logo
FA 12/2020 okolice nauki

Bogdan Bernat

Bez kleksów

Nie mieliśmy w Polsce pracy poświęconej wiecznym piórom, a tym bardziej społecznym i kulturowym funkcjom designu przyborów piśmiennych. Pomysł napisania książki podjął Aleksander Wojciech Mikołajczak jeszcze w końcu lat dziewięćdziesiątych przy okazji pisania pracy Łacina w kulturze polskiej. Zwrócił wtedy uwagę na warsztat pisarski autorów, pojmowany nie jako sztuka narracji, lecz wyposażenie materialne skryptorium – pracowni. Namysł nad wpływem designu piór na kulturę piśmienniczą, a co za tym idzie również na rzeczowy wymiar literatury, wydały się autorowi dotąd pomijane, więc podjął temat.

Kleks był zmorą uczniów w czasach, gdy pisało się drewnianymi obsadkami ze stalówką, którą co chwila należało umaczać w kałamarzu. Perypetie tamtej edukacji i mieszkańców najbardziej w Polsce znanego piórnika opisane zostały przez Marię Kownacką w magicznym Plastusiowym pamiętniku.

Bohaterowie Designu Kleksa to dziesięć piór: amerykańskie Waterman, Parker i Sheaffer, niemieckie Pelikan i Montblanc, angielskie Onoto, japoński Pilot, włoska Aurora, francuski Cartier, chińskie Hero. Historia zaczyna się gdzieś w Nowym Jorku w 1884 r. od kleksa, kiedy wszystko zostało już wcześniej omówione i uzgodnione, a pozostała tylko formalność, złożenie przez klienta podpisu na polisie. Lewis Edson Waterman, agent nowojorskiego towarzystwa ubezpieczeniowego, udaje się dla ostatecznego potwierdzenia umowy do przedsiębiorcy branży budowlanej. W biurze się okazuje, że się spóźnił i zniecierpliwiony szef pojechał na budowę. Waterman podążył jego śladem i po ponownym przekonaniu klienta do złożenia podpisu podsunął przedsiębiorcy pióro. Ten na belce ogrodzenia budowy miał potwierdzić kontrakt, lecz ebonitowe wieczne pióro zostawiło ogromny kleks. Watermanowi kontrakt przeszedł koło nosa. Jednak frustracja wynikła z wadliwości świeżo kupionego pióra spowodowała potrzebę dogłębnego zbadania przyczyny defektu. Okazał się nim nieprawidłowy spływak, czyli element, przez który atrament dostawał się do stalówki. Majsterkowanie nad ulepszeniem spływaka doprowadziło do opatentowania nowego wiecznego pióra, takiego jakie wszyscy dzisiaj znamy. Oficjalnie Lewis Waterman został wynalazcą wiecznego pióra, w następstwie czego założył fabrykę i oczywiście stał się bogaty.

Pierwotna użyteczność piór – piśmienność, utraciła swą atrakcyjność już w momencie upowszechnienia się długopisów. A dziś, w czasach gdy klawiatury laptopów uczyniły z piór wiecznych przedpotopowe skamieliny, pewne przedmioty – zauważa autor – przetrwały próbę czasu, mimo że mogą wydawać się zbyteczne. Prestiżem wciąż cieszy się chociażby zegarek na rękę. Pióro też nie umarło. Błyszczy zwłaszcza w podniosłości chwil podpisywania niezwykle ważnych dokumentów, a także w symbolice i języku. Od czasu do czasu pióro przeżywa kolejny renesans. Jest luksusem i lansuje się w przestrzeni publicznej, kulturze popularnej i mediach. Pojawia się w filmie o Jamesie Bondzie (Ośmiorniczka), olśniewa blaskiem w reklamach marki Montblanc, ma poświęcone sobie czasopisma, na przykład magazyn „Penna”, czy nawet odrębną dyscyplinę naukową – stylologię.

Mimo anachronicznej konstrukcji wieczne pióra nie straciły nic ze swej magii i mają dzisiaj pokaźną liczbę entuzjastów. W tyranii cywilizacyjnych zmian, oszczędzającej jedne przedmioty zaś unicestwiającej lub zastępującej nowymi inne, wieczne pióro ocalało. W przeciwieństwie do kalki kopiującej czy maszyny do pisania (unicestwionych przez kserokopiarki i komputery) służyło nie tylko pisaniu, lecz metaforyzowało tę czynność. Przetrwało, gdyż w całej plejadzie modnych przez chwilę gadżetów, tanich i nietrwałych rzeczy, jednorazowych długopisów, okazało się symbolicznym punktem odniesienia dla zachodzących wokół nas zmian.

Aleksander Wojciech MIKOŁAJCZAK, Design Kleksa. Społeczna historia wiecznych piór, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2020.

Wróć