Anna Jawor

Tomasz Witkowski po raz kolejnym rozprawia się ze współczesną psychologią oraz całą narosłą wokół niej kulturą. Blisko 30 esejów, w większości publikowanych wcześniej w krótszych wersjach w różnych czasopismach, zostało ujętych w cztery bloki tematyczne: Meandry myślenia, Za ołtarzem nauki, Pod dekoracjami pop-psychologii, Za fasadą kultury terapeutycznej. Sformułowanie tych tytułów sugeruje, że autor nie będzie tylko relacjonował jak jest, ale zajrzy pod podszewkę i ujawni to, co na pierwszy rzut oka niewidoczne. Tytuły zdradzają zarazem dystans i sceptycyzm wobec popularnej psychologii, kultury terapeutycznej i pseudonauki. Witkowski pozostaje wierny nauce przez duże „N”.
Spektrum zagadnień jest szerokie, od klasycznych tematów psychologii, jak pamięć, inteligencja czy uleganie autorytetom, po problematykę najbardziej aktualną, jak „epidemia samotności”, mindfulness czy zmagania z traumą. Witkowskiego ogląd tych spraw przeczy powszechnym mniemaniom. Autor może nie tyle idzie pod prąd rozpowszechnionych tez, ile ujmuje je w szerszym kontekście, problematyzuje i skłania do refleksji nad nimi, a może i do rewizji poglądów na ich temat. Tak jest m.in. w przypadku tzw. złych emocji.
Witkowski, jak chyba większość psychologów, dostrzega dobre strony złych emocji, przestrzega przed wypieraniem ich. „Korzystnych efektów negatywnych emocji jest przynajmniej tak wiele jak ofert kursów mających na celu ich pozbycie się – pisze autor. – Okazuje się, że wbrew temu, co powszechnie sądzimy, zazdrość sprzyja osiąganiu lepszych rezultatów w szkole, poczucie winy sprawia, że zachowujemy się rozsądniej i charakteryzuje nas większe współczucie, smutek poprawia interakcje z innymi i powoduje, iż stajemy się bardziej przekonujący, a lęk sprzyja samoświadomości, umożliwia głębszą autorefleksję i wspomaga zachowania prospołeczne”. Z kolei pozytywne emocje mają też swoje ciemne strony. Najlepsza, najnaturalniejsza jest po prostu emo-różnorodność – przekonuje autor.
Inna kwestia, której świadomość też już weszła do mainstreamu, dotyczy wychowywania dzieci. Nie wożenie z zajęć na zajęcia i nawet nie wizyty u psychologów najlepiej wpłyną na ich dobrostan, a poczciwe spotkania przy stole, regularne, niespieszne bycie razem. Rodzicielstwo to nie jest „projekt rozwoju produktu” – pisze obrazowo autor, sprzeciwiając się wprzęganiu naszego życia i emocji w mechanizmy gospodarki wolnorynkowej. O tym, jak rynek usług psychoterapeutycznych wciąga nas i „wypluwa”, pisze w tytułowym eseju. W dzisiejszych czasach łatwiej niż kiedykolwiek stać się klientem usług terapeutycznych, ale naprawdę chorzy psychicznie nie mają przez to lepiej, twierdzi Witkowski. Zwróćmy zresztą uwagę, że słowo „klient” wyparło „pacjenta” w tym kontekście. Autor sprzeciwia się też wyolbrzymianiu problemów takich, jak samotność. Przecież „bycie samemu” niejedno ma imię. Czym innym jest izolacja społeczna, czym innym poczucie samotności pomimo towarzyskiego trybu życia, a jeszcze czym innym świadome odosobnienie, przypomina autor, który sam nie stroni od samotnych wypraw. Sugeruje, że lepiej jest nauczyć się bycia sam na sam ze sobą, niż martwić statystkami samotności.
Nieobcy jest też autorowi temat nauki w szkole. Czy nauczyciele dziś są przygotowani do uczenia dzieci krytycznego myślenia, do wzbudzania w nich ciekawości, mobilizowania do samodzielnego poznawania świata? Od tego zależy przyszłość nauki, psychologii, a w szerszym planie całej naszej kultury.
Anna Jawor
Tomasz WITKOWSKI, Zawracanie statków głupców i inne eseje, Wydawnictwo Bez Maski, Wrocław 2025.
Wróć