logo
FA 11/2024 życie akademickie

Rozmowa z prof. Antonim Taraszkiewiczem, architektem z Politechniki Gdańskiej

Nowy Bauhaus?

Nowy Bauhaus? 1

Antoni Taraszkiewicz

Największy problem budzi to, co nie jest łatwo definiowalne, czyli aspekt społeczny, a zwłaszcza możliwość włączania różnych grup społecznych do współdziałania.

W swoich badaniach nawiązuje pan m.in. do idei Nowego Europejskiego Bauhausu. Co jest jej istotą?

Jest to idea Komisji Europejskiej z 2020 roku, która ma w swoim założeniu m.in. szeroko pojętą ochronę środowiska. Ta idea jest wsparta na trzech podstawowych filarach, co – jak myślę – wzorowane jest trochę na triadzie witruwiańskiej. Witruwiusz mówił o użyteczności, trwałości i pięknie, a tutaj mamy rozwój zrównoważony, wspólnotę i piękno. Piękno jest zapożyczone bezpośrednio od Witruwiusza, ale myślę, że pozostałe idee także mają tu swoje odniesienie. Nowy Europejski Bauhas nawiązuje również do Bauhausu Waltera Gropiusa, bierze pod uwagę rozwiązania projektowe, które koncentrują się na potrzebach człowieka, angażując społeczność do wspólnych działań na rzecz przestrzeni. Mam nadzieję, że idea NEB nie jest utopijna, natomiast na pewno jest konieczna z uwagi na obecne zniszczenie środowiska.

Czy Nowy Europejski Bauhaus jest tylko ogólnym założeniem, czy może wiążą się z nim szczegółowe przepisy, obligatoryjne dla architektów?

Oczywiście ta idea ma pewne uszczegółowienia, ale są one traktowane dosyć „miękko”, dlatego że jednym z podstawowych założeń jest wspólnotowość, więc chodzi o to, żeby ten program był bardzo dobrze dostosowany do lokalnych społeczności. To nie jest jakiś schemat uniwersalny dla całego świata, tylko pewien kierunek, który może być wprowadzany różnymi ścieżkami odpowiednimi dla danego regionu, dla danej kultury. Założenia NEB nie są obligatoryjne, każdy kraj czy każda społeczność może je zrealizować w miarę swoich możliwości. Np. wiadomo, że Europa ma założony program neutralności klimatycznej do 2050 roku, co oczywiście nie jest możliwe dla krajów nisko rozwiniętych. NEB ma wspomagać Zielony Ład, który, jak wiemy z przekazów medialnych, nie zawsze się sprawdza: w rolnictwie mamy protesty biorące się z dbałości o dobro nasze tu i teraz, a nie z troski o przyszłe pokolenia – jestem w stanie to zrozumieć. Natomiast jest wiele przejawów aktywności ludzkiej, w których Zielony Ład i program NEB są niezbędne. Na przykład w takich gałęziach przemysłu jak budownictwo można wprowadzić wiele elementów tego programu, jak izolacyjność termiczna, recykling materiałów, biodegradowalność czy energooszczędność. To są dosyć jasno wyznaczone kierunki działań, które wiele krajów już realizuje i my również.

Nowy Bauhaus? 2

Pierzeja wschodnia ul. Siedlickiej 1

Przeprowadził pan ankietę na temat przyswajania idei NEB przez studentów. Jakie aspekty programu są przez nich rozumiane i doceniane, a które budzą wątpliwości?

Największy problem budzi to, co nie jest łatwo definiowalne, czyli aspekt społeczny, a zwłaszcza możliwość włączania różnych grup społecznych do współdziałania i walka z wykluczeniami społecznymi.

Zastanawiam się, na ile pewne zapisy NEB są realne, skoro w programie jest mowa o partycypacji różnych mniejszości – etnicznych, religijnych czy seksualnych – w projektowaniu. Czy nie należałoby raczej powierzyć projektowania fachowcom, którzy po prostu się na nim znają?

Ten aspekt jest najtrudniejszy i studenci najsłabiej go czują, podobnie zresztą jak architekci i zapewne jak twórcy tego programu. Natomiast sam kierunek jest słuszny. Myślę, że im wyżej rozwinięte, im bardziej wyedukowane społeczeństwo, tym bardziej partycypacja społeczna w tworzeniu architektury może mieć miejsce. Wiele oczywiście zależy od tego, na ile projektant ma bezpośredni kontakt z przyszłymi użytkownikami. Jeśli ten kontakt jest silny, partycypacja może być mocna, gdyż użytkownicy sygnalizują swoje potrzeby. Sytuacja jest trudniejsza, gdy projekt przeznaczony jest dla anonimowego odbiorcy. Oczywiście architekt jako osoba wykształcona, posiadająca odpowiednią wiedzę z różnych dziedzin może się domyślać, czego dana społeczność będzie sobie życzyć. Jeżeli projektant wie, że dany obiekt jest osadzony w konkretnym miejscu, konkretnym otoczeniu, w konkretnej społeczności i jeżeli istnieje tam pewien genius loci, to może próbować samemu wykreować wytyczne dla swych działań projektowych. Może on jednak również próbować bezpośrednio dotrzeć do użytkowników, co wydaje się dobrym wyzwaniem dla projektantów. Studenci jeszcze nie bardzo wiedzą, że można działać także w ten sposób, myślą, że wystarczy dostać zadanie projektowe i rzetelnie je wykonać. Owszem, to jest dużo, ale to jeszcze nie wszystko, można próbować jeszcze innych dróg.

A jak to było w przypadku pana najnowszego projektu – budynku Centrum Ekoinnowacji Politechniki Gdańskiej?

W tym przypadku sytuacja była znakomita, bo raz: miałem bezpośredni kontakt z użytkownikiem, dwa: znałem doskonale środowisko akademickie, bo pracuję na Politechnice Gdańskiej już 41 lat. Ponadto żyję już 67 lat w Gdańsku i dobrze znam to miasto, jego społeczność, jego historię przedwojenną i powojenną, jego krajobraz i koloryt, więc było mi dużo łatwiej, ale taką właśnie wiedzę projektant powinien zdobywać po to, żeby zrealizować wydawałoby się utopijny cel, jakim jest włączanie społeczności lokalnej do projektowania. Oczywiście prowadziłem też konsultacje społeczne i bezpośrednio, i pośrednio – przy pomocy moich współpracowników, a także przy pomocy pracowników politechniki. Konsultowałem projekt z jego przyszłymi użytkownikami ale również, choć w znacznie mniejszym stopniu, ze społecznością akademicką całej uczelni oraz z mieszkańcami najbliższej okolicy. Jeśli mówimy o konsultacjach, studenci na etapie projektów semestralnych mają trochę większą trudność z ich realizacją. Staramy się jednak jako nauczyciele akademiccy, aby projekty, zwłaszcza na wyższych semestrach, osadzać w jakiejś rzeczywistej lokalizacji, gdzie istnieje konkretne otoczenie, które ma swoją historię, społeczność, genius loci, więc gdyby studenci chcieli, mogą sami dokonywać tego rodzaju badań. W to wszystko musi się także wpisywać tak oczywisty aspekt jak dbałość o dostępność dla wszystkich, żeby architektura nie wykluczała nikogo.

Czyli kwestia braku barier architektonicznych.

Tak, to nie tylko dotyczy osób poruszających się na wózkach, ale również osób niedowidzących czy niewidzących, niedosłyszących czy niesłyszących; sporo jest tych elementów, które powinny być przez architektów uwzględniane, co nie zawsze się udaje. Projektowanie architektoniczne jest trudną dziedziną, trzeba znać się praktycznie na wszystkim. Architekt koordynuje wszystkie branże i musi wiedzieć, jak poszczególne elementy połączyć w sprawnie funkcjonujący organizm, co jest trudnym zadaniem. Natomiast i studenci, i architekci bez problemów rozumieją takie postulaty NEB jak energooszczędność, izolacyjność termiczna czy biodegradowalność.

Nowy Bauhaus? 3

Centrum Ekoinnowacji. Arkady od strony południowej

Ale „równość dla wszystkich, dostępność i przystępność cenowa” to już chyba utopia?

To jest wielkie wyzwanie. Najlepiej jakby architektura była piękna, użyteczna, proekologiczna i jeszcze tania. Trudno to wszystko powiązać, aczkolwiek powinno się do tego dążyć. W Polsce mamy udane próby taniego budownictwa mieszkaniowego, szczególnie w nurcie TBS-owskim, ale oczywiście to nie jest aż tak tanie, jak powinno być. Trudna jest walka z materią ekonomiczną, trudno przeskoczyć ceny materiałów budowlanych i dlatego też NEB uderza w różne gałęzie gospodarki, w tym również w produkcję materiałów budowlanych, które mają być zdrowe, proekologiczne, biodegradowalne i jeszcze tanie. Gdy będą tanie, to oczywiście cena mieszkań będzie spadała. Nakłada się tu jeszcze cena siły roboczej – w wysokorozwiniętych krajach wysoka, w niskorozwiniętych niższa – ale z kolei te społeczeństwa są biedniejsze.

Czy budynek Centrum Ekoinnowacji jest przykładem przełożenia idei NEB na działania projektowe? W kontekście projektu wymienione są trzy postulaty: „1) maksymalne wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, 2) zmniejszenie zużycia wody, 3) wyposażenie budynku w inteligentne systemy sterowania”.

Centrum Ekoinnowacji to obiekt, w którym na szeroką skalę będą prowadzone badania np. nad ekologicznymi materiałami budowlanymi czy nowoczesnymi tkaninami biodegradowalnymi. Uznaliśmy wspólnie z użytkownikami, na zasadzie wspomnianej partycypacji, że budynek, w którym mają być prowadzone takie badania, musi spełniać określone kryteria, czyli być energooszczędny, wykorzystywać odnawialne źródła energii itp. Budynek w sposób nieco pokazowy, żeby studenci mogli się z tym zapoznać, czerpie energię ze źródeł odnawialnych: na dachu są panele fotowoltaiczne i turbina wiatrowa, a ogrzewanie w dużym stopniu zapewniają tzw. geotermalne pompy cieplne.

W jakim stopniu odnawialne źródła energii zapewniają funkcjonowanie?

Jak się zsumuje różne źródła, to myślę, że uzyskamy jakieś 40%, czyli pozostaje 60% energii tradycyjnej. Nie udało się zrobić tego inaczej, odnawialne źródła energii są jeszcze zbyt mało wydajne, zwłaszcza w naszym klimacie. Nie mówię o turbinie wiatrowej, bo ona ma dosyć dobre zasilanie.

Wiatr od morza…

Tak, chciałem, żeby studenci dobrze się zapoznali z tym, jak działają takie urządzenia, nie tylko umieszczone na dachu, ale również te, które przetwarzają i dostarczają energię. W sumie oszczędności są duże, a tym samym spada zużycie paliw kopalnych. Jeśli chodzi o ogrzewanie, to w pozostałej części korzystamy z sieci cieplnej, która tutaj, na kampusie, jest bezemisyjnym źródłem energii, choć oczywiście sama elektrociepłownia emituje zanieczyszczenia.

Nowy Bauhaus? 4

Centrum Nanotechnologii

Czy w ogóle jest realne, aby funkcjonowanie budynków w 100% zapewniały odnawialne źródła energii?

Wszystko zależy od tempa rozwoju. W tym zakresie, jak zresztą w każdym innym, postęp jest oszołamiający. Spójrzmy chociażby, jak zmieniły się telefony. Fotowoltaika jest coraz bardziej wydajna, podobnie jak turbiny wiatrowe. Jest to wielka szansa dla krajów, które mają cieplejsze klimaty, więcej słońca, tam ogrzewanie nie jest konieczne, a czasami – jak w przypadku południowych krajów nadmorskich – dodatkowym atutem może być silny wiatr. Jeśli nie dojdzie do globalnej katastrofy, to ludzkość powinna osiągnąć samowystarczalność energetyczną w najbliższych 50 latach. Trzeba jednak wspomagać ten proces, więc kraje bardziej rozwinięte przekazują swoje technologie krajom uboższym i to nie tylko ze względów humanitarnych, bo także mają w tym swój interes.

Wracając do Centrum Ekoinnowacji: jakie rozwiązania sprzyjają zmniejszeniu zużycia wody?

Przede wszystkim, co jest ważne i dosyć łatwe do zrobienia, pozyskujemy deszczówkę, magazynujemy ją w specjalnych zbiornikach jako tzw. wodę szarą, która nie nadaje się do picia, ale znakomicie nadaje się np. do podlewania zieleni i spłukiwania toalet. W tym przypadku nie niszczymy więc wody pitnej. Oczywiście nie wszystkie toalety w budynku są tak zaprojektowane, gdyż deszczu nie ma aż tak dużo, żeby na bieżąco przez 365 dni w roku zapewnić odpowiednią ilość deszczówki. W związku z czym część toalet jest tradycyjna, a część działa w systemie próżniowym – tak jak w samolotach czy na statkach – pod ciśnieniem, z wykorzystaniem tylko minimalnej ilości wody szarej. Jeśli chodzi o gospodarkę wodną, to warto dopowiedzieć, że dach budynku w dużej części jest dachem zielonym, który retencjonuje wodę: nie zrzucamy jej do kanalizacji deszczowej tylko przytrzymujemy, ona sobie spokojnie odparowuje, czyli wraca do atmosfery.

A co kryje się pod hasłem „inteligentne systemy sterowania”?

To są komputerowe systemy zarządzania budynkiem BMS (Building Management System), które sterują między innymi zapotrzebowaniem na energię. Jeśli w budynku jest ciepło, to wyłączają ogrzewanie, jeśli jest chłodno włączają. Zarządzają także wentylacją, sterują dostępnością, czyli otwieraniem i zamykaniem drzwi oraz systemami przeciwpożarowymi. Gdy pojawi się zadymienie czy podwyższona temperatura, windy zjeżdżają na parter i wypuszczają ludzi, otwierają się odpowiednie drzwi ewakuacyjne a zamykają odpowiednie drzwi dymoszczelne.

Czy chciałby pan coś powiedzieć o formie budynku w kontekście miejsca, w którym powstał?

Nasz kampus jest kampusem historycznym, uważam, że jednym z piękniejszych w Polsce. Jest bardzo lubiany nie tylko przez społeczność akademicką, ale i tę zamieszkującą wokół. Do dziś korzystamy z budynków, które powstały w 1904 roku, a ponieważ zostały dobrze zaprojektowane, więc nic nie straciły ze swojej użyteczności. Stary Kampus jest zbudowany w czystym stylu neorenesansu niderlandzkiego, bez eklektycznych zabrudzeń. Później powstały kolejne budynki, które też są już objęte ochroną konserwatorską. Projektantowi trudno się poruszać w tej przestrzeni bez szacunku dla jej wartości. Budynek Centrum Ekoinnowacji powstał wzdłuż wschodniej pierzei ul. Siedlickiej. Wcześniej, bo w 2015 roku, zrealizowałem tam budynek Centrum Nanotechnologii, który ma bardzo współczesną, minimalistyczną formę odwołującą się do dokonań neomodernizmu, ale poprzez skalę, kolorystykę elewacji oraz charakter użytych materiałów w dosyć czytelny sposób odnosi się do neorenesansu niderlandzkiego. Na elewacjach zastosowałem czerwony kamień, w kolorze niemal identyczny z cegłą klinkierową, z której zbudowany został kampus historyczny. Wykorzystałem też to, co w renesansie i neorenesansie jest cechą niezwykle charakterystyczną, mianowicie wąskie pasy białego piaskowca przecinające pola czerwieni. Jednakże nie zamierzałem tworzyć repliki zabudowy historycznej, tzw. nowych zabytków. Architektura Centrum Nanotechnologii ma mówić o czasach, w których powstała. Po pewnym czasie znów udało mi się wygrać konkurs na następny budynek w tej samej pierzei, czyli właśnie Centrum Ekoinnowacji. Miejsce było już bardziej oddalone od kampusu historycznego, znajdowało się w pobliżu nowej części kampusu, która powstała w latach 60. i ma inną, biało-szarą kolorystykę i inne rozwiązania – jest tam trochę modernizmu i trochę socrealizmu. Uznałem jednak, że nowa wschodnia pierzeja ulicy Siedlickiej musi być spójna, widać więc wyraźnie spójność budynków Eko– i Nano-, a także budynku Nano– ze starym kampusem, a budynku Eko– z budynkami nowego kampusu. W ten właśnie sposób starałem się wpisać architekturę w kontekst miejsca. W przypadku obu budynków starałem się, aby ich architektura była współczesna i żeby realizowała zasady witruwiańskie, a zarazem założenia Nowego Europejskiego Bauhausu. Jest to architektura, którą można odczuwać różnymi zmysłami, która zmienia swój obraz w zależności od pory dnia czy kąta padania promieni słonecznych, zwłaszcza w przypadku zdobiących elewacje minimalistycznych arkad. Dzięki przemyślanej iluminacji o zmierzchu także pojawia się gra światła i cienia. Na arkadach gra wiatr, co zostało specjalnie przemyślane, aby ta architektura działała także na zmysł słuchu.

W edukacji przyszłych architektów dowartościowuje pan także tradycyjne narzędzia pracy, jak makieta i rysunek koncepcyjny. Jaka jest ich wartość we współczesnym projektowaniu architektonicznym?

Tradycyjne narzędzia obecnie idą w odstawkę, co w moim przekonaniu jest bardzo złe. Najlepsi współcześni architekci rysują i budują makiety. Oczywiście posługują się także narzędziami komputerowymi, bo inaczej nie da się dziś pracować. Ale rysunek odręczny w pracy architekta jest bardzo ważny, więc my na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej uczymy studentów rysować. Zresztą już na początku, w czasie wstępnego testu predyspozycji do zawodu, wybieramy osoby, które mają w tym zakresie określone uzdolnienia. To bardzo ważne, bo rysunek jest tym językiem, którym architekt porozumiewa się z innymi architektami, ale również z inwestorem i wykonawcami. Dlatego od wielu lat na Wydziale Architektury prowadzony jest przedmiot, który nazywa się rysunek architektoniczny.

Jaki jest jego zakres?

Jest to odręczny rysunek architektury, ale również np. zieleni i postaci, aby ukazać skalę człowieka w stosunku do tego, co się tworzy. Mamy także na naszym wydziale pracownie malarstwa, rysunku i rzeźby w Katedrze Sztuk Wizualnych oraz pracownie modelarskie.

Tworzenie makiet jest obowiązkowym elementem edukacji przyszłych architektów?

Tak, to są obowiązkowe zajęcia (w ramach projektów semestralnych), które są oceniane, a gdy ktoś ich nie zaliczy, nie może skończyć studiów. Obecnie mamy mnogość programów komputerowych i różnego rodzaju narzędzi 2D i 3D, które są tak łatwe i tak ponętne, że studenci gubią umiejętność i chęć posługiwania się narzędziami tradycyjnymi. Oczywiście narzędzia komputerowe trzeba znać, ale gdy patrzę na moich kolegów architektów, to wszyscy najpierw rysujemy odręcznie, a dopiero później przechodzimy na narzędzia komputerowe. Komputer ogranicza, szczególnie w relacji zespołowej, a przecież architekci przeważnie pracują zespołowo. Rysując odręcznie, łatwo i szybko można przekazać nawet dużemu zespołowi pewne emocje czy energię. W przypadku komputera jest to znacznie bardziej utrudnione. Rysunek odręczny jest bardzo ważny, zwłaszcza we wczesnych fazach projektowania. Czasami pierwsze szkice można tworzyć innymi narzędziami niż ołówek, np. pędzlem, ważne jest także tworzenie prostych modeli – makiet.

Czy także od studentów oczekuje pan, aby pierwszą koncepcję wyrazili rysunkiem, zanim przejdą do narzędzi komputerowych?

Na swoich zajęciach egzekwuję to. Studenci najpierw rysują odręcznie, dopiero później – ale niestety za szybko – przechodzą na narzędzia cyfrowe i często już nie wracają do rysunku odręcznego, co nie jest dobre. U nas nie ma obowiązku odręcznego rysowania prac dyplomowych, ale spotkałem się z takim wymogiem za granicą. Przez parę lat miałem przyjemność prowadzić obrony dyplomów w Strasburgu we Francji. Wszystkie prace dyplomowe w zakresie wizualizacji i perspektyw musiały być przygotowane odręcznie, tylko rzuty, przekroje czy elewacje mogły być rozrysowane przy użyciu komputera. Studenci robili też potężne i wspaniałe makiety. Może i u nas do tego dojdzie. Natomiast przyznam szczerze, że wizualizacje komputerowe są ogromnie efektowne, bardzo szczegółowe, hiperrealistyczne, łudząco przypominające zdjęcie fotograficzne. Oczywiście fachowym okiem można dostrzec pewne elementy, które wskazują, że to nie jest fotografia.

Zapewne takie wizualizacje robią duże wrażenie na klientach biur architektonicznych.

Tak, choć to narzędzie pozwala trochę oszukiwać, ale rysunek odręczny też może oszukiwać. Są tacy architekci, którzy pięknie rysują, a nie potrafią później przełożyć tego na dobry projekt.

Jak pan – przez pryzmat własnych doświadczeń – postrzega zawód architekta?

Jest to piękny zawód. Gdybym miał się jeszcze raz urodzić, a miałbym świadomość taką, jak mam dzisiaj, to na pewno bym ten zawód wybrał. To jest zawód niezmiernie trudny, bardzo wymagający, w jakimś stopniu nawet wypalający, ale dający ogromną satysfakcję związaną także z tym, że architekt jest po części artystą, humanistą i inżynierem. Nie tylko tworzy dzieła, w których może w jakiś sposób wyrazić siebie, ale tworzy dla innych ludzi coś, z czego mogą korzystać, co może ułatwiać im życie, pracę i – co ważne – odpoczynek, a zarazem przysparzać im przyjemności obcowania z pięknem.

Rozmawiała Krystyna Matuszewska

Fotografie architektury: Antoni Taraszkiewicz

Wróć