logo
FA 11/2024 felietony

Piotr Müldner-Nieckowski

Pakowanie, czyli przygotowanie do wykładu

Pakowanie, czyli przygotowanie do wykładu 1

Źródło: Wikipedia

Zawsze na początku roku akademickiego wykładowcom przychodzą do głowy rozmaite rozwiązania, które mogą się przydać. Jedne są solidnymi usprawnieniami, inne raczej fantazjami, udoskonaleniami pozornymi i w rzeczywistości mającymi na celu poprawienie pozycji nadawcy w oczach odbiorców (w aktorskim stylu wykładania). Te pierwsze na szczęście zdarzają się częściej i warto z nich korzystać, nawet jeśli na pozór wydają się trudne do stworzenia. Prowadzący wykład lub dialog nie musi nadawać wykładowi cech egzaltacji ani rozwiązań humorystycznych. Przy pewnej swobodzie działania kontakt ze słuchaczami przychodzi sam, jest efektem doświadczenia dydaktycznego. O wiele trudniejsze jest zadanie takiego przedstawiania tematyki i jej szczegółów, żeby po pierwsze było zrozumiałe dla większości słuchaczy, po drugie żeby dawały łatwe zapamiętywanie i po trzecie, żeby w czasie zajęć mogły być przedstawione w całości i wyczerpująco. Za dużo kryteriów i parametrów?

Są jednak sposoby, które pozwalają podejść do zagadnienia poprawności wykładu według schematu zaczerpniętego z prakseologii. Nie trzeba czytać aż Kotarbińskiego. Wystarczy na chwilę położyć się na plecach, zamknąć oczy i uzmysłowić sobie cechy tego, co ma być wyłożone. Uzmysłowić sobie przykłady zdarzeń, które wydają się niezmiernie łatwe, ale w miarę rozbierania na czynniki pierwsze zaczynają się gigantycznie komplikować. Wtedy trzeba wracać do początku i analizować od nowa. Jeśli ktoś mnie o to pyta, a jest w moim otoczeniu sporo dydaktyków, to jako podpowiedź daję przykład pakowania paczki w firmie sprzedającej towary drogą wysyłkową.

Pakowanie złe polega na tym, że wykonawca bierze za duży kawał papieru albo folii plastikowej, dowolnie zawija sprzedawany obiekt, ile się da okleja taśmą samoprzylepną, nakleja odpowiednią etykietkę i zanosi do paczkomatu lub na pocztę. Zamiast owijki można zastosować pudło tekturowe, w którym coś kiedyś kupiliśmy albo ktoś nam coś kiedyś przysłał. Wielkość pudła nie może być za mała, ale za duża niestety wydaje się łatwa do opanowania przez włożenie różnych domowych śmieci i upchanie ich tak, żeby nasz nawet maleńki obiekcik w wielkim pudle się nie ruszał.

No tak, fajno jest, nadaliśmy paczkę. Ale po drodze naklejka odpadła (nie to zostało przyklejone, co należało przymocować). Papier lub folia zostały rozdarte, a towar wewnątrz zgnieciony, rozdrobniony. Zapomnieliśmy to zabezpieczyć. W pudle to samo, jeśli ściśle przylegało do naszego obiektu i ktoś na tym stanął, to zniszczył nie tyle pudło, ile jego zawartość. Jeżeli to jednak dojedzie do odbiorcy i nie będzie zniszczone, to wyobrażam sobie jego wściekłość, bo najpierw mocuje się z nadmiarami zaklejeń, a potem z wyrzucaniem śmieci wypełnienia. Wzajemne przesyłanie sobie odpadów weszło w krew licznym sprzedawcom w serwisie Allegro, to jest wręcz plaga.

Tak pakujący ludzie nie myślą o odbiorcach, a więc o funkcjonalności paczki. W wykładzie będzie to język, sposób przedstawiania i dobór treści, aby się zmieściła w danym czasie. Ta czynność należy do najważniejszych elementów przygotowania i przez większość słabszych wykładowców (nadawców paczek) bywa całkowicie zaniedbywana. „Przecież w paczce jest wszystko co trzeba”. Tak, ale czy wszystko potrzebne słuchaczom, czy też jest mnóstwo śmieci? Czy wyczerpuje istotę problematyki wykładu, czy nie dajemy zbyt wiele dygresji i fajnych grepsów, które jak gliną zalepiają temat główny?

Po drugie paczka musi mieć wygląd zewnętrzny estetyczny i dostosowany do funkcji. Ładna, zgrabna powoduje, że panowie, którzy mają nią rzucić z auta na chodnik przed pocztą, a potem do głębi skrzyni towarowej, pod wpływem ładnego wyglądu zatrzymają niszczący ruch i raczej ją położą, z czuciem przesuną, niż rzucą przed siebie, aby tylko doleciała.

To wszystko jest znaną w praktyce pocztowej sprawą. Niby nic. Ale w wykładowej też. Łatwizna. Najpierw jednak sprawdźmy jakość opakowania, czyli to jak mówimy.

Czas na dekalog. Warto nagrać sobie 10-15 minut wykładu na smartfon i wysłuchać tego cierpliwie, wyławiając: 1) błędy dykcji i emisji (głośności), 2) jęczenie i buczenie „aaa”, „yyy” między wyrazami i podczas zastanawiania się nad dalszą treścią, 3) zbyt szybkie albo za wolne tempo mówienia, 4) błędy językowe, 5) niekończenie zdań (to nie jest rozmowa potoczna), 6) wyciszanie końcówek wyrazów, wersów, zdań, 7) nierobienie przerw między autonomicznymi elementami tekstu i między tematami, 8) zbyt długie lub za krótkie przerwy między wyrazami, zdaniami, akapitami, 9) bałaganiarskie definiowanie pojęć, 10) brak (o ile są możliwe) przykładów praktycznego zastosowania podawanej teorii lub teoretycznych aspektów omawianej praktyki, i brak powtórzeń w postaci drugiej wersji najtrudniejszych definicji składników wykładu.

Dobry wykładowca potrafi jeszcze przygotować wsparcie w postaci prezentacji, która mu pomaga jako ściągawka, objaśnia i porządkuje treść, ale która nie powinna umożliwiać jej zapamiętania bez zrobienia przez studentów notatek (nie powinno pomagać im nawet robienie zdjęć z ekranu, co zresztą jest zakazane przez prawo autorskie). Ten ostatni chwyt ma głęboki sens. Nierobienie przez studenta notatek z wykładu powoduje, że średnio zapamiętuje nie więcej niż ok. 10% treści, natomiast robiący notatki zapamiętują, i to pamięcią dość dojrzałą (tą funkcjonującą w następstwie działania świeżej), aż ok. 60% treści. A to różnica.

e-mail: lpj@lpj.pl

Wróć