przejdzie rekrutacji do szkoły doktorskiej i tym samym nie uzyska uprawnień do otrzymywania stypendium doktoranckiego.

Na te problemy nakładają się dalsze, tak osobowe, jak i kalendarzowe. Agencje finansujące naukę zwykle określają, kto może rekrutować potencjalnych doktorantów do projektu. W projektach NCN są to komisje trzyosobowe, którym przewodniczy kierownik projektu. Z kolei do szkoły doktorskiej rekrutują komisje – odrębna dla każdej dyscypliny nauki – które są powoływane na czas określony, zwykle na rok. Komisja taka najczęściej ma możliwość zaproszenia osoby z zewnątrz, np. kierownika projektu, ale osoba ta może być jedynie obserwatorem procesu rekrutacji, bez prawa głosu. Komisja rekrutacyjna do szkoły doktorskiej nie wypełnia zatem definicji komisji rekrutującej kandydata do projektu badawczego. Tym samym nie można uznać, że komisja rekrutacyjna może równocześnie wybrać kierownikowi kandydata do realizacji projektu badawczego. Problem, który określam jako kalendarzowy, wydaje się oczywisty, a jest nim rozbieżność całorocznego harmonogramu konkursów na projekty badawcze z kalendarzem rekrutacji do szkoły doktorskiej, która odbywa się raz w roku. Można sobie wyobrazić, i tak często się dzieje, że w miarę uruchamiania projektów badawczych przeprowadza się rekrutacje do szkoły doktorskiej, wyznacza promotorów i konstruuje indywidualne plany badawcze. Problem pojawia się wtedy, gdy przyjmuje się doktoranta w dowolnym momencie roku akademickiego, a następnie rozlicza się go z realizacji programu kształcenia w szkole doktorskiej. Jest bowiem oczywiste, że doktorant przyjęty, powiedzmy, w marcu nie będzie w stanie zrealizować modułów kształcenia, które zostały zaplanowane na semestr zimowy.

Kolejnym, istotnym dla obrazu polskiej nauki problemem są konsekwencje niejednoznaczności dla umiędzynarodowienia prowadzonych badań naukowych, w tym funkcjonowania szkół doktorskich. W największej liczbie kandydaci z zagranicy rekrutują się nie do szkół doktorskich, a do projektów badawczych ze względu na interesujący ich problem naukowy do rozwiązania i potencjalne publikacje w znakomitych czasopismach naukowych. Zderzenie z zarysowaną rzeczywistością prawną bardzo często skutkuje rezygnacją z kandydowania lub z realizacji projektu, a tym samym niezwykle spowalnia proces umiędzynarodowienia.

Wreszcie dla pełni obrazu należy zarysować problem finansowy. Wobec braku zwiększenia nakładów na naukę uczelnie dysponują kwotami mniej więcej podobnymi do tych sprzed kilku lat. Biorąc pod uwagę zapisy ustawowe łatwo policzyć, że stypendia doktoranckie, nawet w minimalnej wysokości, są obecnie znacząco wyższe niż te, które są wypłacane doktorantom studiów doktoranckich. Co więcej, od przyszłego roku akademickiego, gdy pierwsi doktoranci przejdą oceny śródokresowe, ich stypendia staną się dwukrotnie większe niż stypendia doktorantów studiów doktoranckich. Praktycznie zatem bezpośrednim efektem zapisu ustawowego o stypendiach doktoranckich staje się dość drastyczne ograniczenie liczby rekrutowanych doktorantów. Nie wspominam już nawet o tym, że zgodnie z Ustawą 2.0 to uczelnia ma zapewnić doktorantowi środki na jego badania. Dopóki zatem nie nastąpi zwiększenie nakładów na naukę, dopóty projekty badawcze finansowane ze źródeł zewnętrznych będą jedynym realnym sposobem finansowania wysokiej jakości badań naukowych, zwłaszcza w naukach eksperymentalnych, ale nie tylko. I jedynym realnym sposobem finansowania najlepszych młodych adeptów nauki.

Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Optymistycznie należałoby powiedzieć, że zawsze jest. W obecnych warunkach raczej trudno liczyć na zwiększenie nakładów na badania. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że kiedyś wreszcie przedstawiciele MEN oraz agencji finansujących naukę usiądą razem i wspólnie opracują zapisy prawne, które ten węzeł gordyjski przetną i pozwolą zarówno doktorantom, jak i kierownikom projektów działać normalnie, z korzyścią dla polskiej nauki.

Wróć