logo
FA 11/2025 życie naukowe

Marek Wroński

Najdłuższa sprawa dyscyplinarna

Rodzinny doktorat cz. IV


Najdłuższa sprawa dyscyplinarna 1

Rys. Sławomir Makal

Mimo poważnych zarzutów obszernego plagiatu, komisja doktorska przyjęła doktorat jednogłośnie, występując nawet o nagrodę dla autora za „wybitną dysertację”.

Ponad 8 lat temu wyszła na jaw sprawa „kontrolowanego rodzinnie” plagiatu w pracy doktorskiej bronionej na Wydziale Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Inżynierii Biomedycznej Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie (patrz: Rodzinny doktorat, cz. I, FA 1/2018; Rodzinny doktorat cz. II, FA 2/2018 oraz Rodzinny doktorat cz. III, FA 1/2019).

Ta naukowa saga dotyczyła dysertacji mgr. inż. Witolda Głowacza (ur. 1981), ówczesnego asystenta z Katedry Automatyki i Inżynierii Biomedycznej, której kierownikiem był wtedy prof. dr hab. inż. Marek Gorgoń, dziś prorektor ds. nauki AGH. Obecnie kierownikiem katedry jest prof. Krzysztof Oprzędkiewicz, a ona sama nosi nazwę Automatyki i Robotyki i zatrudnia ok. 70 pracowników, w większości nauczycieli akademickich. Wcześniej przez wiele lat – do 30 września 2016 r. – szefem katedry był prof. Ryszard Tadeusiewicz, rektor AGH w latach 1998-2005, członek rzeczywisty PAN i członek korespondent PAU. To właśnie on był promotorem dysertacji W. Głowacza zatytułowanej Metody analizy i rozpoznawania informacji zawartej w sygnałach prądowych i napięciowych silników elektrycznych dla diagnostyki stanów przed awaryjnych. Recenzentem wydziałowym doktoratu była prof. dr hab. inż. Ewa Dudek-Dyduch (dziś już na emeryturze). Drugim recenzentem, zewnętrznym, był prof. dr hab. inż. Marek Skomorowski, dyrektor Instytutu Informatyki i Matematyki Komputerowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zarówno promotor, jak i recenzenci wysoko ocenili pracę doktorską, która na początku stycznia 2017 r. została udostępniona publicznie w Bibliotece Głównej AGH.

Podczas obrony, która miała miejsce 19 stycznia 2017 roku, najstarszy brat doktoranta, dr inż. Andrzej Głowacz, ówczesny adiunkt w Katedrze Telekomunikacji AGH, publicznie zarzucił Witoldowi, że jego dysertacja to nieznacznie zmieniona kopia doktoratu trzeciego, najmłodszego z braci – Adama, który był wtedy adiunktem w Katedrze  Automatyki i Inżynierii Biomedycznej. Z kolei ojciec braci, dr hab. Zygfryd Głowacz był zatrudniony w  Katedrze Energoelektroniki i Automatyki Systemów Przetwarzania Energii (kierownik: dr hab. inż. Andrzej Bień). Doktorat Adama  obroniony został we wrześniu 2013 r. pod opieką promotorską prof. Grzegorza Dobrowolskiego  i co ciekawe, recenzowała ta sama dwójka profesorów. Na dowód Andrzej Głowacz przedstawił zgromadzonym maszynopis tej pracy doktorskiej.

Obecna na sali komisja doktorska, której przewodniczył prof. Piotr Augustyniak (dzisiejszy przewodniczący Zespołu II Inżynieryjno-Technicznego Rady Doskonałości Naukowej) praktycznie nie zareagowała na ten drastyczny zarzut nierzetelności i nie zawiesiła obrony. Na sali był także ojciec trzech braci, dziś już nieżyjący dr hab. inż. Zygfryd Głowacz, prof. AGH.

Plagiat czy nie?

Mimo zarzutów, komisja doktorska obronę przyjęła jednogłośnie, występując nawet o nagrodę dla doktoranta za „wybitną dysertację”. Kiedy jednak tydzień później, 26 stycznia 2017 r., zebrała się Rada Wydziału, aby zatwierdzić nadanie stopnia doktora, jej dziekan, dr hab. inż. Ryszard Sroka (pełnił tę funkcję do 31 sierpnia 2024 r.), poinformował zgromadzonych, że porównał osobiście oba doktoraty i uważa, że niestety są w nich tak „duże podobieństwa”, że proponuje zawiesić zatwierdzenie dysertacji aż do formalnego sprawdzenia zarzutów. Dla bezstronnego wejrzenia w sprawę uchwalono powołanie zewnętrznego recenzenta – biegłego, prof. Radosława Pytlaka z Politechniki Warszawskiej.

W sporządzonej 27 marca 2017 r. obszernej opinii, prof. Pytlak potwierdził, że dysertacja Witolda w znacznej części jest plagiatem wcześniejszego doktoratu Adama (oryginalnie napisano: „wprowadzenie w błąd co do autorstwa części cudzego utworu”). Jego zdaniem, nieco odmienne przedstawienie wyników nie jest oryginalnym rozwiązaniem naukowym, czego wymagała od każdej pracy doktorskiej ówczesna Ustawa o stopniach i tytułach naukowych z 2003 r.

W czasie burzliwego posiedzenia Rady Wydziału 27 kwietnia 2017 r. jej członkowie przeważającą liczbą głosów odmówili zatwierdzenia doktoratu, mimo że kilku znanych profesorów w swoich wypowiedziach starało się „z czarnego zrobić białe”.

Od tej uchwały mgr. inż. Witold Głowacz, z pomocą prawną mecenasa Jana Widackiego złożył odwołanie do Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów w Warszawie. Ta powołała swojego recenzenta, prof. dr. hab. inż. Stanisława Ossowskiego z Wydziału Elektrycznego PW. Ten nie stwierdził żadnego plagiatu w doktoracie. Jednak uznał, iż inkryminowany tekst może w małej części (nie więcej niż 20 stron) stanowić autoplagiat ze wspólnych prac z bratem, Adamem Głowaczem. Natomiast ocenił, że powołanie prof. Radosława Pytlaka jako biegłego dla Rady Wydziału AGH było niezgodne z prawem, co powoduje, że jego opinia nie powinna być brana pod uwagę. Moim zdaniem, to nie jest słuszne.

W obliczu takiej oceny Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów Naukowych uchyliła uchwałę Rady Wydziału Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Inżynierii Biomedycznej AGH o niezatwierdzeniu doktoratu. Jednocześnie skierowała sprawę do ponownej oceny do Rady Wydziału Elektrotechniki, Elektroniki, Informatyki i Automatyki Politechniki Łódzkiej, którego dziekanem był wówczas dr hab. inż. Sławomir Hausman.

Ponowne rozpatrzenie tej sprawy miało miejsce w styczniu 2019 roku (szczegółowo zostało opisane w III części cyklu Rodzinny doktorat). Powołany wtedy opiniodawca dr hab. Szymon Grabowski (dzisiaj już profesor tytularny) z Instytutu Informatyki Stosowanej PŁ bardzo dokładnie sprawdził wszystkie zarzuty i opinie, obalając wcześniejszą ekspertyzę prof. Stanisława Ossowskiego z Politechniki Warszawskiej wykonaną dla Centralnej Komisji. Wykazał on, że rzekomy, choć stwierdzony przez eksperta, autoplagiat ze wspólnych prac obydwu braci odpowiada zaledwie 2% tekstu z jednego ich wspólnego artykułu, identyczne jest też tylko jedno zdanie z drugiego artykułu. Jednoznacznie natomiast potwierdził, że ponad 70% tekstu doktoratu Witolda jest ewidentnym plagiatem z doktoratu jego brata Adama. A tego, jego zdaniem, w żaden sposób nie można zaakceptować.

Mimo takich jednoznacznych dowodów, krakowscy recenzenci doktoratu (prof. Ewa Dudek-Dyduch oraz prof. Marek Skomorowski) zostali przy swoim wcześniejszym zdaniu, uważając że jest to „dobra praca doktorska, spełniająca ustawowe wymogi”. Podobnie uważał będący na sali promotor doktoratu, prof. Ryszard Tadeusiewicz, który tylko dodał, że jednak „kopiowania nie można tolerować” i takie postępowanie „jest skandaliczne”. W tajnym głosowaniu 16 października 2018 r. łódzka Rada Wydziału wieloma przeważającymi głosami również nie zaakceptowała doktoratu.

Dalsze odwołania

Witold Głowacz 3 grudnia 2018 r. odwołał się od odbierającej mu doktorat uchwały do Centralnej Komisji. Najpierw sprawa stanęła na Sekcji Nauk Technicznych (jej przewodniczącym był wówczas prof. Roman Barlik z Politechniki Warszawskiej). Powołano dwóch recenzentów-biegłych: prof. inż. Romana Śmierzchalskiego z Katedry Automatyki Politechniki Gdańskiej oraz prof. inż. Lilianę Byczkowską-Lipińską z Wyższej Szkoły Informatyki i Umiejętności w Łodzi. Obie recenzje-ekspertyzy – bardzo obszerna, ustosunkowująca się zarówno do zarzutów prawnych, jak i merytorycznych autorstwa prof. Smierzchalskiego, jak i krótka, ale merytoryczna opinia prof. Byczkowskiej-Lipińskiej – były negatywne i oddalały odwołanie. Sekcja Techniczna CK 29 głosami przeciw uchyleniu uchwały, przy 1 głosie za uchyleniem i jednym wstrzymującym zagłosowała za nieuwzględnieniem odwołania Witolda Głowacza. Identyczne stanowisko zajęło 27 stycznia 2020 r. Prezydium CK, które jednogłośnie podjęło decyzję o utrzymaniu zaskarżonej uchwały łódzkiej Rady Wydziału.

W połowie kwietnia 2020 r. mecenas Jan Widacki w imieniu swojego klienta złożył na tę decyzję skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, zarzucając CK brak przeprowadzenia merytorycznej kontroli ustaleń Rady Wydziału oraz brak krytycznego odniesienia się do opinii powołanych biegłych-recenzentów. Wyrok WSA w tej sprawie zapadł 19 marca 2021 roku. Sędziowski skład orzekający, złożony z przewodniczącej – sędzi Ewy Kwiecińskiej, sprawozdawcy sprawy – sędzi Danuty Kani i sędzi Joanny Kube, oddalił skargę. W obszernym uzasadnieniu dokładnie przedstawiono wszystkie kroki obu rad wydziałów i Centralnej Komisji. Stwierdzono, że w świetle zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, decyzja o odmowie nadania stopnia jest uzasadniona. Ponadto, „oceniając przebieg postępowania Sąd nie stwierdził naruszeń prawa, które miałyby skutkować uchyleniem zaskarżonej decyzji”.

Wyrok ten został zaskarżony do Naczelnego Sądu Administracyjnego skargą kasacyjną z 6 lipca 2021 r. złożoną przez radcę prawnego, dr. Tomasza Borowca z Warszawy. W imieniu Witolda Głowacza zarzucił on prawne usterki w powołaniu recenzentów: prof. Romana Śmierzchalskiego oraz prof. Liliany Byczkowskiej-Lipińskiej. Motywował, że powołania dokonał pisemnie, nie mając umocowania prawnego, dyrektor Biura CK, dr Jerzy Deneka, a nie ktoś z kierownictwa Sekcji Technicznej czy z Prezydium Centralnej Komisji. Pełnomocnik wskazał też, że zarówno CK, jak i WSA pominęły korzystne dla skarżącego ustne stanowiska prof. Ryszarda Tadeusiewicza oraz prof. Marka Skomorowskiego przedstawione 16 października 2018 r. na Radzie Wydziału Elektrotechniki, Informatyki i Automatyki PŁ. Nie wzięto też pod uwagę pisemnego stanowiska prof. Ewy Dudek-Dyduch. W opinii skarżącego „te stanowiska w sposób merytoryczny, syntetyczny i obiektywny odniosły się do pracy doktorskiej”. Te korzystne dla skarżącego opinie zostały jakoby zdewaluowane, zaś dowody i argumenty przemawiające na jego korzyść nie zostały wzięte pod rozwagę. Zakwestionowano też rzetelność i skuteczność zagranicznych systemów antyplagiatowych, z których korzystano w Łodzi.

Wyrok NSA

Ostateczny wyrok w tej sprawie zapadł 18 grudnia 2024 r., dopiero po 3,5 roku od złożenia skargi kasacyjnej. Zespół sędziowski NSA w składzie: przewodnicząca sędzia NSA Teresa Zyglewska, sprawozdawca sędzia NSA Mirosław Wincenciak i sędzia delegowany z WSA Kazimierz Bandarzewski oddalił skargę, uznając że nie zawiera ona usprawiedliwionych podstaw.

W obszernym uzasadnieniu NSA stwierdził, „że nie można podzielić zarzutu, że w sprawie nie wzięto pod uwagę pozytywnych recenzji oraz jednoznacznie pozytywnej opinii promotora rozprawy doktorskiej. Z uzasadnienia zaskarżonego wyroku, jak i decyzji organu odwoławczego, wynika, że cały materiał dowodowy znajdował się w posiadaniu organu oraz Sądu pierwszej instancji. Podkreślić należy, że sąd administracyjny, w ramach swej kognicji, nie jest uprawniony do oceny wartości naukowej dokumentacji złożonej przez kandydata, czy też trafności opinii recenzentów. Dlatego też argumentacja skargi wskazująca na wartość naukową pracy skarżącego w dyscyplinie informatyka i znaczenie proponowanych w niej rozwiązań dla praktyki przemysłowej – nie może być przedmiotem oceny merytorycznej Sądu. W zakresie kognicji sądu administracyjnego pozostaje bowiem wyłącznie zbadanie, czy w toku postępowania o nadanie tytułu naukowego nie doszło do naruszenia trybu postępowania określonego przepisami ustawy oraz przepisami k.p.a. Innymi słowy, sąd administracyjny bada jedynie aspekty formalne postępowania zakończonego wydaniem zaskarżonej decyzji (por. np. wyroki NSA z dnia; 29 lipca 2011 r. sygn. akt I OSK 729/11 oraz 17 grudnia 2010 r. sygn. akt I OSK 1700/10, CBOSA)”.

Sąd wprawdzie zgodził się, że „naruszono przepisy prawa materialnego poprzez ich niezastosowanie, tj. § 20 ust. 1 i § 20 ust. 2 Statutu w zw. z art. 35 ust. 5 ustawy. Według art. 35 ust. 5 ustawy, kompetencje organów Centralnej Komisji, sposób wyboru prezydium Centralnej Komisji, jej organizację i tryb działania oraz sposób powoływania recenzentów określa uchwalony przez nią statut. Z kolei z powołanych postanowień Statutu wynika, że upoważniony do powołania osób sporządzających opinie jest Przewodniczący właściwej Sekcji, a także Sekcja, Prezydium Komisji oraz Przewodniczący Komisji. Z akt administracyjnych wynika, że osoby sporządzające opinie zostały wyznaczone przez Dyrektora Biura CK, który powołał się na upoważnienie Sekretarza Centralnej Komisji, którego to upoważnienia w aktach administracyjnych nie ma. Zdaniem Sądu, powyższa okoliczność nie miała jednak wpływu na wynik postępowania, bowiem z akt sprawy wynika, że powołani profesorowie sporządzili kompletne opinie oraz są uznanymi naukowcami w zakresie nauk technicznych – dyscyplinie nauki, której dotyczyła oceniana rozprawa doktorska. Zatem wszystkie wymogi formalne zostały spełnione, a skarga kasacyjna nie wykazała wpływu braku wyjaśnień w zakresie umocowania Dyrektora Biura Centralnej Komisji na wynik postępowania w tej sprawie”.

Zatem osiem lat walki mgr. inż. Witolda Głowacza o utrzymanie nierzetelnego stopnia doktora nie dało pożądanego rezultatu, a sprawiedliwości stało się zadość.

Sprawa karna w Krakowie

Nie dowiedziałem się, kto zawiadomił lokalną prokuraturę o plagiacie w doktoracie, ale podobno nie była to ani uczelnia, ani rodzina. Być może zrobił to ktoś postronny, bo sprawa była opisywana w krakowskiej „Gazecie Wyborczej” i wywołała duże oburzenie społeczne. Faktem jest iż prokurator Jolanta Prodziewicz z Prokuratury Kraków-Krowodrze podjęła sprawę z urzędu. Akt oskarżenia wpłynął do Sądu Rejonowego Kraków-Śródmieście 27 czerwca 2019 r. Witoldowi Głowaczowi zarzucono „przywłaszczenie sobie autorstwa obszernych fragmentów pracy doktorskiej Adama Głowacza i przedstawienie jej jako własnej, nie podając zarówno w przypisach, jak i bibliografii pracy doktorskiej, z jakiej publikacji zostały zapożyczone, tj. o czyn z art. 115 ust. 1 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych”. Do przeprowadzenia procesu wylosowana została sędzia Małgorzata Rokosz z II Wydziału Karnego SR. Rozprawa toczyła się przez cały rok. Od 23 stycznia do 30 listopada 2020 r. odbyło się łącznie pięć rozpraw.

Wyrok wydano dwa tygodnie później – 14 grudnia 2020 r. SSR Małgorzata Rokosz uznała, że „swoim zachowaniem oskarżony zrealizował zarówno znamiona przedmiotowe jak i podmiotowe zarzuconego mu czynu zabronionego z art. 115 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych”. Jednak postanowiła prowadzone postępowanie karne umorzyć ze względu na znikomy stopień społecznej szkodliwości czynu i na wystąpienie negatywnej przesłanki procesowej unormowanej w art. 17 § 1 pkt 3 k.p.k. w zw. z art. 1 § 2 k.k.

Co było na sali sądowej

Poniższy tekst w znacznej części opiera się na dokumentach sądowych. Sam proces przebiegał dość sprawnie i szybko. Zeznawali obaj bracia Głowaczowie jak również promotor, prof. R. Tadeusiewicz i dwoje pierwotnych recenzentów doktoratu. Wszyscy utrzymywali, że nie było żadnego plagiatu, a oskarżony wykonał świetne badania. Przedstawiono też na podstawie dokumentów całą dalszą sekwencję zdarzeń, włącznie z treścią następnych recenzji w procesie odwoławczym, aż do momentu złożenia przez W. Głowacza skargi do WSA w Warszawie. Następnie wysłuchano obszernych zeznań biegłej sądowej z zakresu lingwistyki kryminalistycznej, prof. dr hab. Jadwigi Stawnickiej (z Akademii Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki w Katowicach). Wskazała ona, iż rozprawa doktorska mgr. inż. W. Głowacza zawiera znaczne fragmenty zawłaszczeń z rozprawy dr. inż. Adama Głowacza. Oceniając procentowo stopień zawłaszczenia tekstu biegła zeznała, że w rozdziale I wynosi on aż 99%, w V 96%, a w III – 76%. Z kolei tekst rozdziału II został zawłaszczony w 71%, VI w 37%, a wstępu w 20%. Biegła odnotowała także znaczne podobieństwo spisów treści obu prac, tożsamość rysunków (aż 24 tożsame rysunki!) oraz paralelizm tytułów prac. Podkreśliła, że zapożyczenia nie dotyczą często stosowanych (potocznych) zwrotów i mało istotnych z punktu widzenia merytorycznego, ale istotnych części pracy. Zwróciła uwagę, że oskarżony zastosował zabiegi maskujące w celu wprowadzenia odbiorcy w błąd, co do autorstwa tekstu. Polegało to na opuszczaniu, dodawaniu czy zamianie fragmentów tekstu (wyrazów, fraz) na synonimiczne, a także zmiany formy gramatycznej wyrazów (np. zmiana liczby rzeczowników czy czasu czasownika). Biegła podkreśliła, że można wskazać fragmenty zawłaszczone przez Witolda Głowacza oraz fragmenty, w których dokonał on celowej modyfikacji tekstu w celu ukrycia zawłaszczenia. Prof. Stawnicka podkreśliła, iż tożsame fragmenty tekstu nie mogły zostać w procesie twórczym wykreowane przez jedną osobę. Każdy bowiem użytkownik języka używa charakterystycznego dla siebie zespołu cech językowych. Cechy te ujawniają się na poziomie leksykalnym, użycia związków wyrazowych, w tym skonwencjonalizowanych związków, oraz na poziomie składniowym. Wykluczona zatem jest tzw. twórczość równoległa, również w sferze użycia języka naukowego. W przypadku dwóch identycznych fragmentów tekstów autorami nie mogą być dwie różne osoby. Również zaprzecza autorstwu dwóch osób dokonywanie celowych modyfikacji w tekście w celu zatuszowania zawłaszczenia tekstu i wprowadzenia w błąd odbiorcy, co do rzekomego autorstwa tekstu zawłaszczonego.

Oskarżony Witold Głowacz utrzymywał, że jego doktorat jest samodzielną pracą naukową i nie stanowi plagiatu rozprawy doktorskiej brata Adama.

Uzasadnienie wyroku

Sąd dał wiarę wyjaśnieniom oskarżonego tylko w części. Sędzia zwróciła uwagę, że aczkolwiek „oskarżony Witold Głowacz – mimo, że werbalnie nie przyznawał się do popełnienia zarzucanego mu czynu – to w swoich wyjaśnieniach potwierdził, że jego rozprawa doktorska nie zawiera wskazań, że jest to fragment cytowany, pomimo iż przytaczał publikację młodszego brata bądź publikacje wspólne. Na wiarę zasługują wskazania oskarżonego, iż jego praca bazuje na pomiarach prądów i napięć, zaś praca Adama Głowacza na pomiarach dźwięków, co stanowi zasadniczą różnicę obu prac. Wskazane rozprawy doktorskie zawierały inne metody klasyfikacji i ekstrakcji cech. W jego pracy częstotliwość próbkowania wynosiła od 0-20 kiloherców, a w pracy jego brata od 20-50. Przedłożony wykaz publikacji potwierdza także, iż oskarżony jest autorem i współautorem licznych publikacji z dziedziny będącej przedmiotem jego pracy doktorskiej. Wyjaśnienia oskarżonego w zakresie, w jakim opisywał zakres pracy doktorskiej, wcześniejszy dorobek naukowy i pracę naukową – są spójne, rzeczowe, logiczne i konsekwentne, jak i zgodne z pozostałym uznanym za wiarygodny materiałem dowodowym”.

Sąd uznał także za w pełni wiarygodne zeznania promotora i dwójki pierwotnych recenzentów. Natomiast sędzia Małgorzata Rokosz bardzo wysoko oceniła opinię pisemną prof. Jadwigi Stawnickiej, biegłej z zakresu lingwistyki kryminalistycznej. Uznała, że była ona rzetelna, jasna oraz pełna. Podkreśliła, że biegła dokonała szczegółowej analizy porównawczej rozprawy doktorskiej oskarżonego i dr. A. Głowacza, a wnioski z tej analizy przedstawiła w sposób jasny i kategoryczny. Co więcej, podczas składania ustnej opinii biegła udzieliła wyczerpujących i stanowczych odpowiedzi na pytania stron postępowania i Sądu, odnosząc się również do zarzutów dotyczących braku Jej wiedzy specjalistycznej z zakresu pracy, która była przedmiotem opiniowania. Wskazawła ona nie tylko na tożsamości na poziomie językowym, ale i inne, oraz w sposób kategoryczny wykluczyła, aby dwie różne osoby, nawet z kręgu rodziny, czy też współpracujące na polu naukowym i wspólnie publikujące, używały identycznych zwrotów, sformułowań, zdań czy całych opisów.

Sąd uznał za wiarygodne dokumenty przedstawione na sali sądowej i zgromadzone w aktach, gdyż zostały sporządzone przez uprawnione osoby i zawierają obiektywne treści. Nie były też kwestionowane przez strony postępowania. Nie dał jednak wiary wyjaśnieniom oskarżonego Witolda Głowacza, iż pracę tworzył sam, w oparciu o własne badania i dorobek naukowy, jak i ten stworzony wspólnie z bratem Adamem. Zdaniem Sądu, ta część wyjaśnień oskarżonego jest sprzeczna z pozostałym, uznanym za wiarygodny, materiałem dowodowym. Przede wszystkim przeczy jej porównanie treści pracy oskarżonego i pracy brata A. Głowacza. Ta część wyjaśnień oskarżonego, w której zaprzecza on jakoby popełnił plagiat, jest również sprzeczna wewnętrznie, albowiem sam Witold Głowacz przyznał, iż pisząc rozprawę doktorską „bazował” na pracy brata, który temu nie oponował.

Do pracy brata oskarżony odwołuje się jedynie trzykrotnie. Zdaniem Sądu, wykorzystał on bardzo obszerne fragmenty cudzego tekstu, przekraczając granice dozwolonego cytatu oraz włączył je do pracy sygnowanej swoim nazwiskiem. Potwierdza to jego sprawstwo i winę w zakresie zarzucanego mu przestępstwa z art. 115 ust. 1 ustawy o prawie autorskim. Oskarżony działał przy tym umyślnie, gdyż wiedział, z jakiego źródła korzystał przy tworzeniu swojej rozprawy doktorskiej. Jest on osobą dorosłą, zaś jego czyn uznać należy za zawiniony.

Z drugiej strony, w przedmiotowej sprawie nie ulega wątpliwości, iż oskarżony Witold Głowacz nie przypisał sobie autorstwa ustaleń naukowych zawartych w rozprawie doktorskiej brata Adama. Ta ostatnia praca dotyczy badania stanów przed-awaryjnych maszyn na podstawie sygnałów akustycznych, natomiast jego praca dotyczy badania stanów przed-awaryjnych maszyn na podstawie pomiarów sygnałów prądowo-napięciowych. Jest to podstawowa różnica obu rozpraw doktorskich. To determinuje, jakie zakłócenia, czyli jakie uszkodzenia maszyn i silników można wykrywać i do jakich urządzeń można stosować te metody, a są one komplementarne i uzupełniają się. Dlatego też, zdaniem Sądu, obydwie rozprawy doktorskie rozwiązywały inny problem naukowy. Oskarżony badał bowiem, czy za pomocą zmienności prądu i napięcia jest możliwe wykrycie, czy może dojść do awarii danej maszyny.

W ocenie Sądu zachowanie oskarżonego cechowało się znikomym stopniem społecznej szkodliwości i wobec powyższego należało umorzyć prowadzone przeciwko niemu postępowanie karne. Sędzia uznała, że sama realizacja znamion czynu spenalizowanego we wskazanej ustawie o prawach autorskich, nie jest wystarczająca, aby pociągnąć sprawcę do odpowiedzialności karnej. Do skazania konieczna jest konstatacja, iż popełniony przez Witolda Głowacza czyn był karygodny, a zatem cechował się stopniem społecznej szkodliwości, który jest wyższy niż znikomy. Powyższe ustalenie, jest niezbędnym warunkiem przyjęcia, iż mamy do czynienia z przestępstwem, gdyż nie każdy czyn bezprawny i karalny jest również karygodny. Karygodne są tylko takie czyny, które osiągnęły wyższy niż znikomy stopień społecznej szkodliwości. Jednakże zdaniem Sądu, czyn z art. 115 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych popełniony przez oskarżonego, nie spełnia wymogu karygodności, gdyż cechuje się znikomym stopniem społecznej szkodliwości. Prokurator Jolanta Prodziewicz nie złożyła apelacji od wyroku. Dlatego Witold Głowacz nie poniósł kary, jednak musiał pokryć koszty sądowe w wysokości 809 zł.

Postępowanie dyscyplinarne

Z przykrością muszę podsumować, że postępowanie dyscyplinarne, które przeprowadzono na AGH, nie jest wzorem do naśladowania. Ówczesny rektor, prof. Tadeusz Słomka, polecenie wszczęcia postępowania wyjaśniającego skierował do rzecznika dyscyplinarnego, prof. Janusza Majty, dopiero po 9 miesiącach od otrzymania od dziekana wydziału informacji o plagiacie, a powinien to zrobić niezwłocznie. Aczkolwiek rzecznik wniosek o ukaranie asystenta W. Głowacza skierował do Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej już po 3 miesiącach, to jednak żądana kara nagany była niewspółmiernie niska w stosunku do rangi przewinienia. Rzecznik stwierdził, że powodem ukarania nie był plagiat w doktoracie, ale „wykorzystanie bardzo obszernej ilości tekstu z wcześniej obronionej pracy doktorskiej dra inż. Adama Głowacza – we własnej rozprawie doktorskiej, bez należytej informacji o źródłach jego pochodzenia, co mogło wywrzeć wrażenie, że obwiniony ma pełne prawo autorskie, co do treści i formy wykorzystanego tekstu. Tym samym jest to czyn uchybiający obowiązkom nauczyciela akademickiego oraz godności zawodu w zakresie co najmniej obowiązku dbania o rzetelność, uczciwość i staranność w prowadzeniu działalności naukowej”. W tej sytuacji zaś uznał karę nagany za dostatecznie dotkliwą, ale równocześnie podkreślił, że obwiniony nie wykazał żadnej skruchy. O tym, że de facto popełniono plagiat i poważnie naruszono prawo autorskie, rzecznik nie wspomniał, argumentując, że o plagiacie może orzec tylko sąd, co nie jest prawdą.

Komisja dyscyplinarna w składzie: przewodniczący dr hab. Piotr Saługa z Katedry Zarządzania, członkowie: dr Jerzy Palosza z Wydziału Humanistycznego oraz student, ukarała mgr. inż. Witolda Głowacza naganą, uważając, że kara jest zasadna i adekwatna do zarzucanego czynu. Mimo tak wyjątkowo łagodnego potraktowania przez uczelnię, mecenas Jan Widacki pod koniec listopada 2018 r. złożył odwołanie do Komisji Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego w Warszawie. Argumenty były podobne: że to nie jest plagiat, gdyż zapożyczeń nie dostrzegli ani promotor, ani recenzenci doktoratu.

Komisja, działając w trybie odwoławczym w składzie: przewodniczący i sprawozdawca dr hab. Maciej Małolepszy z Instytutu Nauk Prawnych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Zielonogórskiego, członkowie: dr hab. Zbigniew Ciekanowski z Akademii Bialskiej im. Jana Pawła II w Białej Podlaskiej oraz doktorant Tomasz Stach z Politechniki Opolskiej, uchyliła orzeczenie i zwróciła do ponownego rozpoznania. Głównym powodem był „szkolny błąd”: zabrakło wymaganych prawem podpisów składu orzekającego pod sentencją orzeczenia. Złożono je tylko na końcu uzasadnienia. Każde orzeczenie dyscyplinarne musiało bowiem być podpisane zarówno na pierwszej stronie pod sentencją, jak i na końcu uzasadnienia.

Nowa rozprawa dyscyplinarna odbyła się przed Komisją Dyscyplinarną AGH 20 lutego 2020 r. Nowy zespół orzekający w składzie: przewodniczący prof. Kazimierz Różański (obecnie już nieżyjący) z Katedry Zastosowań Fizyki Jądrowej, a także prof. dr hab. inż. Adam Kruk z Katedry Metaloznawstwa i Metalurgii Proszków oraz studentka Natalia Kurowska z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska, ponownie nałożył na Witolda Głowacza karę nagany. Od tego orzeczenia obwiniony znowu się odwołał i ponownie Komisja Dyscyplinarna RGNiSW na rozprawie 2 grudnia 2020 r. uchyliła orzeczenie Komisji Dyscyplinarnej AGH. Zasadniczym powodem uchylenia był fakt, iż obwiniony „pozbawiony był możliwości prowadzenia obrony w sposób samodzielny i rozsądny (naruszenie prawa do obrony), zatem powinna być mu udzielona obligatoryjna obrona (mecenas Jan Widacki przestał być obrońcą W. Głowacza). Obrońcą z urzędu, został jeden z emerytowanych profesorów uczelni, Jan Tadeusz Duda, którego AGH wyznaczyła 14 maja 2021 r., zgodnie ze wskazaniem W. Głowacza.

Po ponownym rozpoznaniu sprawy i przeprowadzeniu szczegółowego postępowania wyjaśniającego i dowodowego, orzeczeniem z dnia 1 lipca 2021 r. Komisja Dyscyplinarna AGH uznała obwinionego winnym zarzucanych czynów i wymierzyła karę nagany. Od tego orzeczenia W. Głowacz wraz z obrońcą, złożyli 7 września 2021 r. kolejne odwołanie, zarzucając „niestaranność w przeprowadzeniu ustaleń faktycznych” i kwestionując je. W kolejnym – już trzecim – orzeczeniu odwoławczym z 10 maja 2024 r. Komisja Dyscyplinarna RGNiSW oddaliła odwołanie i utrzymała karę nagany. Uznała, że podstawy odwoławcze podniesione w odwołaniu są bezzasadne. Stanowią wyraz subiektywnej i wybiórczej oceny stanu faktycznego obrońcy i powoda, a przywołane argumenty nie zasługują na uwzględnienie w świetle całości materiału dowodowego, a zmierzają oni jedynie do zakwestionowania obiektywnych ustaleń dokonanych w postępowaniu dowodowym bez podania konkretnych argumentów prawnych. Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, iż odwołanie Witolda Głowacza z września 2021 r. rozpoznano dopiero w maju 2024 r. czyli prawie po trzech latach – w dodatku na rozprawie niejawnej

Wyrok Sądu Apelacyjnego

Od tego już finalnego orzeczenia w procedurze dyscyplinarnej (sygn. akt KDRG-613 II 20/2021) Witold Głowacz złożył przysługujące mu odwołanie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Wpłynęła ona do Sądu 8 października 2024 r. i otrzymała sygnaturę III APo 28/24 i czekała rok na rozpatrzenie.

Sędzia SSA Marzena Wasilewska wydała wyrok 6 listopada 2025 r. Uchyliła orzeczenie Komisji przy Radzie Głównej, zwracając sprawę do ponownego rozpatrzenia. Sąd jasno ustalił, „jakiego rodzaju orzeczenia mogą być wydane przez Komisję drugiej instancji i w katalogu tych orzeczeń nie zawiera się orzeczenie o utrzymaniu w mocy orzeczenia Komisji dyscyplinarnej pierwszego stopnia. Zgodnie z powołanym przepisem na posiedzeniu niejawnym Komisja drugiego stopnia mogła jedynie wydać orzeczenie, którego treścią jest uchylenie orzeczenia Komisji pierwszego stopnia i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania lub umorzenia postępowania, wydanie postanowienia o odmowie przyjęcia odwołania. W pozostałych przypadkach Komisja drugiego stopnia była zobowiązana skierować sprawę na rozprawę odwoławczą, co w niniejszej sprawie nie miało miejsca. Nadto w stosunku do obwinionego wymierzono karę dyscyplinarną nagany, a zgodnie z § 34 ust. 2 pkt 1 i 2 rozporządzenia orzeczenie o uznaniu obwinionego za winnego popełnienia przewinienia dyscyplinarnego i wymierzeniu kary nagany mogło być wydane wyłącznie na rozprawie, natomiast w niniejszej sprawie Komisja drugiej instancji procedowała na posiedzeniu niejawnym, co oznacza, że obwiniony nie mógł realizować prawa do obrony. Ustawa o szkolnictwie wyższym przewiduje ściśle określone przypadki, w których dopuszczalne jest procedowanie przez Komisję dyscyplinarną drugiego stopnia na posiedzeniu niejawnym. W stosunku do obwinionego w ustalonym stanie faktycznym takiej możliwości procedowania nie było, co stanowi obrazę przepisów postępowania, która mogła mieć wpływ na treść orzeczenia, bowiem obwiniony został pozbawiony możliwości wypowiedzenia się co do zgromadzonego materiału dowodowego, zgłoszenia ewentualnych dodatkowych wniosków dowodowych co mogło mieć wpływ na ustalenia stanu faktycznego.”

Ten wyrok wskazuje na brak przestrzegania prawa przez Komisję Dyscyplinarną przy RGNiSW, którą kieruje już kolejną kadencję prof. Hanna Paluszkiewicz z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego.

Mecz „dyscyplinarnego ping ponga” trwa, ale mam wrażenie, że główny zawodnik, mgr inż. Witold Głowacz, wypadł z gry, gdyż 30 września 2025 r., po 14 latach, przestał pracować na Akademii Górniczo-Hutniczej. Powodów jego rozstania z uczelnią nie byłem w stanie dociec, gdyż AGH „chroni jego prywatność”, zapominając iż nauczyciele akademiccy jako osoby pełniące funkcje publiczne, w sprawach związanych z wykonywaniem zawodu, są tej ochrony z mocy prawa pozbawieni.

Zapewne gdy poznamy finał ponownego rozpoznania jeszcze raz wrócimy do tej sprawy, chyba najdłużej ciągnącej się w historii spraw dyscyplinarnych.

Dr hab. n. med. Marek Wroński jest emerytowanym profesorem uczelnianym. Zajmuje się patologią nauki od 28 lat.

Wróć