Aleksander Kiklewicz

Źródło: pixabay
Mimo że nauka stanowi odrębny sektor w systemie kultury, wiele zasad i reguł interakcji społecznych ma charakter uniwersalny i obowiązuje w nauce, podobnie jak w polityce lub marketingu. Zwrócił na to uwagę w pierwszej połowie XX wieku niemiecki filozof Max Scheler, który pisał o nasilającym się partykularyzmie w naukach: społeczności naukowe mają skłonność do rozdrabniania się na poszczególne nurty, formacje, szkoły, prowadzone przez badaczy o najwyższym autorytecie, czyli zgodnie ze współczesną terminologią, liderów lub przywódców opinii. Scheler twierdził, że nie tylko w polityce, lecz także w nauce masy są uzależnione od przywódców, którzy narzucają innym swoje koncepcje i światopoglądy. Im mniej teoria jest precyzyjna, mniej racjonalna, mniej weryfikowalna, tym więcej – według Schelera – ma szans na zdobycie rzeszy zwolenników.
Scheler twierdził, że w nauce nie obowiązują żadne normy uniwersalne, dla każdej społeczności naukowej są one inne. Idea ta została rozwinięta przez Thomasa Kuhna, autora koncepcji rewolucji naukowych, który pisał o paradygmatach nauki jako zespołach przekonań i heurystyk badawczych odmiennych dla każdej społeczności naukowców dominującej w tej lub innej epoce. Podobną tezę stawia Paul Feyerabend, autor słynnego twierdzenia: „anything goes” („wszystko ujdzie”).
Dążenie do integracji i konformizm zespołowy bezpośrednio przekładają się na wartościowanie efektów działalności badaczy. Liczy się nie tylko, a w naukach metafizycznych nie tyle to, w jakim stopniu wyniki badawcze zawierają nowe informacje o obiektach, istotnie poszerzają wiedzę o nich i przyczyniają się do zastosowań aplikacyjnych, ile to, w jakim stopniu publikacje nawiązują do teorii panującej w określonym czasie oraz w obrębie określonej formacji naukowej. Tak np. we współczesnych naukach społecznych i humanistycznych jest to kilka dominujących nurtów, wokół których grupują się poszczególni badacze: kulturalizm, pragmatyzm, kognitywizm, funkcjonalizm i in. Wobec tego publikacja w zakresie nauk społecznych i humanistycznych ma szansę na uznanie jedynie pod warunkiem, że nawiązuje do jednego z tych nurtów. Komunikacja zaś pomiędzy poszczególnymi formacjami praktycznie nie istnieje.
Globalizacja w nauce oznacza wyższy poziom kooperacji instytucji i osób w wymiarze międzynarodowym i niesie wiele korzyści, takich jak wymiana informacji na szeroką skalę, integracja badaczy, m.in. w ramach międzynarodowych zespołów o największym potencjale naukowym. Innymi słowy, globalizacja przyczynia się do lepszej jakości badań. W krajach OECD liczba publikacji przygotowanych we współautorstwie międzynarodowym w latach 2000-2020 wzrosła o ponad 80%.
Międzynarodowy transfer wiedzy przede wszystkim jest dziś możliwy dzięki zastosowaniu narzędzi internetowych, rola internetu pod tym względem jest nie do przecenienia. Narzędzia internetowe istotnie przyśpieszają i ułatwiają wszystkie etapy procesu badawczego, w tym te, które są związane z informacją: z jednej strony poszukiwanie informacji, z drugiej – jej udostępnienie. Do tego służą wyspecjalizowane bazy naukowe, takie jak Scopus, Web of Science, EBSCO, ProQuest, CEJSH, Wiley, Science Direct i in., a także sieci społecznościowe dla naukowców, np. Academia.edu lub ResearchGate. Podobnie jak inne media społecznościowe, umożliwiają one bezpośrednią komunikację internetową w globalnym środowisku badaczy: downloading, uploading, tworzenie grup dyskusyjnych, organizowanie forów, polecanie i opiniowanie publikacji itd.
Komunikacja internetowa otwiera ogromne możliwości transferu wiedzy na skalę globalną, jednak badania wykazują, że możliwości te nie w pełni są wykorzystywane przez użytkowników. Każdy wynalazek nie tylko stymuluje nowe motywy, cele i formy ludzkich działań, lecz także oddziałuje zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa, a więc zostaje zintegrowany ze starym zespołem funkcji kulturowych, nie przezwycięża starych nawyków jego użytkowników, w każdym razie nie dzieje się to natychmiast: młode wino wlane do starych bukłaków przecieka. Podobnie jest z internetem, który ułatwia komunikację wewnątrz poszczególnych grup, ale niekoniecznie komunikację pomiędzy grupami.
Choć globalizacja wiąże się z tym, że nowe technologie cyfrowe pozwalają na zniesienie wielu barier w zakresie dostępu do informacji, to jednak nie zawsze się bierze pod uwagę rolę mediatora, jakim jest właściciel wyszukiwarki internetowej. Z uwagi na ogrom informacji dokonuje on jej selekcji, choćby ze względu na konieczność wyświetlania okien i kart w określonej kolejności. Priorytetowym kryterium jest korzyść dla właściciela wyszukiwarki, dlatego pierwszeństwo mają informacje o charakterze komercyjnym. Tak np. jeśli w wyszukiwarce Google.pl napiszemy polecenie „Philosophy”, jako druga w kolejności pojawia się witryna produkującej kosmetyki amerykańskiej firmy o takiej właśnie nazwie. Z podobnym problemem borykają się naukowcy korzystający z internetowych baz publikacji naukowych. Zgodnie z poleceniem użytkownika na monitorze komputera wyświetla się większa lub mniejsza liczba publikacji, zwykle są to tysiące artykułów w czasopismach i monografiach zbiorowych. Jako przykład – odpowiedź bazy Wiley na polecenie „visual communication” (z 5 października 2024). Program wyświetla prawie 400 tys. tytułów, których nie jest w stanie przestudiować ani poszczególny badacz, ani nawet zespół badaczy, są oni skazani na selekcję tytułów, której najczęściej dokonuje się w sposób analogowy: w pierwszej kolejności otwiera się pliki z pierwszych stron. Tym samym badacz jest zależny od algorytmu właściciela strony, który ułożył tytuły w takiej lub innej kolejności.
Kolejnym problemem jest komunikacja niszowa. Giovanni Sartori pisze o współczesnej demokracji zachodniej, że cechuje ją pluralizm spolaryzowany, tzn. podział społeczeństwa na odseparowane od siebie wrogie obozy. W społeczeństwie tradycyjnym rozkład opinii w istotnych kwestiach przypominał krzywą Gaussa: występowało dużo niezdecydowanych i umiarkowanych poglądów, a mniej postaw skrajnych. W społeczeństwie spolaryzowanym rozkład opinii zaczyna przypominać literę „U”: w obrębie poszczególnych formacji społecznych dominują postawy skrajne. W dużym stopniu przyczynia się do tego internet. Zjawisko to zostało opisane m.in. w książce Cassa R. Sunsteina #Republic: Divided Democracy in the Age of Social Media. Autor ten pokazuje, że targetowanie informacji, czyli jej selekcja zgodnie z tematyką wiadomości, które określony użytkownik wcześniej wyszukiwał, niesie poważne zagrożenie: dostosowana do oczekiwań porcja informacji prowadzi do utrwalenia już wyznawanych poglądów, a także do ich radykalizacji. Tym samym internet wzmacnia mechanizmy „komór pogłosowych” (ang. echo chambers). Marta Juza pisze o rozbiciu zbiorowości internautów na szereg odseparowanych od siebie nisz, czyli „baniek informacyjnych”, które nie tylko przestają się komunikować ze sobą, ale wręcz mogą nie wiedzieć wzajemnie o swoim istnieniu. Zamiast jednej agory publicznej mamy w tej sytuacji raczej do czynienia z setkami małych „placyków”, mających charakter zamkniętych społeczności obywateli jednomyślących, nieangażujących się w komunikację z osobami i grupami, które reprezentują inne poglądy.
Komunikacja w środowisku jednomyślicieli (ang. like-minded people) nasila się także w nauce. Dzięki sieciom internetowym naukowiec dociera do coraz nowych reprezentantów doktryny, do której sam należy, w ten sposób coraz bardziej przekonuje się o jej słuszności i zamyka się na alternatywne koncepcje i pomysły. Grozi to degradacją nauki, która powinna bazować na zasadzie komplementaryzmu dynamicznego, tzn. na założeniu, że badacze uświadamiają alternatywne sposoby opisu tego samego zjawiska oraz dążą do wyjaśnienia mechanizmu, który leży u ich podstaw.
Globalizacja oznacza coraz szerszą skalę kontaktów międzynarodowych, międzyosobowych, ale skala integracji rośnie wewnątrz poszczególnych formacji społecznych, co dotyczy także społeczności naukowców. Powoduje to wzrost skali zamykania się na inność – na globalność w sensie światopoglądowym, na uniwersalizm i relatywizm poznawczy.
Komunikacja niszowa jest szczególnie charakterystyczna dla nauk społecznych i humanistycznych: zamknięte w rozbieżnych paradygmatach formacje naukowe są skłonne dogmatyzować kultywowane przez siebie poglądy. Polski językoznawca Marcin Preyzner ujął to w następujący sposób: „Teksty naukowe stanowią byty kulturowe, a nawet kultowe i ich prawdziwość w ogóle nie istnieje”.
W środowisku publicznym są przekazywane różnorodne informacje, w internecie pod tym względem praktycznie nie istnieje cenzura. Jednak istnieje mechanizm określany w teorii komunikacji jako agenda setting – jest to kształtowanie pewnego systemu poglądów, w którym jedne są dominujące, a drugie marginalne lub niewarte uwagi. Agenda publiczna jest częściowo kreowana przez media, ale częściowo też przez użytkowników internetu. Zauważono regułę: umasowieniu głównie ulegają poglądy najbardziej płytkie i radykalne. Pisze o tym Krzysztof Szymborski na łamach czasopisma „Wiedza i życie” (2023/4): „Internet, dzięki któremu powstały elektroniczne media społecznościowe, sprawił, że niezwykłe opowieści zaczęły szerzyć się jak pożar stepu i nabierać coraz większego znaczenia społecznego, kulturowego i politycznego. Okazało się, że fałszywe informacje rozprzestrzeniają się dalej, szybciej, głębiej i szerzej niż prawdziwe. […] Dlaczego tak się dzieje? Dla wielu ludzi szperających w zalewie informacji najważniejszą motywacją nie jest dotarcie do abstrakcyjnej prawdy, lecz zaspokojenie innych, bliższych sercu potrzeb. Wyjaśnienia prawdziwe bywają często niepełne, odwołują się do przypadku i nie tworzą spójnej całości. Mając wybór, wielu z nas woli usłyszeć opowieść, która ma «sens» – wyjaśniającą, kto jest „sprawcą” danego wydarzenia (kto za tym stoi?) i jaki jest jego cel”. Za przykład może posłużyć teoria metafor konceptualnych, zaproponowana w latach 80. XX wieku przez amerykańskich badaczy George’a Lakoffa i Marka Johnsona. W zasadzie była to pierwsza amerykańska próba teoretycznego ujęcia nominacji językowej, choć w Europie teoria nominacji istnieje od XIX wieku. Amerykanie wymyślili teorię metafor konceptualnych jako operacji w umyśle, na których bazują wyrażenia metaforyczne w języku. Tak np. za wyrażeniem „ceny rosną”, zgodnie z tą teorią, stoi metafora konceptualna CENY TO ROŚLINY, a wyrażenie „smutek rozdziera mi serce” jest oparte na metaforze konceptualnej EMOCJA TO ANTAGONISTA. Teoria ta nie została potwierdzona ani eksperymentalnie, ani poprzez badania kliniczne, ani w żaden inny sposób. Eksplikacje metafor konceptualnych mają charakter zupełnie spekulacyjny, mimo to łatwy sposób, w jaki można wyeksponować całe zespoły projekcji metaforycznych typu EMOCJA TO PŁYN W POJEMNIKU, spowodował, że na świecie powstała cała formacja lingwistów kognitywistów uprawiających tego rodzaju pseudonaukę. Liczba publikacji w tym zakresie, także w Polsce, idzie w tysiące, a głosy nielicznych krytyków są niesłyszalne. Wielu badaczy wycofuje się z dyskusji na ten temat ze względu na zamkniętość środowiska kognitywistów, zachodzi więc to, co w politologii jest określane jako spirala milczenia. Młody naukowiec, zamiast dociekać rzeczywistej natury wyrażeń o treści niedosłownej, rutynowo generuje kolejne wykazy metafor pojęciowych, gdyż gwarantuje mu to publikację w czasopiśmie, otrzymanie grantu, zaproszenie na kongres kognitywistyczny, staż w ośrodku zagranicznym itd.
Dziś jest nam obcy podział nauk na siostry bogate i biedne, co występowało jeszcze w XIX wieku, jednak wciąż wiele jest do zrobienia w zakresie kooperacji między poszczególnymi formacjami w nauce, czyli w zakresie globalizacji, rozumianej jako uniwersalizm wiedzy.
Prof. dr hab. Aleksander Kiklewicz pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, jest dyrektorem Centrum Badań Europy Wschodniej