logo
FA 12/2020 felietony

Leszek Szaruga

Odnajdywanie się w historii

Św. Hildegarda z Bingen. Źródło: Wikipedia

Gdy wyrysuję duże X i w punkcie przecięcia umieszczę moją teraźniejszość, wówczas zagłębiając się w rozgałęzienie dolne, rozświetlając je latarką, zanurzać się będę w przeszłości. Blisko punktu przecięcia będę dostrzegał to, co zapamiętałem dobrze, lecz im dalej śledził będę światło, tym mniej będę mógł rozpoznać. Oczywiście wiele zależy od tego, jaką mocą latarki będę rozporządzał. Załóżmy, że każdy ma inną, każdy będzie zatem ową przeszłość rozpoznawał nieco inaczej, jedne jej zjawiska uzna za nieważne, inne z kolei za wyraźne i godne uwagi. Podobnie zresztą z próbami odgadywania przyszłości, gdy światło skierować ku górnemu rozgałęzieniu – w zasadzie nietrudno będzie mi określić, co stanie się jutro, dużo mniej czytelne staną się zarysy przyszłości. O tym ostatnim przekonuje lektura utworów Stanisława Lema. Wybitny ów pisarz i „futurolog” odgadł co prawda wiele, lecz nie przypominam sobie, by wpadł na pomysł wyposażenia człowieka w poręczny organ przenośny, w którym pomieścić można olbrzymią bibliotekę, filharmonię, filmotekę czy teatr, nie mówiąc już o tym, że może on służyć za sieć pocztową, wreszcie uniwersalny komunikator. Inaczej mówiąc: Lem chyba nie przewidział tego, czym jest dziś telefon komórkowy.

Lecz wróćmy do historii, ta bowiem jest głównym przedmiotem mojej uwagi. Otóż nawet najbardziej rzetelni historycy w mniejszym lub większym stopniu ulegają z jednej strony rutynie, z drugiej aktualnym tendencjom panującym w nauce. O przykłady nietrudno. Czytam oto znakomitą rozprawę Julii M.H. Smith Europa po Rzymie. Historia kulturowa lat 500-1000, w której autorka upomina się o badania dotyczące problemów dotąd pomijanych z tego względu, iż – choć były znane – uznawano je za sprawy drugorzędne, mało istotne. Pisze: „Historia wczesnego średniowiecza, przekazywana w sposób konwencjonalny, jest historią polityki, gospodarki i religii mężczyzn, gdzie kobiety są w dużej mierze nieobecne w polityce i gospodarce, a jedynie marginalnie obecne w religii. Takie ujęcie nie tylko opierało się na odgórnych założeniach i uprzedzeniach wcześniejszych pokoleń badaczy, ale i odzwierciedlało ton wielu kronik, roczników i dziejów wczesnego średniowiecza”. Za motto tego rozdziału pracy obrała autorka słowa wyjęte z Moraliów papieża Grzegorza I: „Każdy bowiem człowiek dzielny i rozważny jest nazywany mężczyzną, a kobieta oznacza umysł słaby i nierozsądny”. Słowa tego papieża sprawującego przez ćwierć wieku urząd „sługi sług Bożych” i obdarzonego przydomkiem Wielki nie mogły nie pozostawać bez wpływu nie tylko na współczesnych, lecz również na potomnych. Nie mogą dziwić zatem słowa wiersza zmarłej w roku 1000 Hildegardy z Bingen „usprawiedliwiające” porywanie się na składanie wierszy: „Sądzę, że choć nie posiadam dość wiedzy i kunsztu,/ to przecież z dawna subtelność kobiecy talent dopełnia./ Przeto ważyłam się tylko, by me pisma niezgrabne/ tylko nielicznym i godnym zaufania przedłożyć”. I można zasadnie domniemywać, że nie ma tu żadnej ironii, lecz że autorka serio tak o swym zuchwalstwie myślała.

Pytaniem, które samo się ciśnie na usta, jest kwestia powodów, dla których ten sposób myślenia, takie postrzeganie kobiety było możliwe. I trzeba od razu powiedzieć, że jest ono pytaniem bezprzedmiotowym. Tak po prostu wtedy widziano świat, bez powątpiewania w fakt, że władza pochodzi od Boga i że słońce kręci się wokół ziemi. Można oczywiście, przyjmując dzisiejszą perspektywę, krytykować sąd wydany przez Grzegorza Wielkiego, lecz ani to nie pomoże w badaniach historycznych, ani nie będzie specjalnie dobrze świadczyć o tym, kto taką krytykę uprawia. Ale myślenie ahistoryczne to jeden z najczęstszych błędów w odczytywaniu przeszłości – w ten sposób zrozumieć jej niepodobna. Aliści nie znaczy to również, że, odwołując się do autorytetu papieskiego, można ten sąd o kobietach podtrzymywać. Po prostu warto sobie uświadomić, że to samo zdanie w odmiennych historycznie bądź kulturowo okolicznościach może mieć odmienne znaczenie.

Nie ulega wątpliwości, że pisząc o miejscu i roli kobiet we wczesnym średniowieczu, Smith ma rację, gdy powiada, że niewiele się o tych sprawach dowiemy, badając teksty epoki. Szukając możliwości odtworzenia rzeczywistego stanu rzeczy, skupiła się zatem na tym, co wydaje się wyznacznikiem bardziej miarodajnym niż literatura czy kroniki – na rekonstrukcji systemu politycznego i prawnego, stwierdzając: „Niezależnie od indywidualnego charakteru każdej rodziny (…) sytuacja mężczyzn była niemal zawsze korzystniejsza. Sprzyjały im zarówno niepisane zapatrywania społeczne, jak i jasno wyłożone zasady prawne”. A prawo, jak wiadomo, można zmieniać.

Wróć