logo
FA 11/2025 felieton

Krzysztof Goczyła

Przeciążone słowa

Przeciążone słowa 1

Rys. Sławomir Makal

Żyjemy w otoczeniu słów. Płyną do nas z różnych miejsc i kierunków, różnymi mediami komunikacyjnymi, w najprzeróżniejszych formach. Niektóre z nich przypadają nam do gustu, podobają nam się, tak jak rzeczy, które chętnie kupujemy w sklepach. Niektóre słowa brzmią obco, odpychają nas od siebie niejasnym znaczeniem, skomplikowaną pisownią czy dziwnym brzmieniem. Tych nie używamy nie tylko z obawy, że użyjemy ich niewłaściwie, ale przede wszystkim dlatego, że na podorędziu czekają te nasze ulubione, znajome, przyjazne i łatwe. Jednak słowo to nie rzecz kupiona w sklepie, bo nam się spodobała. Ulubionych butów nie założymy na dłonie w roli rękawiczek – nie będą pasowały, a nasze dłonie zakomunikują to nam niezwłocznie. Ze słowami jest inaczej – ulubione słowo wstawimy wszędzie, gdzie tylko nam się podoba. Słowo nie będzie cisnąć, nie zaboli, nie zaprotestuje. I, jak każda rzecz, zbyt często używane, staje się wyświechtane, traci swoje pierwotne przeznaczenie i indywidualność.

W powszechnym użyciu jest wiele takich słów. Jednym z nich jest słowo „ciężki” i jego warianty. Właściwie teraz wszystko jest ciężkie: ciężki jest problem, ciężka jest sprawa do załatwienia, ciężka jest praca, ciężka jest sytuacja, ciężko jest rano wstać, ciężko kogoś zrozumieć, ciężko kogoś przekonać, ciężko rozwiązać problem, i w ogóle całe życie jest ciężkie. Zapominamy, że problem może trudny, niełatwy lub skomplikowany, sprawa jest poważna, sytuacja jest krytyczna albo kłopotliwa, a życie nie jest lekkie. Paradoksalnie, rzadziej słyszymy, że coś jest ciężkie tylko z uwagi na swój duży ciężar.

Ale bądźmy sprawiedliwi. W Słowniku języka polskiego PWN (sjp.pwn.pl), bodaj najbardziej miarodajnym kompendium wiedzy o polszczyźnie, słowo „ciężki” ma aż 15 (!) znaczeń i tylko pierwsze z nich odnosi się do fizycznego ciężaru. Pozostałe to znaczenia przenośne. Według Słownika… ciężki może być ktoś, kto się porusza ociężale, ciężki może być cios, praca też może być ciężka, ciężkie mogą być los i choroba, ciężkie mogą być dowcipy i utwory artystyczne, ciężkie może być jedzenie, ciężkie może być też powietrze i chmury zwiastujące burzę, a wtedy lepiej włożyć ciężki płaszcz.

Skąd więc ten cały rwetes, skoro tyle rzeczy może być ciężkie? Ano stąd, że język polski jest tak bogaty i piękny przez swą różnorodność, że nie powinniśmy nadużywać żadnych słów, bo one na to nie zasługują. Nagminnie stosowane słowa stają się przemęczone, przeciążone rozlicznymi kontekstami, tracą swoją językową energię i wyrazistość.

Drugim słowem, a raczej słówkiem, które narzuca mi się od razu, gdy myślę o przeciążonych słowach, jest „gdzie”. Oto kilka tylko przykładów z licznego zbioru jego niepoprawnych zastosowań: „Przeczytałem doktorat, gdzie udowodniono…”, „Zaskoczyła mnie sytuacja, gdzie…”, „Obejrzałem film, gdzie grał…”, „Zawodnik osiągnął taką formę, gdzie pobił rekord…” itd., itp. Z gramatycznego punktu widzenia „gdzie” jest zaimkiem odnoszącym się do miejsca, ewentualnie kierunku (choć w tym drugim przypadku staranniejsze jest „dokąd”). Zatem w wymienionych wyżej zdaniach zamiast „gdzie” trzeba użyć innych zaimków, np. „Przeczytałem doktorat, w którym udowodniono…”, „Zaskoczyła mnie sytuacja polegająca na tym, że…”, „Obejrzałem film, w którym grał…”, „Zawodnik osiągnął taką formę, że pobił rekord…” itd., itp. Ale: „Byłem w Warszawie, gdzie zwiedziłem Zamek Królewski i zjadłem obiad w restauracji, gdzie byłem rok temu”. Słówko „gdzie” znalazło tu swoje właściwe miejsca.

W przytoczonych powyżej niepoprawnych przykładach to biedne, przeciążone ‘gdzie’ stało się klasycznym słownym wytrychem, ofiarą swoistego lenistwa językowego. A tego koniecznie powinniśmy unikać, nie tylko z troski o te konkretne przeciążone słowa, ale przede wszystkim dla poszanowania naszego ojczystego języka. Dbajmy o język!

Wróć